Książki,Recenzje

Osobliwości – Grzegorz Bogdał – “Floryda”[recenzja]

Ta niewielka niebieska książeczka kryje w sobie całą paletę osobliwości – od prostytutki piszącej list do „głowy” kościoła rzymskokatolickiego, przez syna, który odrąbuje matce głowę, po sobowtóra lidera Queen – Freddiego Mercury’ego. Większość czytelników jednak pewnie zapamięta zdanie jednej kobiety, która mówi: więcej jest takich ludzi, co ich wcale nie ma, niż takich, co są. Debiut Grzegorza Bogdała należy zatem uznać za udany, tym bardziej że Floryda zmusza czytelnika do zastanowienia się nad własnym życiem i podejmowanymi dotąd wyborami, które z biegiem czasu nie zawsze wydają się słuszne.

Monologi otwiera postać sobowtóra Feddiego Mercury’ego, któremu w marcu amputowali stopy. Tym samym wzrost metr siedemdziesiąt siedem jest już nieaktualny. Jego ostatni publiczny występ miał miejsce w pierwszej edycji Mam talent. Niestety sławne jury nie było w stanie zrozumieć prawdziwej sztuki. Nie przekonało ich tłumaczenie, że właśnie tak wyglądałby Freddie, gdyby dożył jego wieku. Wszak jest kopią, która przetrwała oryginał, i to jest szczęście i przekleństwo, bo już nie ma go z czym porównać. Po tej porażce skończył z odgrywaniem gwiazdy. Ważna część jego życia umarła raz na zawsze. Nie jest to jednak równoznaczne z wyrzuceniem wszystkich rekwizytów.

Warty uwagi jest także Pierwszy list do Franciszka. Tak moi drodzy, dobrze myślicie, adresatem tego monologu jest obecny biskup Rzymu, papież Franciszek, który ma okazać się ostatnią deską ratunku dla braci w Chrystusie – Kuby i Kowboja. Nadawcą jest Samanta, z woli bożej służebnica Jezusa Chrystusa, niegdyś kobieta lekkich obyczajów, obecnie wierna służka Pana. Na kolejnych dwudziestu stronach bardzo szczegółowo opisuje zastaną sytuację. Okazuje się, że Kuba bardzo chciał zostać księdzem, ale marzenie to nie zostało spełnione, gdyż okazało się, że żadne seminarium duchowne nie chce go przyjąć ze względu na bardzo niski wzrost. Mimo to był przekonany o swoim powołaniu. Dowodem na to miały być trzy noce, podczas których ktoś go budził, wołał po imieniu: Jakubie, Jakubie, i za trzecim razem Kuba powiedział, że słucha, i mu wtedy Pan Bóg powiedział: Oto Ja uczynię dla ciebie taką drabinę, że gdy na nią wejdziesz i zawołasz moje imię, wszyscy je usłyszą i zadzwoni im ono w obydwu uszach. To wszystko to jednak dopiero preludium.

Publikacja, zbierająca w sobie pięć wspomnianych monologów, nie jest lekką i łatwą lekturą. Wymaga uwagi i skupienia od czytelnika, bo w jedno zdanie Grzegorz Bogdał potrafi wpleść kilka paradoksów. Operuje ciętym, dobitnym językiem. Jeśli miałabym jednym wyrazem podsumować całą książkę, to wybrałabym słowo: tęsknota. Bo życie bohaterów nie rozpieszcza i każdy z nich chciałby choć na chwilę wyrwać się z tej matni i zasmakować radości i spełnienia. Niestety nie da się uciec od samego siebie i trzeba najpierw zmierzyć się z rzeczywistością, nawet tą najboleśniejszą. Floryda to zatem gorzka refleksja nad dwoistą naturą człowieka.

Fot.:  Wydawnictwo Czarne

Podobne wpisy:

Avatar

Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Gdańskim. Zgodnie z sentencją Verba volant, scripta manent (słowa ulatują, pismo zostaje) pracuje nad rozprawą doktorską poświęconą interpretacji muzyki w prasie lat ’70 i ‘80. Jej zainteresowania obejmują literaturę i sztukę, ale główna pasja związana jest z tempem 33 obrotów na minutę (mowa oczywiście o muzyce płynącej z płyt winylowych).

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone gwiazdką *