O małych i dużych Kłopotkach – Kasia Nawratek – “Kresek, Bartek i całkiem zwyczajny początek” [recenzja]

Książki dla dzieci to naprawdę fascynujący dział literatury. Zawsze sięgając po tytuł przeznaczony dla młodszych czytelników, ciekawi mnie, jak autor podszedł do zagadnienia, jak potraktował nieletniego książkowego mola – z przymrużeniem oka, z lekka ignorancją, z pobłażaniem, a może wręcz przeciwnie – z pełną powagi wiarą, że nawet młodszy czytelnik jest czytelnikiem ambitnym i sięga po książki – czy to sam, czy z rodzicami – nie tylko dla rozrywki, ale również po to, by poszerzać swoją wiedzę o świecie, by poznawać różne światopoglądy, a także po to, by swoje własne przekonania uzupełniać o dodatkowe odcienie tych, barw, którymi już się wyróżniają. Kasia Nawratek w swojej książce Kresek, Bartek i całkiem zwyczajny początek pragnie młodym czytelnikom nie tylko opowiedzieć ciekawą, wciągającą i momentami zabawną historię, ale także przekazać im kilka ważnych wartości.

Życie Bartka, Bartka Kłopotka, nie jest wolne od kłopotów. To niby tylko zwyczajne życie, ale nawet w ciągu zwykłego dnia dzieje się w nim sporo i często nie wiadomo, co o tym myśleć. Bartek widzi na przykład, że między mamą a Piotrkiem (Piotrek to nowy partner mamy, którego poznała po tym, jak rozwiodła się z tatą) dzieje sie ostatnio trochę jakby gorzej. Wszystko dlatego, że Piotrek nie może znaleźć pracy, przez co mama musi wychodzić nawet w wekeendy – nie ma jej w domu, a jak jest, to jest bardzo zmęczona i smutna. Oprócz tego Bartek żyje w ciągłym strachu przed tym, że ich blok się zawali, bo okazuje się, że stoi nierówno i jest to całkiem prawdopodobne. Jakby tego wszystkiego było mało na jednego chłopca, problem stanowi także Aneta (nowa żona jego taty), która robi się coraz grubsza, bo nosi w sobie rodzeństwo Bartka. Tylko że Bartek nie bardzo chce mieć brata albo siostrę. A już na pewno nie siostrę. Jest jeszcze Przemek. Przemek, który nie umie się zachować, kłamie, popycha i sprawia, że szkoła wcale nie jest taka fajna, jak mogłaby być. No i Róża… Róża, na widok której Bartka coś jakby ściska w środku, ale nie wiedzieć czemu ich rozmowy często kończą się kłótnią albo jakimś nieporozumieniem. Wkrótce pojawia się także Franciszek – miejscowy bezdomny, od którego uciekają dzieci (i nie tylko dzieci) ze względu na jego nieprzyjemny zapach. Bartek, choć także najchętniej zatykałby nos, przechodząc obok mężczyzny, zaczyna coraz częsciej go spotykać, na przykład wychodząc na spacer ze swoim psem, Kreskiem. Franciszek, który nie ma się gdzie podziać, często chodzi po mieście, mówiąc coś pod nosem. I okazuje się, że to, o czym mówi, może byc mądrzejsze niż słowa wypowiedziane przez pachnących i czystych dorosłych. Bo mądrość i dobroć nie mają nic wspólnego z zapachem.

Bartek, pragnąc uciec od kłopotów – zarówno swoich, jak i tych, które dostrzega u otaczających go dorosłych – wędruje do świata własnej wyobraźni, którą zamieszkują króliki. Ów świat nie znajduje się zresztą wcale tak daleko, bo praktycznie… pod blokiem, w którym Bartek mieszka. Czytelnik otrzymuje więc nie tylko relacje z tego, co dzieje się w życiu chłopca, ale również dowiaduje się, jak radzą sobie wymyślone przez niego zwierzęta. Króliczy żywot jest jego wentylem bezpieczeństwa – ucieka się do niego, kiedy nie potrafi uporać się ze światem rzeczywistym. No cóż, Bartek Kłopotek nie jest jedynym dzieckiem, które tak robi – co więcej, nawet my, dorośli ludzie, często tak robimy, choć nie zawsze się do tego przyznajemy, prawda? Nawet czytanie książek, które pomaga nam choć na chwilę zapomnieć o dręczących nas problemach, jest pewną formą ucieczki w świat fantazji – cudzej z lekką domieszką naszej własnej. Bartek nie jest więc inny czy dziwaczny – po prostu radzi sobie, jak może z tym, czego jako dziecko nie potrafi samodzielnie udźwignąć.

Kluczową rolę w powieści odegra bezdomny Franciszek, ale upłynie sporo wody, zanim dowiemy się o nim czegoś więcej. Bartek niejednokrotnie zdąży narazić się swoim zachowaniem zarówno rodzicom, jak i ich nowym partnerom, a także równieśnikom i – co najgorsze – pani dyrektor. Jednak z nieprzyjemności w życiu Bartka młody czytelnik może wyciągnąć wiele wniosków i na niejedną rzecz spojrzeć inaczej. Mamy przecież “problem” rodzeństwa Bartka, którego przedstawiciel niedługo pojawi się na świecie. Dorosłemu człowiekowi zapewne niełatwo postawić się w sytuacji chłopca, który nie tylko dowiaduje się, że będzie miał brata albo siostrę, ale w dodatku będzie się z tym kimś nowym musiał dzielić tatą, którego i tak w znaczącej ilości stracił już na rzecz jakiejś tam Anety. Ale dla Bartka to przecież niemałe brzemię, zwłaszcza że chłopiec nigdy nie zapałał sympatią do nowej partnerki taty. W dodatku wszystko wskazuje na to, że berbeć, który pojawi sie na świecie, odbierze mu nawet jego własny pokój, w którym nocował, kiedy tata zabierał go na przykład na weekendy. To naprawdę dużo jak na chłopca. A smutna i wiecznie zmęczona mama? Dzieci nie powinny być świadkiem problemów dorosłych, choć przecież tak często po prostu nie da się tego uniknąć! Z książki Kasi Nawratek płynie też pewna mądrość, o której wielu dorosłych, pouczających dziecko o tym, co jest dobre, a co złe, często zapomina, a to wiedza niejednokrotnie kluczowa w przyszłym życiu. Bartek to bowiem bardzo prawdomówne dziecko – i to się oczywiście chwali. Ale czy mówienie prawdy, w dodatku w takiej formie, w jakiej ciśnie nam się na usta pod wpłyem emocji, zawsze jest dobrym pomysłem? Niestety nie i tego główny bohater będzie się musiał nauczyć. Oczywiście, że nie powinno się kłamać, ale prawda również ma swoje odcienie i ich dobór przez nas zależy od tego, z kim rozmawiamy, gdzie, i na co sobie możemy w danej sytuacji pozwolić. Jest to bardzo ważna lekcja, jaką autorka daje młodym czytelnikom w książce i na pewno wywoła pouczającą dyskusję w tym temacie między rodzicami młodego czytelnika a nim właśnie.

Kresek, Bartek i całkiem zwyczajny poczatek to lektura zarówno wciągająca, jak i pouczająca, ale także momentami zabawna i wzruszająca. Płynie z niej wiele dobrego, a jednym z jej głównych atutów jest to, że Bartek nie jest tutaj postacią idealizowaną, która zawsze wie, co jest dobre, a co złe. Chłopiec dopiero uczy się świata, a że podczas historii opisanej w powieści, spada na niego sporo – również i czytelnik może się pewnych rzeczy nauczyć, pewne sprawy zrozumieć albo chociaż przeanalizować. Kasia Nawratek zgrabnie połączyła ciekawą historię, w którą z pewnością zaangażują się dzieci, jak i pewną lekcję dla dorosłych, którzy także niejedno z tej powieści mogą wynieść. Historia Franciszka chwyta bowiem za serce, a zachowanie dyrektorki przypomina, że także tam, gdzie powinno liczyć się jedynie dobro dzieci, mogą rządzić złe intencje, kumoterstwo i brak poszanowania dla szczerości i prawdy. Dużym plusem powieści jest również styl, w jakim została napisana – autorka zgrabnie połączyła język, który zrozumieją młodsi czytelnicy, z pewną płynnością i lekkością, która nie będzie zniechęcająca dla tych starszych. Historii towarzyszą również urocze rysunki, które przypominają mi stare wydania książek z serii o Kubusiu Puchatku. Może to przez te króliki…?

Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że do listy wartościowych książek dla młodszych czytelników dołącza kolejna. Kresek, Bartek i całkiem zwyczajny początek to inspirująca lektura, która nie musi kończyć się zaraz po odłożeniu jej na półkę. Ta opowieść o małych i dużych Kłopotkach może być bowiem przyczynkiem do wielu dyskusji między dzieckiem a rodzicem. Wartościowych dyskusji, dodajmy. Wiem to na pewno.

Fot.: Wydawnictwo Ezop

Sylwia Sekret

Redaktor naczelna i korektorka; absolwentka dyskursu publicznego na Uniwersytecie Śląskim. Czyta prawie wszystko i recenzuje nie mniej, powtarzając sobie w duchu za Josifem Brodskim: "Znając nasze dość niskogatunkowe czasy, przybijam dumny stempel: 'towar drugiej klasy' na swe najlepsze myśli i niech jutro młode przyjmie te doświadczenia z walk o każdy oddech".

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *