Czerwone zwiędłe liście* – Kazuki Sakuraba – „Czerwone dziewczyny” [recenzja]

Czerwone dziewczyny

Czerwone dziewczyny opisane są jako wielopokoleniowa saga o kobietach, mandze i morderstwie, powieść Kazuki Sakuraby jest jednak czymś więcej. To naprawdę wciągająca opowieść o trzech pokoleniach próbujących odnaleźć się w czasach, w których przyszło im żyć. Prominentny ród Akakuchibów, zajmujący się produkcją stali na japońskiej prowincji, zdaje się być czymś stałym i niezmiennym, podczas gdy w tle obserwujemy burzliwą historię Japonii, od powojennego rozkwitu gospodarki, poprzez kryzys, aż po współczesne społeczeństwo pracoholików. Jednak zmiany dosięgają wszystkich, nawet wielkie domostwo rodziny Akakuchiba, górujące nad niewielkim Benimidori. Czerwone dziewczyny to opowieść o zmaganiu się z tymi zmianami i radzeniu sobie z nimi, a jednocześnie nostalgiczna podróż przez kolejne epoki.

Książka podzielona jest na trzy części, w których narratorka, Toko Akakuchiba, przedstawia kolejno historię swojej babki, matki i wreszcie swoją własną. Na początku poznajemy więc Manyo – dziewczynkę podrzuconą do wioski przez tajemniczych ludzi z gór. Dziecko przygarnia lokalna rodzina, wychowując je jak swoje, mimo że śniada cera i kruczoczarne włosy wyróżniają dziewczynkę na tle rówieśników. Od najmłodszych lat Manyo wykazuje też zdolności profetyczne, w niespodziewanych momentach miewa wizje przedstawiające czyjąś śmierć. Dość szybko okazuje się, że przepowiednie małej wieszczki prędzej czy później się sprawdzają. Poza tym jednak życie Manyo przebiega zupełnie zwyczajnie, na codziennej pracy i nauce, aż do przełomowego momentu, kiedy nastoletnia już dziewczyna spotyka przypadkiem wielką matronę rodu Akakuchibów, przedstawicielkę najbogatszej rodziny w miasteczku. Ta, widząc jej niezwykłe zdolności, aranżuje małżeństwo Manyo ze swoim synem, tym samym wprowadzając biedną dziewczynę z gór do rządzącej miastem rodziny. Okazało się, że był to krok we właściwą stronę, bowiem dar Manyo pozwolił rodzinie przetrwać najtrudniejsze czasy kryzysu. Wizje kobiety jednak znacznie częściej były dla niej brzemieniem, z którym musiała się zmagać do końca życia, radząc sobie między innymi ze świadomością dokładnej daty śmierci swojego pierworodnego syna.

Część druga Czerwonych dziewczyn skupia się na życiu Kemari, córki Manyo, która zmuszona była dorastać w trudnych dla młodzieży szkolnej czasach, kiedy ciche przyzwolenie na gnębienie rówieśników było na porządku dziennym. Buntownicza Kemari została łobuziarą, punkówą i liderką Żelaznych Aniołów – miejscowego gangu motocyklowego. Jej największą ambicją było podbicie całej prowincji, lecz tak naprawdę anarchistyczna postawa stanowiła tylko maskę dla wrażliwej i nieco dzikiej dziewczyny, próbującej znaleźć swoje miejsce w dość hermetycznej społeczności. Czas beztroskiej młodości kończy jednak pewien incydent, po raz kolejny związany ze śmiercią. Powoduje to całkowitą przemianę Kemari, która porzuca wizerunek wojowniczki, oddaje swój motocykl i zamyka się w domu, gdzie odkrywa w sobie zupełnie niespodziewany talent. Niemalże z dnia na dzień staje się znaną w całej Japonii autorką popularnej mangi, opowiadającej autobiograficzne dzieje przywódczyni Żelaznych Aniołów.

Ostatnia część powieści to historia samej narratorki, Toko – dziewczyny uważającej się za niegodną nazwiska Akakuchibów. Według siebie nie dokonała w życiu niczego istotnego, wiedzie nudną egzystencję. Swój cel dostrzega dopiero w momencie, kiedy umiera jej ukochana babka. Manyo w swoich ostatnich słowach wyjawia wnuczce sekret, jakoby kogoś zabiła i nikt o tym nie wie. Zagadka, tajemnica i śledztwo nadają Toko kierunek, kiedy ta stara się odkryć tożsamość nieznanej ofiary swojej widzącej przyszłość babki. Ostatecznie owocuje to zapisem rodzinnej kroniki.

Kazuki Sakurabie – bestsellerowej japońskiej pisarce, do tej pory u nas w ogóle nieznanej – udało się stworzyć dramat rodzinny, który nie porywa wartką akcją, mimo to ciekawi do tego stopnia, że kartki przewracają się same. Niespieszne tempo, gawędziarstwo, nutka tajemnicy i realizmu magicznego, przeplatane faktami historycznymi i niepowtarzalnym klimatem prowincjonalnej Japonii – wszystko to składa się na bardzo udaną powieść, która fascynuje czytelnika do ostatniej strony. Na pewno znajdą w Czerwonych dziewczynach coś dla siebie fani Haruki Murakamiego czy Ruth Ozeki, lecz Sakuraba oferuje także swój własny, niepowtarzalny styl. Jej narracja potrafi porwać, nawet jeśli opowiada o z pozoru zupełnie zwyczajnych rzeczach, czy życiu w kraju, z którym polski czytelnik nie do końca może się identyfikować. Kazuki Sakuraba w swojej ojczyźnie jest bardzo popularną autorką, laureatką wielu nagród literackich, a jej książki przenoszone są na wielki ekran. Czytając Czerwone dziewczyny, nietrudno domyślić się, skąd ta popularność się wzięła, i pozostaje tylko mieć nadzieję, że powieść ta przetrze szlaki autorce na polskim rynku. Legenda rodu Akakuchibów na pewno zasługuje na uwagę, z chęcią więc poznałbym także inne historie, które oferuje pani Sakuraba.

* Dosłowne tłumaczenie japońskiego słowa Akakuchiba

Fot.: Wydawnictwo Literackie

Michał Bębenek

Zamieszkały w Gdańsku planszówkowy zapaleniec. Miłośnik klimatów grozy w każdej formie. Właściciel pluszowego Cthulhu. Odpowiedzialny za sprawy techniczne związane z Głosem Kultury.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *