Muzyka,Wywiady

Śmierć to metal – wywiad z Piotrem Stępińskim, wokalistą i gitarzystą formacji Defying

defying
defying

Post metalowa formacja Defying powraca z nowym materiałem. EP zatytułowana The Splinter of Light We Misread to dowód na to, że ekipa Piotra Stępińskiego jest sprawnie naoliwioną, soniczną machiną, która może jeszcze niejednym zaskoczyć swoich fanów i krytyków. Nowe wydawnictwo od Defying to też dobra okazja, aby porozmawiać z wokalistą i gitarzystą grupy – Piotrem Stępińskim. Zapraszam do lektury.

The Splinter of Light We Misread to już Wasze drugie wydawnictwo. Co sobie postanowiliście przed nagraniem tej płyty?

Przede wszystkim postanowiliśmy sięgnąć po nowe środki wyrazu i trochę inne, pod względem stylistycznym, pomysły. Stąd decyzja nagrania minialbumu. Chcieliśmy poeksperymentować i wypróbować kilka nowych rozwiązań. Nexus Artificial był nagrywany metodą „chałupniczą” – wszędzie, tylko nie w studiu. Perkusję nagraliśmy w sali prób, gitary po domach, reampując je potem również w warunkach salowych, podobnie wyglądała rejestracja wokali i całej reszty. Tak naprawdę tylko gitary akustyczne zostały nagrane w studiu, u pana Cezarego Makiewicza. To się odbiło na brzmieniu, ale byliśmy do tego zmuszeni z powodów finansowych. Tym razem założyliśmy, że stawiamy na całkowitą studyjną produkcję. Z innym realizatorem oraz inną osobą odpowiedzialną za miks i mastering niż poprzednio. Użyliśmy również innych wzmacniaczy gitarowych i zaprosiliśmy wielu gości do nagrań sesyjnych. Sięgnęliśmy też po instrumenty, których na debiucie nie było. Te wszystkie działania miały na celu sprawdzenie, co i jak robić podczas nagrywania drugiej pełnej płyty, a czego unikać.

Na The Splinter of Light We Misread pojawiły się instrumenty dęte. To znak, że nie zamierzacie się ograniczać do tradycyjnego instrumentarium. Skąd pomysł na taki aranż?

Instrumenty dęte zawsze witam z otwartymi ramionami, nie tylko w muzyce metalowej. Oczywiście sprawdzają się w niej bardzo dobrze, ponieważ pierwsze wrażenie jest takie, że tam nie pasują, a ja kontrasty uwielbiam. Poza tym „dęciaki” posiadają swój specyficzny charakter. To instrumenty z duszą, zwłaszcza saksofon. Na debiucie w ogóle się nie pojawiają i w kontekście tego, co napisałem wyżej, może zabrzmieć to dziwnie, ale wtedy nie myśleliśmy o nich. Składaliśmy Nexus Artificial z innych pomysłów i gdy uznaliśmy, że jest skończony, wydaliśmy go. Nie ma sensu pchać za dużo, bo można przedobrzyć. Jednak przed rozpoczęciem prac nad epką byliśmy pewni, że chcemy sięgnąć po „dęciaki”. Defying jest z założenia zespołem eklektycznym. Nie chcemy ograniczać się do jednego gatunku muzycznego i tradycyjnego instrumentarium.

Pierwszy utwór, The Sunlight Recedes, ma niezwykle mocny tekst, wydaje się on opowiadać o mrocznych, tych „złych” aspektach miłości. To długa opowieść. O czym traktuje tak naprawdę ten tekst? Czym inspirowaliście się, tworząc ten liryk?

Cóż, muzyka jest mocna, to i tekst jest mocny. Tylko w ten sposób utwór może stanowić całość i właściwie oddziaływać na zmysły. Dobrze odczytałeś intencje, dodatkowo ten tekst traktuje również o braku zrozumienia i empatii między dwojgiem ludzi. Kłótnie wynikające z ekstremalnych emocji mogą mieć dużo poważniejsze skutki niż tylko siniaki. Takich historii, ukrytych za zamkniętymi drzwiami mieszkań, nie brakuje i chciałem po nie sięgnąć z kilku powodów. Tematyka tekstów na Nexus Artificial obracała się wokół paleoastronautyki i zapoczątkowania życia na ziemi przez przedstawicieli innej cywilizacji. Zainspirowaliśmy się filmem Prometeusz. Tym razem chciałem spróbować czegoś innego, „zejść na ziemię”. Wcześniej założyliśmy, że epka ma być „brudna”, a prace nad nią zaczęliśmy od coveru Joy Division, który graliśmy na zakończenia koncertów. Wtedy narodził się pomysł inspiracji tragiczną historią Iana Curtisa. Przeczytałem Joy Division od środka autorstwa ich basisty, a pisząc tekst do tego utworu sięgnąłem również do poezji kaskaderów literatury: Andrzeja Bursy i Rafała Wojaczka. Echa twórczości zwłaszcza tego drugiego można znaleźć w The Sunlight Recedes. Jego wiersze, głównie te najstarsze, kipią wręcz od zaburzonych, delikatnie mówiąc, relacji damsko-męskich. Z jednej strony „kocham cię” pojawia się tam wiele razy wprost, ale z drugiej nad wszystkim unosi się aura brudu i fizjologii. No i śmierć – słowo, które pojawia się praktycznie w każdym wierszu, odmienione przez wszystkie przypadki. A śmierć to metal. O tym ryczą wszyscy metalowi wokaliści od kilkudziesięciu lat.

Natomiast Irreversible wręcz przeciwnie, posiada, krótki, prosty tekst. Zastanawia mnie też tytuł, który kojarzy mi się z kontrowersyjnym filmem Gaspara Noe o takim właśnie tytule. Zainspirowaliście się tym filmem? Co chcieliście przekazać słuchaczowi w tej kompozycji?

Nie, tekst do tego utworu nie ma nic wspólnego z filmem Gaspara Noe. Nie planowaliśmy tego, ale ostatecznie epka wyszła konceptowa pod względem lirycznym. Tematyka jest więc zbliżona do tej z The Sunlight Recedes, jednak w Irreversible postawiłem na minimalizm. To też w pewnym sensie eksperyment – zrobić coś inaczej niż w utworze obok. Teksty zawsze piszę do skończonych struktur kawałków. Tu było mało miejsca, więc jest on krótki. Poza tym to pewnego rodzaju wyzwanie – jak zmieścić szereg myśli w kilku wyrazach? A całość spiąć jednym? Trzeba trochę pokombinować. Nieodwracalnie to finał historii z pierwszego utworu. To słowo-klucz. To oddalenie, które ukazuje cała sytuację w nieco innym świetle, a także jej konsekwencje. Tę niejednoznaczność pokazuje również konstrukcja całego kawałka, która przechodzi od spokojnego post-rocka do post-black metalowej końcówki.

Zaskoczyliście mnie coverem piosenki Joy Division – New Dawn Fades. Skąd taki właśnie wybór?

Mam nadzieję, że zaskoczyliśmy pozytywnie. Wybór nie był oczywisty. Przygotowując się do koncertów promujących nasz debiut, postanowiliśmy, że wzbogacimy je jakimś coverem. Wyznaczniki były dwa: coś spoza muzyki metalowej i coś starego. Propozycji było wiele, była nawet mowa o Pink Floyd z okresu pierwszych płyt. W pewnym momencie nasz basista Paweł powiedział: zróbmy Joy Division i włączył New Dawn Fades. Stwierdziliśmy, że to jest tak bardzo od czapy w stosunku do tego, co gramy, że musimy to zrobić. Potraktowaliśmy to jako muzyczne wyzwanie. Jednocześnie zauważyliśmy, ile przestrzeni do wykorzystania znajduje się w tym utworze. No i oczywiście mogliśmy złożyć hołd legendzie, która zapisała się na stałe w historii muzyki. Zwolniliśmy tempo, dodaliśmy wiolonczelowy smyczek przeplatany mocnymi partiami. W ciągu dwóch czy trzech prób mieliśmy gotową całość, która w takiej właśnie formie znajduje się na epce. Bardzo post-punkowe podejście, rzekłbym. Byliśmy bardzo zadowoleni z tego, jak ten cover nam wyszedł i postanowiliśmy, że zarejestrujemy go przy okazji najbliższych nagrań.

Defying – Till Shadow Is White

Rozumiem, że epka to dopiero przetarcie przed pełnoprawnym albumem? W jakim kierunku może pójść w przyszłości Defying? Od początku kariery staracie się rozwijać i ani Wam się myśli, aby stanąć w miejscu.

Dzięki za miłe słowa. To prawda, epka była dla nas „przetarciem szlaków” przed rozpoczęciem prac nad drugą płytą. Chcieliśmy poeksperymentować, sprawdzić kilka nowych rozwiązań i to się udało. Powiem tak: bardzo się cieszę, że nie mam pojęcia, w jakim kierunku w przyszłości pójdzie Defying. Ten zespół z założenia miał tworzyć muzykę eklektyczną, która będzie wypadkową naszych muzycznych zainteresowań. Wygląda na to, że nam się udaje. Uwielbiamy patrzeć, jak nasze utwory ewoluują w miarę rozwoju prac. Jak to wszystko się zmienia od początkowych zarysów do gotowej struktury. Czasem są to zmiany kosmetyczne, a czasem drastyczne, gdy większość ułożonych partii ląduje w koszu, a na ich miejsce wchodzi wiele lepszych rozwiązań. Przykładem jest końcówka Irreversible, która przeszła potężną metamorfozę, co zajęło nam kilka dobrych miesięcy. W takich sytuacjach zaskakujemy samych siebie i jeśli chodzi o nowy materiał, to już nie mogę się doczekać drogi od pierwszych pomysłów do efektu końcowego.

Z perspektywy czasu, jak oceniacie debiut? Krytycy i fani przyjęli go ciepło. Coś byście poprawili w Nexus Artifical?

To prawda, otrzymaliśmy mnóstwo pozytywnych recenzji, co mile nas zaskoczyło. Uważam, że na debiucie znajduje się wiele ciekawych pomysłów i to one w głównej mierze przyjemnie łechcą uszy słuchaczy. Mam kupę dobrych wspomnień związanych z pracą nad tym albumem, wszak dłubaliśmy przy nim prawie dwa lata. Płyta to zapis pewnych wydarzeń, historii i etapu, na którym znajduje się zespół. Podsumowanie aktualnej kondycji muzyków. To nie powinno się nigdy zmienić. Powinno być wpisane w dany album i zawsze się cieszę, gdy trafiam na takie płyty. Jeśli o mnie chodzi, to poprawiłbym produkcję, ponieważ, jak wspomniałem na początku, całość była rejestrowana „chałupniczo” i ten element w Nexus Artificial kuleje. Chociaż z drugiej strony…

Planujecie koncerty, na których zagracie materiał z The Splinter of Light We Misread?

Póki co materiał z The Splinter of Light We Misread zagraliśmy w całości na żywo tylko podczas koncertu premierowego u nas, w Olsztynie. Odbył się on 4 czerwca i nowe utwory sprawdzają się w wersji live. Frekwencja również dopisała i z tego, co do mnie dotarło, ludzie dobrze bawili się na tym koncercie. Planujemy kolejne występy w okresie jesienno-zimowym, jednak nic konkretnego nie zostało jeszcze ustalone. Kiedy już będziemy znali dokładne daty, z pewnością umieścimy je na swoim Facebooku oraz stronie internetowej – www.defying.pl.

Dziękuję za rozmowę!

Fot.: Beata Wiśniewska

Avatar

Na Głosie Kultury odpowiedzialny za pisanie o muzyce. Kontakt: redakcja@gloskultury.pl lub pozar.j@gmail.com

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!