Gdy ofiara staje się katem… – Fede Alvarez – “Nie oddychaj” [recenzja]

nie oddychaj

Gdy próbuję sobie przypomnieć, jaki udany film z pogranicza thrillera oraz horroru ostatnio widziałem, to mam spory problem. W ogóle odnoszę od jakiegoś czasu wrażenie, że albo ten konkretny gatunek ma się raczej kiepsko w ostatnich czasach, albo już nie tak łatwo mnie zadowolić w tej materii i częściej kręcę nosem, niż potrafię docenić zamysł twórców. Na szczęście inaczej jest z produkcją Nie oddychaj Fede Alvareza. Mimo widocznych wad jest to całkiem zgrabne dzieło na miło spędzony filmowy wieczór. Może i nie ma tu żadnych rewelacji bądź nowych, dopiero wytyczonych ścieżek w podejściu do tematyki, ale przedstawiona historia urzekła mnie w jakiś sposób i pozostawiła z bardzo pozytywnymi wrażeniami po skończonym seansie.

Miasto Detroit w dzisiejszych czasach słynie głównie z tego, że jest w znacznej części opuszczone i zniszczone, a mieszkańcy gdyby mogli – prawdopodobnie wybraliby inne miejsce zamieszkania. Niegdysiejszy symbol motoryzacji Stanów Zjednoczonych dziś jest tylko cieniem samego siebie… i to właśnie tutaj rozgrywać będzie się akcja dreszczowca Nie oddychaj.

Osobną kwestią przy omawianiu dzieła Alvareza powinno być przypisanie mu odpowiedniego gatunku, żeby nikogo nie rozczarować. Na pewno nie jest to horror, chociaż reżyser czerpie i z niego. O gore nie może być mowy, ponieważ samej krwi mamy tu jak na lekarstwo. Nie jest to również typowy slasher (odmiana horroru, w której grupka przeważnie młodych ludzi stawia czoła potężnemu psychopacie, eliminującemu wszystkich po kolei), chociaż Nie oddychaj skłania się najbardziej w tę stronę. Najbardziej rozsądnym będzie stwierdzenie, że jest to thriller z domieszką slashera, jednak twórcy postarali się, by więcej uwagi skupić na sensownym budowaniu napięcia oraz suspensu, aniżeli na uroczym i twórczym szlachtowaniu grupki ludzi przez niezwyciężonego zwyrodnialca. Dlaczego to takie istotne? Ponieważ natrafiłem w sieci na opinie oraz profesjonalne recenzje, które masakrują film Alvareza, bo  odbiorca oczekiwał po nim pełnokrwistego horroru, podczas gdy jego dzieło ma kompletnie odmienne zadania, które w moim mniemaniu wypełnia poprawnie, czyniąc go filmem co najmniej udanym.

Trójka młodych mieszkańców Detroit z braku perspektyw – bądź po prostu z chęci prostego zarobku – para się drobnymi kradzieżami na terenie całego miasta. Nie są oni profesjonalistami w swoim „fachu”, jednak Alex, Money i Rocky mają już pewne doświadczenie oraz świadomość, co wolno, a czego nie. Gdy jednak Money przekracza wyznaczoną niegdyś granicę i proponuje skok na dom weterana wojennego, który w wyniku wypadku stracił córkę (i przyjął od rodziny kobiety, która zabiła jego dziecko, w ramach ugody sporą sumę pieniędzy), grupa zaczyna się dzielić. Rocky, która marzy o uwolnieniu się od patologicznej rodziny i wyjeździe do Californi, przystaje na pomysł Money’a, natomiast Alex, będący głosem rozsądku grupy, uważa, że ten skok to gruba przesada. Za namową dziewczyny chłopak jednak ustępuje, tym bardziej że jeśli ten skok okaże się sukcesem, skończą z tym raz na zawsze. Na miejscu okazuje się, że okradanie byłego żołnierza nie było najlepszym pomysłem. Mimo iż weteran stracił wzrok na wojnie, jest doskonale oswojony ze swoim kalectwem i wciąż pozostają mu inne zmysły. Gdy tylko Ślepiec orientuje się, że ktoś się włamał do jego domu, rozpoczyna walkę o swoje dobra materialne.

Reżyser bawi się z widzami kotka i myszkę, powodując, że raz kibicujemy złodziejom, by innym razem trzymać kciuki za broniącego swego, niewidomego mężczyznę, który został brutalnie doświadczony przez los. Serwując co jakiś czas mniej lub bardziej przewidywalne zwroty akcji, zmieniamy perspektywę i nasze sympatie. Finalnie oczywiście opowiadamy się po pewnej stronie i już frontu nie zmienimy, ale ta zabawa przez pół filmu jest ciekawa.

Jasne, Nie oddychaj bazuje na pewnych schematach i znajdziemy w tej produkcji sporo wad – włączając w to naprawdę skrajną głupotę bohaterów oraz ewidentne rozwiązania fabularne. Dla przykładu: jeden z bohaterów praktycznie nie jest rozbudowany psychologicznie – wiadomym jest, że zginie on jako pierwszy, bo widz nie był w stanie w żadnym stopniu się z nim zżyć, a jeden z chłopaków „skrycie” podkochuje się w Rocky, dlatego oczywistością jest fakt, że będzie się starał ją chronić i wykazywać męstwem w obliczu zagrożenia. Jednak mimo tej świadomości przyjemnie się to ogląda, a to za sprawą naprawdę dobrze wykonanej strony technicznej. Film obfituje w dynamiczne zmiany montażu, naprawdę dobrze skonstruowane, zagracone lokacje, reżyser świetnie bawi się światłem (lub jego brakiem, gdy broniący domu mężczyzna wyłącza zasilanie w piwnicy pełnej skrzynek, szafek, półek, przedmiotów, narzędzi itp., sprawiając, że uciekający przed nim bohaterowie muszą przez chwilę poczuć się tak, jak on) oraz dźwiękiem – co jakiś czas na ekranie zapada grobowa cisza, w trakcie której widzimy nasłuchującego weterana wojennego, dlatego tytułowe Nie oddychaj nabiera dosłownego znaczenia zarówno dla bohaterów, jak i dla oglądających film widzów.

Aktorsko jest całkiem nieźle – zdecydowanie najlepiej wypada Stephen Lang (Avatar) w roli bezwzględnego byłego żołnierza, który bez wahania podejmie wszystkie możliwe kroki, by wyeliminować intruzów ze swojego domu. Jego kreacja wywołuje ciarki na plecach i jest to naprawdę solidnie wykreowany typ spod ciemnej gwiazdy. Partnerujący mu na ekranie Dylan Minette (znany z serialu Trzynaście powodów) oraz Jane Levy (która grała już u Alvareza w remake’u Martwego zła) swoje role odgrywają poprawnie, jednak bez większych fajerwerków. Najsłabiej zaprezentował się z kolei Daniel Zovatto – patrząc na jego grę, pozbawionym przesady będzie stwierdzenie, że jest ona drewniana. Warto również wspomnieć o naprawdę dobrym wkomponowaniu w film psa, który sieje postrach wśród trójki złodziejaszków. Sceny z tym uroczym Rottweilerem są naprawdę udane! Mam tylko nadzieję, że psiak nie ucierpiał w żadnej ze scen.

Jak wspomniałem na początku – dostrzegam wszelkie wady Nie oddychaj, ale dostrzegam także zalety filmu Alvareza. Nie zostanie on w mojej pamięci przesadnie długo, ale na tle gatunkowego dziadostwa, które ostatnio zalewa sale kinowe, jest powyżej przeciętnej. Urugwajski reżyser stworzył dzieło duszne, dynamiczne i klaustrofobiczne. Jeśli potrzebujemy niezobowiązującej rozrywki z przyjemnym dreszczykiem emocji, to przy tej produkcji można się naprawdę dobrze bawić. Film jest dostępny w serwisie HBO GO, można go także aktualnie obejrzeć na kanałach HBO.

Ocena: 6,5/10

Fot.: United International Pictures Sp z o.o.

Mateusz Cyra

Redaktor naczelny oraz współzałożyciel serwisu Głos Kultury. Twórca artykułów nazywanych “Wielogłos”.

Specjalizuje się w literaturze (poza tradycyjną formą słucha audiobooków), kinematografii oraz w serialach telewizyjnych. Nie pogardzi dobrą muzyką, grami komputerowymi oraz wszelkiego rodzaju grami planszowymi.

Kontakt: redakcja@gloskultury.pl lub czarnepioro@gmail.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *