Komiksy,Recenzje

Dziwne sprawy – John Layman, Rob Guillory – „Chew – 4 – Flambirowanie” [recenzja]

W czwartej odsłonie serii Chew John Layman nie stawia na jedną, ciągłą historię. Główny wątek cyklu pozostaje gdzieś na uboczu, rzadko trafiając na pierwszy plan, natomiast bohaterowie mierzą się z różnymi, niezwykłymi problemami. Flambirowanie jest więc tomem przejściowym – niezłym, tak samo zwariowanym jak poprzednie części, choć oferującym trochę gorszą fabułę. Nieprzekonanych do przygód Tony’ego Chu nie przekona, jednak fanów powinien zadowolić (przynajmniej na tyle, aby nie żałować wydanych pieniędzy i poświęconego na lekturę czasu).

Poszczególne zeszyty to dawka tego, z czego dobrze znamy Chewa – obrzydliwych scen, absurdów, krwi i szalonych pomysłów na scenariusz. Wydawałoby się, że każdy, kto dotarł do czwartego tomu, przyzwyczaił się do tej formuły, dlatego nie będzie czuł się zaskoczony żadnymi kadrami. Jednak twórcy próbują zdumiewać, co wychodzi im całkiem nieźle, ponieważ trafiają się momenty, które swoją ohydą robią wrażenie, a przy tym oczywiście pasują do przerysowanej, zwariowanej konwencji komiksu. Jako że prezentowane są różne śledztwa, mniej lub bardziej paranormalne, nasuwają się skojarzenia ze słynnym serialem Z Archiwum X.

Tylko że nie wszystkie sprawy zostają do końca rozwiązane. Bynajmniej nie chodzi o wykreowanie zagadkowego nastroju. John Layman wciąż rozbudowuje fabułę serii, dodając nowe wątki i sekrety, ale niekoniecznie raczy nas przy tym wyjaśnieniami – one zostają odłożone na później. Mnie to nie przeszkadza, aczkolwiek wolałbym, żeby scenarzysta w końcu skupił się na jednym dochodzeniu, ukazując go na przestrzeni kilku zeszytów, prowadząc od początku do końca. Dzięki temu mielibyśmy do czynienia z pełnowartościową, rozwiniętą fabułą, a nie luźno (przynajmniej na ten moment) powiązanymi śledztwami, które ciekawią i satysfakcjonują, lecz nie w takim stopniu, w jakim by mogły. To taka łyżka dziegciu w beczce miodu.

Pozytywną rzeczą jest liczba biorących udział w akcji postaci. Scenarzysta nie ogranicza się do Tony’go Chu, jego kumpla oraz szefa wraz z marginalnymi sylwetkami. Skupia się także na nowych dla czytelnika osobach, przede wszystkim na siostrze i córce protagonisty. Co prawda nie zagłębia się w historię tej drugiej (następna tajemnica do odkrycia w przyszłości), ale przynajmniej poznajemy kobiety, które wypadają sympatycznie i budzą nasze zainteresowanie. Konsekwencje wcześniejszych wydarzeń widać też w pojawieniu się dziwnych napisów na niebie, skutkujących kolejno obawami o koniec świata, łamaniem zakazów ustanowionych przez FDA o spożywaniu drobiu i zmniejszeniu się reputacji tejże organizacji. To sprawia, że pomimo odmiennych spraw, komiks zdecydowanie kontynuuje zdarzenia z poprzednich części. Lektura jest wskazana tylko dla tych, którzy je znają.

Rob Guillory trzyma poziom – przerysowana kreska, krwawe walki i epatowanie niesmacznymi fragmentami to nadal cechy ilustracji jego autorstwa. Co ważne – otoczenie skrywa wiele ciekawostek. Warto przyglądać się kadrom, odczytując wszystkie napisy, które często są bogate w zabawną treść i uzupełniają obraz świata. Zresztą (czarny) humor, wynikający z dystansu twórców do komiksu, to coś, za co Chew szczególnie lubimy. Ogólnie jest dobrze. Flambirowanie nie zawodzi, dostarczając przyjemnej, luźnej rozrywki, choć niezbyt przełomowej dla cyklu. Przyznaję, że nie zaliczyłbym tego tomu do najlepszych, a serii do moich najbardziej ulubionych, jednak nie przeszkadza mi to w cieszeniu się nią i ponownym poleceniu jej tym, którzy lubią podobnie nieszablonowe tytuły.

Fot.: Mucha Comics

Avatar

Student dziennikarstwa i miłośnik fantastyki. Uwielbia czytać książki (fantastyczne) oraz oglądać filmy i seriale telewizyjne (nie tylko fantastyczne). Nie ma nic przeciwko dobrej grze, zwłaszcza z gatunku cRPG, ale ostatnio częściej grywa w Fifę. Piłka nożna to jego pasja, lecz zdarza mu się śledzić zmagania w innych dyscyplinach sportowych - gdy jest komu kibicować.

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!