Jessica Jones

Śledztwo w kolażu – Bendis, Gaydos – „Jessica Jones: Alias” (tom 2) [recenzja]

Jessica Jones nie jest typową superbohaterką i to wlaśnie jest w niej takie pociągające. Jest przez to inna i interesująca. Przede wszystkim wyróżnia ją to, że sama, dobrowolnie zdecydowała, że nie chce być już superbohaterką, a woli… zostać prywatnym detektywem. Ale tego wszystkiego dowiedzieliśmy się już w pierwszym tomie cyklu Alias (którego recenzję znajdziecie TUTAJ). Co czeka nas w części drugiej? Jak potoczy się znajomość pani detektyw z Lukiem Cagem? Czy Jessica odkryje tożsamość kolejnego superbohatera? Zaczynamy kolejną przygodę w świecie, w którym latający mężczyźni to widok, który nikogo już specjalnie nie dziwi, choć nadal wzbudza zainteresowanie, a podniebne bójki są na porządku dziennym.

Komiks można podzielić na dwie umowne części. Pierwsza z nich dotyczy śledztwa, do którego Jessika została wynajęta przez matkę zaginionej nastolatki. Założycielka agencji detektywistycznej Alias przyjeżdża więc do niewielkiego miasteczka, w którym żyła i uczyła się dziewczyna, i rozpoczyna śledztwo. Nie jest ono od początku łatwe, ponieważ matka dziewczyny chętnie zrzuciłaby winę na byłego męża-pijaka, którego jest gotowa oskarżyć również o molestowanie córki. Tymczasem Jessika, po spotkaniu z mężczyzną, choć nie należy on do najsympatyczniejszych, a samą Jones traktuje arogancko i odnosi się do niej z agresją, ma dość silne przeczucie, że nie jest on odpowiedzialny za zniknięcie swojej pierworodnej. Śledztwo utrudnia też małomiasteczkowość, która rozdmuchuje sprawę, a jak wiadomo – rozgłos nie jest potrzebny żadnemu detektywowi. Z kolei sama Jessica rozproszyć się może osobą temtejszego szeryfa – zwłaszcza jeśli w ich spotkaniu będzie również maczał palce alkohol… A wiemy przecież doskonale, po lekturze pierwszego tomu, jaka jest Jessica Jones. Ale też za to ją polubiliśmy – nie jest idealna, ma swoje wady i problemy, z którymi często nie potrafi się zmierzyć. A już na pewno nie na trzeźwo.

Sprawę zaginionej Rebekki Jessica potraktuje dość osobiście, ponieważ w trakcie odkrywania kolejnych kart śledztwa, okaże się, że nastolatka mogła być… mutantką. To z kolei najprawdopodobniej doprowadzało do prześladowań przez równieśników – tak w szkole, jak i poza jej murami. Czy jednak właśnie to okazało się ostatecznym powodem zaginięcia dziewczyny? Dużą podpowiedzią dla pani detektyw będzie pamiętnik Bekki, który stanowi też ilustracyjny motyw przewodni (tak to nazwijmy) dla całego komiksu. Dziwczyna nie prowadzila bowiem zwykłego pamiętnika, w którym opisywała swoje życie, ale robiła to w formie kolaży – to właśnie wycinki z gazet, fragmenty materiału, wycięte sentencje ilustrują jej myśli, refleksje i stan emocjonalny. Za wygląd tych kolaży, a także okładek zeszytów, jak i okładki albumu odpowiada nie Michael Gaydos, który ilustrował standardowe części tomu, ale David Mack. Natomiast, aby ów pamiętnik miał wyraźnie dziewczęcy i artystyczy charakter, o pomoc poproszono również dziewczynę Macka, Anh Trahn. Te kolaże robią sporo dobrego dla komiksu, a ich nietypowość i zupełnie odmienna od reszty plansz kolorystyka sprawiają, że cały tom nabiera innego charakteru – łagodnieje, ale i nabiera pewnej abstrakcyjności. Sentencje wycięte z książek i prasy są – będąc wyrwanymi z kontekstu – tajemnicze, ale i niepokojace, a całość przyprawia czasem o gęsią skórkę. Ważne jest również to, że w tle przewijają się superbohaterowie, łącząc uniwersum Jessiki Jones z ogólnym Marvelowskim światem wykreowanym. Jednak najważniejszym dla kolażowego pamiętnika okazuje się Daredevil – idol Rebekki.

Diabeł z Hell’s Kitchen pojawia się zresztą w drugim tomie cyklu Alias, choć nie będzie miał większego znaczenia dla przebiegu fabuły. Powiedzmy teraz słowo o drugiej części, w której Jessika otrzyma nietypowe zlecenie… Otóż naszą uroczą kobietkę zatrudni niejaki J. Jonah Jameson, czyli wydawca gezety “Daily Bugle”. Ów mężczyzna, poruszony rozdmuchaną ostatnio przez media sprawą, jakoby Daredevilem miał być ślepy prawnik, Matt Murdock (który oczywiście temu zaprzecza), zapragnął odkryć tożsamość innego z superbohaterów. Zleca więc Jessice Jones ujawnienie tego, kto kryje się pod niebiesko-czerwonym kostiumem Spider-mana. Jones przyjmuje zlecenie, ale ku autentycznej uciesze czytelnika – wykorzystuje je w sobie tylko właściwy sposób. Zakończenie tego wątku, a jednocześnie zakończenie komiksu, stoi na wysokim poziomie humorystycznym i niełatwo nie uśmiechnąć się, czytając, jaki numer wywinęła Jessica Jamesonowi. Mężczyzna ten zresztą został wyśmienicie wykreowany jako arogancki, zadufany w sobie, ale przerażająco głupi wydawca. W tym wątku spotkamy się również na krótko z Benem Urichem, którego kojarzcie na pewno, jeśli oglądaliście serial Daredevil.

 

Wątek śledztwa da “Daily Bugle” został wyróżniony zupełnie innymi rysunkami, innym sposobem kadrowannia, a także został pozbawiony standardowych dymków z tekstem na rzecz dialogów, w których za akżdym razem opisywane jest kto mówi w danym momencie. Przypomina to zapis sporządzony przez stenotypistkę. Dialogi umieszczone sa bezpośrednio na tle, na którym główną rolę odgrywa wydawca “Daily Bugle”, lub umieszczone są w ramce. Jest tu sporo zblizeń, a całość, pozbawiona ostrych konturów i ciemnego cieniowania jak w przypadku poprzednich plansz, wprowadza czytelnika w zupełnie inny świat. Kolory są tu rozmyte, akwarelowe, a postaci nabierają większej realności niż w przypadku standardowych kadrów. Ten zeszyt, opatrzony numerem #10, choć teoretycznie powinien otwierać drugi tom, umieszczony został na samym jego końcu, zaraz po zeszycie #15. Brak chronologii, zróżnicowana grafika i nietypowe kadrowanie sprawiają, że cały drugi tom jawi się jako… kolaż, będąc poniekąd odpowiedzią, a przynajmniej korespondując z kolażowym pamiętnikim Rebekki.

Pomijając zeszyt #10, a także kolaże Rebekki, grafika i kadrowanie pozostały takie jak w pierwszym tomie cyklu. I o ile właśnie rozmieszczenia kadrów jest świetne i nadal sprawuje sie dla komisku fantastycznie (chaotyczne, nachodzące na siebie, zmniejszające się – ale zawsze zgodne z rytmem wydarzeń lub wręcz podkreślające je), o tyle sama kreska Michaela Gaydosa w jednym momencie sprawiła mi pewien zawód. Grube, czarne kontury i intensywne cieniowanie już od pierwszej części serii Alias sprawiają, że postaci są z wyglądu dość, nazwijmy to: gruboskórne. Nie można powiedzieć, żeby były zbyt urodziwe, a ich rysy są toporne, ciężkie. Nie jest to jednak coś, co przeszkadzałoby w odbiorze historii – wręcz w jakiś sposób ją wyróżniało, a z pewnością pasowało do charakteru Jessiki – zadziornego, bezpradonowego, nietaktowanego. Jednak w drugim tomie pojawia się nastolatka… Nastolatka, która przez taką kreskę i taki styl wygląda jakby miała lat co najmniej czterdzieści, co z kolei sprawiło, że na poczatku nie byłam pewna, czy czegoś nie pomyliłam w fabule i czy na pewno patrzę na nastoletnią Rebekkę. Zdaję sobie sprawę, że jest to komiks, ale również ta forma, powinna przynajmniej sygnalizować poprzez ilustrację, z jakim mniej więcej wiekiem bohaterea mamy do czynienia. Mam nadzieję, że jeśli w następnych tomach pojawi się ktoś młodszy, nie będę musiała domyślać się jego wieku i że rysownik bardziej zadbał o wizualną jej wiarygodność.

Fabularnie drugi tom serii Alias oceniłabym jako odrobinę gorszy od poprzedniego. Jest nieco mniej porywający, śledztwo nie angażuje tak bardzo czytelnika – nie tak, jak miało to miejsce w poprzednim tomie – a za mało jest też prywatnych spraw samej Jessiki, która jest przecież bohaterką wyjątkową i która wyróżnia ten komiks. Nie da się jednak zaprzeczyć, że świetnie przebłyskują w Alias inne postaci z Marvela i ich wątki, co czyni komiks lekturą intertekstualną, ciekawszą i bardziej humorystyczną. W samej pani detektyw natomiast nadal tkwi olbrzymi potencjał i jest bezsprzecznie postacia nietuzinkową, dlatego mimo nieco gorszej fabuły, będę czekała oczywiście na tom trzeci. Ciekawa jestem, jacy superbohaterowie się w nim pojawią i jakie śledztwo przypadnie w udziale niestroniącej od alkoholu kobiecie. No i czy twórcy wrócą do jej romansu z Cagem, o którym w drugim tomie jedynie napomknęli w formie niezręcznej, choć zabawnej przez to, rozmowy. Czym zaskoczy nas Jones w trzecim tomie? Pozostaje nam tylko czekać i przekonać się o tym, wędrując oczami po kolejnych nietuzinkowo ułożonych kadrach.

Fot.: Mucha Comics

 

Jessica Jones

Write a Review

Opublikowane przez

Sylwia Sekret

Redaktorka naczelna i współzałożycielka Głosu Kultury. Absolwentka dyskursu publicznego na Uniwersytecie Śląskim (co brzmi równie bezużytecznie, jak okazało się, że jest w rzeczywistości). Uwielbia pisać i chyba właśnie to w życiu wychodzi jej najlepiej. Kocha komiksy, choć miłość ta przyszła z czasem. Zimą ogląda skoki narciarskie, a latem do czytania musi mieć świeży słonecznik.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *