Magdalena Nowińska

Socjolożka z wykształcenia, bibliotekarka z przypadku, joginka z wyboru. Pasjonatka world music i ruchomych obrazów, w szczególności francuskiej Nowej Fali i twórczości Pedra Almódovara. Absolwentka studium z zakresu filmoznawstwa organizowanego przez Polski Instytut Sztuki Filmowej i Uniwersytet SWPS w Warszawie. Członkini Scope100 (edycja 2016) - projektu online stworzonego przez firmę dystrybucyjną Gutek Film z myślą o widzach, dla których kino jest życiową pasją. Uczestnicy projektu zadecydują, które filmy pokazywane do tej pory jedynie na zagranicznych festiwalach, trafią do polskiej dystrybucji. Kontakt: mag.nowinska@gmail.com

Artykuły tego autora:


0

Jedyną stałą rzeczą jest zmiana – Weronika Mliczewska – „Na początku jest koniec” [recenzja]

Podróż Weroniki Mliczewskiej do odległych terenów Gwatemalii nie jest jedynie podróżą w sensie geograficznym, a zdecydowanie czymś więcej – eskapadą na bezdroża tego, co leży najgłębiej w nas. Autorka Na początku jest koniec, będąc jedyną gringo wśród Majańczyków, snuje wielce frapującą opowieść o ucieczce od ograniczeń, nie poddawaniu się przeciwnościom losu i potędze marzeń; traktuje o wykorzenianiu, prymie czynu nad słowami i uzmysławianiu sobie, że tam, gdzie pojawia się koniec, rodzi się początek czegoś nowego. Zapraszam do lektury recenzji, którą pisałam, będąc pod wrażeniem antropologicznej dojrzałości młodej badaczki.

W sieci 0

Na gorącym uczynku życia – Kim Ki-duk – „W sieci” [recenzja]

Najświeższe dokonanie koreańskiego reżysera – Kim Ki- duka – nie jest jedynie paskiem z celuloidu pokrytym szeregiem obrazów. To raczej nasiąknięte rozpaczą i troską o sytuację na świecie autentyczne lustro naszej rzeczywistości. W sieci to obraz intencjonalny, dobitnie uzmysławiający, że o ile świat ekranowy jest elastyczny, o tyle realny już nie tak bardzo. W teorii filmu bardzo rzadko konfrontuje się dzieło z rzeczywistością, jednak w tym wypadku nie sposób odwieść się od tego zabiegu. Zapraszamy do zapoznania się z recenzją dzieła, którego nie mogliśmy nie objąć patronatem medialnym.

Lady Day śpiewa bluesa 0

Uśmiechnij się, żeby się nie porzygać – Billie Holiday, William Dufty – „Lady Day śpiewa bluesa” [recenzja]

Patti Smith w filmie poświęconym jej samej – Patti Smith Dream of live – rozczulająco określa twórczość Billie Holiday, jako „mistyczny letarg”. Zapewne słuchając dokonań Lady Day, nie sposób nie odnieść podobnego wrażenia. Zderzenie tego wrażenia z zapiskami dotyczącymi prawdziwych, a nie wykreowanych na potrzeby utworów, wydarzeń z jej życia może okazać się jednak piorunująco odmienne. Wydana niedawno przez Wydawnictwo Czarne, wznowiona po wielu latach, Lady Day śpiewa bluesa unaocznia bolesny proces życia w czasach wszechogarniającej ksenofobii, seksizmu i rasizmu. Jak radziła sobie z tym Holiday? W jakim kręgu kulturowym wyrastała? Jak wiele przeszkód musiała ominąć, by znaleźć się na szczycie? I czy na pewno był to wówczas szczyt? Odpowiedzi i podpowiedzi znajdziecie w poniższym tekście.

Fukushima, moja miłość 0

Znaczący inni – Doris Dörrie – „Fukushima, moja miłość” [recenzja]

Historia kina przepełniona jest filmami drogi, na których akcję składa się podróż bohatera do korzeni własnej tożsamości, a której celem jest dowiedzenie się czegoś o sobie i świecie. Dzika droga, Wszystko za życie, Skowyt – to tylko niektóre przykłady tego rodzaju kina. Czy stosując minimalistyczne środki wyrazu, można powiedzieć o procesie zachodzących w człowieku na skutek podróży zmian coś więcej, aniżeli zostało już powiedziane? W jaki sposób to uczynić? Odpowiedzi na te pytania zna i unaocznia swoim widzom Doris Dörrie w filmie Fukushima, moja miłość, który Głos Kultury objął patronatem medialnym.

Najlepsze filmy 2016 0

Subiektywny remanent kina – ranking 7 wspaniałych. Najlepsze filmy 2016 roku

W tym roku postanowiłam postawić na Siedmiu wspaniałych, Siedmiu samurajów lub po porostu na szczęśliwą liczbę 7. Rok 2016 spłodził różnorodne produkcje, zarówno pod względem formy, jak i treści. Obcować mogliśmy z ciekawymi animacjami dla dorosłych – tutaj podkreślić należy wyjątkowość Anomalisy, o której szczegółowo już rozmawialiśmy TUTAJ – odkrywczymi dokumentami, takimi jak Nawet nie wiesz jak bardzo Cię kocham czy omawiana przez nas KomuniaNa ekranach polskich kin zagościły również niezbyt nagłaśniane i niespecjalnie oczekiwane tytuły, które zaskoczyły widzów swą naturalnością i dojmującą szczerością. Należy w tym momencie wskazać na wyjątkowość francuskiej produkcji traktującej o wolności intelektualnej, duchowej i fizycznej, jaką jest Co przynosi przyszłość. Główna rola zarówno w tym obrazie, jak i w kolejnym doskonałym – Głośniej od bomb – powierzona została Isabelle Huppert, która triumfowała na zeszłorocznych festiwalach, zdobywając m.in. Złotego Globa za rolę w Elle. Pochwałę dla geniuszu tej aktorki wyrażałam już wcześniej, pisząc recenzję Głośniej od bomb, którąznajdziecie TUTAJ. W siódemce najistotniejszych nie znalazło się także miejsce dla Alojzego, o którym należy wspomnieć, bowiem wyszedł spod rąk obiecującego debiutanta , jakim jest Tobias Nölle. Stworzył on hybrydowy twór z elementów znanych z Her, Dziewczyny z szafy, Rivera i Lobstera i jakkolwiek odtwórczo by to nie brzmiało, wyszło doprawdy świeżo. Jeśli go nie widzieliście, natychmiast to nadróbcie. A teraz czas na moje subiektywne siedmiostopniowe podium filmowe 2016 roku.