Ten, kto się urodził – musi umrzeć – Agnieszka Holland – „Pokot” [recenzja]

Janina Duszejko, główna bohaterka ekranizacji książki Prowadź swój pług przez kości umarłych Olgi Tokarczuk, to miłośniczka zagadnień astrologicznych, obrończyni prawa zwierząt do życia oraz tłumaczka poezji Williama Blake’a. Mieszka na pustkowiu w Kotlinie Kłodzkiej, w miejscu oddalonym od najbliższej miejscowości o kilka kilometrów. Spokój, w jakim żyje, zaburza nagle przetaczająca się przez okolicę fala zabójstw. Giną myśliwi, a okoliczności okazują się trudne do wyjaśnienia. Główna bohaterka wychodzi naprzeciw bezradności policji i sama rozpoczyna intrygujące śledztwo. Jako osoba wyjątkowo ceniąca twórczość Olgi Tokarczuk byłam bardzo ciekawa filmu, powstałego na podstawie historii, która na długo po lekturze nie dała mi o sobie zapomnieć. Ekranizacja thrillera moralnego z zagadką metafizyczną w reżyserii Agnieszki Holland to pozycja obowiązkowa dla fanów dobrej kinematografii. Ciekawa i trzymająca w napięciu ponaddwugodzinna historia, piękne zdjęcia i dopasowana muzyka gwarantują produkcję wyjątkową.

W horoskopie urodzeniowym data urodzenia wyznacza również datę śmierci. To jasne – ten, kto się urodził – musi umrzeć.

Pokot rozpoczyna się cytatem pochodzącym z książki Tokarczuk i pięknymi, jesiennymi krajobrazami Kotliny Kłodzkiej. O zmroku na jedno ze wzgórz zjeżdżają się samochody, czemu towarzyszy psi skowyt, a zaraz strzały i jęki upolowanej zwierzyny. Janina Duszejko, emerytowana pani inżynier, zostaje wyrwana ze snu przez swoje psy – Leę i Białkę, które zbudziły się przez odgłosy biegnące z pobliskich wzniesień. O poranku Duszejko wyprowadza psy na spacer, wędrując po urokliwej krainie. Widzowie kolejno poznają bohaterów opowieści – Wnętrzaka, właściciela lisiej fermy, oraz Dobrą Nowinę – młodą dziewczynę pracującą w sklepie z odzieżą używaną. Niespodziewanie znikają suki kobiety, z którymi jest ona mocno związana i które nazywa swoimi dziećmi. Bohaterka prowadzi nocne poszukiwania czworonogów z grupą uczniów (pracuje jako nauczycielka angielskiego w szkole podstawowej), jednak bezskutecznie. Podczas nocnej wędrówki trafia na ciało sarny, która wpadła we wnyki. Wyczulona na krzywdę wyrządzaną zwierzętom i ekscentryczna Duszejko udaje się kolejnego dnia do Wielkiej Stopy, który mieszka nieopodal i uznawany jest za największego kłusownika w okolicy, by któryś już raz spróbować go upomnieć. Daremnie. Wcześniej dostrzegając po zachodzie słońca błyski samochodowych świateł i słysząc psie szczekanie, zamaszystym krokiem podążyła w ich kierunku. Widząc myśliwych w trakcie łowów, zaczęła protestować, grozić wezwaniem policji. Na nic się to zdało. Co mogłaby zrobić policja, skoro w ekipie zabójców leśnej zwierzyny znajduje się komendant? Warto wspomnieć, iż oprócz niego kółko łowieckie gromadzi miejscową elitę, w tym Prezesa Wolskiego, Jarka Wnętrzaka i księdza Szelesta.

Nastaje grudzień, a na ekranie pojawia się informacja, pochodząca z kalendarza łowieckiego, na jakie zwierzęta w okresie tym można polować. Janina przyjmuje w swoim domu księdza, a podczas wizyty duszpasterskiej żali się, iż mija drugi miesiąc od zaginięcia suk i podejrzewa myśliwych o ich zabójstwo. Wskazuje przy tym na ogród za oknem, wypełniony wystruganymi z drewna figurkami zwierząt: to moje inne zwierzęta, które zostały zabite. Na skargi dotyczące mordowania niewinnych stworzeń, ksiądz w protekcjonalnym tonie wygłasza, że przykazanie nie zabijaj dotyczy ludzi, nie zwierząt. Zwierzęta nie mają duszy. Nie będą zbawione. – ucina dyskusję z broniącą ich kobietą. Po pewnym czasie kolejnym gościem w domu Duszejko okazuje się Matoga, jej zagadkowy sąsiad, który informuje o śmierci Wielkiej Stopy. Razem docierają do domu zmarłego, Matoga dzwoni po policję, a Janina znajduje fotografię, która odegra znaczącą rolę w nadchodzących zdarzeniach. Po śmierci kłusownika musi stawić się na komendzie w celu złożenia zeznań, przez co ma też okazję wypomnieć komendantowi brak odpowiedzi na wnoszone przez nią skargi dotyczące polowań.

Podczas wizyty w sklepie u Dobrej Nowiny, Duszejko pomaga Dyziowi, młodemu informatykowi pracującemu na policji, który dostał na ulicy ataku epilepsji. Młodzieniec odwiedza ją potem, przynosząc w podziękowaniach upieczone przez siebie ciasto i prosząc o pomoc w tłumaczeniu wierszy Blake’a. Przez okno dostrzega tkwiące w jednym miejscu samochodowe reflektory. Martwiąc się, iż wydarzyło się coś złego, wraz z Janiną wędruje na miejsce, w którym wykrzykuje: To jest Land Rover komendanta! Oboje zauważają obok samochodu pokryte śniegiem ciało, a wokół niego ślady sarnich racic. Po czasie okazuje się, iż na głowie zabitego pojawiły się ślady zwierzęcej krwi. To nie koniec pasma tajemniczych zbrodni. W nieznanych okolicznościach znikają kolejni myśliwi. Główna bohaterka sugeruje śledczym, iż niewykluczoną przyczyną zaistniałych sytuacji może być chęć zemsty narażonych na śmierć mieszkańców lasu, jednak zostaje ignorowana. Obrończyni zwierząt trafia na postrzelonego, konającego dzika i płacze, tuląc zwierzę. Stawia się na posterunku Straży Miejskiej, oznajmiając: Przyszłam zgłosić morderstwo. Zamordowano dzika. Poza sezonem myśliwskim. Umierał w męczarniach, miał przestrzelone płuca.

W czerwcu pojawia się kolejna kalendarzowa informacja dotyczącą polowań. Janina pracuje w ogrodzie, gdy zjawia się Dyzio pełen entuzjazmu oznajmiający, iż wydrukowano egzemplarze jego tłumaczeń angielskiego poety. Zauważa na twarzy kobiety ślady poparzenia, jednak ona wyjaśnia, iż ich przyczyną były jedynie promienie słoneczne. Duszejko podczas spaceru po lesie napotyka na swej drodze Borosa Sznajdera, entomologa prowadzącego badania, w trakcie których natrafił na kolejne martwe ludzkie ciało. Boros zamieszkuje u samotnej kobiety, a ona towarzyszy mu w czasie pracy, zgłębiając tajniki owadziej egzystencji.

Klasyfikacja gatunkowa w przypadku tej filmowej opowieści nie należy do najłatwiejszych, jednak umieściłabym ją na pograniczu thrillera, kryminału, dramatu, satyry społecznej i filmu przyrodniczego. Rytualne zabijanie, gdyż tak można nazwać myśliwskie eskapady, stanowi ukazanie siły i władzy przedstawicieli płci męskiej – zarówno nad naturą, jak i kobietami. Podjęcie tematu wyrządzania śmiertelnej krzywdy zwierzętom daje do myślenia. Zdaje się być protestem przeciwko powszechnym zjawiskom, jakimi są myślistwo i kłusownictwo, a które często zostają przemilczane. Problem moralności wydaje się być w tych kwestiach nieodłączny. Postać z książki Prowadź swój pług przez kości umarłych Olgi Tokarczuk sprzeciwia się złu, które utożsamia z mordowaniem. Produkcja ukazuje także narodowe przywary, szczególnie mieszkańców prowincji. Pełna intryg i wielowymiarowych postaci fabuła przykuwa uwagę widza i trzyma w napięciu.

Na wyróżnienie zasługują zdjęcia Jolanty Dylewskiej, która współpracowała już z Agnieszką Holland przy filmie W ciemności. Ukazane piękno natury, przeciwstawiane ludzkiej przeciętności, zachwyca. Niesamowite ujęcia Kotliny Kłodzkiej, dzikiej roślinności i wolno żyjących zwierząt składają się na prawdziwą wizualną ucztę. Akompaniamentem do niej jest muzyka Antoniego Komasy-Łazarkiewicza, bogata w potęgujące napięcie inteligentne dźwięki, prowadzące do momentów kulminacyjnych. Wspaniała gra aktorska to kolejna mocna strona dzieła Holland. Poza Tomaszem Kotem (prokurator), Borysem Szycem (Wnętrzak) czy Andrzejem Grabowskim (Prezes), grającymi role drugoplanowe, na szczególną uwagę zasługuje Katarzyna Herman (żona prezesa) i Jakub Gierszał (Dyzio). Wiktor Zborowski doskonale wcielił się w postać sąsiada Matogi, ale największe brawa należą się odtwórczyni głównej roli – Agnieszce Mandat, która stworzyła kreację oryginalną i autentyczną. Warto dodać, iż aktorzy świetnie odnaleźli się w klimacie groteskowym, potrafiąc wzbudzić uśmiech na twarzy oglądającego, mimo powagi unoszącej się nad filmem.

Pokot to ciekawa opowieść pełna metafor i być może zaskakująca. Znając dobrze fabułę książki Tokarczuk oraz losy bohaterów, nie doświadczyłam zdziwienia dotyczącego odkrycia prawdy, ale doceniłam dbałość o szczegóły ekranizacji. Wyjątkowa gra aktorska, niesamowite kadry i warstwa muzyczna pozwalają na niezapomnianą podróż do Kotliny Kłodzkiej zaaranżowanej przez duet Holland i Tokarczuk. Poruszenie aktualnych tematów społecznych umożliwia rozważenie pewnych kwestii moralnych, a mieszanka realizmu i oniryzmu nadaje historii niepowtarzalnego klimatu. Pokot to pozycja niezaprzeczalnie warta obejrzenia.

Zdarzy się cokolwiek, czego nie możemy dziś przewidzieć.

Fot.: Next Film

Małgorzata Kilijanek

Pasjonatka kina, muzyki i literatury, a także sportu, w szczególności siatkówki. Filmowo ceni różnego rodzaju dramaty i filmy psychologiczne, a także kino niezależne. Muzycznie - głównie brzmienia alternatywne. W literaturze wybiera różnego rodzaju powieści, często o tematyce egzystencjalnej, psychologicznej, ale nie stroni od dzieł biograficznych i podróżniczych. Swoimi recenzjami dzieli się z czytelnikami Głosu Kultury.

1 odpowiedź

  1. Maja napisał(a):

    Też zachwyciłam się rolą Agnieszki Mandat. To jeden z najjaśniejszych punktów tego filmu. Poza tym sporo innych, zresztą wystarczy przeczytać między innymi tę recenzję :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *