Wielogłosem o…: “Umrika”

Kino indyjskie nie jest w Polsce zbyt popularne, ale miejmy nadzieję, że takie filmy jak Umrika w reżyserii Prashanta Naira zmienią ten stan rzeczy. Produkcja ta zrealizowana została w niezwykle przyjemny sposób zarówno pod względem wizualnym, jak i poruszanej problematyki. Magdalena, Mateusz i Sylwia zgodnie określają ten film jako wartościowy i o przesłaniu globalnym; na długo pozostał w ich głowach, efektem czego jest dyskusja, którą możecie przeczytać poniżej. Co prawda znajdziecie w niej kilka spoilerów, ale nie o rozwikłanie tajemnicy w Umrice chodzi, a o napięcie spowodowane wieloma emocjami i rozterkami bohaterów. Film Naira już od dzisiaj oglądać można w Polsce w kinach studyjnych dzięki Aurora Films, a Głos Kultury objął tytuł patronatem medialnym.

WRAŻENIA OGÓLNE

Magdalena Nowińska: Film Umirka opowiada historię o tzw. american dream. Śnie, o jakim marzy niejeden mieszkaniec zarówno Indii, jak i innych zakątków świata. Tak się składa, że wyobrażenie o Ameryce (tak, całej Ameryce!), jako o krainie „mlekiem i miodem płynącej” jest najbardziej wyolbrzymione w krajach nierozwiniętych bądź wolno rozwijających się. Przykładem tego rodzaju percypowania tego rejonu jest właśnie Umrika – film, który wyreżyserował Prashant Nair. Choć nie należy on do plejady znanych i hołubionych twórców hinduskiego kina, udało mu się nakłonić do udziału takich aktorów jak chociażby Suraja Sharmę i Tonego Revolorii. Pierwszy z nich kojarzony jest z Życiem Pi, gdzie zagrał główną rolę, czy też serialem Homeland, w którym odegrał rolę jednego z wielu kochanków Carrie Mathison. Drugi zabłysnął niezapomnianą rolą u Wesa Andersona w Grand Budapest Hotel. Dzięki udziałowi rozpoznawalnych twarzy, reżyserowi udało się wypromować swoje dzieło poza granicami Indii, dzięki czemu polscy widzowie będą mieli szansę zobaczenia Umriki już od tego piątku. Jest to sytuacja bezprecedensowa. Zwróćmy uwagę na to, jak ogromnym przemysłem filmowym jest hindi cinema (celowo nie użyłam określenia Bollywood, gdyż przez Hindusów uznawane jest ono za posiadające pejoratywne konotacje myślowe), a jak mało filmów z tego regionu trafia do regularnej dystrybucji w Polsce. Tym samym wielkie brawa za odwagę i nieoczywiste wybory dla Aurora Films. Głos Kultury wspiera i pochwala takie decyzje, dlatego właśnie Umrika została objęta naszym patronatem, z czego jesteśmy bardzo dumni.

Mateusz Cyra: Gdy tylko zobaczyłem, że Aurora Films objęła swoją dystrybucją film Umrika, reprezentujący indyjską kinematografię, bardzo się ucieszyłem. Dlaczego? Ano dlatego, że kilka lat temu strasznie zacząłem fascynować się Indiami i – siłą rzeczy – trafiłem w końcu na filmy produkowane w Indiach. Na początku oglądałem te najbardziej dostępne produkcje, tak zwane masala movies, które cechuje (podobnie jak przyprawę masala) mieszanina gatunkowa, która po połączeniu daje nam komedię, dramat, akcję, thriller, musical i romans w jednym. Jednak przemysł filmowy w Indiach to nie tylko wspomniane przez Magdę Bollywood (cieszące się największą popularnością choćby ze względu na to, że zostały towarem eksportowym na Europę oraz Stany Zjednoczone). Na całym terenie Indii funkcjonuje kilkanaście przemysłów filmowych, które przenikają się wzajemnie, a Bollywood jest zaledwie jedną z gałęzi, która niekoniecznie jest powodem do dumy dla wielu Indusów. I chociaż mam sentyment do takich filmów jak Gdyby jutra nie było, Żona dla zuchwałych, Nigdy nie mów żegnaj czy Faana, cieszy mnie to, że Umrice bardzo daleko do masala movie, a bliżej do takich produkcji, jak Imiennik czy Smak Curry.

Sylwia Sekret: Dla mnie kino indyjskie to obszar do tej pory niezbadany, o którym wiem niewiele, bo też mało filmów produkowanych w tym kraju było mi dane obejrzeć. Jednak, jako że nie lubię generalizowania, nie wydaje mi się, żeby miało to stanowić jakąś większą przeszkodę w moim udziale w rozmowie o filmie. Choć może w wypowiedziach moich zabraknie analogii do innych filmów prosto z Indii, skupię się na filmie Umrika jako na osobnym, odrębnym tworze, na co jak najbardziej zresztą zasługuje. Zasiadając do seansu filmu Naira, nie miałam absolutnie żadnych oczekiwań, więc można by pomyśleć, że nie miałam przez to szansy się ani zawieść na nim, ani zostać przez niego zaskoczona. Tymczasem, wbrew temu, Umrika bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła już niemal od samego początku. Ten film porusza naprawdę wiele problemów i – co ważne przy rozmowie o produkcji indyjskiej – problemów uniwersalnych i dotyczących każdego z nas, nie ograniczających się do konkretnej narodowości czy religii.

u1

PLUSY I MINUSY FILMU

Magdalena: Wyparłam swego rodzaju mankamenty, gdyż bezwarunkowo plusy je dyskredytują. Należy do nich na pewno ukazanie przywiązania do rodziny, zamiłowanie do rytuałów i tradycji, szacunek wobec bliźniego oraz kult rodziny, a z drugiej strony wola rozwoju i zmiany warunków życia. W tym kontekście Umrika opowiada o bardzo aktualnej problematyce, jaką jest emigracja. Wskazuje na motywację dwóch braci do wyjazdu poza granice Indii, do miejsca określanego „ziemią obiecaną” – Ameryki. Ramakant i Udai to dwaj bracia pragnący zmiany przestrzeni do życia, przeciwstawiający się tradycji, którzy wymarzyli sobie Amerykę jako miejsce idylliczne. Umrika pokazuję trudy i przeszkody stojące na drodze do osiągnięcia upragnionego i jak się okazuje nieosiągalnego celu… Nieosiągalnego przez wiele przeciwności losu i konfrontacje marzeń z rzeczywistością, ale po szczegóły odsyłam do filmu. Problematyka emigracji jest bliska reżyserowi, który ma korzenie Indyjskie, jednak w Indiach nigdy nie mieszkał. Jego rodzice byli dyplomatami, a cała rodzina zmieniała miejsce pobytu co kilka lat, dlatego film jest swoistym ostrzeżeniem przed utratą korzeni, porzuceniem rodzinnych stron i rozstaniem z miejscem, z którym łączy bohaterów historia.

Interesująco przedstawia się także relacja w domu rodzinnym Ramakanta i Udai, w którym dowodzi matka. Dominująca postać żeńska to element odbiegający od standardowych realiów życia w Indiach, w których niezmiennie panuje patriarchat, a ze zdaniem kobiet liczą się jednostki. Hinduski każdego dnia zmuszone są do walki z wieloma demonami – korupcją, dyskryminacją, uprzedmiotowieniem, męską dominacją i władzą. Zainteresowanych problematyką pozycji kobiet w Indiach odsyłam do fenomenalnej książki Amany Fontanelli-Khan Gang różowego sari. Prashant Nair ukazuje w swym filmie odmienny od rzeczywistego rodzaj porządku społecznego, a silna i dominująca postać kobieca występująca w Umrice może świadczyć o tym, jak niewiele reżyser wie o kraju swego pochodzenia, co uznać można za mankament.

Mateusz: O trudach życia kobiet w Indiach w fenomenalny sposób opowiada film Woda. W ogóle godna polecenia jest cała Trylogia żywiołów. Zupełnie jednak nie zgodzę się z zarzutem, że reżyser niewiele wie o swoim kraju na podstawie tego, że matka Ramy i Udaia była ukazana jako osoba dominująca. Według mnie w ogóle tak nie było, a wyraźny podział był pokazany choćby jako tło. To ojciec był głową rodziny i to on był decydujący. To on też ostatecznie zadbał o zachowanie twarzy przez całą jego rodzinę w oczach społeczności, a przecież honor jest dla wielu najważniejszy. Jednak każda głowa ma swoją szyję i w tych aspektach wychodziła jedynie dominująca rola kobiety. Prawdopodobnie niejeden Indus nie pozwoliłby sobie na to, by żona wygoniła go z łóżka, oraz aby podczas kłótni spór nie zakończył się po jego myśli, ale ludzie są różni, a wiarygodności zachowaniom rodziców Ramy dodaje właśnie to, jak przedstawiony był ojciec – jako człowiek ciepły, otwarty, pomysłowy, zaangażowany w życie rodzinne, dbający o jej honor i przede wszystkim szczerze kochający swoją żonę. Inną rzeczą jest fakt, że w późniejszych częściach filmu Rama jest świadkiem nieustannych kłótni i awantur sąsiadów, które prokurował niezadowolony ojciec i którego ofiarami były właśnie jego żona oraz córka. Te sceny pokazują dobitnie, że jednak Prashant Nair ma pojęcie o realiach Indii.

u2

Sylwia: Również nie do końca zgodzę się z Magdą, jakoby reżyser miał niewielkie pojęcie o swoim kraju i panującym w nim patriarchacie. Chciałoby się powiedzieć, że owszem, panujące wszem i wobec ogólne pojęcie o tym kraju, jak i przeczytane książki czy obejrzane filmy na pewno nie mijają się z prawdą, ale również nie mogą stanowić o wyznawanych przez absolutnie wszystkich wartościach i ich hierarchiach. Tak jak Włochy są uznawane za kraj na wskroś katolicki, a każdy Włoch wyobrażany jest ze złotym krzyżem na szyi i robiący znak krzyża niemal w każdej sprzyjającej temu sytuacji, co nie znaczy, że nie ma wśród nich ateistów bądź wyznawców innych wiar, tak pojęcie Indii jako kraju, w którym kobiety są ciemiężone i spychane na margines nie świadczy o tym, że każda bez wyjątku kobieta jest tak traktowana i że każda rodzina żyje według jednej tradycji i jednego schematu. Nie zapominajmy, że charaktery ludzkie również wiele (jeśli nie najwięcej) wnoszą do naszego życia i często to one biorą górę nad tradycją, wychowaniem czy nawet przyzwyczajeniem. A tak jak napisał Mateusz – ojciec Ramy i Udaia to człowiek od początku pokazywany jako niezwykle ciepły, który nie tyle wcisnął się potulnie pod pantofel żony, co poprzez ogromną (zaznaczaną zresztą wielokrotnie i jak mniemam nie bez powodu) miłość do niej, nie czuł dyskomfortu w sytuacji, w której to ona miała decydujące zdanie. Zresztą wioska, w której żyje filmowa rodzina ukazana jest jako jedna wielka rodzina – wspierająca się nawzajem i serdeczna, stąd takie a nie inne ukazanie panujących w niej zwyczajów, nad którymi górę wzięły po prostu uczucia.

Magdalena: Jest jeszcze jeden istotny wątek, na jaki zwróciłam uwagę. Reżyser ukazał bowiem salę kinową wypełnioną po brzegi ludźmi. Tak właśnie wyglądają seanse filmów w Indiach – sale zapełniają rodziny, dorośli, dzieci, którzy spędzają w kinie całe dnie. Oglądają wielogodzinne obrazy, pomiędzy którymi robią zakupy, udają się na posiłki, po czym wracają, by ponownie zatopić się w filmowy świat i podglądać swych ulubieńców. Kino to ważna w tej kulturze przestrzeń, atrakcyjna dla tubylców, mniej dla przyjezdnych z racji standardów w nich panujących i braku ograniczeń miejsc.

Mateusz: W Indiach kino pełni często rolę społeczną i dla wielu mieszkańców jest lekarstwem na bolączki dnia codziennego. Poza stacjonarnymi kinami, oraz wielkimi salami, w których jest wydzielone miejsce do tańczenia, funkcjonują również kina objazdowe, aby nawet najbiedniejsi mieli okazję regularnie oglądać filmy. Przechodząc do sedna: ja skupię się tylko na plusach, ponieważ napisaliśmy już wystarczająco obszernie w tej kategorii. Umrika ujęła mnie i zaskoczyła (bowiem choćby na plakatach film określany jest jako komedia i solidna dawka pozytywnej energii) swoim dramatyzmem, który wyłania się spośród kolejnych scen coraz odważniej i znaczniej, by w finale skumulować napięcie, za sprawą którego czujemy się, jakbyśmy stali na rozdrożu. Z jednej strony rozumiemy, po co bohaterowie ciągną białe kłamstwo oraz cieszymy się, że Rama ma realne szanse odnaleźć własne szczęście, z drugiej jednak jest nam przykro, że losy rodziny Ramakanta tak się potoczyły, a dla wielu ludzi idealizowana Ameryka musi być wyjściem. Podobała mi się kameralność filmu Umrika oraz nieśpieszne tempo, przez co dzieło Naira nieustannie kojarzyło mi się ze Smakiem Curry.

Sylwia: Ja z kolei wspomnę o paru innych rzeczach. Niezmiernie podobało mi się ciepło, które wręcz biło od głównego bohatera i niezwykła subtelność, w jakiej powstał cały film, co stoi w opozycji do tych kilku tytułów indyjskich, które widziałam do tej pory. Nawet napięcia i akcja, których wbrew pozorom w filmie nie brakuje, były w pewien sposób stonowane, co świetnie wpłynęło na tę produkcję i zrobiło z niej obraz z jednej strony kameralny i przytulny, a z drugiej wart tego, aby dotarł do jak najszerszego grona odbiorców.

u5

Kolejnym plusem, o którym – co mnie dziwi – nie wspomnieli moi przedmówcy, a który uważam za wręcz fantastyczny zabieg, było tak naprawdę ambiwalentne ukazanie owej Umriki, czyli wymarzonej Ameryki. Oczywiście na plan pierwszy wysuwa się niemal sakralne podejście Stanów Zjednoczonych, wyobrażenie o nich, jako o ziemi, na której wszystko jest możliwe, a luksus i dobrobyt są  na wyciągnięcie ręki. Jednak jest kilka scen, w których w genialny sposób ukazane są pewne zjawiska w rzeczywistości śmieszne i niezrozumiałe, jeśli spojrzeć na nie z boku. Kiedy Rama opowiada dziewczynie, w której się zakochuje o Święcie Dziękczynienia, albo kiedy opowiada (wujkowi?) o zwyczaju, w którym świstak przepowiada pogodę. Nagle dociera do nas cały absurd pewnych rzeczy, chociażby tego, że w całym kraju zjada się danego dnia tylko jeden gatunek ptaka, a jednemu z nich zostaje darowane życie (co samo w sobie jest jakimś paradoskem). Świetnie pokazuje to, że każdy kraj, każda religia czy tradycja dla osób postronnych będzie często wydawać się dziwna lub niezrozumiała, a nawet śmieszna, choć dla nas jest czymś naturalnym, oczywistym, a  nawet świętym, choć zazwyczaj tylko dlatego, że wyrośliśmy w jej duchu i towarzyszy nam od zawsze. Z tych kilku ujęć wyłania się obraz Ameryki, jako w pewnym sensie legendarnej Atlantydy. Bo choć Umrika istnieje naprawdę, to bohaterowie podświadomie zdają sobie sprawę z tego, że pojęcie, jakie o niej mają, to właśnie część legendy, mitu, a to co prawdziwe sprowadza się do takich rzeczy jak nazwa czy położenie na mapie.

Tak jak wspomnieli moi rozmówcy, również ukazanie więzów rodzinnych jest w Umrice niezwykle istotne i w dużej mierze stanowi o jej sile; zresztą, gdyby tego twórcom nie udało się dobrze pokazać, cały film mógłby okazać się nieudany. Bo to właśnie rodzina stanowi siłę dla bohaterów i to ona napędza Ramę do działania. Choć pozornie jest nią właśnie ta cudowna Ameryka, tak naprawdę chłopaka prowadzą za rękę kłamstwa, obietnice i miłość, a nie wyobrażenie o dalekim kraju.

I o kłamstwie właśnie chciałam jeszcze wspomnieć na sam koniec, w ramach wymieniania plusów filmu. Oszustwo i misterne podtrzymywanie złudnego, a nawet mylnego wyobrażenia to niezwykle ważny, choć i delikatny temat, który poruszają twórcy filmu. Świetnie zostało tu podkopane powiedzenie, że kłamstwo ma krótkie nogi. Umrika pokazuje, że niekoniecznie, jednak im dłuższe nogi posiada owo kłamstwo, tym boleśniejsze okaże się potknięcie, kiedy w końcu te nogi się poplączą i potkną same o siebie.

u10

NAJLEPSZA SCENA

Magdalena: Moment, w którym kobiety modlą się do jednego z aktorów indyjskich. Scena, jak przyznaje reżyser, autentyczna. W 1982 roku pewien aktor został ranny, w tym czasie widzowie modlili się do niego i za niego. Pokazuje to realność, z jaką mamy do czynienia w tym filmie. Żywe problemy i ich reminiscencje. Uwielbienie dla aktorów na prawdę istnieje.

Mateusz: Pozwolę sobie przypomnieć, o jakiego aktora chodziło, ponieważ nie jest to postać byle jaka! Amitabh Bachchan to aktor, który utrzymuje się w czołówce indyjskiego przemysłu filmowego od ponad czterdziestu lat! Wielu fanów określa go wprost bogiem, o którym przez jakiś czas powstawało osobne czasopismo. Według zestawienia BBC jest to najpopularniejszy aktor na całym świecie. Ale dość już. Najlepsza scena? Na pewno ta, w której matka ogląda nagranie video oraz sam moment, w którym Rama podejmuje ostateczną decyzję, którą pielęgnował w sobie chyba przez całe swoje życie.

Sylwia: Zgodzę się co do sceny z nagraniem wideo, czyli w zasadzie sceny końcowej, zamykającej w niezwykle wzruszający sposób całą historię. Na mnie ogromne wrażenie wywarła również scena, jedna z pierwszych, kiedy listonosz w końcu przynosi upragniony list od Udaia. Nakręcona została z takim ładunkiem emocji i taką naturalnością, że uważam to za naprawdę coś pięknego. Ta scena, jak i rozgrywająca się chwilę później, pokazały zresztą zażyłość całej wioski, troskę i miłość matki do syna tak ważną dla reszty filmu. I oczywiście wymienię sceny, o których już wspominałam, a mianowicie te, które ukazują absurdy, jakie czają się w amerykańskich zwyczajach, kiedy spojrzymy na nie z daleka, jak na coś nieoczywistego.

u8

NAJGORSZA SCENA

Magdalena: Moment, w którym dowiadujemy się o miejscu pobytu starszego z braci dojmująco ukróca zgubne nadzieje zarówno Ramakanta, jak i nas – widzów. Unaocznia niemożność przedostania się do lepszego, wyśnionego świata, ale także poddaje w zasadność pytanie, czy ono w ogóle istnieje?

Sylwia: Tobie Magda chodzi chyba o scenę najgorszą pod względem wywoływanych w nas emocji, najgorszą w rozumieniu – najsmutniejszą, najbardziej dołującą. Rozumiem, o co ci chodziło, natomiast ja pozostanę przy pierwotnym znaczeniu tej kategorii, czyli o scenie złej, kiepskiej, być może nawet nie pasującej do filmu. Otóż, chciałam powiedzieć, że dla mnie w Umrice takiej sceny nie było. Każde ujecie było ważne i pokazywało coś istotnego. Nie było nic, co by mnie zniesmaczyło, bądź zawiodło podczas seansu. Film jest świetnie wyważony, delikatny i naprawdę sporo w nim emocji.

EWENTUALNE DZIURY FABULARNE

Mateusz: W tej chwili nie mogę sobie nic przypomnieć w szczegółach. Pamiętam, że gdzieś jedna scena z rowerem mi nie odpowiadała, ale w tym momencie nie jestem w stanie przypomnieć sobie, o co dokładnie chodziło.

Sylwia: Dla mnie dziwne było jedynie to, że Udai, który przez tyle lat pracował najpierw u pana Patela, a później prowadził swój zakład fryzjerski, ani razu nie został rozpoznany, skojarzony. Dziwi mnie, że wieść o nim nie dotarła do jego rodzinnej wioski, choć z drugiej strony nie wiem, jak daleko się ona znajdowała, ani jak wyglądała komunikacja pomiędzy tymi dwoma miejscami. Pomijając jednak to, już kiedy Rama przybył do miejscowości, w której przebywał Udai, zastanawiającym jest, że nigdy na siebie nie trafili, tym bardziej, że jednak parę osób wiedziało, kogo szuka Rama.

Jak tak teraz o tym myślę, zaczynam się zastanawiać również, jak to było z ojcem braci. Czy wiedział o miejscu przebywania Udaia, czy nie?

u12

EFEKTY SPECJALNE / KWESTIE TECHNICZNE

Mateusz: Umrika jest filmem stonowanym. Tak fabularnie, jak wizualnie czy muzycznie. Dominują ciemne kolory, przeplatane najczęściej z piaskowo-szarymi odcieniami. Wiele scen rozgrywa się także nocą albo w ciemnych pomieszczeniach. Zabieg ten – przynajmniej moim zdaniem – jest odzwierciedleniem uczuć Ramakanta.

Co również przykuwa uwagę, to bardzo dobre oddanie realiów Indii na przełomie lat, w których dzieje się akcja filmu. Nie jestem w stu procentach pewny, ale wydaje mi się, że ostatnim jasno zasygnalizowanym wydarzeniem historycznym była śmierć indyjskiej premier Indiry Gandhi, a miało to miejsce 31 października 1984 roku. Między innymi dzięki temu wysnuwam wniosek, że akcja przedstawia mniej więcej okres piętnastu lat, czyli mowa tu o przełomie lat 70. i 80. Twórcy w zręczny sposób wpletli w fabułę zmieniające się Indie oraz co istotniejsze dla mieszkańców tego regionu  wydarzenia .

Sylwia: Mnie najbardziej zapadły w pamięć kolory w filmie. Nie wiem, w jaki sposób udało się to osiągnąć twórcom, ale barwy były jednocześnie jaskrawe, jak i stonowane. Dzięki temu zdawaliśmy sobie sprawę z piękna kolorów i odcieni, a z drugiej strony nie były one przerysowane, jak to było na przykład we wspomnianym już w tej dyskusji Życiu Pi. Sprawia to, że widz ma świadomość tego, że w rzeczywistości te kolory muszą robić jeszcze większe wrażenie. Twórcy zostawili miejsce dla wyobraźni widza, dzięki czemu zachowali w filmie naturalność, tak naprawdę ją tonując.

u3

AKTORSTWO

Magdalena: Dawno odwykliśmy od postrzegania filmów produkowanych w Indiach, jako tych, w których aktorstwo kuleje. Umirce, z racji gatunku, bliżej do takich filmów jak Podróż na sto stóp czy Nazywam się Khan aniżeli muzycznych Oh Shanti Om czy Ajala Nachle, dlatego gra aktorska odgrywa w nim ważna rolę. Nie sposób jej zatuszować tańcem, żywą kolorystyką czy też wielością postaci. Wspominałam już wcześniej o dwóch mężczyznach wyróżniających ten film – Suraj Sharma i Tony Revolorii wznieśli swym filmowym kolegom wysoką poprzeczkę, stąd film wyróżnia się  naprawdę wysokim poziomem w tej kategorii.

Sylwia: Wszyscy aktorzy w moim odczuciu spisali się bardzo dobrze, mimo że tylko niektórzy z nich – jak już zostało wspomniane – mają na swoim koncie role w znaczących produkcjach. Gra aktorska była, jak wszystko w filmie Umrika, stonowana i pełna dystansu, ale był to efekt zamierzony i świetnie współgrało to z resztą produkcji. Również role poboczne, jak listonosza, matki czy dziewczyny były wiarygodnie zagrane. Nie ma tu miejsca na jakieś spektakularne ukazanie emocji, ale właśnie taki jest ten film – porusza te struny, które drgają może po cichu, może nie w najmodniejszym rytmie, ale długo i uparcie.

u6

OMÓWIENIE WYBRANYCH POSTACI

Mateusz: Ramakant to postać, która bardzo szybko zyskała moją sympatię. Ten młody chłopak udowadnia, że wartości rodzinne nie wymarły i można naprawdę wiele poświęcić dla dobra najbliższych, a Rama dla własnej matki przez długi czas robił tyle, ile niejeden z nas na jego miejscu prawdopodobnie by nie zrobił. Zresztą wątek matka-syn to element tak charakterystyczny dla indyjskiej kinematografii, jak powiewająca flaga dla amerykańskich blockbusterów. Rama jest też przeciwwagą dla Udaia, który okazał się być zapatrzonym w siebie egoistą, kierującym się swoim własnym szczęściem, w efekcie czego wyrzucił rodzinę na mentalny śmietnik. Ramakant jest wielkim marzycielem, który – paradoksalnie – jest też realistą i zdaje sobie sprawę, że Umrika, o której za sprawą starszego brata od dziecka marzył, jest zdecydowanie poza zasięgiem biednego mieszkańca Indii oraz że niekoniecznie jest gwarancją szczęścia, jak to wynika z wielu listów oraz opowieści rodzinnych z przeszłości.

Sylwia: Tak, Rama to postać, która wzbudza naszą sympatię od samego początku, by później tylko się ona wzmacniała. Ten młody mężczyzna to przede wszystkim wyraz tego wszystkiego, co rozumiemy pod pojęciem: dobry człowiek. Rama stawia przede wszystkim na szczęście ludzi, których kocha i nie waha się zbudować go nawet kosztem poprzedzającego szczęśliwe zakończenie, drobnego nieszczęścia. Rama jest idealistą i kimś, komu może nie przeszkadza praca dla podejrzanego typa, ale utrzymywanie matki w błędnym przekonaniu już tak. I choć Rama mógłby oczyścić sumienie w dużo prostszy sposób i po prostu powiedzieć matce, jaka jest prawda, wybiera sposób trudniejszy i wymagający nie lada poświęcenia – postanawia sprawić, że kłamstwo stanie się prawdą. Udai to z kolei postać, która budzi w nas niezbyt pozytywne uczucia i choć pod koniec scenariusz stara się wydobyć z widza uczucia wobec niego takie jak współczucie, litość czy zrozumienie, to nie do końca się to udaje, gdy widzimy zbolałą twarz matki Udaia. Ciekawą postacią jest też listonosz, którego można nazwać również przyjacielem rodziny. Pojawia się sporadycznie, ale systematycznie; obok ojca braci był drugim człowiekiem, który przyłożył rękę do wieloletniego kłamstwa, ale nie robił tego przecież w złej wierze. Później zresztą wielokrotnie pokazane było, choć nie dosadnie, że kierował się dobrem rodziny i pragnął dla nich jak najlepiej.

u7

PODSUMOWANIE

Magdalena: Umirka (po hindusku Ameryka) to z umiarem i rozwagą skrojony dramat, w którym czuć ducha indyjskiego kina, ale także hollywoodzkie aspiracje reżysera. Autentyzm i prawdopodobieństwo wystąpienia w rzeczywistości wątków, jakimi karmi nas twórca, sprawia, że film ogląda się z żywym zainteresowaniem, a także zrozumieniem dla wyborów bohaterów. Choć fabuła wydaje się być nieco przewidywalna, w żaden sposób nie przeszkadza to w odbiorze. W moim mniemaniu Umrika jest uniwersalna opowieścią o pogoni za marzeniami, jakie dotyczą mieszkańców całego świata, dlatego poleciłabym ten film nawet tym, którzy stanowczo negują dokonania hindi cinema. Warto zatopić się w inny świat, aby dostrzec globalne problemy i łączące wszystkich ludzi pragnienia.

Mateusz: Umrika stanowi idealny przykład tego, że indyjskie kino ma wiele do zaoferowania widzom i warto dać mu szansę. To kameralny, ale bardzo przyjemny obraz o sile rodziny, umiejętności dawania innym, niespełnionych marzeniach, wielkich planach i próbach poukładania sobie życia w możliwie najlepszy sposób. To również film o pasji, miłości oraz – tak popularnej ostatnio – emigracji. Tyle tylko, że opowiadający o etapie zazwyczaj pomijanym podczas omawiania tego zagadnienia, czyli o wszystkich motywach, które składają się na decyzję o samym wyjeździe z ojczyzny. To film, który wymusza na widzu uwagę, bowiem poziom jego ciężkości wzrasta z każdą minutą oraz każdym nowym wydarzeniem w życiu Ramakanta.

Sylwia: Umrika to (pozwolę sobie przyjąć schemat moich rozmówców), przynajmniej dla mnie, przede wszystkim film, który porusza stare jak świat zagadnienie, czy kłamstwo dla czyjegoś dobra jest moralnie dopuszczalne. Oczywiście takie wartości jak rodzina, przyjaźń i miłość czy problemy jak emigracja, marzenia o lepszym życiu i upór w dążeniu do celu również mają w filmie olbrzymie znaczenie, jednak to od kłamstwa dla czyjegoś dobra zaczyna się cała historia, to ono pcha do przodu kolejne wydarzenia i to na próbie podmiany kłamstwa na chociaż szczątkową prawdę kończy się film. Dlatego Umrika to obraz niezwykle ponadczasowy, do zrozumienia którego niepotrzebna nam tak naprawdę ani wiedza o kinie indyjskim, ani o kulturze, tradycjach i religii w Indiach. Do jego zrozumienia wystarczy po prostu być człowiekiem. Bo któż z nas choć raz nie skłamał “dla czyjegoś dobra”, uznając, że kłamstwo mniej wyrządzi szkód niż prawda, której niekiedy jedyną zaletą jest to, że nie jest kłamstwem…

Fot.: Aurora Films

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *