Sąsiedzi, sąsiady, lokatorzy… – György Pálfi – “Swobodne opadanie” [recenzja]

Swobodne opadanie

Zastanawialiście się kiedyś, przechodząc pod jednym z bloków i zaglądając do cudzych okien, jak wyglądają życia innych, nieznanych nam ludzi? Na pewno przynajmniej raz większości z Was to się zdarzyło. Albo (zakładając, że mieszkacie w bloku) wchodząc po schodach, pokonując kolejne piętra, zastanawialiście się, co takiego dzieje się akurat u sąsiadów, o których coś tam niby wiecie, ale jednak życie za ścianą stanowi dla Was tajemnicę? Założę się, że przynajmniej dla części z Was nie są to obce rozważania. Również węgierski reżyser György Pálfi zadaje to i podobne pytania sobie, jak również swojemu widzowi. W swoim najnowszym filmie Swobodne opadanie, mężczyzna próbuje zmierzyć się z odpowiedzią na te pytania, jednak nie robi tego w sposób typowy i dla nas naturalny. Swobodne opadanie to bowiem obraz poszatkowany, choć wbrew pozorom spójny, pełny nawet nie tyle groteski i absurdu, co przede wszystkim hiperbolizacji, tego wyolbrzymienia, którego od lat uczy nas telewizja i inne media, a w pułapkę którego wpadamy, niejednokrotnie nie zdając sobie z tego sprawy. W Polsce film ukazał się dzięki Aurora Films, a portal Głos Kultury objął dzieło patronatem medialnym.

W życie mieszkańców jednego z węgierskich bloków krok po kroku, a raczej stopień po stopniu i piętro po piętrze, wprowadza nas bohaterka jednej z siedmiu historii, starsza kobieta, która mieszka ze zrzędliwym mężem, a która na początku filmu wspina się mozolnie na najwyższe piętro, wychodzi razem ze swoim wózkiem na dach i… skacze. A jednak Swobodne opadanie nie rozpoczyna się od śmierci. Długie, milczące ujęcie rozpłaszczonej na ulicy staruszki i jej porozwalanych rzeczy nie kończy się tragicznie, choć jego duszna i niepokojąca wymowa każe nam oczekiwać, że zaraz zejdą się gapie, przyjedzie pogotowie i policja. Nic takiego się jednak nie dzieje, bo w tym niewielkim, ciasnym, choć tak przecież szerokim światku reżysera nie ma miejsca na zbędne współczucie, troskę czy naturalne reakcje, ludzkie odruchy. György Pálfi sięga dużo głębiej do ludzkiej duszy i psychiki i wyciąga z niej różnorakie, kolorowe, raz śmieszne, a raz obrzydliwe elementy, które skleja ze sobą, tworząc swoisty kalejdoskop i kolaż naszych własnych wyobrażeń o sobie i sąsiadach, wyobrażeń, jakie wyzwala w nas medialny szum i tych, które mogą, choć nie muszą nosić w sobie inni.

swobodne opadanie 1

W ten sposób, poznając pozostałe ułamki z życia innych mieszkańców bloku, poznajemy historie wykrzywione, przedstawione w nienaturalnych, jaskrawych kolorach; widzimy rzeczy, do których nie przywykliśmy, ale nie ma się co oszukiwać, że człowiek głodny jest takich widoków i takich opowieści, bo nieraz już udowadniał, że lubi karmić się czyjąś tragedią, nieszczęściem i plotką, nie swoim wstydem, lękiem, obsesją i fobią. No cóż, najprostsze wyjaśnienie tego zjawiska jest takie, że zapominamy wtedy o własnych problemach, wstydzie i zaburzeniach. Pálfi wprowadza nas między innymi do mieszkania mężczyzny, który prowadzi zajęcia z medytacji, a jeden z jego podopiecznych unosi się nad podłogą (niczym Birdman w jednej ze scen nagrodzonego Oscarem filmu), by po jakimś czasie skupić się na tyle, aby przeniknąć przez ścianę. Zaglądamy również do lokum, w którym żyją kobieta i mężczyzna obsesyjnie bojący się brudu, bakterii i zarazków. Ich mieszkanie aż razi bielą, którą podkreśla folia owijająca praktycznie wszystko w mieszkaniu. Kiedy po obowiązkowym prysznicu, po powrocie do domu, on podchodzi do niej, aby ją pocałować na powitanie, robią to przez barierę jej dłoni obleczonej w gumową rękawiczkę, która sekundę później musi zostać wymieniona na nową. Pierwsze pytanie, jakie zapala się w głowie widza w tym momencie, to oczywiście: Jak oni, do jasnej Anielki, uprawiają seks?! A ponieważ reżyser zdaje się dość dobrze znać ludzką naturę, przewidział to pytanie i już po chwili otrzymujemy na nie odpowiedź. Scena stosunku tej przedziwnej pary, a także to, co następuje po nim, to obrazy niezwykle wyraźne, dosadne i przykuwające uwagę. Można by długo dyskutować nad tym, co reżyser chciał pokazać poprzez brutalne zakończenie tej historii, ale wydaje się, że odpowiedzi byłoby aż nadto. Osobiście wierzę, że miłość w tym mieszkaniu umarła, a dowodem na to, było ujrzenie w ukochanej osobie tego, czego najbardziej się boimy i brzydzimy jednocześnie.

swobodne opadanie 2

Kolejnym zdecydowanie i mocno nakreślonym motywem jest ekskluzywne przyjęcie, na którym mężczyzna przedstawia gościom swoją narzeczoną. Wszyscy są eleganccy, dystyngowani i poważni. Narzeczona również – jej włosy upięte są w skromny, ale oficjalny i gustowny, wykwintny kok, w uszach pobłyskują delikatne, wysmakowane kolczyki, a na ramieniu zawieszoną ma niewielką, szykowną torebkę. I wydawać by się mogło, że wszystko jest w porządku, że kobieta idealnie pasuje do zgromadzonego towarzystwa, o czym zresztą świadczy cała jej postawa – wyprostowana i dostojna. Szkopuł tkwi w tym, że poza elegancką biżuterią, narzeczona nie ma na sobie nic, z czego inni goście raczej nie zdają sobie sprawy. Fantastycznie pokazuje to niepewność i niedopasowanie kobiety, jej poczucie, że została wystawiona na widok publiczny, że to nie jest jej miejsce.

swobodne opadanie 4

Nie ma sensu przytaczać każdej z historii, bo najlepiej poznać je podczas seansu. Wspomnieć można jednak, że otworzą się przed nami drzwi do gabinetu ginekologa, u którego wizyta raczej nie pozostawi w nas miłych wspomnień; odwiedzimy mieszkanie małżeństwa, pod dachem którego zamieszkuje kochanek żony, a ich perypetie poznajemy za sprawą odcinającej się od reszty filmu formy – sitcomu. Taki zabieg rewelacyjnie wyostrzył groteskę i absurd zaistniałej sytuacji, a także podkreślił, że o ile nasze życie może być szare i byle jakie, o tyle nie przeszkadza nam to w wyobrażaniu sobie, że życie naszych sąsiadów to perypetie rodem z telenoweli lub szalonej komedii. Poznamy również chłopca, którego strach przybrał zwierzęcą formę. Wszystkie te historie, poza wspólnym blokiem, łączy coś, co udało się reżyserowi bardzo dobrze pokazać. O ile bowiem dziejące się w życiu bohaterów wydarzenia, a także sposób, w jaki zostają przestawione, zostały wyostrzone, wyolbrzymione i mocno podkoloryzowane, o tyle emocje tych ludzi nie odbiegają raczej od tych, które znamy z własnych doświadczeń. Ze Swobodnego opadania wyłania się strach, desperacja i zmęczenie; znużenie, rutyna i nuda; ekspresja, skupienie i odwaga; niepewność, niezgoda i zagubienie; żal, rozgoryczenie i beznadzieja; pożądanie, ciekawość i pragnienie.  Nietrudno zauważyć, że dominują u Pálfiego emocje negatywne, kojarzące się źle i będące dla nas nieprzychylnymi, ale czy gdyby było na odwrót, powstałby kolaż ludzki równie interesujący, dziwny, dziki i niepokojący?

swobodne opadanie 3

Swobodne opadanie składa się z niepasujących do siebie na pozór elementów, które jednak tworzą jeden szum, jedną prawdę o wyobrażeniach, przekłamaniach, plotkach i kreowaniu takiego obrazu świata, jaki jest nam wmawiany. Film charakteryzuje się ponadto budową klamrową, o której stanowi motyw staruszki wspinającej się po schodach po to, aby rzucić się z dachu. To zresztą opowieść – wbrew pozorom – chyba najbardziej prawdziwa i tragiczna ze wszystkich przedstawionych przez węgierskiego reżysera; to opowieść o życiu dwójki ludzi skazanych na siebie mimo nienawiści, jaką wobec siebie żywią. Symboliczny upadek starszej kobiety może być w swobodnej – nomen omen – interpretacji jedyną ucieczką, na jaką stać bohaterkę stłamszoną schorowanym i starym ciałem, mężem rozdzielającym ich wspólne dobra i życiem, które zdaje się dobiegać końca w sposób, o który go nigdy nie podejrzewała. Rozmyślania o samobójstwie to jedno, ale z drugiej strony wyłania się zobrazowanie emocji kobiety pod koniec każdego dnia. Ten zaplanowany upadek, to opadanie z dachu bloku, może być kwintesencją uczuć staruszki. Być może tak czuje się każdego dnia – jakby z głuchym plaśnięciem opadała na bruk, nie zwracając tym niczyjej uwagi. Z jednej strony mielibyśmy zatem ucieczkę i sekundę swobody, z drugiej jednak rozpacz i chęć zakończenia wszystkiego. A kto powiedział, że nie są to dwie strony tego samego medalu?

swobodne opadanie 9

Dramat węgierskiego reżysera pod względem technicznym opiera się na długich, niepokojących ujęciach, wprowadzających widza w stan niepewności, powtarzających się w najbardziej wymownych momentach, jak na przykład wtedy, kiedy kamera zatrzymuje się na kolejnych drzwiach do kolejnego, skrywającego zakamarki ludzkiej duszy mieszkania. Aktorzy, którzy wzięli udział w przedsięwzięciu spisali się jak najbardziej poprawnie, a emocje malujące się na ich twarzach słusznie odpowiadały opowiadanym historiom. Nie sposób zresztą wyróżnić któregokolwiek z aktorów, bo choć wypadli pozytywnie, to ich sceny były krótkie i żadna z ról nie wzbudziła szczególnego zainteresowania na szkodę pozostałych. Choć mnie najbardziej utkwiła w pamięci Nóra Parti, wcielająca się w Żonę, a to ze względu na to, że momentami do złudzenia przypominała znaną z polskich ekranów Katarzynę Glinkę. Na uwagę zasługuje również muzyka, za którą odpowiada Amon Tobin  – wyróżniająca się, ale jednocześnie świetnie dopasowana do tego sąsiedzkiego kolażu, do zabawy formą i przesuwania jej ram. Ktoś może powiedzieć, że po ścianach bloku pełzają cienie Lokatora Romana Polańskiego opartego na książce Chimeryczny lokator Rolanda Topora; ktoś inny może wskazać podobieństwo do opowiadań ze zbioru Sąsiady Adriana Markowskiego, na podstawie którego powstał film pod tym samym tytułem. We wszystkich tych dziełach nie wiadomo, co jest rzeczywistością, a co ułudą, co szepcze nam do ucha nasza wyobraźnia, a co dzieje się naprawdę. Faktem jest jednak, że czasami odwiedzając odległe zakątki świata, nie doświadczymy tego, czym uraczyć nas mogą opowieści o naszych sąsiadach. Bo to, co dzieje się za ścianą, jest tak samo odległe i dziwaczne, jak i pociągające. A to, czy jest zgodne z prawdą, nie jest już przecież takie ważne. Z tego założenia wyszedł Pálfi i wiarygodnie przedstawił to w Swobodnym opadaniu. Nasi sąsiedzi, podkoloryzowani przez medialny szum i papkę, mogą być zarówno strasznym potworem z najstraszniejszych koszmarów, jak i uosobieniem perwersyjności czy fobii. Najważniejsze jednak, żeby pamiętać, że nasi sąsiedzi, sąsiady, lokatorzy to ludzie, w których najprawdziwsze i tak pozostaną emocje.

swobodne opadanie 8

Fot.: Aurora Films

Sylwia Sekret

Redaktor naczelna i korektorka; absolwentka dyskursu publicznego na Uniwersytecie Śląskim. Czyta prawie wszystko i recenzuje nie mniej, powtarzając sobie w duchu za Josifem Brodskim: “Znając nasze dość niskogatunkowe czasy, przybijam dumny stempel: ‘towar drugiej klasy’ na swe najlepsze myśli i niech jutro młode przyjmie te doświadczenia z walk o każdy oddech”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *