Wielogłosem o…: “Cloverfield Lane 10”

Cloverfield Lane 10 od początku zapowiadało się intrygująco, co pobudzały dodatkowo niewyjaśnione kwestie zbieżności z filmem Projekt: Monster. Nasi redaktorzy nie czekali długo i kilka dni po premierze udali się do kina, aby przekonać się na własne oczy, czy słowo “cloverfield” w tytule jest zwykłym zbiegiem okoliczności, tanim chwytem marketingowym, czy może jednak coś znaczy. Mateusz, Michał i Sylwia z filmu wyszli zadowoleni, choć finał sprawił, że nieco zrzedły im miny. Dzieło Trachtenberga oceniają jednak w ogólnym rozrachunku dobrze, do czego na pewno przyczyniła się obsada, która spisała się na medal. Oczywiście ostrzegamy przed spoilerami, które momentami, niczym horda obcych, atakują ten tekst. Robiliśmy, co mogliśmy, aby odeprzeć ich atak. Niestety – polegliśmy z kretesem. Jednak film niczego nas nie nauczył. 

WRAŻENIA OGÓLNE

Michał Bębenek: Zachęcony intrygującym zwiastunem poszedłem do kina pełen nadziei na naprawdę przyzwoity thriller z prawdopodobną domieszką science fiction. I co tu dużo mówić, dostałem mniej więcej to, czego oczekiwałem. A przynajmniej ta część z thrillerem się zgadzała, część science fiction okazała się niestety zupełnie z innej bajki, wywołując wielkie, zbiorowe WTF na sali. Może od razu też uprzedzę, że w niniejszym tekście znajdziecie pewnie niejeden spoiler, bo nie sposób pisać o Cloverfield Lane 10, nie wspominając o zakończeniu. Tak więc, czujcie się ostrzeżeni! W każdym razie, obraz Dana Trachtenberga podobał mi się bardzo i byłem przekonany, że tak zostanie do końca. Finałowe 10 minut, kiedy dowiadujemy się, co tak naprawdę wydarzyło się na zewnątrz, poza bunkrem, odwraca odbiór filmu o 180 stopni. A był to na tyle absurdalny zwrot, że nawet zaczynam rozważać opcję, że mi to przypadło do gustu. Chociaż ciężko mi się ku niej skłonić, bo było tam kilka naprawdę przegiętych pomysłów (jak chociażby akcja z koktajlem mołotowa).

Sylwia Sekret: A myślałam, że tylko ja jestem na tyle dziwna, że wątek obyczajowy, podlany thrillerem, podobał mi się bardziej. W każdym razie, na pewno nie można o filmie powiedzieć, że był zły. Trzymał w napięciu praktycznie cały czas, nie było przestojów czy nudy. Widz zastanawia się niemal przez cały seans, o co dokładnie chodzi, kto ma rację i komu należy ufać. Cloverfield Lane 10 może i nie zachwyciło mnie tak, aby lecieć do kina na ponowny seans, ale na pewno nie żałuję czasu poświęconego na ten jeden.

Mateusz Cyra: Ja również po seansie miałem mieszane uczucia, ale moja pierwsza myśl na temat ogólnego odbioru Cloverfield Lane 10 była pozytywna i ona oczywiście przeważa, bo praktycznie cały film trzyma w napięciu i w jakimś rodzaju niepokoju. Oczywiście – finałowe minuty nie mają w sobie ani krzty subtelności, waląc prosto między oczy wizją twórców i troszeczkę rzutuje to na finałowej ocenie, ale nie jest przecież tragicznie. Chociaż nie jestem pewien, czy kiedykolwiek wrócę do tej produkcji, to ja z seansu wyszedłem – mimo wszystko – zadowolony.

Cloverfield Lane 10 10

PLUSY I MINUSY FILMU

Michał: Nietrudno tutaj wskazać, że minusem był finał, a plusem cała reszta filmu. Klimat panujący w schronie wybudowanym przez Howarda (świetny John Goodman!) był pokazany iście mistrzowsko. Niemal do końca nie było wiadomo, czy gospodarz jest świrem i zmyślił całą tę historię z atakiem jądrowym tudzież inwazją “Ruskich”/Marsjan, czy może mimo lekkich odchyłów ma jednak rację i rzeczywiście uratował życie Michelle (równie świetna Mary Elizabeth Winstead). Dodatkowo trzecia osoba przebywająca z nimi – Emmett (John Gallagher Jr.), mimo swojej prostolinijności też wcale nie jest poza podejrzeniami. Film nieustannie zwodzi widza, najpierw niemal dając mu pewność, że Howard to psychopata, żeby potem przewrócić to wrażenie do góry nogami. Jednak kiedy Michelle w końcu udaje wydostać się na zewnątrz, film odkrywa wszystkie swoje karty i okazuje się, że słowo Cloverfield w tytule jest nie do końca przypadkowe. Co prawda J.J. Abrams (który jest producentem), zaprzeczył jakoby była to kontynuacja Projektu: Monster (w oryginale Cloverfield), lecz tytuł nie jest bez znaczenia, bowiem jest to coś w rodzaju siostrzanego projektu, zawierającego potwory. Oczyma wyobraźni widziałem już taką scenkę, kiedy Dan Trachtenberg mówi do Abramsa: Hej, J.J. mam pomysł na świetny thriller, ale nie mam kasy, żeby go zrealizować. Na co, Abrams odpowiedziałby: Spokojnie, Dan, ja ci tę kasę wyłożę, ale dodam do tego własne zakończenie.

Sylwia: Muszę się z Tobą zgodzić, Michał, i przyznać, że na plus filmu zapisuje się ta ciągła niepewność, co wydarzyło się na zewnątrz i czy Howard jest tylko niegroźnym szaleńcem lubującym się w teoriach spiskowych, z których jedna akurat się sprawdziła, a on był na to przygotowany, czy może jest groźnym psychopatą, który wymyślił zagładę, aby jego zakładniczka nawet nie próbowała uciekać. I choć zwiastun i gatunek filmu mówiły wyraźnie, że wątek science fiction po prostu musi pojawić się w tym filmie, widz nie mógł do końca wyzbyć się wątpliwości. To na plus. Zresztą, wszystkie sceny dziejące się w schronie były naprawdę fajne, emocje tłukące się między trójką bohaterów w niewielkim pomieszczeniu, z którego nie mogą wyjść ani na chwilę, były dobrze pokazane, a na widza przelewało się napięcie, niepewność, ostrożność, a czasami sympatia i odprężenie. Wszystkie trzy postaci do końca pozostawały w jakiś sposób enigmatyczne i nie wiedzieliśmy o nich wiele.

Co do minusów, to mam jeden zarzut (SPOILER NA SPOILERZE SPOILEREM POMIATA), w którym zawarte są wszystkie drobne minusy, o których być może nie ma sensu się rozpisywać, a przynajmniej nie w sytuacji, kiedy mam możliwość sklecić je w jedno, miejmy nadzieję, że sensowne, zdanie. Otóż, w Cloverfield Lane 10 jest w zasadzie… wszystko. Mamy gościa, który tworzy teorie spiskowe, wierzy w atak kosmitów, Rosjan, a być może nawet i Rosjan przebranych za kosmitów lub na odwrót. Mężczyzna ten, niczym biblijny Noe Arkę, buduje schron i w zasadzie kończy go niedługo przed katastrofą. Tak się składa, że gościu ten jest psychopatą, mordercą i najprawdopodobniej zboczeńcem, który służył 14 lat w marynarce USA. No i na koniec okazuje się, że mamy jeszcze potężnych kosmitów (ale spokojnie, jeśli jesteś chudą dziewczyną, masz ogień i alkohol, to poradzisz sobie ze wszystkim), którzy opanowali Ziemię. Brakuje tylko zombie, ale w nich nawet sam Howard nie wierzy.

Mateusz: Podobnie jak Was – mnie urzekły w Cloverfield Lane 10 wszystkie sceny w bunkrze. Do momentu, kiedy Michelle opuszcza schron, ten film zasługuje na bardzo wysoką notę. Scenariusz w perfekcyjny sposób co rusz zmusza nas do weryfikacji poglądu na sytuację, w której znalazła się główna bohaterka i za to należą się brawa, bo już jakiś czas żadna produkcja tak zręcznie nie manipulowała emocjami widza, sprawiając, by ten w zasadzie przez większą część filmu nie był pewien swoich przemyśleń. Do grona plusów trzeba zaliczyć również naprawdę wysoki poziom aktorski, bo przy słabszej obsadzie mogło wyjść co najwyżej przeciętnie. Największe wrażenie wywołał na mnie John Goodman, po którym – szczerze mówiąc – nie spodziewałem się tak przykuwającej uwagę gry! Kolejny plus to zdecydowanie muzyka. To jeden z tych elementów, który praktycznie podczas całego seansu sygnalizował mi wyraźnie swoją obecność.

Jeśli chodzi o minusy – zgadzam się z Wami i powielać tego, co stwierdziliście nie będę.

NAJLEPSZA SCENA

Michał: Dla mnie najlepszą sceną była zdecydowanie ta, której fragmenty można było już zobaczyć w zwiastunie. Mianowicie, moment, kiedy Michelle (która swoją drogą niesamowicie sprawnie walczy o przetrwanie) najpierw zwodzi Howarda, kradnąc mu klucze, a następnie rozbija mu na głowie butelkę i pędzi do wyjścia ze schronu, tylko po to, aby przekonać się, że Howard jednak miał rację.

Cloverfield Lanw 10 8

Sylwia: A mnie, w zasadzie nie wiem czemu, podobała się scena początkowa, kiedy Michelle ma wypadek. Zazwyczaj wypadki samochodowe w filmach są przedstawione albo bardzo sucho (BUM, wrzask i już), albo przesadnie dramatycznie i efekciarsko. Tutaj ukazane było to, mam wrażenie, w sam raz. Ja autentycznie czułam się poturbowana, jakbym siedziała na miejscu pasażera. Przez chwilę wyobraziłam sobie, jak takie coś może wyglądać, jak można to odczuwać. Niby drobnostka, która może i blaknie przy innych scenach, ale jakoś tak zapadła mi w pamięć.

Chciałabym wspomnieć też o scenie (ani najlepszej, ani najgorszej, ale gdzieś muszę o niej napisać), kiedy Michelle zdejmuje swój domowej roboty skafander, bo widzi przelatujące nad nią ptaki. Szczerze mówiąc, od kiedy tylko zaczęła uciekać z bunkra, czekałam na scenę żywcem wyjątą z Seksmisji. Brakowało tylko kultowego: Bociuś! ;).

Mateusz: Dla mnie takich scen było kilka. Niezwykle mocna była scena nad beczką i tutaj miałem olbrzymie zdziwienie wypisane na twarzy, bo naprawdę nie spodziewałem się akurat takiego obrotu spraw. Podobała mi się również scena, w której Michelle po naprawieniu filtra powietrza odkrywa zakrwawiony napis z wołaniem o pomoc. Odnosząc się do wypowiedzi Sylwii – nie jestem w tym momencie pewien, ile razy podskakiwałem w fotelu podczas oglądania Cloverfield Lane 10, ale moment wypadku samochodowego był jedną z takich scen. Swoją drogą – nie wydaje mi się, by ten “wypadek” był spowodowany tym, co Howard tłumaczył Michelle…

Michał: Mnie też wydaje się, że celowo zepchnął ją z drogi.

Sylwia: Swoja drogą, popatrzcie – poradziła sobie ze statkiem kosmicznym, a zepchnął ją z drogi zwykły człowiek.

Cloverfield Lane 10 3

NAJGORSZA SCENA

Michał: Przed spoilerami ostrzegałem już na początku, jednak teraz ostrzegę jeszcze raz, bo teraz będzie taki naprawdę ogromy, z finału. Najbardziej przegiętą sceną, w moim odczuciu, był motyw ze wspomnianym już koktajlem mołotowa, którego bohaterka używa (z powodzeniem!) do zniszczenia ogromnego statku obcych. Serio. Butelka whisky z wetkniętą weń zapaloną szmatą – tylko tyle wystarczy, żeby odeprzeć inwazję kosmitów! Chuck Norris by się nie powstydził.

Sylwia: I jak tu się nie zgodzić? W zasadzie wszystko, od momentu wyjścia Michelle ze schronu, oglądałam z lekko ironicznym uśmieszkiem na ustach. Miałam nadzieję, że ci kosmici, jeśli faktycznie pastwią się nad nasza planetą w filmie, to nie zostaną tak dosłownie pokazani, miałam nadzieję, że pozostaną równie tajemniczy, co nasi bohaterowie, a być może nawet nie do końca będzie wiadomo, czy to faktycznie jakaś obca cywilizacja. Niestety, ucieczka dziewczyny to nie tylko fabularny spadek filmu, ale także początek nowej serii o nowej superbohaterce. Faktycznie, jakby stery filmowe przejął ktoś urwany z zupełnie innej choinki.

Mateusz: Znowu macie rację. I chociaż o ile do pewnego momentu przyjmowałem wydarzenia przedstawiane na ekranie po wyjściu z bunkra, o tyle zniszczenie tak gargantuicznych rozmiarów statku jedną butelczyną whisky jest dla mnie naiwne, śmieszne i odrobinę żałosne. Może i się czepiamy, ale co poradzimy na to, że ta scena wyszła strasznie słabo? Michelle zawstydziła nie tylko Chucka Norrisa, ale i wszystkich gigantów kina akcji – od Drużyny A, po MacGyvera.

Sylwia: Do ścieżki dźwiękowej w tym momencie powinien dołączyć utwór Dżemu. Whisky moja żono, jednak tyś najlepszą z dam…

Cloverfield Lane 10 9

EFEKTY SPECJALNE / KWESTIE TECHNICZNE

Michał: Właściwie większa część filmu nie wymagała jakichś pożerających budżet efektów specjalnych. Poza początkiem, w którym możemy obserwować bardzo dobrze i dynamicznie zrealizowany wypadek samochodowy, no i tym nieszczęsnym finałem, z kosmitami i ich statkiem (nawiasem mówiąc zrobionymi przyzwoicie, chociaż moim zdaniem trochę w zbyt oczywisty sposób), cała reszta produkcji opiera się na jednej lokacji – schronie i trójce bohaterów. I właściwie niewiele więcej temu filmowi było potrzeba.

Sylwia: Na samym początku zwróciłam uwagę na muzykę. To było chyba jeszcze nawet przed wypadkiem Michelle, kiedy się pakowała. Była zbyt dosadnie “thrillerowa”, jakby twórcy chcieli mieć pewność, że z kolei widzowie będą mieli pewność, że niedługo zdarzy się coś niepokojącego i że w zasadzie cały film będzie utrzymany w takim klimacie. Ja jednak jestem zwolenniczką mniej dosłownej muzyki, a czasami wręcz kontrastującej z nastrojem.

Mateusz: Akurat muzyki będę tu bronił, bo to dla mnie jeden z istotniejszych plusów Cloverfield Lane 10. Może jest to spowodowane tym, że niektóre motywy dźwiękowe do złudzenia przypominały te z mojego ukochanego LOST i wiem, że będzie to jeden z moich ulubionych soundtracków. Czuć zresztą, że Bear McCreary inspirował się Michaelem Giacchino. Poza tym – zarówno obcy “zwierzak” oraz statek wykonane zostały bardzo ładnie, przyjemnie dla oczu, ale zgodzę się z Michałem, że twórcy troszkę przeszarżowali, zwłaszcza w wyglądzie statku. Co jednak mnie odrobinę rozczarowało, to wygląd Howarda po zetknięciu z zawartością beczki.

AKTORSTWO

Michał: Najważniejsza część obsady, czyli John Goodman i Mary Elizabeth Winstead, spisała się na medal. Goodmana już dawno nie miałem okazji zobaczyć w takiej niejednoznacznej roli. Zazwyczaj kojarzy się on z postaciami zwalistych poczciwców, więc ten element psychotyczny był tutaj idealny. Winstead z kolei po prostu udawało się przykuć uwagę do swojej postaci, na tyle, że naprawdę chciało się jej kibicować. A finał filmu, mimo całego mojego narzekania, jednak w jakiś sposób jeszcze podkreśla jej zaradność i opanowanie. Nieco w tyle za nimi zostaje John Gallagher Jr., który zagrał całkiem dobrze, nie miał jednak szans w starciu ze swoimi ekranowymi partnerami. Jako ciekawostkę, mogę jeszcze powiedzieć, że głos narzeczonego Michelle, który możemy usłyszeć z telefonu na początku filmu, należał do Bradleya Coopera.

Cloverfield Lane 10 5

Sylwia: O czym powinni wiedzieć wszyscy, którzy czytali moje Co jest grane z tamtego tygodnia ;). Zgodzę się, że obsada spisała się bardzo dobrze. Cała trójka była wiarygodna i zrobiła, co mogła, aby wyłuskać ze swoich postaci wszystko, na co pozwalał im scenariusz. Choć muszę przyznać, że dla mnie Michelle była bohaterką dość nijaką, ale nie chodzi tu absolutnie o słabą postać czy grę aktorską. Jakoś nie zdążyłam zapałać do niej sympatią, a jej losy były mi w zasadzie obojętne. Bardziej kibicowałam Emmettowi. John Gallagher Jr., ktory go zagrał, choć – tak jak już pisałeś – miał rolę o wiele uboższą niż pozostała dwójka, to w moim odczuciu spisał się świetnie i uważam, że nie odstawał od Goodmana i Winstead. Miał najmniej do pokazania, ale zrobił to bardzo dobrze – delikatnie i niezwykle naturalnie. A Goodman był faktycznie świetnym wyborem do tej roli i bez względu na to, czy wierzyłam w jego dobre zamiary, czy nie, cały czas było w nim coś przerażającego. Fajnie też zagrał zmianę w swoim zachowaniu. Mówię tu o momencie, kiedy nagle pokazał się Michelle ogolony. To było naprawdę przerażające! Po przemyśleniu, zapisuję tę scenę jako jedną z najlepszych :).

OMÓWIENIE WYBRANYCH POSTACI

Michał: Postaci do omawiania jest dokładnie trójka, więc możemy się nimi po równo podzielić. Jako że piszę pierwszy, chciałem powiedzieć, że Michelle zdobyła moje serce. Do tej postaci można podejść w zasadzie na dwa sposoby. Pierwszy z nich, to zupełnie nieprawdopodne zachowanie dziewczyny, która wcześniej chciała projektować modę, a teraz zachowuje się niczym Ripley w Obcym. Drugi, to totalna akceptacja tej postaci i podziw wywołany jej ogarnięciem i wojowniczą duszą, która budzi się w Michelle w ekstremalnej sytuacji. Ja skłaniam się właśnie ku tej drugiej opcji. No i czyż nie wyglądała uroczo we własnoręcznie uszytym różowym kombinezonie z żółtą kaczuszką?

Sylwia: Moim zdaniem on był czerwony, ale nie będę się przecież kłócić… ;). Podział nie jest w zasadzie równy, bo o Emmecie nie da się zbyt wiele powiedzieć. Nie da się zaprzeczyć, że emanuje ciepłem i jakimś takim spokojem. Zastanawiam się tylko, czym – według twórców – miała być jego postać dla filmu. Powodem, dla którego nie od razu poznajemy prawdziwe oblicze Howarda? Nie wiem. Wciąż nie wiem.

Michał: Rzeczywiście, strój był czerwony, pamięć płata mi figle.

Cloverfield Lane 10 6

Mateusz: No to mi zostawiliście w zasadzie postać najbardziej niejednoznaczną i iście przerażającą. Howard w zasadzie od pierwszej sceny, w której się pojawia, wywołuje w widzu mieszane uczucia. Z jednej strony w jego aparycji oraz mimice jest coś uspokajającego i budzącego raczej pozytywne skojarzenia, ale z drugiej strony, gdzieś z tyłu głowi tli się w nas przeświadczenie, że jednak tkwi w nim jakiś mrok, który sprawia, że wolelibyśmy nie być z nim zamknięci w jednym pomieszczeniu. To zresztą potwierdzają jego ton oraz zachowanie, które wprost nakazują nam włączenie jeśli nie czerwonej, to przynajmniej pomarańczowej lampki ostrzegawczej. Howard nie pomaga jednak w ocenie sytuacji tak widzowi, jak Michelle. Na prośby i pytania dziewczyny odpowiada często kamiennym wyrazem twarzy bądź enigmatycznymi, nie wyjaśniającymi szczegółów odpowiedziami. Zupełnie, jakby chciał mieć przewagę nad innymi, trzymając całą talię asów w rękawie i stopniowo je odkrywając. Mocno kontrastują z tym jego niespodziewane momenty dobrego humoru, troska o Emmetta i Michelle oraz niezachwiana pewność, że jest dobroczyńcą, który po prostu wie o świecie więcej niż przeciętny obywatel. Zresztą – i może to tylko mój błędny osąd – były chwile, gdy Howard zdawał się zachowywać wobec swoich gości niczym szorstki, ale opiekuńczy ojciec, by w mgnieniu oka przeistoczyć się w brutalnego, przerażającego despotę. Moim zdaniem świetnie wykreowana postać, wywołująca sporo emocji i będąca przyczynkiem do wielu dyskusji :).  

Sylwia: Mnie się wydaje, że Howard sam nie wiedział, czy jest dobry czy zły. W ogóle jego pojmowanie dobra i zła było nieco inne niż u przeciętego obywatela.

Cloverfield Lane 10 2

EWENTUALNE DZIURY FABULARNE

Michał: Pierwsze, co przychodzi mi na myśl, to zachowanie kobiety, która chciała dostać się do schronu (akurat w dobrym momencie, żeby Michelle przekonała się, że Howard cały czas miał rację). Jak się później, w finale, okazało, ta kobieta mimo skażenia i zagrożenia, w obliczu w zasadzie końca świata, pomyślała jeszcze o tym, żeby zamknąć swój samochód i włączyć alarm…

Sylwia: Mnie z kolei zastanowiło, dlaczego mężczyzna ogarnięty przekonaniem o zbliżającym się ataku, który budując schron, wszystko dokładnie zaplanował i przemyślał tak, aby mógł spędzić w nim nawet kilka lat – zgromadził odpowiednią żywność, zadbał o generatory, aby nie zabrakło mu prądu nawet na muzykę, zadbał o wodę, o pozbywanie się śmieci, o oczyszczanie powietrza i ogólnie dostęp tlenu… – urządzenie, które dostarcza do schronu czyste powietrze i które w razie awarii wystarczy (!) dwoma ruchami zresetować, umieścił w miejscu, do którego dostęp może mieć wyłącznie drobna, szczupła kobieta (przypadkiem Michelle nie jest koszykarką ani grubasem). Być może także szczupły, niewysoki mężczyzna (a przypomnijmy, że Howard jest, jakby to powiedzieć, solidnej budowy). Naprawdę nie przewidział, że może być potrzeba zresetowania urządzenia? Jakoś dziwnym trafem wszystkim innym mógł zarządzać ze schronu i do wszystkiego miał dostęp. Przecież mógł być w schronie zupełnie sam!

Również w scenie rozlania kwasu przez Michelle coś mi nie pasuje. Kiedy przewraca ona butlę ze żrącym płynem, Howard upada twarzą prościutko i bezpośrednio na tę zżerającą ludzkie ciało substancję Tymczasem później, kiedy dopada do Michelle, ma nadżarty jedynie bok głowy, a twarz pozostała nienaruszona!

Nie wiem też, po co w końcu Howard wpuścił Emmetta. Dobra, chłopak się wepchał, ale odniósł przy tym poważne rany, a Howard to duży facet i na pewno, gdyby chciał, poradziłby sobie. Jaki był więc cel tego, skoro później z treści filmu wychodzi na to, że od początku Emmett był tylko przeszkodą?

Cloverfield Lane 10 7

Mateusz: Wytknęliście wszystkie te dziury, które nurtują również mnie. Pójdę jednak krok dalej – w tak przygotowanym schronie aż razi (przynajmniej mnie) brak masek gazowych oraz strojów odpornych na promieniowanie. Nie wierzę, że przygotowując się do możliwego ataku Howard nie wziął pod uwagę ewentualności wychodzenia poza bunkier, lub właśnie późniejszego jego opuszczenia.  Dodatkowo ciągle zastanawiam się nad tym, co z tym motywem córki oraz porwanej dziewczyny; zostało to tylko nakreślone i pozostaje nam się tylko domyślać. Nie jest to co prawda dziura logiczna, aczkolwiek wątek ten pozostawia spory niedosyt.

PODSUMOWANIE

Michał: Cloverfield Lane 10 na pewno warto obejrzeć, chociażby dla tej części filmu dziejącej się w schronie. Nawet jeśli podczas finału złapiecie się z niedowierzaniem za głowę, to jednak wszystko to, co dzieje się wcześniej, zdecydowanie podnosi ocenę końcową filmu. Jakbym miał to do czegoś porównać, to coś jakby klimat zbliżony do Finchera, do którego na koniec doklejono skrzyżowanie Wojny światów ze Znakami. Pełnometrażowy debiut Trachtenberga uznaję za udany i mimo kilku potknięć, można mieć nadzieję, że reżyser nauczy się na własnych błędach. Z chęcią więc wypatrywał będę jego kolejnych filmów.

Sylwia: W kolejnym filmie zobaczysz Michelle, która zostaje wytypowana do walki z kosmicznymi najeźdźcami, a tajna akcja, do której zostanie zwerbowana, będzie nosiła kryptonim “Mołotow”. A tak poważnie – Cloverfield Lane 10 to dobry film, w którym na koniec twórcy za bardzo dali się ponieść projektowi monster. Ale większość filmu to naprawdę porządnie trzymające w napięciu kino, które ogląda się z przyjemnością. Poza tym, jeśli chcecie wiedzieć, jak przetrwać zagładę, mając pod ręką zasłonę prysznicową i plastikową butelkę, to wiedzcie, że ten film wiele może Was nauczyć ;).

Mateusz: O spartolonej końcówce Cloverfield Lane 10 powiedzieliśmy już naprawdę wiele, ale w zasadzie to całkiem udany film. Najbardziej podoba mi się to, że skłania on do przemyśleń oraz do snucia rozważań na tematy związane z fabułą, bo w sferze domysłów pozostawiono kilka istotnych wątków. Dla kogo będzie to dobra produkcja? Na pewno dla fanów porządnie skrojonych dreszczowców (poza końcówką), jak również dla miłośników teorii spiskowych, inwazji Obcych, sztuki przetrwania i ludzkich zachowań w obliczu końca. Nie będzie to dzieło, które zapisze się w historii kina, ale na pewno uzbiera pokaźne grono fanów.

Cloverfield Lane 10 1

Fot.: United International Pictures

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *