Odzyskując wiarę w heavy metal – Hellhaim – “Slaves of Apocalypse” [recenzja]

hellhaim

Polski klasyczny heavy metal? Szczerze mówiąc, nigdy takie hasło nie kojarzyło mi się nader pozytywnie. Moim zdaniem, pomimo że metalem Polska stoi, to jego odłam znany jako “heavy” w nadwiślańskim wykonaniu wydaje się wtórny, miałki i nijaki, powodując, że zasadniczo straciłem wiarę w polskich muzyków trudniących się tym gatunkiem. Aż wtem wpadła mi w ręce płyta formacji Hellhaim – Slaves of Apocalypse. Żeby było jasne – panowie prochu nie odkrywają, ale myślę sobie, że moje wieloletnie przekonanie na temat polskiego heavy mogło być jednak odrobinę krzywdzące.

Inna sprawa, że jest całkowicie niesprawiedliwym upraszczanie muzyki Hellhaim do prostego i oklepanego zwrotu „heavy metal”. Owszem, grupa niewątpliwie wywodzi się i inspiruje tym nurtem, ale momentami brzmienie zespołu dryfuje w kierunku thrash oraz progresywno-metalowym. Prawdziwki zapewne powiedzą, że to pewnie jakiś niestrawny miszmasz. Faktycznie, na płycie dzieje się dużo, jest różnorodnie, ciekawie, zespół stara się raczej nie bazować na tym samym, utartym schemacie, nieustannie kombinując z aranżami. Fajnym przykładem tych poszukiwań jest tajemniczy, mroczny, a momentami… wręcz teatralny Ghosts of Salem.

Oprócz ostrego jak brzytwa brzmienia pierwszym, co rzuciło mi się w ucho, był głos wokalisty – Mateusza Drzewicza. Ma chłopak możliwości, to trzeba przyznać, szczególnie w kategorii: skala głosu. Falset niczym Rob Halford? Proszę bardzo! I wcale to nie kłuje w uszy. Growl niczym porządny death metalowy gardłowy. Czemu nie? Szczególnie, jeśli pasuje w danym fragmencie kompozycji, jak we wspaniałym, wielowątkowym, wręcz monumentalnym utworze tytułowym.

Faktem jednak jest, że Hellhaim to nie tylko wyróżniający się wokalista. Cały zespół to sprawnie naoliwiona maszyna, która raczy nie odpuścić ani na moment słuchaczowi. Riffy serwowane przez gitarzystów są przedniej jakości i napędzają kompozycję, jak w Decimator czy zachowanym w duchu pierwszych płyt formacji Saxon – Lawless. Inspiracje, trzeba przyznać, są dosyć oczywiste, jakby zespół chciał wręcz pokazać, że absolutnie się ich nie wstydzi i nie zamierza ich przykrywać w procesie produkcji.

Slaves of Apocalypse to po prostu świetna płyta i szkoda, że złote czasy dla klasycznego metalu bezpowrotnie minęły i o takich bandach jak Hellhaim usłyszy tylko garstka zapaleńców, chociaż kto wie, może jeszcze dobry okres dla tego gatunku wróci. Moda i gusta mas ludzi bywają niejednokrotnie zaskakujące. Póki co, mamy okazję na krajowym podwórku cieszyć się kapelą, która naprawdę rozumie, na czym polega połączenie klasycznego heavy z nowoczesną produkcją i aranżami. Słuchając Hellhaim, nie mam wrażenia, że obcuję z metalowym zbowidem. Wręcz przeciwnie. Dawno nie słyszałem tak świeżego podejścia do tematu, jak w przypadku Hellhaim. Chwalę mocno, bo to debiutanci.

HELLHAIM – Slaves Of Apocalypse

Fot.: Hellhaim

Na Głosie Kultury odpowiedzialny za pisanie o muzyce. Gustuje w każdym gatunku oprócz rapu, jednak im większy gitarowy hałas, tym lepiej.

1 odpowiedź

  1. omel napisał(a):

    Niedługo wielkie otwarcie. Każdy będzie mógł posłuchać wszystkich utworów Hellhaim na Spotify;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *