Prywatność to jedna z rzeczy, które bardzo cenię – wywiad z TORRES

TORRES, czyli Mackenzie Scott, to 26-letnia, stacjonująca w nowojorskim Brooklynie singer-songwriterka. Swoją muzyczną przygodę zaczęła podobno w szkolnych musicalach, a pierwszy raz pod pseudonimem artystycznym wystąpiła w 2013 roku – zagrała koncerty i wydała płytę zatytułowaną nie inaczej niż Torres właśnie. Album szybko zdobył uznanie recenzentów, którzy zachwycali się jej emocjonalnymi tekstami, a przede wszystkim silnym głosem. W 2015 roku światło dzienne ujrzał kolejny album Torres zatytułowany Sprinter. Nagrywała między innymi w angielskich studiach – w Bridport z Robem Ellisem i w Bristolu z Adrianem Utleyem, gitarzystą Portishead. Pojawiła się po raz pierwszy w Polsce na koncercie w trakcie białostockiego Halfway Festivalu, który Głos Kultury objął patronatem medialnym, i od razu po koncercie udzieliła mi wywiadu.

Małgorzata Kilijanek: Rozmawiamy po Twoim koncercie na halfway’owej scenie, będącym Twoim pierwszym występem w Polsce [24 czerwca – przyp. red.]. Jakie są Twoje wrażenia na gorąco?

TORRES: Publiczność okazała się bardzo ciepła. Byłam zdumiona tym, jacy ludzie byli serdeczni, zachęcający do grania. Bardzo lubię, jak wszyscy klaszczą, czuję wtedy wsparcie płynące z widowni. Jest to miłe szczególnie wtedy, kiedy nie rozumiem języka, w którym mówią moi odbiorcy, podczas odwiedzin nowego państwa.

Wydaje mi się, że część słuchaczy na widowni śpiewała Twoje utwory, co oznacza, że byli przygotowani.

Tak, faktycznie, była to dla mnie niesamowicie przyjemna niespodzianka.

Czy Twoja pierwsza wizyta w Polsce związana z występem w Białymstoku dała Ci możliwość zwiedzenia jakiejś części naszego kraju?

Nie mieliśmy zbyt dużo czasu od momentu przyjazdu, a dojechaliśmy do Białegostoku dzień przed występem. To bardzo fajne miasto. Nigdy wcześniej nie byłam w Polsce, więc wszystko, co tutaj widzę, jest dla mnie ekscytujące, ponieważ jest nowe. Gdy spacerowaliśmy po mieście spróbowaliśmy wielu dobrych potraw…

…takich jak słynne polskie pierogi?

Pierogi akurat mamy zjeść dnia kolejnego, a kosztowaliśmy pysznego sushi. Spróbowaliśmy również wspaniałego masła migdałowego i… polskiej wódki (śmiech).

Po Twoim koncercie konferansjerka wspomniała o tym, że ma nadzieję, iż powrócisz jeszcze do Polski. Czy możesz to potwierdzić?

Z pewnością do Polski powrócę, szczególnie po dzisiejszym występie.

Właśnie zaczęłaś trasę koncertową, z Polski lecisz grać do Stanów Zjednoczonych. Halfway Festival to dość kameralny festiwal. Czy odpowiadają Ci takiego typu wydarzenia, czy wolisz większe festiwale z bardziej liczną publicznością?

Szczerze mówiąc, nie mam w tym przypadku szczególnych preferencji. Trudno porównywać wydarzenie muzyczne o dużych różnicach w liczbie uczestników. Takie kameralne festiwale mają w sobie dużo uroku, fani są dość blisko artysty i to jest naprawdę bardzo sympatyczne, tak jak tutaj w Białymstoku. W takich przypadkach czuję bliski kontakt z moimi odbiorcami, widzę ich twarze i malujące się na nich emocje. Umożliwiają to tylko mniejsze miejsca. Przy okazji dużych koncertów, które też lubię, atmosfera wygląda zupełnie inaczej. Wtedy nie mam nawet szans na ujrzenie pojedynczych twarzy. Myślę, że kolejną różnicą jest to, że muzyka przybiera inną formę na mniejszych koncertach i na większych. Lubię oba rodzaje wydarzeń, bo każdy ma swoje zalety.

Zaśpiewałaś na białostockiej scenie najnowszy, niedawno wydany utwór pod tytułem SKIM – skonstruowany z surowych, rytmicznych brzmień gitarowych i syntezatorowych. Na początku czerwca pojawił się teledysk do SKIM, w którym występujesz, a Twoje ciało obejmują cudze dłonie, które pojawiają się i znikają. Można stwierdzić, że tematyka utworu to pożądanie, ale i zdawanie sobie sprawy, że każdy z nas ma jakieś ciemne strony, których nie pokazujemy?

Może niekoniecznie ciemne strony. Utwór opowiada o odkrywaniu tych części siebie, o których nawet nie mamy pojęcia, cech, które są gdzieś ukryte lub takie, z którymi się nie utożsamiamy, które w sobie tłumimy. Wydaje mi się, że takie części naszego umysłu i naszej duszy są pokryte jakąś smugą cienia, ukrywamy przed sobą to, czego byśmy nie chcieli, pokazujemy to, co jest nam dobrze znane. Te cechy nie muszą być złe czy dobre, należą do innej kategorii, ale są dość ważne.

Skoro są ważne, czy powinniśmy je pokazywać innym, odkrywając siebie, czy pozostać nieprzeniknionymi?

Powinniśmy je odsłaniać. Wydaje mi się, że ważnym jest zgłębianie siebie, wiedza o swojej psychice. Jeśli chcemy takie ukryte dotąd cechy komuś wyjawić, to z pewnością zyskujemy pewne prerogatywy. Znaczące jest, żeby nie oszukiwać samego siebie i posiadając cechy, które nie do końca nam odpowiadają nie tłumić ich i ukrywać, ale pracować nad nimi. To chciałam przekazać w SKIM.

Tworząc muzykę opierasz się na własnych doświadczeniach. Pierwszym lepszym przykładem mógłby być utwór Moon&Black, opowiadający o adopcji i wiążący się z Twoją biografią. Czy lubisz umieszczać w piosenkach informacje o sobie, o których wiesz Ty, ale inni niekoniecznie?

Tak, nawet jeśli jest to jakoś ukryte, zawsze informacje o mnie znajdują się w moich utworach. Filtruję zawsze to, co chcę przekazać w muzyce tak, że czasem niełatwo skojarzyć który fragment może opowiadać moją historię. Staram się jednak nie komponować, opowiadając o sobie, ale robiąc to w taki sposób, by teksty były bardziej uniwersalne.

A przez swój uniwersalizm by mogły być w jakiś sposób pomocne odbiorcom?

Mam związaną z tym ogromną nadzieję. Liczę, że moje piosenki mogą być małą terapią, a przynajmniej pewnym wzmocnieniem dla moich odbiorców.

Podobno za swoją siłę uważasz utrzymywanie prywatności. Zgadza się?

Prywatność to jedna z rzeczy, które bardzo cenię. W obecnych czasach ludzie pokazują bardzo wiele. Jestem wyjątkowo uważna w tej kwestii i panuję nad pokusą udostępniania wszystkiego, co się dzieje. Starannie wybieram to, czym się dzielę i ujawniam tylko te szczegóły swojego życia, które uważam za odpowiednie. Wszystko zachowuję dla siebie i nikt nie wie, czym jest to wszystko, ponieważ nie ma do tego dostępu. To jest najlepsze, mieć nad wszystkim kontrolę (śmiech).

Czy tworząc muzykę, wszystko starasz się przekazać odbiorcom właśnie przez nią, a rozmowy o niej uważasz za zbędne, czy postrzegasz jako ważne omawianie własnej twórczości?

Jako fanka muzyki nie chcę wiedzieć za dużo o tej, którą kocham. Oczywiście bardzo lubię czytać wywiady z artystami, których cenię, jednak nie jest mi potrzebne zbyt dużo wiedzy o ich twórczości, wiążących się z nią zamierzeniach.

To, że nie wiemy o pewnych utworach wszystkiego, czyni je nieco magicznymi.

Właśnie tak. Jeżeli wiemy za dużo, ta magia znika. Nie przepadam za poznawaniem dziwnych faktów dotyczącej danego utworu czy płyty oraz za ujawnianiem przez artystów zbyt wielu informacji dotyczących znaczenia ich muzyki…

…i sama konsekwentnie taką postawę prezentujesz.

Cały czas się staram.

Twój ostatni album, Sprinter, jest manifestem dotyczącym hipokryzji w kościele. Wychowałaś się w religijnej rodzinie, należącej do Kościoła Baptystów, jednak nie podzielałaś poglądu swoich rodziców dotyczącego wiary. Nie będę jednak pytać o to, ale o projekt ubrań dostępnych na Twojej stronie, na których widnieje napis: TORRES LOVES YOU. Skojarzyło mi się to z GOD LOVES YOU. Czy to zamierzone i związane z tematyką płyty?

Może było to podświadomie zaplanowane (śmiech), jednak ludzie mogą interpretować to na swój sposób. Lubię t-shirty i czapki z daszkiem, które są trochę ironiczne, więc ten napis wiąże się właśnie z tym.

Kiedy zaczęłaś swoją karierę, można było przeczytać, że tworzysz bardzo dojrzałe teksty jak na swój wiek. Jak reagowałaś na takie opinie? Czy w ogóle przywiązujesz wagę do tego, jak jesteś medialnie oceniana?

W przeszłości bardzo przywiązywałam do takich opinii wagę, ale w końcu odsunęłam się od tego i staram się nie zwracać uwagi na to, co mówią i piszą o mnie ludzie. Tak naprawdę to nie wpłynie na to, co będę sobą dalej reprezentować, a wydaje mi się, że dowiadywanie się o kimś z drugiej ręki jest gorsze niż osobiste doświadczanie. Nauczyłam się tego, że to, co gdzieś się o mnie pisze, to nie moja sprawa.

Najlepiej w takim razie znać Twoją twórczość i wybrać się na koncert, by móc zobaczyć, jaka jesteś na scenie?

Mam nadzieję, że sposób, w jaki prezentuję swoją muzykę – forma nagrywania i występy na żywo, przekazuje to, co chciałabym pokazać, i że jestem odpowiednio dzięki temu odbierana. Tylko na tym się koncentruję: żeby to moi słuchacze postrzegali mnie taką, jaką jestem.

Fot.: Halfway Festival

Małgorzata Kilijanek

Pasjonatka kina, muzyki i literatury, a także sportu, w szczególności siatkówki. Filmowo ceni różnego rodzaju dramaty i filmy psychologiczne, a także kino niezależne. Muzycznie – głównie brzmienia alternatywne. W literaturze wybiera różnego rodzaju powieści, często o tematyce egzystencjalnej, psychologicznej, ale nie stroni od dzieł biograficznych i podróżniczych. Swoimi recenzjami dzieli się z czytelnikami Głosu Kultury.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *