Czas cudów – Neil Gaiman, Mark Buckingham – “Miracleman: Złota era” [recenzja]

Miracleman

Na początku lat 80. Alan Moore wskrzesił zapomnianą postać, stworzonego przez Micka Anglo  trzydzieści lat wcześniej, naiwnego i kolorowego superbohatera zwanego początkowo Marvelmanem, później przemianowanego na Miraclemana. Moore oczywiście do historii dodał część swojego geniuszu, dzięki czemu powstała nieszablonowa opowieść, uderzająca w bardzo ważne i realistyczne tony, które pozostają aktualne po dziś dzień. Dekadę później pałeczkę postanowił przejąć kolejny wizjoner i godny następca Alana Moore’a, niejaki Neil Gaiman, który dopiero stawiał pierwsze kroki w pisarskim biznesie, a jego najbardziej znana komiksowa kreacja, Sandman, była jeszcze odległą przyszłością.

Gaiman, podobnie jak Moore przed nim, dopiero próbował swych sił w medium, jakim jest komiks, ale na pewno nie brakowało mu zapału i oryginalnych pomysłów. Wraz z bardzo utalentowanym brytyjskim rysownikiem, Markiem Buckinghamem, pociągnął dalej historię Miraclemana od momentu, w którym zostawił ją Alan Moore. Dla odróżnienia nowej serii dodano podtytuł Złota era i był to zbiór historii opowiadających o tytułowych złotych czasach, kiedy ludzkość przywykła już do utopii stworzonej przez będącego niemalże bogiem superbohatera. Samego Miraclemana w tym albumie jest zaskakująco niewiele i występuje on raczej jako postać przewijająca się gdzieś w tle, będąc jednocześnie motorem napędowym całej opowieści. Zamiast niego fabuła skupia się na przypadkowych ludziach, którzy w ten czy inny sposób radzą sobie z życiem w czasach cudów, w nowym świecie stworzonym przez boga w niebiesko-żółtym trykocie.

Miracleman: Złota era to zbiór ośmiu historii, które ze sobą łączy właśnie ten jeden, główny wątek, jakim jest życie w świecie po masakrze urządzonej przez Batesa w Londynie, który teraz stał się światem cudów i fantazji, pozbawionym głodu, biedy, przemocy i wszelkich środków do nich prowadzących (pamiętający poprzedni tom kojarzą zapewne wymowną scenę, kiedy główny bohater usunął z Ziemi wszystkie pieniądze i całą dostępną broń). Obecnie Miracleman przebywa gdzieś na szczycie stworzonego przez siebie Olimpu, rozmyślając o sprawach przekraczających ludzkie pojmowanie, a my obserwujemy skutki jego działań i ich wpływ na życie zwykłych ludzi. W jednej z historii grupka pielgrzymów udaje się w długą wędrówkę na samą górę siedziby nowego boga, aby pomodlić się i poprosić go o spełnienie swoich życzeń. Inna opowiada o zwykłym przedpołudniu w angielskiej szkole i nowych trendach panujących wśród dzieciaków, które niezdrowo fascynują się mitem Batesa, znanego też jako Kid Miracleman – człowieka odpowiedzialnego za największą masakrę w dziejach ludzkości. Chyba najlepsza opowieść w całym albumie, Notatki z podziemia, przenosi nas do ziemskiego odpowiednika Hadesu, gdzie władzę sprawuje niejaki Mors (znany z wcześniejszego tomu przedstawiciel kosmicznej rasy Qys). Istota ta zapełnia swój świat androidami będącymi klonami znanych osobistości z historii ludzkości. Głównym bohaterem tej historii jest jeden z osiemnastu klonów Andy’ego Warhola, któremu powierzone zostaje zadanie opieki nad klonem doktora Gargunzy (tego samego, który w latach 50. stworzył cała rodzinę Miraclemana).

W ramach Złotej ery poznajemy też losy Winter, boskiej córki Miraclemana, po tym jak opuściła nasz świat, wybierając się w drogę do Qys. W Historii o szpiegach widzimy niezwykle oryginalną koncepcję zamkniętego świata-miasta, stworzonego specjalnie dla wszystkich szpiegów i tajnych agentów, którzy w boskiej utopii nie radzili sobie z rzeczywistością. W swoim własnym świecie mogą do woli wikłać się w tajemnice i szpiegowskie akcje, tam bowiem nikt nie jest tym, za kogo się podaje. Ostatni rozdział, Karnawał, łącząc ze sobą wątki wszystkich do tej pory poznanych postaci, przedstawia nowe święta, jakie ludzie obchodzą od kiedy na świecie zapanowała złota era.

Miracleman: Złota era nie jest może tak genialnym i wizjonerskim albumem, jak jej poprzednik,ale nie oszukujmy się – bardzo trudno jest dorównać geniuszowi Alana Moore’a. Niemniej jednak Neil Gaiman, w miarę swoich możliwości, stanął na wysokości zadania, opowiadając tę historię po swojemu. Jego styl jest tutaj bardzo wyczuwalny, a zastosowanie oryginalnej fabuły, opowiadanej z perspektywy ludzi żyjących w utopii powstałej z woli jednego (nad)człowieka, było strzałem w dziesiątkę. Ludzie bowiem adaptują się do każdych warunków i wszędzie znajdą sposób na osiągnięcie korzyści dla samego siebie, nawet w świecie, gdzie liczy się dobro zbiorowe, a cuda są na wyciągnięcie ręki. Złota era pokazuje też, jak łatwo ludzie zapominają o wyrządzonej krzywdzie, wspominając i szanując tych, którzy tę krzywdę wyrządzili (Bates jest tutaj nowym Hitlerem).

Przy wszystkich zachwytach nad scenariuszem, nie sposób nie wspomnieć też o wizualnej stronie Złotej ery, jaką są wspaniałe rysunki Marka Buckinghama. Rysownik, namawiany przez Gaimana do eksperymentowania, stosował tutaj różne techniki, dzięki czemu komiks jest bardzo różnorodny, oryginalny i momentami można odnieść wrażenie, że przy jego tworzeniu brała udział cała ekipa rysowników.

Miracleman: Złota era to album, który śmiało można uznać za godnego następcę genialnego poprzednika, a także bardzo udaną kontynuację ważnej historii. Miłośnicy nieco ambitniejszego podejścia do komiksu superbohaterskiego na pewno nie będą zawiedzeni.

 

Fot.: Mucha Comics

Michał Bębenek

Zamieszkały w Gdańsku planszówkowy zapaleniec. Miłośnik klimatów grozy w każdej formie. Właściciel pluszowego Cthulhu. Odpowiedzialny za sprawy techniczne związane z Głosem Kultury.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *