Książki,Recenzje

You’ll never walk alone – Stefan Szczepłek – „Moja historia futbolu. Tom 1 – Świat” [recenzja]

moja historia futbolu
moja historia futbolu

Dla każdego historia futbolu będzie inna – dla piłkarza nie będzie wyglądała tak samo jak dla trenera, agenta czy kibica.  W innym miejscu każda z nich się zaczęła i w innych miejscach miała swoje punkty zwrotne. I choć mogłoby się tak wydawać, to Stefan Szczepłek nie rozpoczyna swojej historii od tego, jak to się stało, że zainteresował futbolem, albo jaki był pierwszy obejrzany przez niego mecz. Moja historia futbolu. Tom 1 – Świat to dzieje piłki nożnej na świecie przedstawione tak obiektywnie, na ile może pozwolić sobie dziennikarz sportowy i jednocześnie kibic.

Stefan Szczepłek od razu zaznacza, że postara się być obiektywny, jednak w przypadku miłości do futbolu, a co za tym idzie do konkretnej reprezentacji, klubu czy sposobu gry – jest to po prostu niemożliwe. Mimo to autor spisał się jednak w tej kwestii doskonale, dzięki czemu książka jest rzetelnym źródłem wiedzy, swoistym kompendium dotyczącym piłki nożnej na świecie. Jedynie gdzieniegdzie wyczuć można sympatię dziennikarza do reprezentacji Brazylii i jego nieprzychylne podejście do gry Włochów. Książkę rozpoczyna jednak rozdział Jak to się zaczęło, czyli wykopaliska, w którym autor stara się przybliżyć czytelnikowi historię tego najpopularniejszego dziś sportu, dosłownie od kolebki. Dowiadujemy się zatem, że we Florencji już w epoce Odrodzenia grano w coś, co przypominało dzisiejsze rozgrywki futbolowe. Coś musiało być zresztą na rzeczy, bo po tej grze właśnie, do dziś włoska piłka nosi nazwę calcio, a zasady gry z tamtych czasów – jak kąśliwe (co się w późniejszych rozdziałach książki rzadko zdarza) zauważa autor – nie zmieniły się u Włochów po dziś dzień. A w skrócie chodziło o wbicie piłki do siatki przeciwnika… za wszelką cenę i nie licząc się z konsekwencjami. Po chwili jednak Stefan Szczepłek przenosi swojego czytelnika do Anglii, w której to upatrywać należy największych zasług dla piłki nożnej.

Po rysie historycznym, w którym znajdziemy również dzieje założenia pierwszych klubów, lig i związków, aż do ukształtowania się rysów, które do dziś odpowiadają za ogólny wygląd FIFA i UEFA, znawca i fan futbolu wpada w rytm, który już do końca będzie pilnował chronologii książki. Wszystkie wydarzenia Szczepłek oplata, osnuwa niemalże wokół kolejnych Mundiali. I ten zabieg bardzo dobrze się sprawdza, bo trzyma książkę w ryzach, pozwala na każdorazowe, szybkie rozeznanie czytelnika, gdyby na chwilę się pogubił, gdyby coś mu umknęło. Pomiędzy kolejnymi Mistrzostwami Świata dokładnie zostają natomiast opisane wszelkie ważne – radosne bądź tragiczne wydarzenia – w jakikolwiek sposób związane z futbolem. Moja historia futbolu. Tom 1 – Świat obfituje również w krótsze i dłuższe biogramy postaci związanych z futbolem. Znajdziemy tu krótkie opisy życia i kariery, a także ciekawostki dotyczące piłkarzy, trenerów i sędziów.

Wszystko to sprawia, że Moja historia futbolu. Tom 1 – Świat jest publikacją konkretną, zwartą, nierozwleczoną niepotrzebnie, natomiast napisaną nie tylko rzetelnie i sprawnie, ale także ciekawie. Lektura tej książki, wznowionej przez wydawnictwo SQN, jest więc zarówno okazją do przypomnienia sobie wielu widowiskowych akcji czy upamiętnienia pewnych nazwisk, ale także można dowiedzieć się z niej rzeczy, które wzbogacą naszą wiedzę o historii futbolu. Słowem – każdy kibic piłkarski powinien mieć ją na półce, jest bowiem nie tylko kompendium, ale także swego rodzaju reportażem dotyczącym rozwoju futbolu. Pełno w książce zdjęć, po których doskonale widać, jak zmieniały się z biegiem lat chociażby stroje piłkarzy, stadiony czy bilety na mecze. Sam Stefan Szczepłek niejednokrotnie się na tych zdjęciach pojawia i możemy tylko pozazdrościć autorowi fotografii i rozmów z Alfredo Di Stéfano, Eusébio, Seppem Blatterem (chociaż tu może niekoniecznie jest czego zazdrościć…), Lwem Jaszynem czy George’em Bestem, nie mówiąc już o wszystkich autografach i pamiątkach, które autor książki zebrał podczas swoich licznych podróży związanych z futbolem, a którymi poprzez niezliczoną ilość zdjęć, dzieli się ze swoimi czytelnikami. Moja historia futbolu. Tom 1 – Świat jest kolorowa i pełna pozytywnej energii niczym trybuny podczas najważniejszego meczu w sezonie. Obok ludzi i ich sukcesów, śledzimy także, jak co Mistrzostwa zmieniał się wygląd futbolówki, jesteśmy świadkami upadków i chwil świetności najważniejszych stadionów. W tej książce nie zabrakło naprawdę niczego.

Stefan Szczepłek nie zapomina również o tych, których historie utkane są już z żałobnego kiru. Tragiczne wypadki piłkarzy, historie ludzi, których przerosła sława, ale także historie kibiców, dla których zwykły mecz, który miał być jednym z wielu, okazał się tym ostatnim – to również musiało znaleźć się w Mojej historii  futbolu… jest bowiem częścią naszej historii futbolu, a jak wielokrotnie ten sport już udowadniał – czasami to właśnie tragedie łączą ludzi najbardziej, zacieśniają więzy i każą choć na chwilę zapomnieć o różnicach takich jak pochodzenie, kolor skóry, wyznawana religia czy ukochany klub.

Moją historię futbolu kończy historia znanej w całym piłkarskim świecie piosenki, a raczej wypadałoby powiedzieć hymnu. Chodzi oczywiście o utwór You’ll never walk alone, który na początku był pieśnią fanów Liverpoolu, później jednak opanował wiele innych klubów i reprezentacji. I chyba właśnie słowa składające się na tytuł tego piłkarskiego hymnu najlepiej oddają ducha futbolu. Udowadniają także, że tak naprawdę każda, wyjątkowa i indywidualna, osobista historia miłości do futbolu, będzie naszą wspólną historią, bo – czy zrozumiemy te słowa dosłownie, biorąc pod uwagę, że piłka nożna to sport drużynowy, w którym w pojedynkę niewiele osiągniemy; czy też bardziej symbolicznie, mając w pamięci chociażby ofiary tragedii, która rozegrała się na stadionie Hillsborough 15 kwietnia 1989 roku – w tym sporcie nikt – ani kibice, ani piłkarze nigdy nie są sami.

Mam tylko jeden, jedyny zarzut do znakomitego dziennikarza, który stworzył to fantastyczne kompendium dotyczące piłki nożnej. I zarzut ten dotyczy właśnie tragedii związanej z futbolem – jednej z największych, które wiążą się z tym sportem, w której zginęło ośmiu piłkarzy Manchesteru United, a dwóch ledwo uszło z życiem. Chodzi oczywiście o katastrofę z 6 lutego 1858 roku, kiedy to samolot, na pokładzie którego znajdowały  się 43 osoby, nigdy nie wzniósł się w powietrze, a skutki tego były tragiczne. Kiedy Stefan Szczepłek wymienia   kolejne ofiary z drużyny Manchesteru United, a także z reprezentacji Anglii, w pewnym momencie trafiamy na zdanie:

Ale stratą największą była śmierć 21 letniego Duncana Edwarda, jednego z najbardziej utalentowanych graczy w całej historii angielskiego futbolu.

Czy w obliczu katastrofy, tragedii, w której zginęli ludzie, z których każdy miał rodzinę – dzieci, męża, żonę, rodziców, rodzeństwo, przyjaciół; z których każdy miał przed sobą wiele lat życia i niczym nie zasłużył na śmierć – można w ogóle mówić o mniejszych lub większych stratach? Śmierci nie obchodzi nasz zawód, status, stan portfela czy – najwybitniejsze nawet – umiejętności. Wszyscy jesteśmy przed nią równi i każda z tych śmierci była w takim samym stopniu niesprawiedliwa, co wstrząsająca. Żadna strata nie była większa od innych, bo każda dotyczyła człowieka, który jeszcze przed chwilą oddychał, istniał, żył. A po chwili już go nie było.

Dużo większe zastrzeżenia natomiast skierować muszę do wydawnictwa, które przyzwyczaiło swoich czytelników do rzetelnych pod względem technicznym wydań. Moja historia futbolu. Tom 1 – Świat jest wydana, powiedzmy kolokwialnie, ładnie. Okładka jest bardziej gustowna od poprzedniego wydania, postawiono na matowy papier, co przy dużej ilości zdjęć było chyba trafione – nie trzeba martwić się o ewentualne odbijanie się światła. Jednak przy tak małej czcionce (a w przypadku licznych biogramów jeszcze mniejszej) niedopuszczalny wydaje się błąd, który nawet przy dużej czcionce byłby rażący. Książka została wydana tak, że można mieć poważne wątpliwości co do tego, czy została na niej przeprowadzona ostateczna korekta, a nawet jakakolwiek. Przez całą publikację przewija się bowiem problem polegający na notorycznym braku spacji – czasami nawet w całych wersach tekstu. W połączeniu z niewielkim drukiem można było dostać oczopląsu, którego żaden czytelnik nie życzy sobie, ani innym. Do tego doszły niestety przecinki, które zdawały się nieudolnie dryblować pomiędzy słowami, efektem czego były takie twory, jak na przykład oddzielone tym z pozoru niewinnym znakiem przestankowym imię i nazwisko – jednej osoby, dodajmy gwoli ścisłości.

Zaniedbana korekta to na szczęście jedyny minus tej publikacji, która poza tym prezentuje się naprawdę fantastycznie, zwłaszcza pod względem bogatej treści, która jest efektem niewyobrażalnej wprost wiedzy autora na temat futbolu. Sama jednak wiedza to nie wszystko i zarówno z tekstu, jak i ze zdjęć bije miłość, jaką darzy futbol Stefan Szczepłek. I ta miłość w połączeniu z wiedzą i doświadczeniem zaowocowała. Moja historia futbolu. Tom 1 – Świat to także Twoja historia futbolu. A nawet nasza, bo przecież You’ll never walk alone.

Fot.: SQN

Avatar

Redaktor naczelna i korektorka; absolwentka dyskursu publicznego na Uniwersytecie Śląskim. Czyta prawie wszystko i recenzuje nie mniej, powtarzając sobie w duchu za Josifem Brodskim: "Znając nasze dość niskogatunkowe czasy, przybijam dumny stempel: 'towar drugiej klasy' na swe najlepsze myśli i niech jutro młode przyjmie te doświadczenia z walk o każdy oddech".

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!