Samotność w tłumie – Walter Tevis – „Człowiek, który spadł na Ziemię” [recenzja]

Człowiek

Walter Tevis sprawił mi nie lada kłopot. Wydana niespełna dwa lata temu przez Wydawnictwo MAG książka Przedrzeźniacz, rozłożyła mnie na łopatki (o czym przeczytacie tutaj) i po dziś dzień uznaję ją za jedną z moich ulubionych powieści. Dawno nie miałem do czynienia z tak udaną, mroczną i depresyjną dystopią, dlatego gdy tylko na rynku wydawniczym ukazało się kolejne dzieło amerykańskiego pisarza, Człowiek, który spadł na Ziemię, moje oczekiwania sięgnęły sufitu, a we mnie zrodziła się jakaś wewnętrzna pewność, że mogę być spokojny, ponieważ ten autor nie sprawi mi zawodu. Mimo to muszę przyznać, że druga wydana w Polsce książka Tevisa wywołała we mnie lekki zawód, ale biorę to na siebie – miałem wobec niej zbyt duże oczekiwania i prawdopodobnie chciałem, aby Człowiek, który spadł na Ziemię spodobał mi się bardziej niż Przedrzeźniacz. Tak się nie stało, ale w dalszym ciągu jest to bardzo udana podróż w głąb ludzkiej psychiki i świetny materiał do analizy – tak w trakcie lektury, jak i na długie miesiące potem.

Thomas Newton to przybysz z innej planety, w ludzkim pojmowaniu określany mianem obcego. Przybył na Ziemię w jednym celu – uratować swój gatunek, który uległ niemal kompletnej zagładzie w wyniku wojen, prowadzonych przez długie lata. Mimo niezwykle wysoko rozwiniętej techniki oraz nieprzeciętnej inteligencji, jaką posiada rasa Newtona, nie udało im się uniknąć skali zniszczeń tak wielkiej, że zostali zepchnięci na skraj przepaści, a ich planeta, Antea, została niemal doszczętnie zmasakrowana. Ich jedynym ratunkiem zdaje się być nasza planeta oraz pewien życiodajny składnik (woda), którego mieszkańcy Ziemi mają (jeszcze) pod dostatkiem i wielu z nas niespecjalnie zajmuje myśl o jego ewentualnym braku. W trakcie lektury nie będzie nam dane poznać szczegółów owego planu, dowiemy się natomiast o pewnych szczątkowych, acz istotnych kwestiach z nim związanych. Anteańczycy bardzo dokładnie przygotowali głównego bohatera do powierzonego mu zadania. Przez dziesięciolecia szlifował język, uczył się ludzkich zachowań, gestykulacji, manier, historii Ziemian oraz wszelkich ich upodobań. Gdy uznano, że jest gotowy, ostatkiem dostępnych materiałów wysłano go na Ziemię. I tak, Thomas Newton rozpoczyna swoją żmudną, rozłożoną na wiele lat misję w Stanach Zjednoczonych i skrupulatnie – korzystając z obszernej wiedzy i nieprzeciętnego rozumu – gromadzi majątek oraz wpływy pozwalające mu na osiągnięcie planu.

Wydawać by się mogło, że Anteańczycy przewidzieli wszystko – jednak Newton podczas swojego pobytu na Ziemi szybko orientuje się, że wcale tak nie było. Nikt nie przygotował go bowiem na bezbrzeżną samotność i kompletne wyobcowanie, które towarzyszyły mu od pierwszych dni „u nas”. Bohater za wszelką cenę stara się być człowiekiem, dopasować się jakoś do rzeczywistości, którą zastał, i realizować kolejne składowe wyznaczonego mu zadania, jednak bariera psychologiczna i samotność są dla niego zbyt trudne. Problem z biegiem czasu tylko narasta, dlatego też Thomas Jerome Newton stopniowo traci wiarę w misję i coraz częściej zaczyna wątpić w jej sens i jakiekolwiek powodzenie. Paradoksalnie Anteańczyk podczas pobytu na naszej planecie staje się bardzo ludzki w swoich poczynaniach. Jest wielkim miłośnikiem kultury i sztuki – jego największą fascynacją jest obraz Bruegela Pejzaż z upadkiem Ikara (który swoją drogą jest alegorią głównego bohatera), ale z zapamiętaniem oddaje się również słuchaniu muzyki (której jednak nie potrafi zrozumieć), oglądaniu telewizji, a książki pochłania w każdej wolnej chwili. Jednak to nie upodobania do ziemskiej sztuki czynią zeń bardziej ludzkiego – Newton staje się niezwykle emocjonalny, ma swoje nawyki, dziwactwa, przywiązuje się do niektórych ludzi i przede wszystkim popada w alkoholizm.

Człowiek, który spadł na Ziemię porusza wiele istotnych w życiu człowieka kwestii, w skład których na pierwszy plan wysuwają się przede wszystkim samotność w tłumie, poczucie wyobcowania i niezrozumienia, alkoholizm, depresja, upadek cywilizacyjny, konflikty zbrojne, brak poszanowania ze strony człowieka wobec dóbr naturalnych, którymi dysponuje, nieustanny rozwój technologiczny czy też inwigilacja ze strony władz. Wszystko to Walter Tevis zmieścił na zaledwie 191 stronach! Oczywiście niektóre z tych tematów są zaledwie muśnięte przez pisarza, ale zostały one na tyle mocno i wyraźnie zaakcentowane, że z powodzeniem zostają one w głowie czytelnika.  To cholernie przygnębiająca i trudna w odbiorze powieść, dlatego przyjemność obcowania z piórem Amerykanina trzeba sobie niestety dawkować, jeśli nie macie nie wiadomo jak wielkiej odporności na udzielające się w trakcie lektury smutek i zniechęcenie. To jednocześnie wada oraz zaleta dzieła nieżyjącego już Tevisa. Autor wydał tę powieść w połowie lat sześćdziesiątych, a akcję osadził na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych; czytając jego dzieło w roku 2017, można odnieść wrażenie, że twórca był przekonany, iż ludzkość jako taka nie przetrwa aż do tego czasu. To nie pierwsze apokaliptyczne przemyślenia, czego dowodem jest późniejszy Przedrzeźniacz.  Człowiek, który spadł na Ziemię ma w sobie wiele elementów świata przedstawionego, które nie znalazły odzwierciedlenia w prawdziwym świecie, ale wizja Tevisa nie była zła czy też naciągana, a niektóre przyjęte przez niego rozwiązania nie są wcale tak odległe od naszej rzeczywistości. Zresztą w przypadku tego autora nietrudno o przeświadczenie, że dla niego otoczka science fiction była tylko pretekstem do zadumy nad kondycją człowieczeństwa oraz przekonania o naszej nieuchronnej zagładzie.

Człowiek, który spadł na Ziemię to dzieło bardzo dobre. Może nie wybitne i w mojej ocenie do genialnego Przedrzeźniacza sporo tu brakuje, ale w drugim wydanym przez Maga dziele Tevisa możemy poczuć zalążek tego, co autor oferuje w powieści napisanej później, a wydanej u nas wcześniej. Ciekawostką jest fakt, że książka została zekranizowana, a w rolę Thomasa Newtona wcielił się nieżyjący już David Bowie. Nie miałem jeszcze okazji oglądać filmu, ale wiem, że muszę tę zaległość nadrobić. Jeśli niestraszny Wam mocno pesymistyczny wydźwięk tego dzieła i lubicie rozbudowane portrety psychologiczne bohaterów w literatutrze – ta powieść z pewnością jest dla Was.

Fot.: Wydawnictwo MAG

Mateusz Cyra

Redaktor naczelny oraz współzałożyciel serwisu Głos Kultury. Twórca artykułów nazywanych „Wielogłos”.

Specjalizuje się w literaturze (poza tradycyjną formą słucha audiobooków), kinematografii oraz w serialach telewizyjnych. Nie pogardzi dobrą muzyką, grami komputerowymi oraz wszelkiego rodzaju grami planszowymi.

Kontakt: redakcja@gloskultury.pl lub czarnepioro@gmail.com

1 odpowiedź

  1. Gandalf napisał(a):

    „Świetny materiał do analizy – tak w trakcie lektury, jak i na długie miesiące potem” to chyba jedno z najlepszych określeń twórczości Tevisa, jakie czytaliśmy. Rozumiemy zachwyt nad „Przedrzeźniaczem”, ale musimy przyznać, że „Człowiek, który spadł na ziemię” to również kapitalna książka. I koniecznie zobacz film – choćby dla Bowie’go! :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *