Na gorącym uczynku życia – Kim Ki-duk – „W sieci” [recenzja]

W sieci

Najświeższe dokonanie koreańskiego reżysera – Kim Ki- duka – nie jest jedynie paskiem z celuloidu pokrytym szeregiem obrazów. To raczej nasiąknięte rozpaczą i troską o sytuację na świecie autentyczne lustro naszej rzeczywistości. W sieci to obraz intencjonalny, dobitnie uzmysławiający, że o ile świat ekranowy jest elastyczny, o tyle realny już nie tak bardzo. W teorii filmu bardzo rzadko konfrontuje się dzieło z rzeczywistością, jednak w tym wypadku nie sposób odwieść się od tego zabiegu. Zapraszamy do zapoznania się z recenzją dzieła, którego nie mogliśmy nie objąć patronatem medialnym.

Kim Ki-duk, jeden z czołowych reprezentantów kopalni azjatyckiego neomodernizmu, tym razem odchodzi od typowego dla siebie minimalizmu. Daje temu wyraz, wtłaczając w usta bohaterów wielość słów, z jaką do tej pory nie za bardzo mieliśmy do czynienia w jego twórczości. Po skrajnie oszczędnej w dialogi Wyspie czy też Pustym domu, w którym milczenie zostało użyte jako kanał komunikacyjny, kod miłości, W sieci stanowi nieodkrytą dotąd formę przekazu. Koreańczyk prezentuje widzom obraz nie do końca będący reprezentacją slow-cinema, z jaką zwykło się go utożsamiać. Porzuca ducha buddyjskiego, jakiego przykładem był np. Pusty dom. Nie odwołuje się także jednoznacznie do synkretyzmu religijnego stanowiącego trzon przypowieści obrazu Wiosna, lato, jesień, zima…wiosna czy Piety. Co zatem sprawia, że oglądając W sieci, ma się nadal wrażenie doświadczania specyfiki kina charakterystycznego dla tego reżysera? Odpowiedzią może być samotność – motyw charakterystyczny dla neomodernizmu, a występujący m.in. w Pustym domu. Kim Ki-duk bierze pod lupę osamotnienie jednostki uwikłanej w system, która walcząc z nieporozumieniem, dokonuje samospełniającego się proroctwa pogłębiajacego własną alienację. Z relatywnie podobną problematyką borykał się bohater nagrodzonego w zeszłym roku w Cannes Ja, Daniel Blake Kena Loacha. Anglik nakreślił sugestywny portret człowieka niedostosowanego do zmanipulowanych i zdeprawowanych realiów urzędniczej znieczulicy. Wykreował rzeczywisty w swym oskarżycielskim tonie pamflet pod adresem państwa, urzędów i urzędników, których bierność i oziębłość wskazuje na mechanizację ludzkich odruchów. Choć obraz Kim Ki-duka traktuje o jeszcze trudniejszych realiach, bo dotyka tematu izolacji i psychofizycznych barier między Koreą Północną a Południową, w sensie metaforycznym bliski jest wspomnianemu dziełu.

W sieci odwołuje się także do tematów podejmowanych w wielu poprzednich filmach Koreańczyka. Jego bohater, poza uwikłaniem w systemowe rozwiązania, osadzony jest w konkretnej doktrynie religijnej determinującej sposób funkcjonowania i rozumowania. Wątki wieloreligijności Koreańczyków i jej wpływ na narrację filmów Kim Ki-duka omawiałam już dogłębnie w artykule poświęconym jego dorobkowi. Zainteresowanych zgłębieniem wiedzy do niego odsyłam TUTAJ. Jak wówczas pisałam, dominującą w Korei Południowej religią jest czeondoizm (Niebiańska Droga), na który składają się elementy taoizmu, konfucjanizmu, buddyzmu i chrześcijaństwa. To też religia będąca dominującą kartą przetargową kina Kim Ki-duka. Jednostkowa energia – zgodnie z założeniami tej religii i doktryny społeczno-religijnej zwanej konfucjonizmem – nie ma takiej siły sprawczej jak energia społeczeństwa. Dlatego jednostka musi porzucić swoje egoistyczne pobudki i walczyć o zwiększanie ogólnej energii tao poprzez oddanie się społeczeństwu. Rodzący się w związku z tym konflikt między indywidualistyczną postawą a postawą prospołeczną (buddyzm versus konfucjanizm) to podstawowy temat kina dalekowschodniego, w tym koreańskiego, ze szczególnym wskazaniem na dokonania reżysera Łuku. Film W sieci jest potwierdzeniem wpływu tego konfliktu na sposób budowania fabuły filmów reprezentanta koreańskiego neomodernizmu.

Wątek realnej, zapalnej i nieprzekraczalnej granicy między Koreą Północną a Koreą Południową pojawiający się w najnowszym dziele Kim Ki-duka to element znany miłośnikom specyfiki jego kina. Już Strażnik wybrzeża w szalenie odważny sposób obnażał mechanizmy wzajemnej kontroli i nieufności między tymi dwoma państwami. W sieci pogłębia ten konflikt, podsyca, zgłębia psychologię bohaterów oraz odkrywa socjologię życia społecznego własnego kraju. Zatrzymajmy się na chwilę na socjologicznych aspektach tego tworu. Socjologia filmu zastanawia się nad funkcjonowaniem dzieła w społeczeństwie. Życie społeczne bohaterów tego filmu uwikłane jest w sieć znaczeń ograniczających wolność jednostki. Ubogi i prostoduszny rybak zatraca swą podmiotowość na rzecz systemu, któremu musi się poddać. Interesującym aspektem W sieci jest jego autonomia funkcjonowania w społeczeństwie. Twórca wprowadza widza w szczególny świat, gdzie wszystko coś znaczy. Na ile metaforycznie, na ile zaś dosłownie, trudno ocenić. Świat ten nadbudowywany jest z odbić rzeczywistości quasi-realnych. Śledząc poczynania i bezradność głównego bohatera, widz zastanawia się, w jakim stopniu dzieło ekranowe cytuje, a w jakim kreuje rzeczywistość. Na ile to, co obserwujemy, ma wymiar uniwersalny, na ile odzwierciedla jedynie wojnę dwóch światów realnych. Kim Ki-duk kreuje swymi dziełami mitologię filmową sięgającą przeszłości, zakorzenioną w teraźniejszości i snującą – niezbyt optymistyczną skądinąd – wizję przyszłości. Stwarza lokalną, a jednak internacjonalną, legendę o społecznie nagromadzonych doświadczeniach i ograniczeniach między ludźmi. Pokazuje studium funkcjonowania człowieka – albo raczej brak możliwości funkcjonowania – w społeczeństwie i świecie podzielonym na zwalczające się, przeciwstawne pragnienia. W tym sensie W sieci jest sentymentalną i niespecjalnie pokrzepiającą analizą barier międzyludzkich.

Bohater filmu – postać fikcyjna – ma jednak w sobie elementy everymana. Nosi w sobie wszelką frustrację wszystkich ludzi zmanipulowanych, ucieleśnionych i uwikłanych w systemowe rozwiązania powodujące utratę wolności, zarówno tej fizycznej, jak i intelektualnej. Historia o jednostce przesłuchiwanej przez władze i inwigilowanej jest dobrze znana także nam, Polakom. Na myśl przywodzi atmosferę PRL-u, a jej filmowym odniesieniem, by nie sięgać daleko w przeszłość, może być epizod Władysława Strzemińskiego ukazany w ostatnim obrazie Andrzeja Wajdy – Powidokach. Charyzmatyczny i niepokorny malarz z walki z socrealizmem nie wychodzi obronną ręką, mimo tego pozostaje wierny własnej artystycznej drodze. Przywołuję te porównania, aby nakreślić uniwersalizm dylematów, przed jakimi staje rybak z filmu W sieci, choć oczywiście nie sposób ich wartościować.

Na zakończenie przytoczę słowa pioniera polskiej antropologii filmu – Aleksandra Jackiewicza – będące słusznym tropem w odnajdywaniu intencji zawartych w omawianym filmie. Tworzywem filmu są obrazy zarejestrowanej rzeczywistości. To jest baza. W tym tworzywie, nie tylko w sposobach operowania nim, pełno „śladów” człowieka, jego świata, kultury. Tak dosłownie odciśniętego losu ludzkiego w dziele, z całym biologicznym, naturalnym wyposażeniem, nie zna żadna sztuka. Jeżeli antropologia jest jedną z form świadomości naszego gatunku, to film może być cennym dla niej materiałem. Można np. ekran traktować jak antropologiczną ankietę, w której autor przez sam fakt robienia filmu zadaje pytania, ankietowany (bohater, świat) odpowiada chwycony na „gorącym uczynku” życia.1 Pytanie zatem brzmi: co miał na celu reżyser jawnie ukazujący realia życia i mechanizmy nacisku? Jak postrzegane jest na północy, a jak na południu? O czyich pragnieniach, żalach i ograniczeniach mówi reżyser? Czy na pewno problemy poruszane w tym obrazie demaskują jedynie sposób życia i myślenia tego konkretnego regionu geograficznego, czy też bariera dzieląca oba kraje i wątki, których bazą jest właśnie ta separacja, ma odbicie gdziekolwiek się nie obejrzymy? Antropologia filmu rozważa dzieło jako odbicie społeczeństwa. Czy w sytuacji ubogiego rybaka, któremu silnik łodzi zaplątał się sieć, w związku z czym przedostał się na tereny wroga, nie dostrzec można uniwersalnej przypowieści obrazującej całe społeczeństwo ponowoczesne? Pozostawiam odpowiedzi na te luźno zadane pytania do indywidualnej oceny. Według mnie jednak najświeższe dziecko Kim Ki-duka jest wieloaspektową baśnią o ludzkiej tęsknocie za nieznanym, sile rodzinnych więzi oraz specyfice funkcjonowania w świecie owładniętym nieufnością, granicami i podziałami. Nad wyraz dojrzałe to dziecko, przyznaję.

Fot.: Aurora Films


1Jackiewicz A., Antropologia filmu, Wydawnictwo Literackie, Kraków1975, str. 17

Magdalena Nowińska

Socjolożka z wykształcenia, bibliotekarka z przypadku, joginka z wyboru. Pasjonatka world music i ruchomych obrazów, w szczególności francuskiej Nowej Fali i twórczości Pedra Almódovara. Absolwentka studium z zakresu filmoznawstwa organizowanego przez Polski Instytut Sztuki Filmowej i Uniwersytet SWPS w Warszawie. Członkini Scope100 (edycja 2016) - projektu online stworzonego przez firmę dystrybucyjną Gutek Film z myślą o widzach, dla których kino jest życiową pasją. Uczestnicy projektu zadecydują, które filmy pokazywane do tej pory jedynie na zagranicznych festiwalach, trafią do polskiej dystrybucji. Kontakt: mag.nowinska@gmail.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *