Halfway Festival – spotkajmy się w połowie drogi – dzień trzeci [relacja]

23 czerwca rozpoczął się trzydniowy Halfway Festival – fantastyczne święto muzyki alternatywnej, które gromadzi znakomitych, nieoczywistych artystów i równie niebanalną publiczność; festiwal dla osób, które lubią poszukiwać – ambitnych, ciekawych i świadomych odbiorców kultury; wydarzenie skupiające się głównie na dwóch nurtach – songwriterskim i folkowym, które wciąż są doskonałym polem do odkrywania nowych, nieznanych jeszcze artystów bądź muzyków popularnych tylko w konkretnych krajach. Zdecydowanie jest w czym wybierać i czym się zachwycać, ponieważ na malowniczych terenach kameralnej imprezy muzycznej panuje niesamowity klimat i nie istnieją bariery między artystami a publicznością. Cieszymy się niezmiernie, że Głos Kultury objął wydarzenie patronatem medialnym.

Szósta edycja Halfway Festivalu rozpoczęła się bardzo ciekawie i różnorodnie. Trzeci dzień otwarty został przez Coals, czyli Katarzynę Kowalczyk i Łukasza Rozmysłowskiego, którzy zaprezentowali eteryczny pop łączący się z elektroniką i folkiem. Śląska formacja do delikatnych melodii przemycająca skandynawskie inspiracje spotkała się z dużym uznaniem, a głos Kasi hipnotyzował publiczność. Mimo silnej ulewy, która nie była na rękę zasiadającym na widowni, festiwalowicze nie rezygnowali z koncertu, ale chroniąc się przed deszczem wsłuchiwali się w dźwięki polskiego duetu. Z pewnością były one tego warte.

East Of My Youth, czyli dwie dziewczyny z Islandii, które dołączyły do line-upu w ostatniej chwili z powodu braku możliwości pojawienia się grupy Gruska Babuska, zagościły na scenie jako drugie. Zespół powstał w 2014 roku w jednym z berlińskich barów, o czym artystki opowiedziały w rozmowie z Głosem Kultury (publikacja wkrótce). Wchodząc na scenę przykuły uwagę zasiadających w amfiteatrze barwnymi strojami i charakteryzacją. Warto też wspomnieć, iż wraz z ich wejściem na niebie pojawiło się słońce. Herdis grała na klawiszach, a pełna ekspresji Thelma śpiewała, prezentując kompozycje eteryczne, momentami ambientowe i zdecydowanie wciągające. Otwarte i sympatyczne nawiązały niesamowity kontakt z publicznością, między innymi prezentując swoje zdolności językowe (Siema Białystok! Jesteście wspaniali!). Energia na scenie udzieliła się słuchaczom, a dziewczyny zdradziły, iż TAKK to islandzkie dziękuję. Kiedy wychodziły na bis na scenie wylądowały rzucone przez fanów Prince Polo, co bardzo rozbawiło islandzki duet.

Następnie na deskach amfiteatru zagościła grupa z Grenlandii – Nive & The Deer Children, na której czele stoi Inuitka Nive Nielsen. Większość piosenek wykonanych zostało po angielsku, ale nie zabrakło też utworów po grenlandzku. Bardzo sympatyczna i poprawna artystka rozczarowała nas nieco tym, że nie zagrała na czerwonym ukulele, które jest jej znakiem rozpoznawczym. Halfway’owy koncert zdawał się nieco okrojony instrumentalnie w porównaniu z występami jakie grupa dawała wcześniej. Bardzo ważnym członkiem zespołu okazał się multiinstrumentalista, grający między innymi na banjo i pile.

Okrzyknięty przez New York Times jednym z najlepszych songwriterów naszych czasów, Cass McCombs, wszedł na scenę po grupie z Grenlandii. Jego utwory były połączeniem eksperymentalnego soulu, psychodelii i solidnego rocka, ale wkradła się w nie doza monotonii. Przełamana została w pewnym momencie dźwiękami latino, jednak podczas większości koncertu słyszalne było bardzo amerykańskie gitarowe granie.

Festiwal zamykała uznawana za jedną z najważniejszych artystek nurtu alternatywnego i singer-songwriterskiego – Angel Olsen. Na jej koncert czekali chyba wszyscy, a do Białegostoku przybyła prosto z Glastonbury, a tuż przed Roskilde. Angel na wstępie uprzedziła, iż ma kaszel i trasa, w trakcie której się znajduje, jest dość męcząca. Sam zespół był wyjątkowo zgrany (dopasowany nawet pod względem ubioru) i bardzo profesjonalny, a nagłośnienie koncertu okazało się idealne. Ironiczne uwagi Olsen, prezentującej trochę manierystyczną postawę, zdawały się nie do końca trafiać do publiczności. Zmęczona już widownia wydawała się być lekko zdumiona, gdyż występ nie do końca toczył się zgodnie z oczekiwaniami. Prawdopodobnie przez głosowe dolegliwości artystka nie mogła zaprezentować pełni możliwości (choć odnosiłyśmy wrażenie, iż dolegliwości te wcale nie wpływają na jej głos). Warto jednak zauważyć, iż grupa ta różniła się od poprzednich niesamowitą dbałością o szczegóły i już od początku widać było, że Angel Olsen zaliczyć można do gwiazd wielkiego formatu.

Halfway Festival / W Połowie Drogi to wydarzenie na muzycznej mapie Polski, o którym wiedzieć powinien każdy. Najbardziej kameralny festiwal w naszym kraju to nie tylko koncerty, ale również towarzyszące mu wydarzenie kulturalne. Podczas szóstej edycji można było uczestniczyć w panelu dyskusyjnym dotyczącym kobiet w przemyśle muzycznym, spotkać się z Emlyn w Horyzoncie, czy posłuchać o Podlaskim Slow Life. Ciekawe były również wystawy Igi Drobisz i Andrzeja Wieteszki oraz niedzielne śniadanie na trawie na placu przy białostockiej Operze.

Podsumowując to wydarzenie, postanowiłyśmy wypunktować, dlaczego warto wybrać się na Halfway Festival w Białymstoku:

  • posiada on niesamowitą atmosferę i niepowtarzalny, wręcz rodzinny klimat, gdzie wystarczy kilka godzin, by rozpoznawać już mijane twarze większości uczestników
  • kontakt z artystami jest wyjątkowy, są wręcz na wyciągnięcie ręki, co zawdzięcza się kameralności festiwalu; nietrudno spotkać osobę, która właśnie zeszła ze sceny, w kolejce do baru czy spacerującą po terenie festiwalu
  • brak widocznych ochroniarzy na terenie festiwalu, a jednoczesne poczucie bezpieczeństwa zdecydowanie wyróżniają Halfway na tle innych muzycznych wydarzeń
  • na festiwalu tym istnieje możliwość zakupu płyt, które trudno zdobyć w inny sposób
  • budynek Opery i Filharmonii Podlaskiej stanowi świetne schronienie przed deszczem ;)
  • na Halfway’u widoczny jest wyjątkowy szacunek artysty do artysty, którzy wzajemnie uczestniczą w swych koncertach jako odbiorcy
  • w Białymstoku pojawia się publiczność skupiona na muzyce, a nie na internetowych relacjach na żywo; niełatwo dostrzec pasjonatów uwieczniania wszystkiego telefonem, ale łatwo zauważyć zasłuchanych i wpatrzonych w scenę ceniących dobre dźwięki
  • problem dotyczący wyboru koncertów, na które się udać, nie istnieje; nikt z artystów się nie wyklucza i nie trzeba pokonywać długich dystansów od sceny do sceny (scena jest jedna, w dodatku fantastycznie nagłośniona)

Nie zostaje nam nic innego jak zaprosić Was na kolejną, siódmą już edycję białostockiego festiwalu, gdyż zapewniamy: drugi taki nie istnieje!

DZIEŃ PIERWSZY I DRUGI

Z Białegostoku relacjonują: Małgorzata Kilijanek i Izabela Maziejuk

Fot.: Małgorzata Kilijanek i Izabela Maziejuk

Małgorzata Kilijanek

Pasjonatka kina, muzyki i literatury, a także sportu, w szczególności siatkówki. Filmowo ceni różnego rodzaju dramaty i filmy psychologiczne, a także kino niezależne. Muzycznie – głównie brzmienia alternatywne. W literaturze wybiera różnego rodzaju powieści, często o tematyce egzystencjalnej, psychologicznej, ale nie stroni od dzieł biograficznych i podróżniczych. Swoimi recenzjami dzieli się z czytelnikami Głosu Kultury.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *