Wielogłosem o…: “Spotlight”

Spotlight

Spotlight ma spore szanse na zgarnięcie tegorocznego Oscara w najwazniejszej kategorii, która rokrocznie budzi podczas gali największe zainteresowanie. Mowa oczywiście o wyróżnieniu za Najlepszy Film. To, czy taka decyzja Akademii, jeśli ją podejmie, będzie słuszna, pozostaje oczywiście kwestią sporną, tak jak w przypadku każdego innego dzieła. Nie ulega jednak wątpliwości, że film Toma McCarthy’ego opowiadający o prawdziwym śledztwie, jakie w 2001 roku wszczęli dziennikarze specjalnego działu redakcji “Boston Globe”, warty jest obejrzenia. Nie tylko ze względu na kontrowersyjny temat, ale choćby dlatego, że opowiada w gruncie rzeczy o uniwersalnych wartościach takich jak prawda, uczciwość i sprawiedliwość. Mateusz i Sylwia są zgodni co do tego, że film zasługuje na rozgłos, jednak nie do końca są przekonani co do słuszności niektórych jego nominacji oscarowych. Dlaczego? Odpowiedź znajdziecie w poniższym Wielogłosie. Jeśli nie widzieliście filmu, uważajcie jednak na spotlightlery!

WRAŻENIA OGÓLNE

Mateusz Cyra: Spotlight jest idealnym przykładem obrazu, którego największa moc tkwi w dobrym scenariuszu i rzetelnym aktorstwie. Nie ma tu miejsca na żadne fajerwerki wizualne, odstępstwa od normy nie istnieją, montaż nie wyróżnia się kompletnie niczym. Jednak to nie ma najmniejszego znaczenia. W filmie Toma McCarthy’ego liczy się przede wszystkim opowiadana historia oraz emocje, jakie ta niesie. Spotlight to również idealny przykład dość rzadkiego ostatnio kina zaangażowanego, które poruszaną tematyką pragnie uzmysłowić ludziom, że pewne rzeczy istnieją, są jak najbardziej realne i chociaż większość z nas przymyka na nie oczy, nie sprawia to, że niektóre sprawy przestają dziać się tuż obok nas, oraz na całym świecie.

Sylwia Sekret: To prawda, Spotlight to film, który nie potrzebuje wiele; od niego wymagać powinno się jedynie tego, aby wszystkie kwestie techniczne, związane z muzyką, zdjęciami, aktorstwem czy dialogami były po prostu poprawne. Reszta przychodzi sama wraz z historią, dla której jakiekolwiek wykraczanie poza poprawność stanowiłoby niepotrzebne urozmaicenie, wyolbrzymienie i dodatkowo pole do wtrącenia się tym, którym sama tematyka wydaje się nienaruszalna. Spotlight nie ogląda się ani dla rozrywki ani dla potwierdzenia swoich tez o Kościele katolickim czy dla ich zreformowania. Tę produkcję ogląda się nawet nie dla wiedzy, którą już przecież posiadamy – o faktach bowiem się nie dyskutuje… podobno – lecz dla uzmysłowienia, ile wysiłku i pracy kosztowało pewnym ludziom dojście do tej wiedzy i co nimi kierowało. I to filmowi wychodzi idealnie.

Spotlight wszyscy siedzą, biuro

PLUSY I MINUSY FILMU

Mateusz: Wielkim plusem Spotlight jest to, że podczas seansu siedzimy w skupieniu i w niepewności, bacznie obserwujemy kolejne zmagania reporterów, którzy w miarę odkrywania coraz bardziej zatrważających faktów na temat pedofilii niektórych księży na terenie Bostonu, angażują się w sprawę coraz silniej, aż wreszcie ich działania zaczynają wykraczać poza zwykłą dziennikarską robotę. Ich poświęcenie jest wręcz namacalne i chociaż wiemy (przynajmniej niektórzy), iż jest to historia oparta na faktach, oraz że dział Spotlight z “Boston Globe” otrzymał za swoje artykuły w 2003 roku nagrodę Pulitzera, to napięcie i strach o powodzenie tej misji towarzyszy nam właściwie do ostatnich minut filmu.  

Podobało mi się również porządne aktorstwo. Twórcom udało się skompletować naprawdę fajną ekipę i cały główny trzon aktorski trzyma równy poziom. Jednak głównym walorem Spotlight – za sprawą którego aktorzy spisali się bardzo dobrze, a sama historia trzyma nas od pierwszej do ostatniej minuty w napięciu –  jest scenariusz.

Sylwia: Dla mnie z kolei największą zaletą filmu jest coś, czego zapewne na wieść o tej produkcji spodziewali się zagorzali obrońcy Kościoła katolickiego, a co również wynika z tego, o czym wspomniałeś, czyli bardzo dobrego i przemyślanego scenariusza. Chodzi mi mianowicie o praktycznie brak religii i Kościoła jako instytucji w tym filmie. Parę razy zdarza się, że podczas rozmowy z ofiarami księży padają tego typu stwierdzenia, ale było to przecież nieuniknione i stanowiło naturalną kolej rzeczy, z kolei pominięcie tego byłoby pewnym naruszeniem zasad logiki. Tak naprawdę nie ma jednak wielkiej nagonki na Kościół, nie ma wytykania palcami i generalizowania. Jest przerażenie skalą problemu i tym, jak łatwo przez lata był on tuszowany. Nie mówi się jednak o zdeprawowaniu każdego duchownego i obywa się bez wrzucania wszystkich do jednego, pokutnego worka czy wieszania na jednym krzyżu. I nie traktuję tego jako plus ze względu na jakieś szczególne względy, jakimi darzę religię bądź jej “ziemskich przedstawicieli”. Przeciwnie, uznaję to za zaletę, bo dzięki temu film jest wiarygodny, a nie przerysowany, staje się niemal dokumentem, a nie krzykliwym i kolorowym manifestem, który tak łatwo byłoby zdeptać i zdusić.

Spotloght, ofiara, zdjęcie

Przyznaję, że na początku odrobinę zawiodłam się na mocno zdystansowanych emocjach, bo przed seansem, po opisie filmu i zwiastunach, byłam przekonana, że film będzie nimi wręcz kipiał. Tymczasem, poza paroma momentami silniejszego gniewu czy tłumionego płaczu, nie eksploduje na ekranie żadna emocjonalna bomba. A jednak, po namyślę, zapisuję to po stronie plusów. “Dlaczego?” – zapyta Mateusz. Ale nie, Mateusz nie zapyta, bo Mateusz już o tym wie, ale może: “Dlaczego?” zapytasz na przykład Ty. I teraz, skoro jest choćby najmniejsze przypuszczenie, że o to zapytasz, mogę udzielić odpowiedzi: Bo czasami emocje muszą stać z boku. W Spotlight emocje dotyczą głównie skrzywdzonych, a nie piszących o krzywdach, stąd taki a nie inny wymiar filmu. Ale jeśli zastanowić się nad tym dystansem i w gruncie rzeczy oschłością filmu, który pokazuje grupę zawziętych dziennikarzy, dociera do nas szybko i jasno, jak wielkie towarzyszyły temu wydarzeniu emocje. Widać to było pod koniec seansu, kiedy wymieniane były kolejne miasta, kolejne państwa. To przede wszystkim tam ukryły się te emocje, a wiedzieć trzeba, że w słowie “ukryły” kryje się kolejna z nich.

NAJLEPSZA SCENA

Mateusz: Było ich w filmie kilka. Na pewno duże wrażenie wywołała we mnie finałowa, w której Mike i Robby przyszli do pracy w niedzielę i spodziewali się protestów, demonstracji przed budynkiem “Boston Globe”, a zastali istną nawałnicę rozdzwonionych telefonów w ich dziale. Bardzo wymowny moment, który gdzieś tam przywrócił na moment wiarę w ludzkość. Niezwykle mocny moment to również moment przed napisami końcowymi, w którym na czarnym tle dostajemy informacje o lawinie, jaką poruszyło śledztwo redaktorów “Boston Globe”. Na ekranie przewija się (całkiem pokaźnych rozmiarów zresztą) lista miast oraz państw, w których odkryto na większą skalę zjawisko pedofilii wśród księży. Ja sam tego nie zauważyłem, ale dokopałem się do informacji, że jednym z wymienionych miast jest Poznań. Aż dziw bierze, że tylko jedno miasto w Polsce.

Spotlight poznań

Jednak za absolutnie najlepszą scenę uważam moment rozmowy telefonicznej redaktorów działu Spotlight z człowiekiem, który zajmował się pedofilią wśród księży od przeszło trzydziestu lat. To on pierwszy uzmysłowił dziennikarzom o skali zjawiska, z którym mają do czynienia. To on pokazał im, jak wiele pracy przed nimi i jak poważny jest to problem. A ten króciutki moment, w którym powiedział Robby’emu, że liczba trzynaście w odniesieniu do ilości księży pedofilii na terenie Bostonu jest zaniżona, po czym sam wytypował swoje dziewięćdziesiąt, to było dla mnie niczym cios cegłówką w głowę. Autentycznie miałem wtedy ciarki przerażenia. Skoro w mieście liczącym ponad pięćset tysięcy mieszkańców było aktywnych około dziewięćdziesięciu pedofilii Kościoła katolickiego, to strach pomyśleć jak te liczby wyglądają w odniesieniu do innych miast lub państw. Ile to jest zniszczonych ludzkich żyć? Dawno nic nie wywołało we mnie takiej zgrozy.

Sylwia: A ja pozwolę sobie wymienić dwie inne sceny; może mniej dosadne, jeśli mówimy o skali poruszanego przez film problemu, ale według mnie zdecydowanie najbardziej emocjonalne i ludzkie. Pierwszą z nich jest moment, kiedy skandaliczny artykuł, pierwszy z wielu, został już wydrukowany, a nad jego lekturą pochylała się babcia jednej z redaktorek działu Spotlight w “Boston Globe”, Sachy. Babcia, która – dodajmy – w tych nielicznych momentach filmu, w których się pojawiała lub była wspominana, od początku przedstawiana była jako chodząca trzy razy w tygodniu do kościoła katoliczka, dla której nie tylko sama wiara, ale także Kościół to nienaruszalne świętości, tak ważne w jej życiu. I chodź widz może spodziewać się awantury, słów niedowierzania, bariery złożonej z tego, w czym kobietę wychowano i złości na artykuł, a oczekiwanie to potęgowane jest przez wyczekujący wzrok wnuczki, w którym czai się lęk o reakcję babci… otrzymujemy jedynie jedno zdanie, wypowiedziane drżącym głosem, a jest nim prośba o podanie wody. I nie ma co doszukiwać się w tym zbagatelizowania problemu przez starszą kobietę, nałożenie klapek na oczy w momencie, kiedy pojawia się coś, co nam nie odpowiada. Upatrywałabym tu raczej szoku, autentycznego szoku, potęgowanego właśnie przez świadomość, że oto dotarła do niej prawa.

spotlight babcia

Druga scena ma miejsce mniej więcej wtedy, kiedy dziennikarze mają już niemal cały materiał do artykułu, a na niewielkim zebraniu Robby przyznaje się – zarówno przed sobą, jak i przed współpracownikami – do tego, że wiele lat wcześniej zbagatelizował ten sam problem, który teraz nagłaśniają, zrobił coś, o co od wielu dni oskarża innych. Brak nieskazitelności u opisujących skandal dziennikarzy jest tym, co jeszcze wyżej stawia ten film. Nie jest to bowiem produkcja o wyidealizowanych i czystych jak łza dziennikarzach, którzy wpadają na trop sprawy, która nie mieści się w ich jakże czystych sercach. Nie. Oni również mogą mieć coś na sumieniu, również jeden z nich… zgrzeszył zaniedbaniem.

NAJGORSZA SCENA

Mateusz: Nie wiem, czy była w Spotlight jakaś niepotrzebna scena. Natomiast wskazywać sceny słabszej niż pozostałe nie będę, bo nie ma to w tym przypadku sensu. To film przemyślany, opowiedziany w bardzo udany sposób i twórcy na szczęście postanowili nie próbować nastawiać widza na którąś ze stron konfliktu, bo znacznie zepsułoby to film.

Sylwia: Zgadzam się. Scenariusz w tym filmie jest prosty i zwięzły, nie ma tu wręcz miejsca na niepotrzebne sceny. Nie ma także miejsca tutaj na dyskutowanie o czymś, co nie istnieje lub jest bez znaczenia.

EWENTUALNE DZIURY FABULARNE

Mateusz: Sylwia?

Sylwia: O dziwo, nic.

Mateusz: No, ja nawet chciałbym się przyczepić do czegoś, ale nie mam do czego.

Sptlight wyznanie Kitona

EFEKTY SPECJALNE / KWESTIE TECHNICZNE

Mateusz: Spotlight to typowe wręcz kino dziennikarskie i w swój wąziutki gatunek wpisuje się ten film perfekcyjnie. Nie mogło zabraknąć ujęć z taśmami produkcyjnymi z drukarni, kurierów rozwożących gazety w opasłych paczkach, a biurka dziennikarzy wypełnione są papierami, notesami pełnymi zapisków, a monitory komputerowe to wielkie kobyły (akcja filmu dzieje się w 2001 roku). Nie uświadczymy tu żadnych efektów specjalnych, bo nie są potrzebne. Nie ma też żadnych motywów znanych z filmów akcji i bardzo dobrze, bo byłyby to zbędne ozdobniki do filmu, który ich nie wymaga. Kwintesencją Spotlight jest śledztwo i wokół tego skupiają się wszystkie aspekty filmu. Od aktorstwa, do spraw wizualnych oraz dźwiękowych.

Sylwia: Szczerze mówiąc, tak mocno skupiłam się na sprawie, że żadne kwestie techniczne nie zwróciły mojej uwagi. Może właśnie o to chodziło, aby podkreślić, że to sam temat jest tu najważniejszy, a nie to, jak został poruszony. Jedynie kolorystyka Spotlight zwróciła moją uwagę – była przytłumiona, szarawa, nijaka i bura, jakby miało to zaznaczyć, że film opowiada o czymś brudny, okropnym i bardzo, bardzo smutnym, w dodatku o czymś, co mogło dziać się blisko nas, tak długo niezauważane i tak dobrze przemilczane, że stało się szarą codziennością.

Spotlight, Birdman i rafaello

AKTORSTWO

Mateusz: Całej obsadzie należą się brawa. Żaden z aktorów nie miał wielkiego pola do popisu, jednak przewijające się przez ekran najczęściej twarze wykonały kawał rzemieślniczej roboty. Nie ma tu miejsca na spektakularne kreacje, bo jak już wspomniałem – najważniejsze w Spotlight jest śledztwo. Postaci przedstawione w filmie są raczej jednowymiarowe, trudno doszukiwać się w nich jakiejś głębi, mimo to udało mi się za sprawą tego filmu zwrócić uwagę na jednego aktora – Liev Schreiber to raczej najmniej znane nazwisko ze wszystkich czołowych aktorów, mimo tego, to właśnie jego rola jest jedną z tych, które najbardziej mi się podobały. Z kolei Michael Keaton fajnie odegrał swojego “Robby’ego” – twardego, konkretnego, nie ulegającego naciskom szefa działu Spotlight, który w środowisku miejskim otoczony jest szacunkiem i zaufaniem. To chyba jedna z bardziej charyzmatycznych ról w całym filmie, choć – jak już zaznaczałem – wszyscy zagrali bardzo równo. Natomiast nie do końca rozumiem czemu akurat Ruffalo oraz McAdams zostali wyróżnieni przez Akademię.

Sylwia: Ruffalo zagrał bardzo dobrze i w sumie jego rola była na tle innych najbardziej różnorodna, w jakiś sposób inna. To jego nerwowe przeczesywanie włosów, dziwne mówienie, poruszanie się, kiwanie głową bardziej przypominające jakiś tik, a także to, jak zachowywał się w relacjach z innymi, sprawiało, że momentami odnosiłam wrażenie jakby – tak jak było to w przypadku roli Bale’a w filmie Big Short – cierpiał na jakąś lekką odmianę autyzmu. W ogóle kreacja jego postaci nieustannie kojarzyła mi się właśnie z Michaelem Burrym. Nie uważam jednak, by Ruffalo zasłużył na Oscara – podobnie jak McAdams – bo jego rola była bardzo statyczna, nie było nic, czym wyprzedziłby swoich konkurentów. I tak jak Bale był sto razy lepszy od Marka Ruffalo, tak Alicia Vikander była sto razy lepsza od Rachel McAdams.  Liev Schreiber – tu masz rację. O dziwo, bo jego rola była chyba najbardziej nijaka ze wszystkich, to samo jego milczenie przyciągało uwagę widza.

spotlight baron

OMÓWIENIE WYBRANYCH POSTACI

Mateusz: Chciałbym opisać postać Jima Sullivana – kolegę Waltera “Robby’ego” Robbinsona. To mający już swoje lata prawnik, który ma sporo tajemnic i który zdaje się mieć kompletnie przestawiony kompas moralny. Przez wiele lat miał do czynienia z gwałceniem dzieci przez każdego kolejnego księdza i z tego, co zostało pokazane w filmie – nie miał z tym najmniejszych problemów. Kiedy jednak kolega dziennikarz zwrócił się do niego z jak najbardziej normalną prośbą, ten najpierw śmiał się pod nosem, by w miarę rozwoju śledztwa zmieniać nastawienie na coraz bardziej wrogie. Do samego końca próbował chronić swój własny tyłek oraz tyłki bronionych przez siebie księży, nie widząc problemu w tym, że Kościół katolicki doskonale zdaje sobie sprawę z “aktywności” niektórych kapłanów. Jednocześnie świetnie się bawił podczas katolickich gal dobroczynności, a ważniejsze od faktów było przeświadczenie, że Kościół robi dla ludności wiele dobrego. Za pomocą jednej postaci ukazano ludzką podłość oraz zupełne zatracenie bądź przestawienie moralności, wymieszane ze znieczulicą. W jednej ze scen Sacha Pfeiffer rozmawia z policjantem o aresztowaniach księży, na co mundurowy z krępacją odpowiada “myślę, że nie powinienem o takich rzeczach mówić”. Co się stało z ludźmi? Generalnie, z wielu małych fragmentów wyłania się bardzo ponury obraz ludzkości.

Spotlight Suliwan

Sylwia: Dla mnie natomiast najciekawszą postacią był właśnie grany przez Michaela Keatona Robby. Dopiero cały film pokazuje walkę, jaką ze sobą toczy, pragnąc walczyć z tym, co wstrętne i niemoralne, podczas gdy w pewnym momencie dowiaduje się, że sam kiedyś na to przyzwolił. Być może, gdyby wiele lat wcześniej zainteresował się sprawą dwudziestu księży, niektóre życia i niektóre psychiki można by było uratować. Choć film kończy się ujawnieniem zatrważającej prawdy, to widz pozostaje ze świadomością, że Robby będzie musiał żyć z tym do samego końca, wyrzuty sumienia nie znikają bowiem ot tak. I chociaż on i jego zespół zrobili dla świata coś fantastycznego, dzięki czemu w pewien sposób mężczyzna odkupił swoje winy – to, co nieuratowane… pozostaje. A przecież dziennikarz ne musiał się do niczego przyznawać! Zrobił to dobrowolnie, więziony w pułapce hipokryzji, w którą wpadł niewiadomo kiedy. Bardzo ciekawa postać, pokazująca, że wskazywanie winnych może okazać się dla nas niebezpieczne, bo może doprowadzić do tego, że palec zatrzyma się także na nas.

Mateusz: Ależ ja nie mówiłem nigdzie, że Jim Sullivan był dla mnie najciekawszą postacią. Podobnie jak Ciebie, mnie najbardziej ujęła historia Robby’ego. Chciałem jednak poruszyć dodatkowy wątek, wykorzystując do tego postać podstarzałego prawnika.

Spotlight Kiton siedzi i myśli

OSCAROWE SZANSE

Mateusz: Obawiam się, że Spotlight jest głównym kandydatem do zgarnięcia najważniejszej statuetki w tym roku. Zagraniczni krytycy są zgodni, że to jeden z lepszych filmów zeszłego roku, a Akademia lubi co jakiś czas nagrodzić film, o którym wcale nie jest tak głośno, jak o pozostałych. Kolejnym przemawiającym za Spotlight elementem jest tematyka, jaką ten porusza. Może się mylę, ale ostatnio coraz częściej myślę, że w kategorii najlepszy film spore szanse ma dzieło McCarthy’ego. Rzecz jasna nie chciałbym, żeby tak się stało, gdyż w tym roku kibicuję Zjawie oraz Big Shortowi. Wspomniałem wcześniej, że nie rozumiem, za co akurat Rachel McAdams oraz Mark Ruffalo zostali nominowani, ponieważ na dobrą sprawę nominację mógł otrzymać każdy inny istotniejszy aktor tego filmu; niektórym nawet w większym stopniu należałaby się ona za ten film. Reżyseria mnie osobiście nie powala, a Tom McCarthy ma w swoim dorobku lepiej wyreżyserowane filmy.

Sylwia: Szczerze mówiąc, nie zdziwię się, jeśli Spotlight okaże się jednym z tych dzieł, które dostanie Oscara w najważniejszej kategorii, za najlepszy film, ale ominą go wszystkie pozostałe. Ja co prawda mam nadzieję, ze wygra Big Short (choć nie widziałam jeszcze wszystkich, nominowanych w kategorii najlepszy film, produkcji), ale film McCarthy’ego ma spore szanse. Oczywiście nie powinno się przyznawać tak ważnej statuetki za samą tematykę, ale może tak być. Co do aktorów – nie żebym ich nie lubiła, świetnie odegrali swoje role, ale to nie były kreacje Oscarowe.

Spotlight patrzą w komp

PODSUMOWANIE

Mateusz: Jestem zadowolony, że Spotlight w ogóle powstało. To dobry film, brutalnie pokazujący, jak wielkim zjawiskiem jest pedofilia w Kościele katolickim, oraz uzmysławiający, że jest to tak naprawdę największa mafia na świecie, będąca w stanie kontrolować właściwie wszystko. To również dzieło mówiące nam o tym, że trzeba iść pod prąd w procesie odkrywania prawdy, nawet jeśli czeka nas mozolna droga. Czas pokaże, czy Spotlight zapisze się w historii kina złotymi literami. Z jednej strony – Oscary tylko zwiększą rangę oraz siłę przebicia tego filmu, z drugiej – jest to kino dobre, wartościowe i powinno znaleźć się na liście “do obejrzenia” u wielu osób, ale nie wiem, czy jest to film Oscarowy.

Sylwia: Spotlight to porządny film, którego twórcy wiedzieli, że aby wywrzeć odpowiednie wrażenie i wyzwolić w widzu odpowiednie emocje, czasami trzeba dzieło z nich odrzeć. Wszystko tu do siebie pasuje i wszystko tu zagrało. Film o śledztwie bostońskich dziennikarzy musiał powstać prędzej czy później, i bardzo dobrze. To już nawet nie chodzi o sam Kościół i o księży, ale o to, dlaczego sprawiedliwość dosięgać ma tylko niektórych? Czy to nie przeczy samej idei sprawiedliwości? Żadna miłość, nawet boska, nie daje moralnego immunitetu, żadne stanowisko i żadne święcenia.

Spotlight ostatnie zdjęcie, wszyscy

Fot.: United International Pictures

1 odpowiedź

  1. Mr. M. napisał(a):

    ”Ja sam tego nie zauważyłem, ale dokopałem się do informacji, że jednym z wymienionych miast jest Poznań. Aż dziw bierze, że tylko jedno miasto w Polsce”. Jest tak, ponieważ tylko jeden przypadek, został udowodniony w tym zaściankowym, katolickim kraju. Pamiętaj, że 6% księży na świecie, dopuściło się lub nadal molestuje nieletnich. Kościół ten fakt doskonale ukrywa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *