Komiksy,Książki,Recenzje

Zatrać się w szaleństwie, jeszcze raz – Bartosz Sztybor, Wojciech Stefaniec – “Wróć do mnie, jeszcze raz” [recenzja]

Wróć do mnie
Wróć do mnie

Jeśli kiedyś zastanawialiście się, jak może wyglądać wizualizacja wewnętrznego skrętu kiszek, której towarzyszy groźba utraty piątej klepki, to zajrzyjcie do Wróć do mnie, jeszcze raz. Ta przypowieść o człowieku złamanym miłością i używkami jest nienormalna, chaotyczna, wulgarna i czasami niesmaczna – znaczy się ma wszystko to, co może się spodobać wypaczonym umysłom takim jak mój. Po obejrzeniu ostatniej strony powiedziałem do siebie: Patryku, dawno nie widziałeś tak zdrowo popieprzonego komiksu!. Co racja, to racja – chociaż temat toczących nas toksyn nigdy się nie znudzi, z radością przyjąłem fakt, że komiks Sztybora i Stefańca wniósł do mojego popkulturowego światka powiew świeżości. A że przy okazji zaleciało gorzałą…

Czujesz się jak ten facet, który z ciężką głową podnosi się z łóżka. Nie pamiętasz nawet jak się nazywasz, taka była impreza. Coś wciągnąłeś, za kołnierz oczywiście nie wylewałeś, a jak alkohol to i papierosy… Wczoraj było LSD, dzisiaj meta, czort wie w sumie. Nasz anonimowy bohater dosyć długo kręci się na tej karuzeli – na tyle, że wie, czego (mniej więcej…) spodziewać się po danej substancji wyskokowej. Ale w końcu się pogubił i zatopił we własnych koszmarach, które strawiły jego duszę, utracił kontrolę nad własnymi demonami, które dotąd potrafił utrzymać na smyczy. Żeby tego było mało, B. (zwany też Sz.) dowiedział się, że, cytując Homera, zjebał sprawę i jego związek również dostąpił trzęsienia ziemi. Motyw wewnętrznej podróży jest we Wróć do mnie, jeszcze raz silny: przechodzimy wraz z bohaterem trudną ścieżkę wypełnioną walką człowieka z własnymi koszmarami, z jednoczesnym poszukiwaniem normalności w samym sobie, gdy grunt już zdążył osunąć się spod nóg. Wszystko to przygniata mężczyznę, wywołuje w nim sprzeczne impulsy odrzucenia, pogardy do samego siebie, smutku i złości. A czytelnik próbuje się w tym wszystkim połapać.

Ciężka to przeprawa, ale satysfakcjonująca. Twórcy nie postanowili czytelnikowi ułatwiać sprawy i chwała im za to – sztampowych opowiastek o poczuciu winy i rozstaniach jest nam już dostatek. Odpowiedzialny za scenariusz Bartosz Sztybor wykreował psychodeliczną wędrówkę wśród omamów i surrealistycznych anomalii tkwiących w głowie człowieka, a czyni to z równie pokręconą determinacją. Efekt ten wzmacnia świetna warstwa graficzna komiksu – Wróć do mnie, jeszcze raz wyróżnia się dynamicznym stylem rysownika (w tej roli Wojciech Stefaniec). Bardzo mi się podobało, że nie ograniczył się on do jednej opcji graficznej: o ile z początku wydarzenia obserwujemy za pomocą oleistych pociągnięć pędzla, o tyle im dalej w las, tym więcej dziwactw – pojawiają się wyrywanki, wycinanki z gazet (są cycki!), a także klasyczne rysunki. Ilustracje świetnie zastępują słowa, którymi bardzo łatwo można byłoby strywializować i spłycić męki pana B.; równie bezsensowna byłaby próba opisania tego, co zmalował Wojciech Stefaniec – jego praca to świetny przykład na to, że wizualne dzieło nie wymaga słownego komentarza. Po prostu musicie to zobaczyć.

Wróć do mnie, jeszcze raz przepełnione jest szaleństwem i wulgarnością, która może nie wszystkich interesuje, ale na pewno przykuje uwagę fanów mocnych wrażeń. To dzieło odważne, strzelające siarczysty policzek wszelkim ładniutkim i ugłaskanym laurkom dla życia. Autorzy bez precedensu wywlekają na wierzch ludzkie słabości, zwłaszcza gdy człowiek zagubiony jest sam w sobie i poszukuje tego jednego, jedynego punktu zaczepienia, który dotychczas utrzymywał go przy zdrowych zmysłach – a teraz zniknął. W dodatku podobało mi się pokazanie, jak kryzys w związku może skumulować negatywne emocje, kiedy to człowiek jeszcze bardziej zapada się w swoje ponure myśli. Kiedy rozrywają go pytania, czy jest jeszcze o co walczyć, czy nie dać sobie spokoju z tą głupią babą, ale przecież ja ją kocham… Ten komiks to ciekawa próba zobrazowania, jak może wyglądać nieskrępowane szaleństwo hulające w umyśle człowieka złamanego i myślę, że Sztybor i Stefaniec skutecznie wykonali swoją pracę.

Fot.: Timof i cisi wspólnicy

Podobne wpisy:

Avatar

Miłuję szeroko rozumianą literaturę i starego, dobrego rocka. A poza tym lubię marudzić.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone gwiazdką *