Książki,Recenzje

Sześć dni morskiej żeglugi do europejskiego raju – Wolfgang Bauer – „Przez morze. Z Syryjczykami do Europy” [recenzja]

przez morze
przez morze

Uchodźcy. Słowo często używane i nadużywane. Odmieniane przez wszystkie przypadki. Od kilku miesięcy na ustach wszystkich: dziennikarzy, polityków i społeczeństwa. Nie da się ukryć, że nabrało pejoratywnego wydźwięku. Skojarzenia, jakie wywołuje to: terroryzm, ISIS, Państwo Islamskie, gwałty i morderstwa. Jacy naprawdę są uchodźcy i jaką drogę muszą przebyć, by dotrzeć do raju, jakim w ich mniemaniu jest Europa? Tego próbował się dowiedzieć fotograf Stanislav Krupar i Wolfgang Bauer, którzy dołączyli do syryjskich uciekinierów próbujących się dostać przez morze z Egiptu do Włoch. By przedstawić prawdziwą ich drogę, zdali się na przemytników. Podróż przebyli incognito – nikt (prócz tłumacza) nie wiedział, że są dziennikarzami i płyną, by opowiedzieć jak faktycznie wygląda droga ku lepszemu jutru. Efektem tego jest reportaż Przez morze. Z Syryjczykami do Europy. A ucieczka przed niebezpieczeństwem także staje się coraz niebezpieczniejsza. Co roku podczas próby przedostania się do Włoch i Grecji tonie 1500 osób. Choć pewnie jest ich więcej. Syryjskiej grozy nie da się już dłużej ujmować w statystykach. Na początku 2014r. ONZ przestała już liczyć zabitych. Do walki obronnej przed emigrantami Europa wybudowała mury stworzone z policjantów, żołnierzy i jednostek specjalnych najrozmaitszych narodowości. Wykorzystuje ponadto helikoptery, drony i flotę. Uszczelnianie granic nie powstrzyma jednak uchodźców – zmusza jedynie przemytników do szukania coraz ryzykowniejszych tras.

Exodus trwa. Od stycznia do lipca 2014r. przez Morze Śródziemne przedostało się do Europy siedemdziesiąt pięć tysięcy ludzi, większość z Libii. Pochodzą z krajów objętych wojną, takich jak Syria, Somalia, z dyktatur, jak Erytrea, albo pragną życia w lepszych warunkach ekonomicznych. Niestety nie wszystkim się udało. Do wiosny 2014r. zmarło blisko dwadzieścia tysięcy uchodźców. Większość utonęła w morzu. Żadna inna morska granica nie pochłonęła aż tylu istnień.

Ale zacznijmy od początku. Najpierw w domach odbywa się długa narada. Typuje się najsilniejszą jednostkę, która da radę przetrwać trudną podróż, by uzyskawszy azyl, sprowadzić rodzinę. Późnej podejmuje się decyzję, do którego kraju uciec. Niemcy i Szwecja to państwa najczęściej wybierane. Przeprawa kosztuje ok 3 tyś. dolarów – oferty są droższe i tańsze, ale koniec końców i tak wszyscy lądują w tej samej łódce. Zasada jest jedna – Nie ufaj nikomu, kto żąda zaliczki, bo nigdy nie zobaczysz Europy.

Pierwszym przystankiem jest Egipt, obsługiwany przez czterech głównych przemytników: Abu Hassana, Doktora, Hanafiego i Abu Ahmeda. Ten ostatni wysłał w ostatnim roku trzydzieści pięć statków. Ale naiwni są ci, którzy myślą, że morze stanowi największe niebezpieczeństwo. Jest tylko jednym z wielu podczas drogi przez piekło. Niejednokrotnie są bowiem oszukiwani, okradani, porywani i więzieni. Tortury również są na porządku dziennym. Wbrew rozsądkowi uciekinierzy, mimo utraty zaufania, wciąż mają nadzieję, że nowy przemytnik okaże się bardziej uczciwy i pomoże im wyrwać się z trudnej codzienności.

Przebywając w wynajętym pokoju i czekając na dalszy transport, większość czasu spędzają na mocowaniu do ciała owiniętych w folię dokumentów i pieniędzy. Mieszkanie wypełnia zgrzytliwy odgłos dartej taśmy samoprzylepnej. Każdy ma swoje tricki, ale wszyscy najbardziej podziwiają Asusa. Uszył sobie podłużny worek z materiału i wsuwa go w rozporek slipów.

Paszporty muszą zostać w Kairze. We Włoszech uchodźcy nie mogą podać prawdziwych nazwisk,  bo wszyscy chcą przedostać się dalej na północ. Jeśli zostaną zarejestrowani we Włoszech, to tam według ustawy będą musieli ubiegać się o azyl (trzeba to zrobić w pierwszym kraju UE), a tego nie chcą. Na takie rozwiązanie napierały Niemcy, które słyną z dobrego zaplecza socjalnego i w jakiś sposób muszą bronić się przed nadmierną emigracją z Bliskiego Wschodu.

Dziewięciomilionowa Szwecja również stęka pod naporem uchodźców. Tylko w tym tygodniu, gdy Alaa i Hussan dotarli na północ, przyjechało ich dwa tysiące sto. Dwóch naszych głównych bohaterów zostało uznanych przez Szwedzki Urząd do spraw migrantów za uchodźców. Chcieliby zacząć pracować. Nauczyć się szwedzkiego. Przyzwyczaić się do chłodu Północy. Teraz w końcu wszystko w ich rękach. Wielu ich przyjaciół w tych tygodniach jest jeszcze w drodze do Edenu, na starych łodziach przez morze, w którym panuje wolność, prawo i przy odrobinie szczęścia można znaleźć także dobrze płatną pracę.

Wolfgang Bauer w swojej książce Przez morze. Z Syryjczykami do Europy spośród masy obcych ludzi, jak najczęściej postrzegamy emigrantów, wyłania konkretne osoby. Już nie są anonimowi – zyskują imiona i historię, z którą mierzą się każdego dnia, w bitwie o lepsze jutro. Dlatego też daje im prawo głosu. Ciężko przejść obok nich obojętnie. Ten wstrząsający reportaż jest odpowiedzią na pytanie, czemu najwięcej uchodźców to właśnie mężczyźni. Skłania nas do refleksji, dlaczego tyle osób postawiło wszystko na jedną kartę i ryzykuje własnym zdrowiem i życiem, by zacząć wszystko od nowa. Owa upragniona wolność jest z jednej strony na wyciągnięcie ręki, a jednak niebywale daleko. Czytelniku, zanim kogokolwiek ocenisz, zanim przyjmiesz cudze argumenty za swoje i wydasz wyrok, przeczytaj Przez morze. Z Syryjczykami do Europy, bo warto wysłuchać drugiej strony. Niech Cię nie zwiedzie jej niewielki format, bo wewnątrz kryje się całą masa skrajnych emocji.

Fot.: Wydawnictwo Czarne 

Avatar

Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Gdańskim. Zgodnie z sentencją Verba volant, scripta manent (słowa ulatują, pismo zostaje) pracuje nad rozprawą doktorską poświęconą interpretacji muzyki w prasie lat ’70 i ‘80. Jej zainteresowania obejmują literaturę i sztukę, ale główna pasja związana jest z tempem 33 obrotów na minutę (mowa oczywiście o muzyce płynącej z płyt winylowych).

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!