Jakiś potwór tu nadchodzi – Patrick Ness, Siobhan Dowd – “Siedem minut po północy” [recenzja]

Potwór to według definicji istota „stworzona już po właściwym dziele stworzenia”. Określenie to przypisuje się grupie fikcyjnych stworzeń występujących w mitologii, legendach, wierzeniach ludowych oraz literaturze grozy. Stworzenia takie zwykle cechują się przerażającym wyglądem, a także prymitywnym, agresywnym zachowaniem, często utożsamianym z wcieleniem zła. Nic dziwnego, potwory nie kojarzą się zazwyczaj z niczym przyjemnym. Taka, dla przykładu, Buka z Doliny Muminków, albo akwaryczna bestia z Loch Ness. Któż chciałby je spotkać? Prawdopodobnie jedyny pozytywny to ten, z Ulicy Sezamkowej. Nie zawsze jednak potwór to włochaty, wcinający ciastka pluszak czy wyłaniająca się z jeziora przerośnięta jaszczurka; niekiedy potwory żyją w nas samych. I to właśnie one są najgorsze; zżerają nas godzina po godzinie, dzień po dniu. Nie pozwalają zasnąć ani normalnie funkcjonować. Z kompilacją obu gatunków twarzą w twarz stanąć musi trzynastoletni Conor, bohater powieści pióra Patricka Nessa (na podstawie pomysłu Siobhan Dowd). W bardzo trudnym dla siebie i całej rodziny okresie, spotyka własnego potwora codziennie po północy. Siedem minut po północy.

Opowieści to dzikie stworzenia – rzekł potwór. – Gdy je uwolnisz, kto wie, jakiego spustoszenia mogą narobić

Życie to nie bułka z masłem ani kaszka z mleczkiem. Zazwyczaj uświadamiamy to sobie, przekraczając (anty)magiczną granicę pomiędzy wiekiem młodzieńczym a dojrzałością. Znacznie wcześniej na własnej skórze odczuwa to Conor O’Malley, którego trawiona przez raka matka naprzemiennie odwiedza szpital lub (nie chcąc dawać po sobie nic poznać) cierpi w domowym zaciszu. Ojciec natomiast wiele miesięcy wcześniej, wraz z nową dziewczyną, wyemigrował do Stanów Zjednoczonych. Na domiar złego nawet w szkole chłopiec niemal dla wszystkich wokół staje się niewidzialny. Nauczyciele nie każą mu pokazywać odrobionej pracy domowej, nie wywołują do tablicy. Inne dzieciaki nie zwracają na niego uwagi. Jedynymi, którzy dostrzegają Conora, są przyjaciółka „z piaskownicy” – Lily oraz wiecznie gnębiący i upokarzający chłopaka, klasowy „kolega” – Harry.

Pewnej nocy nastolatek budzi się na dźwięk hałasu za oknem, gdy potężny głos wzywa go po imieniu. Ku zdziwieniu Conora okazuje się, że głos ów należy do istoty zrodzonej z rosnącego przed domem, ogromnego cisu. Potwór, który „ma tyle imion, ile lat liczy czas” twierdzi, iż przybył na wezwanie chłopca, dlatego w najbliższym czasie opowie mu trzy historie, po wysłuchaniu których młodzieniec zmuszony będzie opowiedzieć o własnym, dręczącym go koszmarze lub zginie z rąk drzewnego monstrum.

Opowieści to dzikie bestie, które zawsze chodzą swoimi drogami

Zacznę od kwestii technicznych, a dokładnie od małej prywaty, mianowicie: po raz pierwszy w życiu przeczytałem powieść, którą widniejący na okładce autor napisał na podstawie pomysłu innego pisarza. Nagradzana na Wyspach Brytyjskich za dzieła z gatunku literatury dziecięcej, Siobhan Dowd, zmarła przedwcześnie (w wieku 47 lat) na raka piersi, pozostawiając jednak po sobie pomysł na powieść, który po kilku latach rozwinął i „zmaterializował” niejaki Patrick Ness, zyskując przy tym wielki szacunek oraz uznanie krytyki oraz czytelników. Nigdy jeszcze nie spotkałem się z tego typu zabiegiem i choć z oczywistych względów trudno przypuszczać, jak opowiadana historia rozwinęłaby się pod piórem Siobhan Dowd, to trzeba przyznać, że jej urodzony za Oceanem kolega po fachu odwalił kawał naprawdę świetnej roboty, za co należą mu się wszelkie możliwe pochwały.

Ogromne ukłony wypada również skierować w stronę wydawnictwa Papierowy Księżyc, dzięki któremu fani literatury nad Wisła mogą cieszyć oczy nie tylko samą magią słowa pisanego, ale i prawdziwie KAPITALNYM, bogato ilustrowanym wydaniem. I tu kolejny moment, by zatrzymać się i przyklasnąć. Ilustracje autorstwa Jima Kaya powalają na kolana! Ciemne, mroczne, niemal agresywne, lub – jak kto woli – drapieżne rysunki nie dość, że podkreślają klimat i wymowę samego tekstu, to wręcz zlewają się z nim, tworząc jednolitą, spójną całość!

Odnośnie tekstu samego w sobie oraz jego przesłania, pierwszym, co należałoby podkreślić, jest fakt, iż wbrew pozorom (zważywszy na gatunek, pod jaki powieść została podpięta) nie jest to lektura łatwa, a już z pewnością nie można jej zaliczyć do „przyjemnych” w tradycyjnym tego słowa znaczeniu. Przeczytałem gdzieś, że Siedem minut po północy nie powinno być klasyfikowane jako literatura młodzieżowa. Trudno się z tym nie zgodzić i to z dwóch przeciwstawnych powodów. Z jednej strony jako „młodzieżówka” książka może być omijana przez dorosłego czytelnika (co byłoby błędem), z drugiej – to powieść, do której mimo wszystko trzeba dopasować wiek odbiorcy. Nie urażając nikogo – nie mamy tu do czynienia z magicznymi zaklęciami i kamieniem filozoficznym czy Komnatą Tajemnic. Żaden ze mnie ekspert w decydowaniu, w jakim wieku można zapoznać się z dziełem Patricka Nessa, skłaniałbym się jednak ku stwierdzeniu, że Siedem minut po północy jest książką, której nie powinien czytać dziecku rodzic, a po którą trzeba sięgnąć samemu. Ogrom tu sprzecznych emocji. Smutek przeplata się z radością, a gniew z umiarkowanym spokojem. Te negatywne zdecydowanie jednak przeważają, ponieważ tak strach, jak i poczucie osamotnienia, towarzyszą nam w trakcie lektury na każdym kroku.

A Monster Calls (tytuł oryginalny) to stosunkowo krótka (licząca zaledwie dwieście stron, z czego niemal połowę zajmują ilustracje) powieść, po którą sięgnąć naprawdę warto i zrobić powinien to każdy szanujący się czytelnik. Żyjemy w XXI wieku, w czasach terroryzmu, wszechobecnego Internetu i dzielenia się prywatnością ze wszystkimi. W czasach, gdy każdego dnia na łamach plotkarskich portali możemy zobaczyć roznegliżowane bądź pijane gwiazdy światowego formatu z każdej możliwej dziedziny, w czasach, kiedy skandal goni skandal, a słowo „tabu” w zasadzie wyszło już z użytku. Są jednak tematy, o których nadal nie mówi, ani nawet nie pisze się, lekko. Nawet teraz, w 2018 roku, niełatwo wyrzucić z siebie pewne słowa i podzielić się konkretnymi emocjami, by móc sobie z nimi poradzić. Próby tej podejmuje się autor omawianej książki i wierzcie lub nie – wie, jak pokonać drzemiące w nas potwory.

Historie to najbardziej dzikie ze wszystkich stworzeń – zagrzmiał potwór. – Potrafią nas ścigać, gryźć i prześladować


Fot.: Wydawnictwo Papierowy Księżyc

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *