Oddech piękna – White Raven – “The First Breath” [recenzja]

White Raven, projekt pochodzącego z Łodzi kompozytora i instrumentalisty Piotra Wojciechowskiego, to twórczość trudna do sklasyfikowana i do jednoznacznej oceny. Ten swoisty mariaż muzyki klasycznej, filmowej, elektronicznej i rocka progresywnego powoduje, że można się na dobre osiemdziesiąt minut wyłączyć z otaczającego nas świata i wtopić w dźwięki serwowane na albumie The First Breath.

Płyta pojawiła się na rynku pod szyldem Lynx Music i coraz bardziej mnie zadziwia profil działalności tej małej, aczkolwiek prężnej, krakowskiej wytwórni. Nie tylko bowiem czysto progresywno rockowe dźwięki proponuje Lynx, ale także soczyste, hard rockowe brzmienia (jak trzeci krążek krakowskiego Heart Attack), albo klasyczno-elektroniczne, jak właśnie na debiutanckiej płycie White Raven.

Nazywanie muzyką klasyczną twórczość Piotra Wojciechowskiego jest zdecydowanie dużym uproszczeniem, bo w przeważającej mierze jest to płyta elektroniczna, z silnym zaakcentowaniem brzmień ambientowych, wokół których często są zbudowane kompozycje. Twórca White Raven natomiast nie ukrywa, że muzyka jest inspirowana dokonaniami twórców takich jak Mike Oldfield, Jean Michel–Jarre, Vangelis czy Hans Zimmer, którego ducha twórczości chyba najmocniej słychać na The First Breath. Jeśli chodzi o muzyków rockowych to słychać, że Wojciechowski tworząc partie gitary elektrycznej, mocno inspirował się dokonaniami Andy’ego Latimera z Camel, bowiem solówki gitarowe jednoznacznie kojarzą mi się z twórczością Anglika z lat dziewięćdziesiątych.

Na The First Breath znajdziemy 14 kompozycji, w tym trzy sięgające blisko (lub ponad) dziesięciu minut, a które wyróżniają się na tle całego krążka. Pierwszym z tej wymienionej trójki jest utwór tytułowy, otwierający całość. To bardzo filmowa kompozycja, bowiem usłyszymy w niej długie, podniosłe brzmienia orkiestrowe, które z czasem przechodzą w ambientowy puls z towarzystwem ostrych gitar elektrycznych, niczym w muzyce filmowej Trevora Rabina. Wojciechowski świetnie operuje klimatem, intensywnością, przechodzi z głośnych do wyciszonych fragmentów, w których pięknie gra łkająca gitara elektryczna, aby całą kompozycje zakończyć dynamicznym finałem w towarzystwie perkusji.

Pozostałe dwie dłuższe kompozycje nie robią takiego wrażenia jak The First Breath. Jednak Eclipse może zachwycić zgrabnymi fortepianowymi tematami i niespiesznym, lekko walczykowatym tempem. Niestety, pod koniec pojawia się nachalny, elektroniczny beat, który moim zdaniem doszczętnie zniszczył zwiewny i lekki nastrój. Natomiast znacznie lepiej jest w Last But Not Wasted Breath The First Breath Finale, w którym wspaniałą melodię tworzą partie instrumentów smyczkowych, wywołując dźwiękowe obrazy, mocno pobudzając wyobraźnię słuchacza. Szczególnie urokliwy jest fragment pojawiający się w okolicach trzeciej minuty nagrania – zwiewne smyki połączone z delikatnymi dźwiękami gitar potrafią wzbudzić błogi nastrój, który zostaje lekko zaburzony poprzez Latimerowskie, długobrzmiące dźwięki gitary elektrycznej.

The First Breath – White Raven's The First Breath Record Promotion

Pozostałe kompozycje są krótsze i stanowią bardziej dźwiękowe miniaturki, jednak nie będące w żadnym stopniu wypełniaczami, a raczej mniejszymi częściami całości. Wiele barw i klimatów pojawia się w tych utworach, bo taki Second jest ambientowy, duszny, a kolejny na trackliście – Abandoned Dreams jest już skierowany ku muzycznym rejonom Bliskiego Wschodu. Są momenty iście taneczne (moim zdaniem najsłabsze na płycie) jak Be Diffrent, ale są ponadto fragmenty wyciszenia i zadumy jak w Silence, w którym wybrzmiewa najpiękniejszy fortepian na całym The First Breath. Nie brakuje ponadto brzmień gitarowych jak we Few Paths One Story Follow Me. Przepiękne dźwięki są w delikatnych i przestrzennych The Last Journey To The Stars. Każdy znajdzie coś dla siebie.

Eklektyczna to płyta i momentami piękna, zachwycająca bogactwem barw i melodii. Piotr Wojciechowski na debiutanckiej płycie projektu White Raven pokazał się jako sprawny kompozytor, multiinstrumentalista, który operując szerokimi środkami przekazu muzycznego, potrafi w niektórych momentach zachwycić swojego odbiorcę. Jak dla mnie było za dużo brzmień tanecznych, z drugiej strony jednak nadawały one płycie odpowiednią dynamikę. Nie zadowoli się każdego; ja natomiast najbardziej rozpływałem się przy tych spokojniejszych, wyciszonych fragmentach, które działały na moją duszę jak balsam. Fani brzmień elektronicznych tudzież ambientowych będą zadowoleni z pewnością z płyty The First Breath. A Ci, którzy tak jak ja gustują na co dzień w gitarowo-perkusyjnym hałasie, mogą zafundować sobie odskocznię i podróż w kompletnie inne gatunkowo rejony.

Fot.: Lynx Music

Na Głosie Kultury odpowiedzialny za pisanie o muzyce. Gustuje w każdym gatunku oprócz rapu, jednak im większy gitarowy hałas, tym lepiej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *