Nie ma sensu uciekać w nieskończoność – wywiad z Michałem Szczerbcem

Michał Szczerbiec

Michał Szczerbiec, wyśmienity polski gitarzysta blues-rockowy, popisał się solową płytą zatytułowaną Stany skupienia. Pomyślałem, że to dobra okazja do krótkiej rozmowy z artystą. Zapraszam do lektury.

Jak zaczęła się Twoja przygoda z muzyką? Opowiedz, proszę, o przebiegu swojej dotychczasowej kariery.

Michał Szczerbiec: Od moich najmłodszych lat w moim rodzinnym domu rozbrzmiewała muzyka. Instrumenty otaczały mnie z każdej strony: gitary, instrumenty klawiszowe, perkusja, saksofon. Mój tata jest muzykiem (podobnie jak wuj, dziadek, mój brat) i naturalnie sięgnąłem po instrument. Czułem, że to ma być gitara, już w wieku 10 lat. Potem to już ścieżka, którą zna każdy instrumentalista – ciężkie ćwiczenia i masa załamań. Nie poddawałem się i ćwiczyłem dalej, aż wypracowałem coś, co mogę nazwać swoim stylem. Samoświadomość muzyczna pojawiła się stosunkowo niedawno, ale warto było czekać, bo teraz wiem, czego nie chcę grać, oraz z czym się nie utożsamiam.

Cała płyta zachwyca Twoją grą na gitarze. Dlaczego wybrałeś właśnie ten instrument?

Fascynuje mnie brzmienie tego instrumentu i możliwości wyrazu, które on oferuje. Uwielbiam przestrzeń, którą można wykreować za pomocą dźwięków oraz różnych technik artykulacyjnych. Każda gitara elektryczna, akustyczna czy klasyczna to inne bajki, które za każdym razem mnie zachwycają.

Słuchając Stanów skupienia, zauważyłem, że w Twojej muzyce dosyć wyraźnie zaakcentowane są echa twórczości Marka Knopflera i Dire Straits. Przypadek czy nie? Czy jednak Knopfler jest tym artystą, który miał i ma duży wpływ na Ciebie?

To nie jest przypadek, a świadome działanie, które pojawiło się w mojej głowie już wiele lat temu. Słuchając grupy Dire Straits oraz The Shadows, wiele lat temu zamarzyłem, aby stworzyć zespół, który czerpałby z tych dwóch źródeł inspiracji. Nie wiedziałem jeszcze, jak i kiedy to zrobię, ale czułem, że to się kiedyś wydarzy. Mark Knopfler oraz Hank Marvin z The Shadows to moje największe inspiracje i jest to dla mnie ogromny zaszczyt, gdy ktoś mnie kojarzy z tymi Artystami. W swojej muzyce czerpię inspiracje także od takich Artystów jak: Chris Rea, Eric Clapton, Carlos Santana, Mike Oldfield czy Gary Moore.

Czujesz się bluesmanem, czy jednak uważasz się za twórcę klasycznego rocka? Pytam się, bo Stany Skupienia wydają się zgrabnie lawirować pomiędzy tymi dwoma gatunkami.

Czuję, że moje korzenie muzyczne łączą się z kilkoma gatunkami i klimatami muzycznymi. Lubię bluesa tak samo jak rock, pop czy folk. Kiedy wpadnie mi do głowy jakiś motyw bluesowy, od razu czuję, że chcę dodać do tego jakiś element nie bluesowy. Podobnie z utworami, które są bardziej folkowe lub wręcz popowe – wtedy chcę dodać element bluesa.

Tekstowo płyta wydaje się być bardzo przyziemna i życiowa. Skąd taka tematyka tekstów pojawiła się na płycie? Nie lubisz śpiewać i pisać o rzeczach, które nie mają odniesień do rzeczywistości?

Rzeczy  opisane na płycie, są jak najbardziej odniesieniem do rzeczywistości. Historie na płycie to moje osobiste przeżycia, doświadczenia, przemyślenia, a także obserwacje życia innych ludzi. Cóż nas skłania do myślenia i refleksji jak nie przyziemne sprawy? Codzienność, która się w nas mieli. Przeszłość, która nas uformowała i przyszłość, która nas zmieni.

Czym są tytułowe Stany Skupienia?

Poprzez różne doświadczenia: złe i dobre, ciągle się zmieniamy i z czasem do pewnych spraw podchodzimy zupełnie inaczej. Rozwijamy się, zmieniamy stan skupienia, czyli przewartościowujemy swoje wnętrze, pozostając jednocześnie sobą. Ten proces trwa cały czas. Zauważamy go dopiero z perspektywy czasu, patrząc wstecz, myślimy sobie: „Jak ja mogłem tego nie wiedzieć”? Właśnie, dlatego żeby być w tym miejscu, w którym jestem dziś.

Blues do nieskończoności chwyta od pierwszego taktu nie tylko muzyką, ale i świetnym tekstem. Przed czym chce uciekać bohater piosenki aż do nieskończoności?

Są przypadki, gdy jednostka nie potrafi sobie poradzić z codzienną rutyną i ciągłą walką, aby grawitacja nie zginała karku w dół. W skrajnych przypadkach pojawiają się myśli samobójcze i na szczęście takimi tylko pozostają. Przychodzi refleksja, że są ludzie, którzy nas kochają lub jest ta jedna, jedyna osoba, na której nam zależy. Nie ma sensu uciekać w nieskończoność, skoro bylibyśmy tam sami.

Michał Szczerbiec – Blues Do Nieskończoności

Jednym ze smutniejszych kawałków jest Manekin, który okraszony został sugestywnym, przejmującym tekstem. Dlaczego bohater tej kompozycji czuje się czasami jak manekin na wystawie?

Sytuacja bardzo prozaiczna: on bardzo zakochany, ona – niekoniecznie. Gdy jedna osoba zaangażuje się mocniej, to zawsze cierpi. Porywy serca czasem doprowadzają do sytuacji, gdy zdajemy się na łaskę, aby dostać odrobinę czułości. Jesteśmy jak ten manekin na wystawie – przyjmiemy wszystko, aby tylko ten ktoś był. Oczywiście taka sytuacja jest bardzo toksyczna, ale ciężko czasem z niej wyjść.

Czy Ołowiany żołnierz to piosenka o miłości? Czy ta walka „o kogoś” ma jednak inny sens?

Tak, jest to piosenka o walce, w sytuacji, gdy jesteśmy już na pozycji przegranej. Jedna strona nie może sama walczyć o relację. Dwie strony muszą się starać w równych proporcjach. Niekiedy to my jesteśmy obwiniani o zaistniałą sytuację, gdy to nie jest prawdą. Bierzemy winę na siebie, nawet, jak coś się dzieje nie z naszej winy. Prowadzi to tylko do sytuacji, gdzie biała flaga jest jedynym rozwiązaniem.

Instrumentalny The Secret wyróżnia się brzmieniem akustycznych gitar i, no właśnie, tajemniczym nastrojem. Co rozumiesz przez tytułowy „sekret”, „tajemnicę”?

Bardzo czegoś chcemy i pragniemy, a tu rzeczywistość stawia nam opór. Ciągle są przeszkody do osiągnięcia wymarzonego celu. Sekretem chyba jest zrozumienie, że pewne rzeczy dzieją się wtedy, gdy przychodzi na nie odpowiednia pora i miejsce. Gdy energia przepływa przez nas, nie stawiając oporu. Kiedy to się zrozumie, jest znacznie łatwiej.

Kilkukrotnie zostałeś wyróżniony podczas corocznego, lubelskiego konkursu Solo Życia. Jako ekslublinianin muszę zapytać o ten festiwal. Co jest w nim wyjątkowego, że regularnie wracałeś tam, aby występować przed lubelską publicznością?

Zabawne jest to, że… ani razu nie zagrałem na koncercie finałowym. Byłem kilkukrotnie wyróżniany i otarłem się o finał, ale nie doszło do sytuacji, gdy stanąłem na scenie. Kiedy żyłem jeszcze w Lublinie, inicjatywa Pana Mietka Jureckiego była chyba największą w tamtym czasie i w tamtym regionie, dlatego bardzo się starałem i ćwiczyłem, aby się dostać. Dzięki temu nauczyłem się pokory i cierpliwości, a rzeczy przyjdą w odpowiednim momencie.

Planujesz koncerty z materiałem ze Stanów skupienia?

Oczywiście. Niebawem „Ochota Blues Festival” gdzie zagram 27 października. Ponadto szykują się koncerty klubowe oraz w małych salach koncertowych. Planuję, także trasę koncertową… o wszystkim będzie się można dowiedzieć z Facebooka.

Dziękuję za rozmowę!

Fot.: cantaramusic.pl

Na Głosie Kultury odpowiedzialny za pisanie o muzyce. Gustuje w każdym gatunku oprócz rapu, jednak im większy gitarowy hałas, tym lepiej. Z każdą kolejną recenzją coraz bardziej złośliwy, krytyczny i cyniczny. Jeśli boisz się krytyki albo jej nie lubisz - odpuść sobie. W sprawie kontaktu proszę pisać na: redakcja@gloskultury.pl lub pozar.j@gmail.com. Zachęcam do kontaktu szczególnie młode, debiutujące zespoły, kontaktujcie się z nami i podsyłajcie mp3 - z pewnością napiszę parę słów o Was!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *