Oznaczone tagiem: recenzja

Mój dom 0

Niespodzianka – Kortez – “Mój dom” [recenzja]

Dawno nie słuchałem polskiej muzyki, jeśli nie liczyć dosłownie dwóch wykonawców, dla których zrobiłem wyjątek. Przyznaję wprost: wypadłem z obiegu i aktualnie mam dość mgliste pojęcie o obecnych trendach. Dlatego też jeszcze tydzień temu nie wiedziałem, kim jest Kortez i jaki rodzaj muzyki wykonuje. Naprawdę, mimo fenomenu, jakim jest ten artysta już od jakiegoś czasu na polskiej scenie muzycznej, to moja obecna ignorancja dla krajowej muzyki nie pozwoliła mu przedrzeć się do mojej świadomości. Sięgnąłem w końcu po jego najnowszą płytę Mój dom z dwóch względów. Po pierwsze – byłem święcie przekonany, że jest to jakiś niezwykle obiecujący raper, po drugie – chciałem przekonać się, na czym polega jego niezwykła popularność.

legumina 0

Katharsis – Legumina – “Something Pasty and Probably Yellow” [recenzja]

Słuchając debiutanckiego krążka duetu Legumina, przez cały czas czuję pewny niepokój, że wchodzę nieco z buciorami w czyjeś prywatne życie. Skąd to uczucie, które mi towarzyszy podczas odsłuchu udanego debiutu tej formacji zatytułowanego Something Pasty and Probably Yellow? Zapraszam do lektury poniższego tekstu.

hellhaim 1

Odzyskując wiarę w heavy metal – Hellhaim – “Slaves of Apocalypse” [recenzja]

Polski klasyczny heavy metal? Szczerze mówiąc, nigdy takie hasło nie kojarzyło mi się nader pozytywnie. Moim zdaniem, pomimo że metalem Polska stoi, to jego odłam znany jako “heavy” w nadwiślańskim wykonaniu wydaje się wtórny, miałki i nijaki, powodując, że zasadniczo straciłem wiarę w polskich muzyków trudniących się tym gatunkiem. Aż wtem wpadła mi w ręce płyta formacji Hellhaim – Slaves of Apocalypse. Żeby było jasne – panowie prochu nie odkrywają, ale myślę sobie, że moje wieloletnie przekonanie na temat polskiego heavy mogło być jednak odrobinę krzywdzące.

Everyman 0

Prozaiczne umieranie – Philip Roth – “Everyman” [recenzja]

Gdy zapoznałem się z informacją prasową towarzyszącą premierze powieści Everyman, ogarnęły mnie dreszcze. Można nawet powiedzieć, że ja się tej książki bałem. Pomimo że Philip Roth nie jest twórcą literatury grozy, niniejsza zapowiedź stanowiła apogeum wszelkich lęków i nocnych koszmarów. Każdy z nas motyw śmierci odbiera inaczej – tu przede wszystkim królują wszelkie ideologie i religie głoszące swoje wersje wydarzeń po tym, gdy nasze ciała wydają ostatnie tchnienie. Ludzkość od dawna starała się wytłumaczyć sens ludzkiego istnienia, nadając mu nadnaturalny charakter. Nie będę żadnym Kolumbem, twierdząc, że wielu ludzi najzwyczajniej w świecie boi się śmierci, a ja od małego również do tego grona mogę się zaliczyć. A skoro powieść o przemijaniu, o nieodwracalnym końcu napisał nie kto inny jak Philip Roth – człowiek, który był w stanie stłamsić mnie takimi historiami jak Amerykańska sielanka czy Konające zwierzę – to czułem, że będzie to mieszanka wybuchowa. Długo się zbierałem do tej książki, aż w końcu zebrałem się na odwagę.

0

W poszukiwaniu prawdy – Alice Feeney – “Czasami kłamię” [recenzja]

„Oszałamiający debiut!”, „Ta książka nie pozwoli ci zasnąć!”, „Dopóki nie przeczytasz tej książki, nie wiesz, co to strach!” – to tylko niektóre z przykładów promocji debiutanckich powieści autorów, którzy próbują swych sił w gatunkach takich jak thriller czy kryminał. Niczym grzyby po deszczu wyrastają nam kolejni następcy Larssona, Nesbo, Deavera… Rzecz jasna wszystko to jest kwestią promocji danego tytułu oraz oddziaływania na czytelnika. I choć raz na jakiś czas debiut rzeczywiście okaże się udany (chociażby Dziewczyny, które zabiły Chloe, pióra Alex Marwood), to jednak w większości przypadków dostajemy ni mniej ni więcej jak czytelniczym obuchem w łeb (tu najlepszym przykładem będzie zupełnie przeciętna Dziewczyna z pociągu autorstwa Pauli Hawkins). I oto kolejny z potencjalnych hitów – promowane hasłem „Thriller z zabójczym twistem, którego nigdy nie zapomnisz” – Czasami kłamię, Brytyjki Alice Feeney. Czy tytuł, który z miejsca zyskał status bestsellera, rzeczywiście zapada w pamięć? A może wszystko to jedno wielkie kłamstwo?