“Wataha” – epizod 4 i 5 – wrażenia (ze spoilerami)

Wataha

Już jutro finałowy odcinek drugiego sezonu prawdopodobnie najlepszego obecnie polskiego serialu – Watahy. Przed wielkim finałem emocje sięgają zenitu, tym bardziej że twórcy pozostawili nas tydzień temu z wieloma myślami, które swoje ujście znają dopiero jutro. W przedostatnim odcinku działo się tyle, że akcję spokojnie można by podzielić na części, a na ten moment Wataha chyba najbardziej przypomina zagraniczne produkcje – zarówno pod względem fabularnym, jak i wizualnym. Zapraszamy Was do lektury naszego Wielogłosu, w którym omawiamy odcinek czwarty i piąty.

Mateusz Cyra: Uwielbiam Watahę. Od tego w zasadzie chciałem dzisiaj zacząć. Naprawdę nie mogę się nadziwić, jak świetnie mi się ten serial ogląda. Generalnie lubię ten typ opowiadania historii, a w sumie nieczęsto zdarza się, by twórcom udawało się łączenie swoich pomysłów z jakością. Tym bardziej, jeśli mówimy o polskich produkcjach. Domyślam się, że zmierzamy ku autentycznie wielkiemu finałowi, który na 80% zakończy cały serial, chociaż mam cichą nadzieję, że pozostanie jednak choćby malutka otwarta furteczka, dzięki której ktoś pokusi się o kontynuowanie tej historii. Zwłaszcza że Bieszczady mają naprawdę ciągle wiele do zaoferowania. Nawet jeśli nie mielibyśmy już więcej oglądać Rebrowa, to ucieszyłbym się na jakiś spin-off, który albo skupiłby się na innych sprawach pani prokurator, albo po prostu na kolejnej watasze, bądź przybliży nam życie i nielegalne interesy Kality. Możliwości jest sporo i każda odpowiednio poprowadzona da nam równie fajny serial, jakim teraz jest Wataha.

Sylwia Sekret: Oj, tak – Wataha to naprawdę udany serial i człowiekowi przykro się robi, kiedy pomyśli, że oto zbliża się koniec. Ja również mam nadzieję, na dalsze poprowadzenie jeśli nie głównej akcji, to może jakichś wątków pobocznych. Ten serial ma w sobie większość elementów, które potrzebne są do stworzenia naprawdę udanej produkcji – świetny pomysł, piękne tło krajobrazowe, bardzo dobre aktorstwo, udane, niesprawiające wrażenia sztucznych i wymuszonych (jak to często w polskich produkcjach bywa) dialogi i nierzadko zaskakujące zwroty akcji. Tutaj może umrzeć w zasadzie każdy – nie wiadomo czego się spodziewać. Ja do tej pory nie mogę odżałować Natalii Tatarkiewicz. Tych bohaterów naprawdę można polubić.

Mateusz: O ile czwarty odcinek przebiegał pewnym rytmem i był w pewnym stopniu spokojny (o ile można w przypadku Watahy mówić o spokoju), o tyle piąty odcinek zaoferował nam taką dawkę adrenaliny, że trudno było się po nim otrząsnąć. Z istotniejszych momentów odcinka czwartego – z pewnością warto wspomnieć o pomocy, której udzielili Rebrowowi będący pod jego opieką uchodźcy – prawda jest taka, że gdyby nie oni, z pewnością nie byłoby już najistotniejszego bohatera całego serialu. Pani prokurator z kolei zorganizowała akcję mającą na celu złapanie ewentualnych sprawców odpowiedzialnych za masowe zabójstwo w Retortach. Gdy wszystko wskazywało na kolejną klęskę Igi Dobosz, szczęście się do niej uśmiechnęło, gdyż przeszukiwania w domu Wiśniaka wskazały na jego udział w zabójstwie uchodźców, których ciała znaleziono w piecach. Dzięki temu ambitna i piekielnie nastawiona na odkupienie dawnych win pani prokurator zyskała od swojego oschłego i niezbyt sympatycznego przełożonego dalszą możliwość działania. Kalita po śmierci Cinka przejął swoje dawne interesy, ale w dalszym ciągu musi uwolnić się od problemów, które sprowadził na siebie jego dawny uczeń. W tym celu zwerbował Rebrowa, aby ten przeprowadził przez granicę kolejnych nielegalnych wraz z towarem, którego wcześniej nie przetransportował Cinek. Rebrow normalnie nigdy by tego nie zrobił, ale miał w tym swój cel, którym było znalezienie Grzywy, dlatego zgodził się na współpracę przy procederze, który od lat potępiał. Omówisz kluczowe wydarzenia z przedostatniego odcinka?

Sylwia: Skoro Ty tak sprawnie przytoczyłeś fabułę epizodu czwartego, to chyba nie mam innego wyjścia ;). Przedostatni odcinek dostarczył nam naprawdę sporo emocji. Wiśniak, który był poszukiwany jako główny podejrzany masowego mordu w Retortach, w końcu, po długich poszukiwaniach, wpadł w ręce pani prokurator. I tu nastąpił dość ciekawy zwrot akcji, interesująco przez scenarzystów poprowadzony. Otóż wspomniany już Wiśniak, usłyszawszy, o co go oskarżają, nie tylko robi autentycznie zdziwioną minę (widz w tym momencie naprawdę wierzy, że to nie jego sprawka), ale także mówi wprost do Igi Dobosz, że nie da się w to wkręcić i apeluje o prawnika. Sytuacja ulega jednak diametralnej zmianie, kiedy tłum ludzi, należących do grupy potępiających (cóż za eufemizm) uchodźców, skanduje na jego cześć, czyniąc z niego niemalże bohatera narodowego. Sylwester Wiśniak w tym momencie uśmiecha się z dumą, po czym… do wszystkiego się przyznaje, dodając, że nie żałuje ani jednego morderstwa – wręcz przeciwnie, żal mu jedynie tego, że dwie kobiety z dzieckiem zdołały uciec. Na szczęście Dobosz uczy się na błędach i potrafi już odróżnić przyznanie się do winy prawdziwego sprawcy od tego, który kłamie jak z nut. Cóż z tego jednak, skoro przełożeni pani prokurator pragną jedynie zamknąć głośną i robiącą im bardzo zły PR sprawę- a czyż istnieje lepszy dla tego moment niż pojawienie się podejrzanego, który przyznaje się do zarzucanych mu zbrodni?

W tak zwanym międzyczasie dochodzi do przypadkowego, lecz makabrycznego odkrycia. W ośrodku dla uchodźców, w zniszczonym, od dawna nieużywanym, pomieszczeniu odnalezione zostaje ciało Marty Siwej. Jak dokładnie wyglądało, dowiadujemy się dzięki Rebrowowi, który zakrada się nocą do kostnicy. Ciało jego przyjaciółki jest zmaltretowane, co dobitnie świadczy o tym, że była przed śmiercią torturowana – co potwierdzają również wyniki sekcji, która później została przeprowadzona. To odkrycie, ostatecznie czyniące z Siwej martwą, a nie zaginioną, załamuje twardą, nieokazującą emocji Igę Dobosz. Na bezsilnym płaczu w samochodzie przyłapuje ją Wiktor, jednak słowa otuchy wobec osoby, którą wini za wiele złego, nie są w jego stylu…

W przedostatnim odcinku dowiedzieliśmy się również, kto był w watasze kretem. Było dla mnie zaskoczeniem, że tak rzadko pokazywana postać, jak młoda strażniczka Boczarska, okazała się sypać. Była w zasadzie podwójnym kretem i jak to zazwyczaj bywa w takich sytuacjach – marnie skończyła. Podobnie jak Markowski, który chcąc chronić Rebrowa, schował u siebie w szufladzie biurka nóż z inicjałami zbiega, który znaleziony został przy synu Ukrainki. Jak potoczą się jego losy? Czy nie będzie miał już nic do powiedzenia w Straży Granicznej? Byłoby mi go bardzo szkoda, gdyby tak było…

Mateusz: Wszystkie te wydarzenia sprawiają, że szykuje nam się spektakularny i naprawdę boski finał, ale jakoś nie wydaje mi się, by twórcy w ciągu godzinnego epizodu byli w stanie rozwiązać wszystkie wątki. Tu widzę szansę na kolejny sezon. Jeśli jednak tak się nie stanie – bo równie dobrze jedną z pierwszych scen może być ta, w której dochodzi do konfrontacji Grzywy z Rebrowem przy tym osiemnastym słupku, a wygrawszy to starcie, Rebrow poprowadzi Grzywę przed oblicze sprawiedliwości, co z kolei pozwoli twórcom na zamknięcie większości, jeśli nie wszystkich wątków. Wydaje mi się jednak, że Wataha nie pójdzie tak banalnymi torami. Tym bardziej że dla mnie niezwykle intrygującym jest ten dość często przywracany w snach Rebrowa wątek odkrycia z przeszłości, który w jakiś sposób naznaczył losy Siwej, Grzywy i Rebrowa. Mam nadzieję, że scenarzyści nie zostawią tego wątku na pastwę losu.

Sylwia: Dokładnie – pisałam o tym zresztą w jednym z naszych wielogłosów na temat poprzednich odcinków. Ten wątek i mnie intryguje i może się okazać po retrospekcjach, które mieliśmy okazję widzieć teraz, że wilki, które w swoich wizjach widzi Rebrow już od pierwszego sezonu, nie są jedynie czymś, co ma tworzyć klimat opowieści, a są jak najbardziej uzasadnione. Czy między tą trójką za młodu wydarzyło się coś, co do tej pory powraca złym echem?

Nie wydaje mi się jednak, by zaprowadzenie Grzywy przed sąd, mogło wyjaśnić wszystkie wątki i zamknąć sprawę. Było w nią zamieszanych zbyt wiele ważnych i wysoko postawionych ludzi, by zeznania jednego byłego strażnika granicznego miały wystarczyć. Owszem, jest kluczową postacią do ostatecznego zamknięcia sprawy, ale on jeden i jego zeznania chyba nie wystarczą. Jest jeszcze przecież cała strona ukraińska z Cieniem na czele.

Mateusz: Wataha już jutro dobiegnie końca. Ogromnie żałuję, bo przywróciła mi wiarę w to, że Polska jest w stanie wyprodukować dobre seriale. Mam nadzieję, że niebawem dowiemy się o tym, że trwają zaawansowane prace nad kolejnym polskim serialem od HBO. Wiem jedno – na pewno dzięki tej produkcji odwiedzę Bieszczady, bo przyznam szczerze, że ten rejon Polski do tej pory jest mi nieznany.

Sylwia: Jestem cholernie ciekawa, jak będzie wyglądał finał. Scenarzyści naprawdę mają pole do popisu, bo w tym momencie – tak jak powiedziałeś – można to zakończyć, ale równie dobrze można wyjaśnić pewne wątki, a z niektórych utkać pomysł na fabułę trzeciego sezonu. I szczerze mówiąc, nie obraziłabym się, gdyby ten powstał. Bardzo sprawnie poprowadzone wątki, dobry scenariusz i piękne krajobrazy (które w drugim sezonie, chyba dzięki zwiększonemu budżetowi, zachwycają jeszcze bardziej) to jednak nie wszystko, co sprawia, że trzeci sezon powitałabym z otwartymi ramionami. Nieczęsto zdarzają się bowiem polskie produkcje, podczas oglądania których możemy bez zażenowania obserwować poczynania aktorów. Wataha daje tę możliwość, a sezon drugi pod tym względem przewyższył pierwszy. Na szczególną pochwałę zasługuje Aleksandra Popławska, która wykreowała postać pani prokurator Igi Dobosz – postaci, której najpierw nienawidzimy, by z czasem zapałać do niej sympatią, a ostatecznie wręcz jej kibicować. Równie dobrze spisał się chociażby Jarosław Boberek, ale także świetny w roli Kality Mariusz Saniternik – genialnie swoją drogą dobrany do roli, która została świetnie stworzona; jest to bohater niejednoznaczny, wielowymiarowy, którego nie da się ani polubić, ani skreślić. Niezbyt popisała się natomiast Matylda Damięcka, która w przedostatnim odcinku, w kluczowych dla siebie scenach, niestety nie podołała zadaniu, grając niesamowicie teatralnie, co przeszkadzało w odbiorze. Był to jednak jedyny mankament, jeśli chodzi o aktorstwo.

Już jutro dowiemy się, jak zakończą się losy bohaterów Watahy. Być może pojawi się światełko nadziei na kolejny sezon? Być może twórcy zdecydują się zakończyć wszystko tak, byśmy nie czuli niedosytu. Miejmy nadzieję, że finał będzie i zaskakujący, i satysfakcjonujący.

Serial Wataha można oglądać na kanałach HBO, a także w serwisie HBO GO

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *