Być matką – Brit Bennett – „Matki” [recenzja]

Brit Bennett to autorka, o której mówi się, że jest jedną z pięciu najbardziej obiecujących pisarzy amerykańskich poniżej 35. roku życia, a ma to udowodnić jej powieść Matki. Utwór opowiada o trudach macierzyństwa w dzisiejszych czasach i o przekładaniu decyzji o byciu matką na później, kiedy osiągnie się już sukces zawodowy. Czy rzeczywiście ten debiut zasługuje na uwagę czytelnika?

Cała główna akcja toczy się w nadmorskim miasteczku na południu Kalifornii, gdzie mieszkańcy znają się nawzajem. Los plącze ze sobą życia trzech osób: Nadii, Luke’a i Aubrey. Pewnie pomyśleliście sobie teraz: miłosny trójkąt? No i macie rację. Ale to wszystko jest jeszcze bardziej skomplikowane. Będziemy mieli aborcję, rozstania, powroty, zdradę. I co najważniejsze: przez cały czas bohaterowie będą powracali do przeszłości.

Tak jak wskazuje tytuł książki, jest ona powieścią o matkach. Ale nie taką zwyczajną historią. Znajdziemy tu ukazanie roli matki z kilku różnych perspektyw. Mamy choćby Nadię, której mama zginęła i dziewczyna ustawicznie ją wspomina.  Bohaterka podda się aborcji, a potem zacznie się zastanawiać, co by było, gdyby jednak tego nie zrobiła. A potem sama będzie jak matka dla swojego chorego ojca, który ulegnie wypadkowi, i pomoc oraz opieka córki okażą się niezbędne.

Myślę, że takim najlepszym obrazem, który zostaje w pamięci po przeczytaniu książki, jest płaczący ojciec Nadii siedzący na łóżku i trzymający niemowlęce skarpetki. To jest ten moment, kiedy miał już pewność (po usłyszeniu plotek), że kilka lat temu jego córka przerwała ciążę za pomocą aborcji. Ten obraz jest niezwykle sugestywny. Pokazuje, że nie każda kobieta jest gotowa do macierzyństwa albo na ten krok, aby mieć dziecko, jest jeszcze za wcześnie. Matka Luke’a powie, że dzięki aborcji Nadia dostała życie, bo bez problemu mogła wyjechać z miasteczka na studia i żyć bez kłopotu, jakim mogłoby być małe dziecko. Myślę, że autorka stawia tu diagnozę, która doskonale sprawdza się w XXI wieku. Teraz kobiety odkładają decyzję o zostaniu matką do momentu, kiedy będą miały dobrą pracę, zaoszczędzone pieniądze, odpowiednią pozycję w firmie. Na pierwszym miejscu stawiają wykształcenie i pracę. Macierzyństwo zostawiają na ostatnią chwilę, ale wtedy często jest już na to za późno.

To, co może spodobać się w tej powieści, to jej konstrukcja. Znajdziemy tutaj dwóch różnych narratorów. Pierwszy jest trzecioosobowy, wszechwiedzący, obiektywny. Drugi natomiast ujawnia się w formie „my” i symbolizuje matki, które już w sposób subiektywny opisują wydarzenia dziejące się w miasteczku, a zwłaszcza te dotyczące głównych bohaterów. Ten zastosowany przez autorkę zabieg to prawdziwy majstersztyk. Przedstawianie jakichś historii z dwóch tak zupełnie różnych perspektyw jest atrakcyjne dla czytelnika. Przez to również fabuła staje się o wiele ciekawsza.

Czy Matki to tak udany debiut, jak o nim piszą? Myślę, że jest to naprawdę ciekawa pozycja na rynku czytelniczym. Porusza ważne tematy w prosty sposób. Nie jest przegadana, wszystko jest wyłożone kawa na ławę. Nikogo nie ocenia, ale pozostawia czytelnikowi swobodę do rozważań na temat macierzyństwa w dzisiejszych czasach. Pokazuje również, że bycie matką nie zawsze oznacza posiadanie dziecka. Taką rolę możemy odgrywać w życiu innych osób: ojca, kogoś z rodziny czy nawet i przyjaciół. Bennett pokazuje, że bycie matką jest bez wątpienia najbardziej odpowiedzialnym zajęciem. Nie omińcie lektury tej książki. Może warto sobie uświadomić, że bycie matką jest szalenie trudne.

Fot.:  Wydawnictwo Albatros

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *