Niecierpliwe serce – Maria Schrader – „Pożegnanie z Europą” [recenzja]

Pożegnanie z Europą

Uwielbiamy podziały. My, ludzie – bez względu na czasy, w jakich przyszło nam żyć. Uwielbiamy podziały. Niektóre tworzą się samoistnie, ale wiele powstaje sztucznie. Jest ich mnóstwo – ze względu na rasę, wyznanie, miejsce pochodzenia, poglądy, zainteresowania, opinie o świecie. Ale wszystkie prędzej czy później sprowadzają się do tego jednego podziału – na lepszych i gorszych ludzi. Kiedy Hitler przejął władzę w Niemczech, jasno określił, którzy są tymi gorszymi. I właśnie do nich należał między innymi niemieckojęzyczny pisarz Stefan Zweig. W Polsce jego twórczość jest już raczej zapomniana, ale fani filmu Wesa Andersona Grand Budapest Hotel na pewno wiedzą, że to właśnie jego dzieła (głównie Niecierpliwość serca i Dziewczyna z poczty) zainspirowały reżysera tej produkcji. Jak wyglądało życie znanego pisarza pacyfisty, któremu przyszło patrzeć na Europę pogrążoną w wojnie? Pozwala nam choć trochę na to pytanie odpowiedzieć film Pożegnanie z Europą, który Głos Kultury objął patronatem medialnym.

Film rozpoczyna się w roku 1936, w Brazylii, gdzie odbył się kongres PEN Clubu. Uczestniczył w nim oczywiście także Stefan Zweig. W obliczu tego, co działo się w Niemczech, na spotkaniu, które zgromadziło pisarzy z całego świata, został oddany hołd tym literatom, którzy przez rządy Adolfa Hitlera zmuszeni byli opuścić swoją ojczyznę, żyć na wygnaniu, tułać się od kraju do kraju lub, co gorsza, znaleźli się w obozie koncentracyjnym. Wywiad dla kilku dziennikarzy, jakiego udziela przed kongresem Zweig, uświadamia widzowi, jak ważny jego głos był dla tych, którzy z niepokojem patrzyli na Europę. Jednak austriacki pisarz wstrzymywał się od ostatecznego potępienia Niemiec i skrytykowania wprost działań Hitlera. Jego pacyfistyczne poglądy sprawiły, że nie chciał, jak sam powiedział dzienikarzom, stanąć kiedykolwiek przeciwko żadnemu krajowi. Jednak nie dało się zaakceptować tego, co działo się pod rządami Hitlera. Jeden z dziennikarzy nazwał Zweiga za jego plecami – cóż za ironia –  tchórzem, jednak pisarz w pewnym momencie wypowiedział zdanie, nad którym warto się zastanowić. Wysunął wniosek, że protest nieokraszony żadnym osobistym ryzykiem jest tylko krzykiem na pokaz. Czy właśnie dlatego po latach podjął największe ryzyko? Tego niestety nigdy się już nie dowiemy.

Film Pożegnanie z Europą podzielony jest na kilka częśći, w zależności od tego, gdzie akurat przebywał Stefan Zweig. Będziemy mu więc towarzyszyć zarówno w Brazylii, którą ukochał podczas wspomnianego wyzej kongresu, jak i w Nowym Jorku, gdzie dzięki jego pomocy znalazła schronenie jego była żona wraz z dziećmi. Do Brazylii będziemy wracać wraz z pisarzem, ponieważ to właśnie ten kraj okaże się dla niego najbardziej ludzki; sam nazwie go zresztą krajem przyszłości. Powie także, że spośród wszystkich państw, to właśnie Brazylia zdaje się rozumieć, że podziały i graice powinny zniknąć, że światem powinien rządzić pokój. Zweig wraz ze swoją młodą żoną nie tylko sami będą tułać się od kraju do kraju, ale także przyczynią się do wielu wędrówek swoich znajomych. Zweig bowiem jako ceniony pisarz i wpływowy człowiek będzie wielokrotnie proszony o pomoc przez swoich przyjaciół (a także wrogów) w otrzymaniu wizy, a więc nadziei na lepsze jutro, w krajach, w których żydowskie pochodzenie nie kwalifikuje człowieka jako kogoś gorszego. Jednak nie każdemu uda się pomóc, los wielu przyjaciół pisarza będzie dla niego nieznany, a to między innymi wpływać będzie coraz bardziej na jego pesymistyczne spojrzenie na świat, nawet podczas przebywania w słonecznej, tak odległej od chaosu wojny, Brazylii.

Soczysta zieleń, słońce i śpiew ptaków, jakie towarzyszą Zweigowi w Brazylii stanowią zresztą dość oczywisty, ale spełniajacy swoje zadanie kontrast. Kontrast ten jest jednak nietypowy, ponieważ to, czemu zostaje przeciwstawiony słoneczny kraj, nie zostaje pokazane. Wojna, śmierć, obozy koncentracyjne, cierpienie, głód – to wszystko mogło znaleźć się w filmie, ale twórcy postanowili z tego zrezygnować. O tym, co się dzieje w Europie, doskonale jednak wiemy z licznych filmów i książek, a także z historii. Nie potrzebujemy więc kolejnych dosadnych obrazów. I okazuje się, że wystarcza nam sama świadomość, że widok tryskającej energią Brazylii, która wydaje się oazą spokoju i sielanką, stanowi mocną i dosadną przeciwwagę dla naszej wiedzy o tym, co dzieje się na innym kontynencie. O ucieczkach, rozpaczach i tęsknotach dowiadujemy się niekiedy jedynie z listów, które pisarz otrzymuje w formie prośby o pomoc. Bardzo mocno przy okazji został zaakcentowany motyw tułaczki, wyobcowania i obcości. Niemożnośc wrócenia do własnego kraju uczyniło z wielu ludzi – jak w pewnym momencie zostaje nazwany Zweig i jego żona – nomadów. Bez własnego miejsca, bez korzeni, bez tożsamości. I choć Brazylia okazała się dla artysty krajem marzeń i przyszłości, to w 1941 roku, pozostawiwszy ostatni list, popełnił w nej wraz ze swoją żoną samobójstwo. Wiedział, że nie doczeka świata bez podziałów, wiedział, co dzieje się z jego ojczyzą i nie chciał ani biernie brać w tym udziału, ani na to patrzeć. Nie miał na to siły.

Początkowo, po zakończeniu seansu, możemy dziwić się decyzji pisarza. Tym bardziej że film w żadnym stopniu nie wprowadził nas w takie zakończenie i nic (poza oczywiście faktami) na to nie wskazywało w produkcji. Chwilę wcześniej obserwowaliśmy, jak Zweig wraz z przyjaciółmi i żoną obchodził swoje urodziny, jak cieszył się z podarowanego mu szczeniaka. Poza tym mieszkał w swojej ukochanej Brazylii – gdzie był bezpieczny i mógł cieszyć się pokojem. Jednak kiedy przeanalizujemy film jeszcze raz, dostrzeżemy, że pisarza przez cały czas zdradzają oczy. Jego wzrok wielokrotnie ucieka w bok, zapatrzony jest w dal, w otwartą przestrzeń lub wpatruje się w szybę samochodu. W jego oczach czai się smutek i brak nadziei, absolutny brak wiary w to, że doczeka lepszych czasów. To, że mógł mieszkać w słonecznej Brazylii, było w zasadzie bez znaczenia. Wciąż miał bowiem w pamięci los tych wszystkich ludzi, którym nie udało się uciec, którzy nie mieli tyle koneksji lub zwyklego szczęścia. W Internecie możemy przeczytać, że samobójstwo Stefana Zweiga było wyrazem protestu przeciwko wojnie i tego, co działo się w Europie. I na pewno jest w tym sporo racji, jednak po seansie można również zastanawiać się, w jakim stopniu wpływ na tę tragiczną w skutkach decyzję miały także wyrzuty sumienia, moralny dyskomfort związany właśnie ze świadomością, ilu ludziom się nie udało – ilu zginęło, a ilu wciąż walczy o życie, podczas gdy on cieszy się pieknym krajobrazem odległego kraju?

Pożegnanie z Europą należy do tych filmów, które nie porywają widza swoją akcją i zawrotnym tempem. Ten film nastawia się bardziej na wciągnięcie odbiorcy w filozoficzne, intelektualne dysputy, jak również na to, by za sprawą wyciszonego klimatu i zwolnionego tempa wczuć się w sytuację bohaterów. Brak ukazania okrucieństw wojny i faktycznej sytuacji Żydów w Europie, a także nacisk na żywe kolory dominujące w Brazylii sprawiają dodatkowo, że jako widzowie możemy utożsamić się bardziej z głównym bohaterem, tak jak on odczuć to, jak mocno, w przeciwieństwie do innych, został odcięty od wojennej codzienności, od poczucia na własnej skórze jak to jest być Żydem w Europie w czasach Hitlera. Kontrast, który twórcy uzyskują przy pomocy nieukazania jednej z przeciwstawnych stron, tłumaczy także poniekąd powolne tempo, w jakim rozgrywa się film – życie Stefana Zweiga (z pominięciem jego myśli i uczuć) było wbrew pozorom spokojne, nawet pomimo ciągłej tułaczki. To również kolejne zaznaczenie kontrastu między wojennym losem Europy a losem krajów niepogrążonych w konfliktach zbrojnych.

Aktorzy, którzy zostali zaangażowani w tę produkcję nie mieli co prawda pola do popisu, które pozwalałoby im stworzyć kreację na długo zapadające w pamieć, ale z pewnością spisali się bardzo dobrze. Josef Hader wcielający się w austriackiego pisarza bardzo dobrze odegrał zwłaszcza momenty tego znamiennego zamyślenia, tego uciekania i wzrokiem, i myślami. W jego oczach można dostrzec zarówno zadumę, jak i poczucie winy, niepokój i wewnętrzne cierpienie. Równie dobrze spisała się także śliczna Aenne Schwarz wcielająca się w rolę drugiej żony artysty. Szkoda tylko, że Lotte zostało poświęcone w filmie tak mało czasu – jej twarz wielokrotnie zdradza natłok emocji, ale widzowi nie dane jest przekonać się, jakie one są. Niejednokrotnie również widzimy ją dziwnie zgaszoną, a nawet zapłakaną, ale do samego końca nie dowiadujemy się, co ją trapi. Jedynie finalne samobójstwo daje nam wskazówkę co do tego, że jej cierpienie było spowodowane tym samym, co cierpienie jej męża. Pozostali aktorzy, często grający epizodyczne role, również spisali się poprawnie i choć żaden z nich poza wymienioną tu dwójką nie miał znaczącej roli w filmie, to wielu z nich w jakiś sposób zapadło mi w pamięć.

Pożegnanie z Europą pomimo swojego tematycznego ciężaru niepozbawione jest kilku humorystyczych scen (jak choćby pewna wizyta u pewnego burmistrza w Brazylii), z tym natomiast wiąże się największy moim zdaniem plus filmu, jeśli chodzi o ukazanie pewnych drobnych niuasnów w relacjach międzyludzkich. Otóż, film fantastycznie pokazuje zwyczajne ludzkie zakłopotanie. W prawdziwym życiu jesteśmy jego świadkami dość często, jednak w filmach nierzadko takie sytuacje przechodzą bez echa – każdy doskonale wie, co ma robić, kiedy się ukłonić i co powiedzieć. Pożegnanie z Europą nie zapomina jednak o tym, w efekcie czego otrzymujemy wiele bardzo realistycznych scen, jak choćby ta, kiedy po raz pierwszy spotykają się żony pisarza – była i obecna. Dodaje to filmowi sporo autentyzmy, tak istotnego przecież dla filmu biograficznego.

Stefan Zweig bardzo długo nie zajmował konkretnego stanowiska w sprawie wojny i poczynań Niemiec. Jednak odbierając sobie życie, powiedział jasno i wyraźnie, że nie chce brać udziału w okrucieństwie, które rozgrywa się wokół niego, że nawet piękna, spokojna i słoneczna Brazylia nie zapewniają mu spokoju ducha, bo jego miejsce zamieszkania nie zmienia faktu, że gdzie indziej nadal giną niewinni ludzie. Jego ból jest dostrzegalny wielokrotnie podczas seansu, ale jego śmierć i tak wywołuje w widzu emocje. Dodatkowo na uznanie zasługuje epilog filmu, w którym ciało Zweiga i jego żony zostaje znalezione w łóżku, w ich domu, i choć w mieszkaniu roi się od ludzi, to widz tylko przez chwilę dostrzega ich ciała, w odbiciu w lustrze zamontowanym na drzwiach szafy, które odsunięte na moment, ukazują nam pozbawioną już uczuć twarz pisarza. Pożegnanie z Europą to spokojny i cichy film o niespokojnych i głośnych czasach. O tułaczce, o wygnaniu z ojczyzny i o niezgodzie na cierpienie. O wierze w świat bez podziałów i granic i o wewnętrznym bólu, który prowadzi do ostatecznych decyzji, od których nie ma już odwrotu. O niecierpliwym sercu, które nie mogło doczekać się lepszych czasów. Austracki kandydat do Oscara powinien zainteresować z pewnością fanów twórczości Stefana Zweiga, ale mam również nadzieję, że na nowo zainteresuje czytelników jego dziełami.

Fot.: Aurora Films

Sylwia Sekret

Redaktor naczelna i korektorka; absolwentka dyskursu publicznego na Uniwersytecie Śląskim. Czyta prawie wszystko i recenzuje nie mniej, powtarzając sobie w duchu za Josifem Brodskim: "Znając nasze dość niskogatunkowe czasy, przybijam dumny stempel: 'towar drugiej klasy' na swe najlepsze myśli i niech jutro młode przyjmie te doświadczenia z walk o każdy oddech".

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *