Milczący korowód – Katarzyna Ryrych – “Siódma piszczałka” [recenzja]

siódma piszczałka

Elena nie jest zwykłą dziewczyną – taką, która wtapia się w tłum i niczym nie wyróżnia. Nie ma takich samych zainteresowań, co jej koleżanki, i gnębią ją zupełnie inne problemy niż jej równieśników. Choć kiedy ma się tyle lat, co Elena, wydawałoby się, że nie ma się większych problemów –  no, może poza nieodrobionymi lekcjami na jutro do szkoły. Jednak główna bohaterka powieści Siódma piszczałka przeżyła coś, co na zawsze zmieniło jej życie, coś, czego nie powinien przeżywać żaden człowiek, a tym bardziej dziecko… To wydarzenie sprawiło, że dziewczyna nie potrafi odnaleźć się w świecie, nie umie znaleźć swojego miejsca, nie cieszy się tak, jak powinien móc się cieszyć młody człowiek. Czy podróż do Transylwanii zmieni w jakiś sposób szare, wypełnione poczuciem winy życie Eleny? Kto wie, kto wie…

Największym zmartwieniem bohaterki jest poczucie winy. Dziewczyna od lat obwinia się o śmierć matki, która zginęła na jej oczach. Jak jednak kilkuletnie dziecko mogłoby spowodować tak tragiczny w skutkach wypadek? Wszystko zaczęło sie od tego, że Elena bardzo źle czuła się w szkole – rówieśnicy nie pozostawali obojętni na jej nieco odmienny wygląd. Jej “cygańska” uroda wzbudzała niezdrową sensację, a szepty zasłyszane tu i ówdzie, z których wynikało, że Elena może być “podrzutkiem” (karnacja jej rodziców różniła się od tej, która odziedziczyła po dalszych krewnych dziewczynka), boleśnie ją raniły. Właśnie owe szepty pewnego dnia zmusiły kilkuletnią uczennicę do wybiegnięcia ze szkoły, unikając wzroku nauczucielki i innych uczniów. Schowawszy się niedaleko budynku, rozmyślała, przełykając łzy, o swojej odmienności i o tym, że wolałaby niczym sie nie wyróżniać, niż słuchać takich uwag. I wtedy wydarzyła się tragedia. Mama Eleny, zaalarmowana przez nauczycielkę o nieobecności córki, rzuciła wszystko i pognała do szkoły. Kiedy była już blisko budynku, a niedaleko miejsca, w którym skryła się Elena… z impetem wjechał w nią samochód. Mamy nie dało sie uratować… Córka natomiast… cóż, córka zamknęła się od tej pory w sobie, tracąc nie tylko matkę, ale także radość życia i… głos. Jak to bowiem często bywa po traumatycznych przeżyciach, dziewczynka zareagowała na ten szok na swój własny sposób i z dnia na dzień przestała mówić. Nie pomagają błagania ojca i starszego brata, nie pomagają wizyty u specjalistów – Elena musi poniekąd sama poradzić sobie ze stratą i wyrzutami sumienia… musi sama chcieć zacząć znów mówić. Tymczasem nasza bohaterka nauczyła się języka migowego, którym posługuje się co prawda bardzo sprawnie, ale nadal wiele jest skomplikowanych słów i wyrażeń, których nie da się przekazać gestami, co wprowadza Elenę we frustrację. Nadal jednak milczy. Teraz ma już czternaście lat i jest w tym trudnym wieku, kiedy nie jest się ani do końca dzieckiem, ani dorosłym. A niemożność wyrażenia swoich uczuć i myśli słowami nie pomaga w tym niełatwym okresie życia.

Kiedy na horyzoncie pojawia się perpsektywa wyjazdu z tatą do Transylwanii, w ramach wakacji Eleny i pracy jej ojca – koleżanki zazdroszczą dziewczynie. Im kraina ta kojarzy się przede wszystkim z wampirami, a jak wampiry, to wiadomo, że tylko te przystojne, jak na przykład Edward ze Zmierzchu. Podróżniczka ma jednak nieco inne zdanie niż jej równieśniczki – dla niej to po prosytu podróż do miejsca, w którym nigdy nie była, a co do wampirów… to gdyby chciała myśleć tak o Transylwanii, to raczej wolałaby prawdziwego Draculę i mroczną legedę, jaka go otacza, a nie romantyczne historie o wampirach, które zakochują się w ludziach. Zarówno czytelnik, jak i Elena, dostrzegają analogię między dziewczyną a organami, do naprawy których został wezwany jej ojciec. Tata naszej bohaterki jest bowiem przedstawicielem niemalże wymarłego już zawodu – jest organmistrzem. W Transylwanii właśnie, w mieście, do którego zmierzają, są organy, zwane ojcem Nicolae, które nie wiedzieć czemu, zamilkły – zupełnie jak Elena postanowiły przestać wydawać z siebie jakikolwiek dźwięk. Czy tata ciemnowłosej, smutnej dziewczyny poradzi sobie z ich naprawą? A może odezwie się nie tylko stary instrument, ale także Elena?

Lepiej w to uwierz to seria, która już niejednokrotnie zaskakiwała mnie (dorosłego czytelnika) niezwykłą wyobraźnią autorów, a także nierzadko ich odwagą i wiarą w otwarte serca i umysły młodych czytelników, którzy otworzą te powieści. Choć bowiem bohaterami są każdorazowo naprawdę młodzi ludzie, często nawet jeszcze nie nastolatkowie, to problemy, jakie poruszają pisarze, są ważne i poważne. Podoba mi się, że autorzy, którzy  do tej pory stworzyli opowieści pod szyldem serii Lepiej w to uwierz! (czyli, póki co, Grzegorz Gortat i właśnie Katarzyna Ryrych) nie boją sie traktować dzieci i młodzież jak pełnoprawnych, myślących i odczuwających to samo, co dorośli, ludzi. To może się wydawać oczywiste, ale nie każdy dorosły, w tym także pisarz, tak robi. Takie potraktowanie młodego czytelnika sprawia natomiast, że po książkę teoretycznie dedykowaną młodszym, sięgną z chęcią również dorośli, a młodszy czytelnik poczuje się nie tylko doceniony, ale także postara się dorównać wyobrażeniu, jakie miał o nim twórca dzieła. Siądzie więc do lektury z większym skupieniem i prawdopodobnie większą empatią obdarzając bohaterów. Siódma piszczałka ma wszystko, by w serię tę wpisać się idealnie – młodą bohaterkę, która zmaga się z bardzo dorosłym problemem, tajemnicę, a także atmosferę grozy i niepokoju. Czytelnik w napięciu czeka na rozwiązanie problemów Eleny, ale także na wyjaśnienie zagadki starych organów i nawiedzających dziewczynkę wizji, w których zawsze pojawia się pewien smutny mężczyzna. Autorka świetnie oddała klimat rumuńskiego miasteczka Surpatele, starego kościoła i niezwykle udanie wplotła w historię Eleny miejscowe opowieści i podania, które wzbudzają w czytelniku ciekawość, ale i lekką nerwowość i napięcie. 

O tym, czy tata naprawi organy, a także czy jego córka zacznie znowu mówić, przekonacie się, sięgając oczywiście po książkę Katarzyny Ryrych. Mam nadzieję natomiast, że niniejsza recenza już teraz przekonała Was do tego, by rozpocząć tę niedługą, ale wciągającą przygodę z milczącą dziewczynką i otaczającymi ją duchami, tworzącymi mroczny korowód w równie mrocznej, otoczonej legendą Transylwanii. Siódma piszczałka to kolejna udana przygoda z serii Lepiej w to uwierz!, ku której warto ruszyć lub namówić na nią młodszego członka naszej rodziny. To inspirująca opowieść o poczuciu winy, o rozdzierającej serce stracie, o niezgodzie na świat takim, jaki jest, o buncie, o niespokojnych duszach i cierpieniach, ale także o przebaczeniu, o próbie zrozumienia i zaakceptowania rzeczywistości. Jeśli bardzo żałujemy czegoś, czego nie można już zmienić, możemy przynajmniej żyć tak, by jak najrzadziej żałować swoich czynów i wyborów teraz i w przyszłości. Być może uda się to Elenie, być może komuś z nas. Być może Siódma piszczałka poruszy u kogoś strunę odpowiedzialną za głos, który nie wybrzmiał już od lat. Dajcie się więc zaprosić do tego milczącego korowodu, w którym za ręce trzymają się i wurzuty sumienia, i nadzieja, i strach, i niesamowita przygoda, i śmierć, i życie. Ten taniec trwa cały czas.

Fot.: Wydawnictwo Ezop


Jeśli jesteście ciekawi innych powieści z serii Lepiej w to uwierz!, na naszym portalu znajdziecie teksty o:

Nie budź mnie jeszcze

Ewelina i czarny ptak

Piętnaście kroków

Sylwia Sekret

Redaktor naczelna i korektorka; absolwentka dyskursu publicznego na Uniwersytecie Śląskim. Czyta prawie wszystko i recenzuje nie mniej, powtarzając sobie w duchu za Josifem Brodskim: "Znając nasze dość niskogatunkowe czasy, przybijam dumny stempel: 'towar drugiej klasy' na swe najlepsze myśli i niech jutro młode przyjmie te doświadczenia z walk o każdy oddech".

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *