Z wizytą u Gwidoszów – Ewa Nowak – “Wszystko, tylko nie mięta” [recenzja]

wszystko, tylko nie mięta

Powieści dla młodzieży jest zatrzęsienie – w to chyba nikt nie wątpi. Mam natomiast wątpliwości co do tego, czy świat docenia aby na pewno te słuszne… Rozgłos zyskują kolejne fantastyczne serie, opowiadające i wampirach i nietypowych przygodach, których próżno szukać w prawdziwym świecie. Cenię fantastykę – nie zrozumcie mnie źle – ale nie moge oprzeć się wrażeniu, że ostatnimi czasy literatura młodzieżowa zeszła trochę na psy. Można oczywiście za pomocą wykreowanego świata fantastycznego dotrzeć do sedna problemów dotyczących realnego świata i takich, z którymi borykają się nastolatkowie na całym świecie – ale takich powieści nie ma zbyt wiele. Te ze średniej lub niskiej półki nie raziłyby swoją popularnością tak bardzo, gdyby nie fakt, że mamy naprawdę sporo polskich książek dla młodzieży, osadzonych w świecie nam dobrze znanym, będacych naprawdę interesującymi i ciepłymi lekturami, z których można wiele wynieść – w dodatku nie tylko jeśli jest się nastolatkiem. Do takich powieści zalicza się właśnie Wszystko, tylko nie mięta Ewy Nowak.

Lawendę w chodakach czytałam kilka razy w swoim życiu i nie wiem, jak to się stało, że do moich rąk nie trafiła wcześniej powieść Wszystko, tylko nie mięta, w której poznajemy dwoje bohaterów z Lawendy… Teraz jednak nic mnie nie powstrzyma przed przeczytaniem całej “miętowej serii” wznawianej właśnie przez wydawnictwo Prószyński i s-ka (pytanie tylko, dlaczego nie po kolei?). Ewa Nowak tworzy tego typu literaturę, którą niezwykle cenię – osadzoną w czasie i świecie nam bliskim, pełną normalnych ludzi i normalnych w ich życiach wydarzeń, obfitującą we wzruszenia, humor i ciepło wylewające się z poszczególnych stron. Jeśli kochacie książki Małgorzaty Musierowisz, to albo kochacie już, albo pokochacie również dzieła tej pisarki. Swoją drogą słynna Ida sierpniowa to jedna z ulubionych powieści jednej z bohaterek książki Wszystko, tylko nie mięta. Niby nic spektakularnego się w tej historii nie dzieje – nie ma wielkich wyzwań, morderstw, miłości międzygatunkowej, grupy ludzi ratujących świat ani wampirów… Jest za to zwykła rodzina, która przeżywa najzwyklejsze problemy – tata próbuje odnaleźć się w nowym zawodzie, mama pragnie się dokształcić, nie zaniedbując jednocześnie swoich dzieci, syn próbuje odróżnić miłość od przyjaźni, starsza córka traci nagle apetyt, a najmłodsza… cóż, ona zdecydowanie chce zjeśc jajko. Jest jeszcze babcia – mama mamy – która bywa surowa, ale jest też bardzo mądra.

Wszystko tylko nie mięta to zaproszenie do rodziny Gwidoszów, której członkowie są tak sympatyczni, zabawni i pełni ciepła, że nie sposób ich nie polubić. U nich czujemy się jak w domu – swobodnie wędrujemy po pokojach, rozsiadamy się na łóżku, głaszczemy Psa (który jest kotem) i wychodzimy z Łapą na spacer (który, a raczej która, jest psem), kiedy trzeba omówić jakiś problem. Przeżywamy ich drobne problemy, jakby były naszymi, bo są do nas tacy podobni, bo sa tak normalni i zwyczajni, jak tylko mogą być. Pomijając fakt, że może nie każda rodzina ma tak ogromne poczucie humoru i dystans do siebie, a nie każda mama jak ognia unika sprzątania. Jeśli przyjmiemy to zaproszenie, nie czeka na nas co prawda niezwykła przygoda pełna niesamowitych stworzeń i zapierających dech w piersiach wydarzeń nie z tej ziemi, ale… czy do utraty tchu nie wystarczy pierwsza miłość? Czy niesamowitą przygodą nie jest ten moment, kiedy zachowaliśmy się jak bohater i jesteśmy z siebie dumni aż do momentu, kiedy ktoś mądrzejszy od nas uzmysłowi nam, że zrobiliśmy to z pobudek czysto egoistycznych, by poczuć sie lepiej, więc o żadnym bohaterstwie nie ma tu mowy? Szczerość – u Gwidoszów zazwyczaj siedzi ona na tronie i króluje, lubiana przez tłum. Zazwyczaj, bo jak każdemu człowiekowi i Gwidoszom zdarza się skłamać, a z kłamstw tych czasami tworzą się sytuacje zabawne, a czasem krępujące. Jak zawsze.

Mama, Asia Gwidosz, postanowiła sie przekwalifikować i właśnie studiuje psychologię, co jest nieustannym źródłem nieszkodliwych żartów, jakimi codziennie karmią ją jej własne dzieci. Ona natomiast nie pozostaje im dłużna, choć jej pobudki są inne – karmi je bowiem od jakiegoś czasu tak zwaną “zdrową żywnością”. Dzieciaki chodzą więc spragnione schabowych, mielonych i jajek, które w tajemnicy, będącej tajemnicą poliszynela, zjadają u babci. Tata, Mariusz Gwidosz, po wielu latach bycia nauczycielem, teraz sprzedaje ubezpieczenia i nie przepuści żadnej okazji, by złożyć komuś ofertę – nawet, jeśli miałby tym przynieść wstyd swoim dzieciakom. Kuba, ich jedyny syn, flirtujący na każdym kroku (także nieświadomie), spotyka na swojej drodze dziewczynę, która zdaje sie kompletnie na niego nie zwracać uwagi, co budzi w nim z kolei dziwną fascynację – przeszkadzającą mu w nauce do zbliżającej się matury. Malwina przeżywa to, co chyba każda nastolatka – wmawia sobie, że jest obrzydliwie gruba, a dwa pryszcze na jej twrzy dyskwalifikują ją z życia towarzyskiego. Nieważne, że chłopcy wodzą za nią maślanym wzrokiem – ona i tak wie lepiej. Kiedy zakocha się po raz pierwszy w życiu – jej wyimaginowana nadwaga stanie się jeszcze większym problemem. Marysia to kilkulatka z niezwykle bogatym słownictwem, masą pomysłów i ogromną chęcia na jajka, które wyklucza dieta mamy – czasem jednak trzeba ulec, bo Marysia ma swoje sposoby na to, by zmanipulować całą rodzinę. I wcale nie zalicza się do nich śpiewanie na całe gardło: Obława, obława, na młode wilki obława!

Przez dom Gwidoszów przewinie się sporo osób, które poznamy w trakcie lektury, i każda w jakiś sposób podbije nasze serca – zarówno dotknięta mózgowym porażeniem dziecięcym Magda, jak i mówiąca prosto z mostu Weneta; wysoki, nieśmiały Pawlacz, a także Lena, wieloletnia przyjaciółka rodziny, która nie lubi sprzątać tak samo jak Asia. W mieszkaniu na parterze, na warszawskim Bródnie, nigdy nie zastaniecie idealnego porządku, ale pedantom zrekompensuje to szczery śmiech dobywający się z tych czterech ścian, bezwarunkowa miłość, zamiłowanie do książek i muzyki klasycznej, a także utworów Jacka Kaczmarskiego. Zapach zupy porowej nie zwabi mięsożerców, ale pożeraczy dobrej literatury powinien. Pieniądze się tu nie przelewają, ale zawsze znajdą się banknoty na rodzinny wypad do teatru. Każdy trochę tutaj narzeka, każdy przeżywa swoje małe dramaty, każdy troche się podenerwuje na któregoś członka rodziny, ale tak to właśnie wygląda, prawda?

Doceniam szczególnie mądrość przekazu, która oparła sie banałowi i tandecie, a której spotkamy w tej książce naprawdę wiele. Ewa Nowak porusza wiele niby zwyczajnych spraw, ale dotykających każdego z nas – zawirowania sercowe, niepewność względem uczuć drugiego człowieka, drobne kłamstwa, które ranią innych bardziej, niż moglibyśmy sie tego spodziewać, wypowiadając je, wstyd za własne uczynki, wyrzuty sumienia, którym trzeba stawić czoło… Bohaterowie powieści Wszystko, tylko nie mięta nie są idealni, nawet, jeśli tak można by wywnioskować, czytając niniejszą recenzję. Popełniają błędy, za które później muszą słono płacić, warzą gorzkie piwo, które zmuszeni są wypić, wpadają w pułapkę samozachwytu i bywają zbyt surowi, co później kończy się tym, że stoją dokładnie w tym miejscy, gdzie ci, których jeszcze wczoraj osądzali.  To wszystko są może i zwykłe, ale jednocześnie niezwykle ważne tematy, które pisarka ubrała w ciepłą historię, od której nie sposób się oderwać. Nie ma tu nic, co sprawiłoby, żeby można było powiedzieć, że akcja pędzi na łeb na szyję, a ja i tak czytałam powieść do trzeciej nad ranem, nie mogąc się oderwać. I już teraz tęsknię za Asią, Mariuszem, Kubą, Malwiną, Marysią i całą resztą.

Wszystko tylko nie mięta dumnie staje na półce razem z moimi ulubionymi i moim zdaniem najważniejszymi książkami dla młodzieży, obok takich tytułów jak Długa lekcja czy Co słychać za tymi drzwiami, a także obok wspomnianej Lawendy w chodakach, której – jak się zorientowałam mniej więcej w połowie lektury – akcja dzieje się po fabule powieści Wszystko, tylko nie mięta. Ale to nic, bo ja do tych wszystkich książek będę jeszcze niejednokrotnie wracać. Chętnie widziałabym je także na liście lektur szkolnych zamiast kolejnej wojennej historii, ale to już rozmowa na zupełnie inny temat.

Fot.: Prószyński i s-ka

Sylwia Sekret

Redaktor naczelna i korektorka; absolwentka dyskursu publicznego na Uniwersytecie Śląskim. Czyta prawie wszystko i recenzuje nie mniej, powtarzając sobie w duchu za Josifem Brodskim: "Znając nasze dość niskogatunkowe czasy, przybijam dumny stempel: 'towar drugiej klasy' na swe najlepsze myśli i niech jutro młode przyjmie te doświadczenia z walk o każdy oddech".

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *