Komiksy,Recenzje

Nie takie zwykłe kobiety – Kurtis J. Wiebe, Roc Upchurch – „Rat Queens – 1 – Magią i maskarą” [recenzja]

Mam na półce sporo komiksów – a w każdym razie sporo, jak na osobę, która jeszcze 3 lata temu mogła się “pochwalić” jedynie tym, że czytała kiedyś pożyczonego Tytusa, Romka i A’Tomka. Pewien kulturalny przełom, jaki nastąpił u mnie, kiedy zaczęłam doceniać komiksy, zaczytywać się w nich, poznawać ich róznorodność i rozumieć, że są równie wartościowe, co pełnoprawne powieści czy filmy (a czasem nawet bardziej), uważam za jeden z ważniejszych w moim życiu w tej dziedzinie. Dziś nie wyobrażam sobie, jak mogłam nie czytać komiksów. I choć na półce mam tytuły od większości polskich wydawców, to dopiero, gdy zaczęły do mnie (bardzo tłumnie zresztą) przybywać komiksy od Non Stop Comics, zdałam sobie sprawę z tego, jak niewiele jest powieści graficznych, w których to kobiety są głownymi bohaterkami – a już tym bardziej grupa kobiet. Tymczasem w moje ręce trafiły takie komiksy jak Paper Girls, o których pisałam tutaj, Giant Days, o których dopiero będę pisać, nawet Tank Girl, która co prawda swoje lata już ma, ale trafia ponownie na polski rynek właśnie za sprawą Non Stop Comics. Dziś również będzie mowa o jednym z takich komiksów, w dodatku całkowicie szalonym. Poznajcie Rat Queens.

Tom pierwszy serii Rat Queens nois tytuł Magią i maskarą i trzeba przyznać, że bardzo dobrze oddaje on charakter komiksu. Słowo “magia” informuje nas o tym, że akcja dzieje się w świecie fantastycznym – obok zwykłych ludzi spotkamy tu elfy, krasnoludy, orki, a także maluśki. Nasze Królowe Szczurów stanowią jedną z wielu drużyn przygodników, które w zamyśle miały strzec miasto przed nieprzyjemnymi zajściami i burdami. Ostatnio sporo się jednak mówi o tym, że więcej przez nie kłopotu niż jest z nich pożytku. Słowo “maskara” natomiast idealnie oddaje charakter naszych Szczurzych Królowych – choć potrafią się bić i są w stanie pokonać niejednego umięśnionego przeciwnika, to są pełnoprawnymi kobietami – dbają o wygląd, są pomalowane i nie omieszkają korzystać ze swoich wdzięków. Już sama ta mieszanka powinna powiedzieć Wam co nieco o tym, z jak szalonym komiksem będziecie mieć do czynienia. Tom Magią i maskarą wprowadza nas w świat Rat Queens wtedy, kiedy okazuje się, że zarówno je, jak i inne grupy przygodników, ktoś postanawia, mówiąc kolokwialnie, sprzątnąć. Każda grupa dostaje zadanie do wykonania, ale podczas tych misji każdej z nich grozi większe niebezpieczeństwo, niż miało to mieć miejsce. Kiedy nasze bohaterki orientują się, że zostały zwabione w pułapkę, nie zamierzają tak tego zostawić. Rat Queens to bowiem nie takie zwykłe kobiety, a już na pewno nie te bezbronne, delikatne damy, które być może sobie wyobrażacie, kiedy myślicie o płci pięknej. Betty, Dee, Hannah i Violet to awanturniczki, które nie dają sobie w kaszę dmuchać. Zresztą… najwyższy czas, żebyście je bliżej poznali.

Betty należy do maluśkich… co zresztą szybko wywnioskujecie z jej wzrostu. Jednak jeśli myślicie, że jej charakter będzie proporcjonalny do wyglądu, to oczywiście się mylicie. Mała blondyneczka Betty jest zadziorna, energiczna i… łasa na erotyczne uciechy. Uwielbia też słodycze i halucynogenne grzybki. Wszędzie jest jej pełno i choć potrafi wydrapać ci oczy, to nie można odmówić jej uroku. Dee to czarnoskóra wojowniczka, która tak w zasadzie to w nic nie wierzy, ale nie jest do końca pewna; sprawę utrudniają jej rodzice, którzy czczą ogromną kałamarnicę. Jest jeszcze elfka Hannah, która zna niejedno zaklęcie, a jej uroda niejednemu zapewne zawróci w głowie; jest typem przywódczyni i niełatwo jej zejść z drugiego planu. Pozostaje jeszcze Violet – ruda krasnoludka pełna wigoru, ale również znająca znaczenie słów: przyjaźń i lojalność. Kobiety tworzą nietypową grupę wojowniczek, od których trudno oderwać wzrok, jednak biorąc pod uwagę ich siłę, pomysłowość i hart ducha – nie obraziłabym się, gdyby to właśnie Rat Queens miały mnie chronić (gdybym oczywiście potrzebowała osobistej ochrony). Królowe w wielu kwestiach się uzupełniają, wyrównują i równoważą, słowem – tworzą zgraną grupę bojowniczek.

Żywe kolory i rysunki, które zdobią Rat Queens, sprawiają, że lektura komiksu upływa szybko i energicznie – nie nudzimy się, nie sprawdzamy, ile stron zostało nam do końca. Świat, który wykreowali Curtis J. Wiebe i Roc Upchurch, jest niezwykle barwny, wypełniony różnorodnymi istotami, międzygatunkowy, co sprawia, że wiele plansz przynosi nam nowe kształty i cechy do poznania. Kreska jest taka, jak główne postacie – dynamiczna i żywa, pełna wigoru, niepozwalająca na chwilę znużenia. Ważną, techniczną stroną komiksu są oczywiście kobiece kształty. I tu należy pochwalić rysownika, bo Betty, Dee, Violet i Hannah nie są typowymi, seksownymi superbohaterkami, które mają idealne (idealne według standardów męskich wyobrażen i marzeń) ciała – duże piersi, wypięte, odstające i jędrne pupy, a także niemożliwe do uzyskania w realnym świecie wcięcie w talii. Nie – nasze Szczurze Królowe są seksowne i ponętne, ale w sposób, powiedziałabym, bardziej naturalny; w sposób, w jaki mogłyby być (i są) normalne kobiety. Betty jest niziutka i drobniutka, ale kusi płaskim brzuchem i urokiem, którego nie odejmują jej nawet duże uszy; Dee wyróżnia się na tle reszty ciemnym kolorem skóry, co dodaje jej atrakcyjności, podobnie jak burza czarnych loczków; Hannah ma spory (ale nie przesadnie sterczący) biust, a Violet ponętne biodra i płomienne rude włosy, które zwracają na siebie uwagę. Kobiety różnią sie od siebie w znacznym stopniu, bo Upchurch o to zadbał, ale każda z nich zwraca na siebie uwagę i przyciąga spojrzenia, nie będąc przy tym karykaturalną superbohaterką, która samym rozmiarem biustu i bioder mogłaby wykończyć przeciwnika. I to się chwali.

Scenariusz także nie zawodzi, bo od samego początku zostajemy wplatąni razem z bohaterkami w sieć wydarzeń, które śledzimy z zainteresowaniem. Magią i maskarą nie zdradza zbyt wiele szczegółów na temat wykreowanego świata, dlatego mam nadzieję, że o to zadbają twórcy w kolejnych tomach (drugi już na mnie zerka z półki i tylko czeka, aż skończę opowiadać Wam o pierwszym). Co nieco już wiemy, ale to nadal za mało, by w ten świat wsiąknąć i móc o nim z zapałem opowiadać innym. Wiemy, że kobiety tworzą jedna zgrup przygodników i wiemy, że ktoś chce się ich pozbyć. Nie wiemy natomiast, ile ras stąpa po tym świecie, jakie panuja nastroje między ich przedstawicielami, co sprawiło, że zaczęły się tworzyć grupy takie jak Rat Queens i – co najważniejsze – jak nasze królowe się poznały i zaprzyjaźniły, by później walczyć ze sobą ramię w ramię. Na te pytania chętnie poznam odpowiedź w kolejnych częściach cyklu, bo choć komiks Rat Queens nie jest może opowieścią porywającą, to jest w nim cos świeżego i zabawnego, i jeśli tylko poznamy bliżej główne bohaterki, a także prawa rządzące ich światem – myślę, że możemy go naprawdę polubić.

Fot.: Non Stop Comics

Avatar

Redaktor naczelna i korektorka; absolwentka dyskursu publicznego na Uniwersytecie Śląskim. Czyta prawie wszystko i recenzuje nie mniej, powtarzając sobie w duchu za Josifem Brodskim: "Znając nasze dość niskogatunkowe czasy, przybijam dumny stempel: 'towar drugiej klasy' na swe najlepsze myśli i niech jutro młode przyjmie te doświadczenia z walk o każdy oddech".

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!