Idealnie na start – Terry Pratchett – „Mort” [recenzja]

Mort

Terry’ego Pratchetta znam i kojarzę, niestety bardziej jako osobę medialną i pewien wizerunek pisarza niż samą jego twórczość. Oczywiście taki stan rzeczy jest tylko i wyłącznie moją winą, bowiem w swoim życiu na kilka okazji zapoznania się z twórczością brytyjskiego pisarza, skorzystałem z takowych tylko raz, w dodatku niezwykle szybko się zniechęciłem, bo stary audiobook Kolor Magii w interpretacji Krzysztofa Tyńca jest po prostu zły. Na tyle, że nie da się go słuchać. Dlatego też dość szybko zniechęciłem się do całego tego Pratchetta. Przełamanie przyszło niedawno, gdy wydawnictwo Prószyński i S-ka postanowiło dać cyklowi Świat Dysku jeszcze jedną szansę w formie audiobooka. Wybór lektora padł na Maćka Kowalika, którego styl interpretacji audiobooków wprost uwielbiam, dlatego byłem bardzo pozytywnie do projektu nastawiony. I co? I pragnę podziękować wszystkim odpowiedzialnym za tę akcję, bowiem otworzyliście dla mnie świat wykreowany przez nietuzinkowego brytyjskiego pisarza i sprawiliście, że w świecie pełnym stresu miałem dla siebie kilkadziesiąt minut dziennie, w czasie których mogłem świetnie się bawić, raz po raz zachwycając się humorem Terry’ego Pratchetta.

Mort opowiada o młodym chłopaku, który nie bardzo wiedząc, co może robić w życiu, za namową ojca postanawia nauczyć się w życiu jakiegoś fachu. A że Mortimer jest z natury dość ofermowaty, nikt nie był zainteresowany jego usługami. Splot zdarzeń sprawia jednak finalnie, że chłopak dostaje angaż u Śmierci. Tak, dobrze myślicie – u tej istoty, która odpowiada za koniec życia milionów ludzi. Początek przygody Mortimera u Pana Śmierci nie wyglądał jakoś obiecująco – jego obowiązki ograniczały się do przerzucania gnoju w stajni Pimpusia, nieodżałowanego rumaka Śmierci, oraz nieustannych kłótni z Ysabell – adoptowaną córką Śmierci. Z czasem jednak pryncypał przydziela swojemu pracownikowi coraz to poważniejsze zadania, a nawet zabiera go ze sobą na misje, aby Mort zobaczył, jak wygląda zawód przeprowadzania dusz na drugą stronę. Śmierć zresztą bardzo szybko zaczyna zauważać w młodym chłopaku szansę na swoje zastępstwo, gdyż jest on śmiertelnie – nomen omen –  wykończony swoim zawodem, a jego fascynacja ludzką rasą zdaje się być nieskończona. Dlatego też Mort dostaje coraz ambitniejsze zadania do wykonania, łącznie z tym najważniejszym, czyli zakończeniem żywota trzech osób, w tym pięknej i młodziutkiej księżniczki, która ma paść ofiarą przebiegłego skrytobójcy. Niestety Mort jest tylko człowiekiem, który nie potrafi wyłączyć emocji i obiektywnie podejść do wykonania zadania. Dlatego też podejmuje decyzje, które zmieniają bieg Świata, powodując zaburzenia tak olbrzymie, że ich konsekwencje będą trudne do opanowania. W związku z tym Mort wraz z Ysabell i pewnym młodym magiem będą próbowali odwrócić to, co spaprał ten pierwszy.

Jeśli chodzi o twórczość Pratchetta i jego cechy charakterystyczne – wszystko to jest dla mnie nowością i na ten moment nie potrafię wskazać czegoś, co dla weteranów jest oczywistością. Aczkolwiek Mort dostarczył mi sporą dawkę czarnego, wisielczego humoru autora, mającego w sobie coś z Monthy Pythona, i jest to zdecydowanie największy atut całej powieści. Dokładnie czegoś takiego było mi potrzeba i szczerze powiedziawszy, nie spodziewałem się, by literatura, a zwłaszcza fantastyka, była w stanie dostarczyć tego typu ładunku humoru, który cechuje się niewymuszoną lekkością, piekielną błyskotliwością, cudownym wręcz sarkazmem i ironią godną najlepszych. Jestem w fazie odkrywania wszystkiego, co brytyjski pisarz ma do zaoferowania, i wiem, że znajdę tych smaczków charakterystycznych dla niego znacznie więcej, jednak potrzeba na to czasu. Na ten moment? Uważam go za twórcę, który jest w stanie zaoferować mi coś, czego nie umie nikt inny z jego znajomych po fachu, i choćby z tego względu dobrze będzie odkrywać kolejne tomy opasłego Świata Dysku.

Terry Pratchett "Mort"

Pozwolę sobie jednak poświęcić odrębny akapit temu, dzięki któremu w ogóle piszę ten tekst – Maciej Kowalik interpretuje powieść Mort i robi to w sposób iście fenomenalny. Wystarczy przesłuchać pół godziny audiobooka i rodzi się w nas pewność, że oto mamy do czynienia z sytuacją, w której pasjonat i fan twórczości Pratchetta dostał zadanie przeczytania jednej z jego powieści  w celu nagrania. To się najzwyczajniej w świecie czuje – sposób, w jaki wypowiada poszczególne słowa, wyraźne zaakcentowanie głosu poszczególnych bohaterów – to wszystko wraz z odpowiednim wyczuciem humoru Brytyjczyka robi tu kosmiczną robotę, co nie pozostawia słuchacza obojętnym. Gdzieś przy okazji recenzji jakiegoś audiobooka wspominałem, że Kowalik ustawił sobie poprzeczkę bardzo wysoko, ale teraz widzę, że on najzwyczajniej w świecie każdorazowo ustawia sobie poprzeczkę wyżej niż poprzednio, bierze przysłowiowy rozbieg, bez większych problemów nad nią przeskakuje, po czym znowu ustawia ją wyżej. Może wynika to z bardzo dobrego doboru pozycji, które interpretuje, a może stale pracuje nad doskonaleniem warsztatu lub jest to połączenie obu tych rzeczy – w każdym razie wychodzi mu to świetnie i obcowanie z audiobookami przez niego czytanymi stanowi olbrzymią przyjemność. Natomiast za to, jak oddał postać Śmierci, powinien otrzymać jakąś nagrodę, bo zrobił to fenomenalnie. Tylko czytelnicy książki wiedzą, że Śmierć wypowiada swoje kwestie drukowanymi literami, docierając wprost do umysłów czytelników, a Kowalik przeniósł to do audiobooka, czyniąc swój głos w pewien sposób odległym, mrocznym, szorstkim i… martwym. Nie dało się lepiej obsadzić interpretatora do Świata Dysku i mam szczerą nadzieję, że powstaną audiobooki pozostałych części!

Mort to nietuzinkowa powieść nietuzinkowego pisarza, w której poznajemy bliżej Śmierć i obserwujemy jego podejście do nas – śmiertelników. Pratchett pod płaszczem pozornie banalnej fabuły zrobił sobie podwaliny pod to, by poruszyć  istotne kwestie w życiu każdego człowieka, zachowując przy tym niesamowite, gęste od czerni poczucie humoru i bezpardonowo wytykając bezmiar ludzkiej głupoty. Dzięki powieści Mort Śmierć jeszcze nigdy nie była tak bliska człowiekowi i nie wydawała się tak „oswojona”. To czwarta powieść ze Świata Dysku, jednak pierwsza, w której Śmierć jest jednym z głównych bohaterów i prawdę mówiąc, nie musicie znać poprzednich tomów, by świetnie bawić się przy tej. Dlatego powstały niespełna dwa tygodnie temu audiobook to idealna opcja dla tych, którzy (tak jak ja) nie mieli jeszcze okazji zapoznać się z twórczością Terry’ego Pratchetta. Polecam!

Fot.: Prószyński i S-ka 

Mateusz Cyra

Redaktor naczelny oraz współzałożyciel serwisu Głos Kultury. Twórca artykułów nazywanych "Wielogłos". Specjalizuje się w literaturze (poza tradycyjną formą słucha audiobooków), kinematografii oraz w serialach telewizyjnych. Nie pogardzi dobrą muzyką, grami komputerowymi oraz wszelkiego rodzaju grami planszowymi. Kontakt: redakcja@gloskultury.pl lub czarnepioro@gmail.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *