Bezwzględność ma kolor krwi – J. Aaron, J. Latour – „Bękarty z Południa – 3 – Powrót do domu” [recenzja]

Powrót do domu

Wielu ludziom komiksy kojarzą się mimo wszystko z rozrywką dla młodszych czytelników. Decyduje o tym przede wszystkim przewaga obrazków nad tekstem, co automatycznie kojarzy się z dziełami dla dzieci. Pomijając jednak dyskusje o tym, jak bardzo takie myślenie jest błędne, wystarczy tym, którzy tak uważają, dać do przeczytania serię Bękarty z Południa. To tutaj słońce Alabamy i pozornie mająca same plusy małomiasteczkowość są codziennie świadkami okrutnego i bezsensownego przelewu krwi. Za co? Za wszystko i za nic, za krzywe spojrzenie i za spowodowanie porażki w ważnym meczu, za postawienie się bezprawiu i za powiedzenie złego słowa na tego, który rządzi hrabstwem, czyli na Eulessa Bossa – trenera tamtejszej drużyny futbolu amerykańskiego, który trzyma w garści całą społeczność i nikt, nawet szeryf, nie ma odwagi, by mu się przeciwstawić. Jedyny, który postanowił postawić kres tyranii… skończył bardzo, ale to bardzo źle. W dodatku na oczach mieszkańców, którzy nie mrugnęli nawet okiem.

Powrót do domu dzieje się bezpośrednio po wydarzeniach z tomu drugiego, który z kolei miał miejsce natychmiast po zakończeniu części pierwszej. Czytając tom Był to facet, co się zowie, kibicowaliśmy Earlowi Tubbowi, który powrócił w rodzinne strony, by uprzątnąć stary dom i wystawić go na sprzedaż. Jednak, choć sam długo nie chciał się do tego przyznać, poszedł w ślady ojca i widząc, co dzieje się w hrabstwie, nie potrafi przejść obok tego obojętnie i postanawia sprzeciwić się trenerowi Bossowi. Skończył tragicznie – skatowany przez trenera jego własnym kijem, kijem, który wyciągnął z drzewa rosnącego przy grobie jego ojca. Skończył tragicznie również dlatego, że jego śmierć nie miała miejsca w ciemnym zaułku w środku nocy, kiedy nie było nikogo, kto mógłby mu pomóc. Został pobity na śmierć w biały dzień, w samym środku miasteczka, otoczony tłumem mieszkańców, którzy przypatrywali się jego heroicznej (być może głupiej), od początku skazanej na porażkę walce ze złem. Przypatrywali się różnie – niektórzy ze wstydem, inni z fascynacją. Nie miało to jednak większego znaczenia, bo żaden z nich nie zrobił absolutnie nic, by przerwać ten spektakl, którego nie powstydziłby się sam Quentin Tarantino. Earl Tubb umarł, nie mając w sercu zapewne nawet iskierki nadziei na to, że jego śmierć cokolwiek zmieni.

Przez cały ten czas Tubb zostawiał na poczcie głosowej wiadomości dla swojej córki, która stacjonowała gdzieś w Afganistanie. Można więc było się spodziewać, że drugi tom, Na boisku, opowie nam o niej i o jej powrocie do domu. Tymczasem twórcy postanowili przybliżyć nam sylwetkę głównego złego – w pewien sposób wytłumaczyć (bo przecież nie usprawiedliwić) jego zachowanie i potwora, jakiego wyhodował w swoim wnętrzu. Czytelnik dowiedział się także, skąd wzięła się więź, jaka łączy Bossa z Bigiem, niegdyś tylko chłopakiem od piłek. Był to mocno “boiskowy” tom, jak zresztą sugerował to już sam tytuł. I tym razem również nie zobaczyliśmy, jak córka Earla wraca do domu, choć zakończenie drugiej części serii mocno już sugerowało, że nastąpi to w tomie trzecim, zatytułowanym Powrót do domu.

Jednak, wbrew pozorom, tytułowe sformułowanie to przede wszystkim nazwa lokalnej imprezy, która wiąże się z niezwykle ważnym dla Rebeliantów (drużyny prowadzonej przez bezwzględnego Bossa) meczem z reprezentacją stanu Wetumpka. W trzecim tomie Bękartów z Południa poznamy ponadto kilka spojrzeń na aktualne wydarzenia, ponieważ każdy zeszyt wchodzący w skład tej części, to opowieść z perspektywy kogoś innego. I tak pierwszy zeszyt pokazuje nam szeryfa, a także wraca wydarzeniami do chwili tuż przed samobójstwem Biga, o którym między innymi opowiadał drugi tom. Dowiadujemy się z rozmowy tej dwójki, co ostatecznie skłoniło pomocnika Eulessa Bossa do tak dramatycznego czynu. Poza tym poznamy przeszłość szeryfa, zobaczymy go na boisku i wytłumaczone zostanie nam, jakim cudem tak utalentowany i wysportowany chłopak nie skończył jako gwiazda futbolu, lecz pozostał w niewielkim hrabstwie jako jego szeryf… który na dodatek nie ma nic do powiedzenia w kwestii wymierzania prawa i trzymania w ryzach mieszkańców. W kolejnym zeszycie poznamy nieco bliżej drugą po Bossie najbardziej antypatyczną postać Bękartów z Południa, a mianowicie Esawa Goingsa, którego znamy z poprzednich tomów. Jest nie tylko zawodnikiem Rebeliantów, ale także swego rodzaju gangsterem na usługach Eulessa; jeśli trzeba wykonać brudną robotę – Esaw się tym z pewnością dla niego zajmie. Trzeci zeszyt dotyczyć będzie dojść tajemniczego mężczyzny, z imponującym zarostem, żyjącego w leśnej głuszy i jedzącego to, co sam upoluje. Mężczyzny, który coraz bardziej skłania się ku temu, by pewnym osobom wymierzyć boską sprawiedliwość… lecz ludzką ręką. Następny rozdział to powrót do historii chłopca, który w pierwszym tomie został okrutnie pobity tylko dlatego, że znalazł się w nieodpowiednim miejscu o niewłaściwej porze. Tad nie zniósł napadu dobrze, a sam tytuł tego rozdziału – Warzywa – sugeruje, w jakim stanie jest dziecko. To wydarzenie to również okazja do wniknięcia nieco w psychikę innego “gangstera” na usługach Bossa, czyli Eugena Maplesa zwanego Materheadem. Kolejny zeszyt, zatytułowany Sytuacja podbramkowa to wspomniany już przeze mnie, niezwykle ważny mecz Rebeliantów z drużyną hrabstwa Wetumpka – w tym rozdziale nerwy ostatecznie puszczają… także nerwy trenera Bossa. I w końcu dochodzimy do zeszytu zamykającego tom Powrót do domu, w którym to córka Earla Tubba przyjeżdża wreszcie dowiedzieć się, co tak naprawdę stało się z jej ojcem. Nie dojdzie do tego w tym komiksie, ale to wróży bardzo dobrze dla czwartej części sagi – podejrzewam, że będzie się w niej działo niesłychanie wręcz dużo.

Bękarty z Południa to cykl komiksów, obok których nie sposób przejść obojętnie. Poruszają swojego czytelnika nie tylko ilością krwi i przemocy, ale także – a właściwie przede wszystkim – ludzką obojętnością i niemym przyzwoleniem na nie. Rzecz dzieje się w Alabamie, ale Jason Aaron i Jason Latour nie pokazują w swoim dziele jedynie zachowań pewnej społeczności pewnego hrabstwa w pewnym stanie, lecz wskazują palcem na ludzkość ogólnie i na jej kondycję. Oczywiście Bękarty z Południa sięgają po przykłady skrajne i dosadne, lecz nasza obojętność również podczas drobnych spraw i zdarzeń może oznaczać dla kogoś, w przyszłości, tragedię. Powrót do domu poprzez danie nam wglądu w psychikę niektórych bohaterów, pozwala dostrzec, że wielu z tych, których na początku gotowi byliśmy skreślić za to, że tolerują zło i nie są w stanie sprzeciwić się Bossowi, to wielowymiarowe postaci, które nie są z gruntu złe. Raczej tchórzliwe, niepewne i wtłoczone w pewien schemat życia, który uznają za jedyny możliwy. W takiej społeczności, jaką jest hrabstwo… trudno o zmiany zapoczątkowane od jego środka. Potrzebny jest raczej ktoś z zewnątrz, kto wyrwie z marazmu, zgnilizny, degrengolady i lęku jego mieszkańców. Ktoś, kto udowodni im, że może być inaczej. Earlowi Tubbowi się to nie udało… Czy uda się jego córce, która już teraz nie jest mile widziana?

Powrót do domu to popis zarówno zdolności rysownika, Jasona Latoura, jak i scenarzysty, Jasona Aarona. Warto także zauważyć, że o ile w dwóch pierwszych tomach za scenariusz odpowiadał wyłącznie Aaron, tak w tomie trzecim rysownik pokusił się o napisanie scenariusza do rozdziału 12, zatytułowanego Warzywa. To tłumaczy zresztą pewną zmianę konwencji, do jakiej dochodzi i której odzwierciedleniem są wyróżniające się na tle pozostałych rysunki. To, co dzieje się w umyśle skatowanego chłopca, przedstawia się wbrew swojej kolorowej i kreskówkowej aurze, bardzo smutno. I właśnie o taki efekt – jak mniemam – chodziło Latourowi. Wszystkie pozostałe ilustracje zdobiące Powrót do domu (a raczej – współtworzące go) nie odbiegają od tych z poprzednich części cyklu. Nie zmienił się ani charakter i ekspresyjność kreski rysownika, ani – na całe szczęście – nie zmieniły się w żaden sposób twarze powracających postaci. Stanowcza, żywa kreska artysty idealne wpisuje się w surowy, soczysto-krwisty klimat komiksu; pasuje do tej brutalności, zarówno do przemocy, jak i niemocy, jaką odczuwa czytelnik… a i pewnie niejeden mieszkaniec hrabstwa. Olbrzymią rolę odgrywają tu również kolory, za które odpowiada zarówno Latour, jak i Chris Brunner. Podobnie jak w Był to facet, co się zowie, jak i w Na boisku dominują na kolejnych planszach kolory zgaszone i przyciemnione, jakby każda scena rozgrywała się przy przytłumionym świetle, jakby słońce Alabamy przestało świecić nad tymi ludźmi, odwracając głowę od cierpienia. Z żywych kolorów przeważa tu czerwień, bo symbolizuje ona krew – a więc zarówno życie, jak i śmierć. Czerwień to również kolor Rebeliantów, ale także… w świecie barw alegoria miłości. A jeśli przyjrzymy się bohaterom nieco wyraźniej – do czego coraz śmielej zachęcają nas dwaj Jasonowie – dostrzeżemy, że wiele ich działań wynika albo z miłości, albo z tego, że ktoś kiedyś im tego uczucia odmówił, mimo że niekiedy powinno ono być bezwarunkowe.

Bękarty z Południa to niezwykle brutalny, szczery i szalenie wciągający cykl komiksowy, od którego wprost nie da się oderwać. Scenarzysta, niczym Martin w swojej Grze o tron, nie boi się uśmiercać ważnych bohaterów, w dodatku takich, których spośród całego zgniłego społeczeństwa świata przedstawionego zdążyliśmy polubić najbardziej. Jest to jednak swego rodzaju zaleta, choć nie powiem – aż strach oczekiwać czwartego tomu, w obawie, kto zginie tym razem. Nie ukrywam jednak, że Powrót do domu tylko zaostrzył mój apetyt na dalszy ciąg tej historii, tym bardziej że – co należy podkreślić – trzeci tom tak naprawdę nie popchnął akcji zbytnio do przodu. Fabuła zeszła nieco na drugi plan, by twórcy, a za ich przykładem także czytelnicy, mogli skupić się bardziej na wnętrzach co ważniejszych bohaterów – ich motywach, przeszłości, ich wątpliwościach i skomplikowanych życiach, a także wpływie, jaki na to wszystko miał Euless Boss. Człowiek, który budzi postrach także w czytelnikach; człowiek, którego bezwzględność ma kolor krwi, człowiek, którego nie chcielibyście spotkać w prawdziwym życiu.

Jednak komiks to co innego, dlatego z niecierpliwością czekam na kolejny tom, nawet nie wyobrażając sobie, jakie okropności się w nim wydarzą.

Fot.: Mucha Comics

Sylwia Sekret

Redaktor naczelna i korektorka; absolwentka dyskursu publicznego na Uniwersytecie Śląskim. Czyta prawie wszystko i recenzuje nie mniej, powtarzając sobie w duchu za Josifem Brodskim: "Znając nasze dość niskogatunkowe czasy, przybijam dumny stempel: 'towar drugiej klasy' na swe najlepsze myśli i niech jutro młode przyjmie te doświadczenia z walk o każdy oddech".

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *