(Nie) wywiad z Osiecką – Agnieszka Osiecka, Violetta Ozminkowski – “Lubię farbować wróble” [recenzja]

Lubię farbować wróble

Twórczość Agnieszki Osieckiej równoznaczna jest z ciekawymi i wartościowymi tekstami, których fragmenty znaleźć można obecnie jako pełne mądrości złote myśli, cytaty. Nie sposób zapomnieć o jej wierszach czy opowiadaniach. Teksty piosenek autorstwa Osieckiej zdają się być przez wszystkich kojarzone, jak chociażby Małgośka czy Niech żyje bal śpiewane przez Marylę Rodowicz. Violetta Ozminkowski w swojej książce Lubię farbować wróble umieściła bardzo nietypowy wywiad, który właściwie nie do końca jest wywiadem… Stworzona z autentycznych wypowiedzi artystki rozmowa przybliża jej postać oraz światopogląd, ale czy prezentowana forma przemawia do czytelnika? Mam co do tego pewne wątpliwości.

Autorka rozpoczyna Lubię farbować wróble wstępem, w którym opowiada o dawnym, przypadkowym spotkaniu Osieckiej w kawiarence na Saskiej Kępie. Wtedy nie ośmieliła się podejść, by porozmawiać z artystką, czego żałowała, i właśnie z tego powodu w książce znalazło się wyobrażenie takiej rozmowy. Dialog złożony z pytań Ozminkowski i odpowiedzi nieżyjącej poetki, zaczerpniętych z wielu wywiadów, których udzieliła, przedstawia Osiecką jako osobę charyzmatyczną, inteligentną i wrażliwą. Podczas lektury da się dostrzec, ile cennych i żartobliwych uwag miała w zanadrzu artystka, która rozmowy z dziennikarzami prowadziła niechętnie.

Opowieści zawarte w książce pozwalają czytelnikowi na poznanie szczegółów prywatnego życia mistrzyni słowa, począwszy od pierwszych sympatii, wspomnień z dzieciństwa, matury, po wzmianki o życiowych partnerach, Marku Hłasce i Danielu Passencie oraz córce Agacie. Codzienne doświadczenia ujęte w słowa przez Agnieszkę Osiecką zyskują na wartości i wydają się niebywałe – czytający wystawiony zostaje na ujrzenie talentu, objawiającego się wyjątkowym przekazem informacji zwykłych i niezwykłych. Do zwykłych zaliczyć można byłoby fakt, iż Osiecka lubiła zupę pomidorową, co wplotła w opowieść o swoim dzieciństwie, czy ukryte w konfiturze karteczki z „niespodzianką” podczas prywatek u Zosi Nasierowskiej. Za niezwykłe czy wręcz metafizyczne uznać należałyby rozważania o uczuciach.

Jestem opowiadaczką historyjek. Nikim więcej. Nie umiem dogrzebać się do głębszych pokładów, ani w przeszłości, ani w teraźniejszości. (…) Piszę piosenki, bo czuję czułość do ludzi, to wszystko.

Z książki można dowiedzieć się między innymi, jak rozpoczęła się współpraca Osieckiej z Marylą Rodowicz, dlaczego artystka nie została reżyserem, za co uwielbiała fotografię, dlaczego unikała przymiotników i co określała cyganeryjnością. Rozmówczyni autorki dzieli się także ciekawostkami dotyczącymi Zbigniewa Cybulskiego, Bogumiła Kobieli czy wspomnianego wcześniej Marka Hłaski. Zdania Osieckiej zdają się być nadal aktualne, mimo iż wypowiadane były w latach 1964 – 1997. Każdy człowiek próbuje stylizować swoje życie, koloryzować, politurować, przekształcać, przesadzać, aby coś z tego wynikło – mówiła o czasach jej współczesnych. Dostrzegała również wszechobecną pogoń za wartościami materialnymi: Nie chciałabym (…) zrobić wrażenia, że pieniądze nie są dla mnie w życiu ważne. Pojawiły się jednak całe gromady ludzi, dla których tylko one się liczą. Walczą o nie jak szakale i mają wypisane na twarzach różne kombinacje.

Po lekturze Lubię farbować wróble sympatia do Agnieszki Osieckiej rośnie i pojawia się chęć dalszego zgłębiania jej biografii, gdyż postać artystki okazuje się niepowtarzalna. Wiele do życzenia pozostawia jednak forma stworzonej rozmowy. Lekturę utrudniają nieco wymuszone pytania, niepozwalające na postrzeganie przedmiotu publikacji jako autentycznego wywiadu. Z całą świadomością tego, iż dialog nie jest realny, wolałabym czytać nierzeczywistą rozmowę, która chociaż na rzeczywistą wygląda. Uwagę zwracają też pojawiające się w rozmowie rozbieżności. Wzmianki Ozminkowski dotyczące pakietu all inclusive czy stwierdzenie, iż żyjemy w czasach urlopów tacierzyńskich, a w kolejnym rozdziale stwierdzenie Osieckiej: przyjaźnię się z Sewerynem Krajewskim, z Marylą Rodowicz, z Magdą Umer jawią się jako mało spójne. Czy czasy przyjaźni Osieckiej były okresem urlopów tacierzyńskich i wszechobecnego all inclusive?

Violetta Ozminkowski podjęła się niebywale trudnego przedsięwzięcia stworzenia wywiadu – zlepku fragmentów poszczególnych rozmów z artystką. O wiele bardziej wolałabym jednak móc przeczytać wybrane fragmenty wywiadów nieopatrzone przerywnikami w postaci niekoniecznie potrzebnych zdań pytających. Na szczęście na końcu książki znajduje się obszerna bibliografia, dzięki której można przeczytać rzeczywiste konwersacje z dziennikarzami, na których opiera się wydanie. Czy jednak taki miał być jego cel? Agnieszka Osiecka to osobowość, która intryguje i niezależnie od sposobu opisu, ciekawi. O ile wygodniej byłoby jednakże czytać rozmowy z oryginalnymi pytaniami. Lektura ta może zainteresować tych, którzy o Osieckiej wiedzą niewiele, ale i być atrakcyjną pozycją dla tych, którzy wiedzą o niej wszystko, a poszukują czegoś więcej. Niemniej jednak pozostawia pewien niedosyt co do sposobu formułowania pytań w odniesieniu do cytowanych tekstów.

Człowiek w życiu potrzebuje czegoś stałego. Choćby nie wiem jak cygańsko, bujnie czy odkrywczo chciał żyć, potrzebuje stałych lądów, wiernych stworzeń.

Fot.:  Prószyński i Ska

Małgorzata Kilijanek

Pasjonatka kina, muzyki i literatury, a także sportu, w szczególności siatkówki. Filmowo ceni różnego rodzaju dramaty i filmy psychologiczne, a także kino niezależne. Muzycznie – głównie brzmienia alternatywne. W literaturze wybiera różnego rodzaju powieści, często o tematyce egzystencjalnej, psychologicznej, ale nie stroni od dzieł biograficznych i podróżniczych. Swoimi recenzjami dzieli się z czytelnikami Głosu Kultury.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *