Komiksy

0

Dziwne sprawy – John Layman, Rob Guillory – „Chew – 4 – Flambirowanie” [recenzja]

W czwartej odsłonie serii Chew John Layman nie stawia na jedną, ciągłą historię. Główny wątek cyklu pozostaje gdzieś na uboczu, rzadko trafiając na pierwszy plan, natomiast bohaterowie mierzą się z różnymi, niezwykłymi problemami. Flambirowanie jest więc tomem przejściowym – niezłym, tak samo zwariowanym jak poprzednie części, choć oferującym trochę gorszą fabułę. Nieprzekonanych do przygód Tony’ego Chu nie przekona, jednak fanów powinien zadowolić (przynajmniej na tyle, aby nie żałować wydanych pieniędzy i poświęconego na lekturę czasu).

0

O rodzinie i knedlach – Craig Thompson – „Kosmiczne rupiecie” [recenzja]

Kosmos to pojęcie (miejsce, przestrzeń?), które budzi tyle samo niepokoju, co fascynacji. Już sama jego niezmierzonośc i nieskończoność doprowadza ludzi do obłędu – a przynajmniej mnie. Wielu z nas (czego uczą nas w głównej mierze filmy z gatunku science fiction) widzi w nim nadzieję na to, że kiedy wszystko, co dobre, na naszej planecie ulegnie zniszczeniu – czy to przez nas samych, czy to przez jakieś zjawisko (inne niż nasza głupota) – to właśnie przestrzeń kosmiczna, ze swymi niezbadanymi i niezliczonymi gwiazdozbiorami i planetami przygarnie rodzaj ludzki i da schronienie. Jest w tym nawet jakaś logika, bo jako gatunek bezlitośne niszczący wszystko na swojej drodze – zarówno swymi rękami, nogami, jak i bezmyślnością – musimy upatrywać ratunku tam właśnie, gdzie nasza niszczycielska natura napotka opór w postaci nieskończoności. Do czego jednak dążę – o jednej z takich właśnie wizji, kiedy przestrzeń kosmiczna staje się dla ludzi nowym domem, opowiada komiks Kosmiczne rupiecie autorstwa Craiga Thompsona, w którym – na co nie sposób nie zwrócić uwagi – o pozytywne zawroty głowy przyprawiają zarówno oszałamiające kolory, jak i iście kosmiczne, pełne szczegółów rysunki.

Miracleman 0

Boska utopia – Alan Moore – „Miracleman” [recenzja]

Najważniejsza historia o superbohaterach, której fani nigdy nie przeczytali – tymi słowami rozpoczyna się wstęp wprowadzający polskich czytelników w niezwykły świat Miraclemana. Jest w tym zdaniu wiele prawdy, ja bowiem, mimo że nie uważam się za całkowitego komiksowego laika, nigdy o tej serii nie słyszałem, a po skończeniu lektury jeszcze długo siedziałem z otwartą gębą, myśląc o tym, jak genialna i wizjonerska była ta historia. Tym bardziej zaskakuje fakt, że tzw. „pierwotny scenarzysta” zdecydował się całkowicie usunąć z niej swoje nazwisko (nie do końca jasne są powody, najprawdopodobniej poszło jednak o honorarium i prawa autorskie). Scenarzystą tym bowiem jest człowiek, którego fanom komiksów nie trzeba specjalnie przedstawiać – Alan Moore. Tym, którzy jakimś cudem nie kojarzą tego nazwiska, wspomnę tylko, że jest to autor wielu kamieni milowych w historii komiksu, odpowiedzialny za chociażby takie kultowe tytuły jak Strażnicy, V jak Vendetta czy Batman: Zabójczy żart. Miracleman był jedną z jego pierwszych historii, lecz nawet debiutujący Moore potrafił pokazać swój kunszt i opowiedzieć historię robiącą wrażenie na czytelniku do dzisiaj.

Maus 0

Zezwierzęcenie – Art Spiegelman – „Maus. Opowieść ocalałego” [recenzja]

To co spotkało Żydów podczas II wojny światowej (a przecież nie tylko ich), to co zgotował im Hitler (a przecież nie tylko on), to temat, który pojawił się już chyba w każdej dziedzinie sztuki. Powstały o tym filmy, książki, pamiętniki, obrazy, utwory muzyczne. Dowodem tego, jak niewyobrażalne i dramatyczne były to wydarzenia, jest to, że pomimo lektury wielu powieści na ten temat, pomimo wielu obejrzanych produkcji, które o tym opowiadają – po każdej kolejnej opowieści nadal jesteśmy zdruzgotani. Nadal trudno nam w to uwierzyć. Nie mówię nawet o wyobrażaniu sobie tego, bo nikt, kto nie przeżył Holocaustu, nie będzie w stanie w pełni, a nawet w połowie zrozumieć ludzkiego przerażenia, okrucieństwa, paniki, głodu, osamotnienia, tęsknoty i bezsilności. W tych historiach istnieje inny dla nas świat – brzmi jak wymyślony, bo przecież takie okrucieństwo nie może być prawdą, ale ów świat był realny – realny niemożliwie i do bólu. Ci, którzy ocaleli, mogli mówić o szczęściu, a raczej o cudzie. Jednak z obozu koncentracyjnego nigdy nie wychodzi się do końca – umysł i ciało zapamiętują tak silny lęk i takie wycieńczenie. Ocalali nie wyszli cało – ich rany to pocztówki z piekła. Nosił je w sobie przez resztę swojego życia Władek Szpigelman, Żyd polskiego pochodzenia, chłopak z Częstochowy, ojciec Arta Spiegelmana, autora komiksu Maus. Opowieść ocalałego – jedynej opowieści graficznej uhonorowanej nagrodą Pulitzera – w którym artysta opowiada losy swojego ojca.

Czerwone niebo nad Laramie 0

Zemsta najlepiej smakuje na rudo – Hermann, Greg – „Comanche – 4 – Czerwone niebo nad Laramie” [recenzja]

Dzieje się w serii Hermanna i Grega, oj, dzieje… Pierwszy raz jednak od przybycia na ranczo Trzy szóstki zdarza się tak, że nasz niestrudzony wyborowy strzelec, Red Dust, odłącza się od grupy gnany potrzebą wykonania niebezpiecznej misji zabicia człowieka, który wszędzie, gdzie się pojawia, pozostawia za sobą trupy. Polowanie na braci Dobbsów, którego świadkami byliśmy w tomie trzecim, Wilki z Wyoming, zamienia się w pogoń za tym jednym, najgroźniejszym, bo najbardziej bezlitosnym i nieznającym skrupułów bratem. Reda Dusta w jego zadaniu utwierdza nie tylko obrona uciśnionych, ale także obietnica złożona Kaznodziei. A ponieważ Dust jest człowiekiem honoru, możemy być pewni, że nie spocznie, dopóki nie wypełni zadania. To z kolei sprawia, że czeka nas przygoda bez chwili wytchnienia podczas lektury czwartego tomu – Czerwone niebo nad Laramie.