Życie jak żelazo – Jakub Małecki – “Rdza” [recenzja]

Jako o jednym z nielicznych, mówią o nim: „Z książki na książkę, coraz lepszy”, a przecież już debiutancka powieść spotkała się z niezwykle ciepłym przyjęciem. Zdobywca Złotego Wyróżnienia Nagrody Literackiej im. Jerzego Żuławskiego, laureat stypendium „Młoda Polska” Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego; za zbiór opowiadań Ślady nominowany do tegorocznej nagrody Nike – o kim mowa? O jednej z największych młodych (zaledwie 35 lat) nadziei polskiej literatury – Jakubie Małeckim, szturmem podbijającym serca krytyków oraz publiczności. Jak głosi przytoczona na samym początku opinia, autor głośnego Dygotu oraz wspomnianych już Śladów, z każdym kolejnym dziełem ustawia sobie poprzeczkę coraz wyżej, dlatego też oczekiwania względem Rdzy – najnowszej powieści kolanina, były ogromne. Czy udało się więc Małeckiemu sprostać zadaniu i pokładanym w nim nadziejach? Czy specyficzny obraz polskiej wsi ponownie zachwyca? Czy Rdza to poważny kandydat do kolejnych w karierze pisarza wyróżnień? Po trzykroć TAK!

Poszedłem dzisiaj za oborę posiedzieć. Ta stara brona to tak zardzewiała, że aż się rozpadła. Rdza sama leży, płatki takie jakby

Szymek ma siedem lat i choć mieszka w Mieście, lubi czasem do babci na wieś pojechać. Tam, wspólnie z Budzikiem chodzą na tory kolejowe, by ustawiać na nich wszystkie znalezione metalowe przedmioty – gwoździe, monety, śruby – zmieniając je w zlepki. Póki co, za najcenniejszy skarb w całej kolekcji uważa przerobiony na motyla metalowy zawias. Jednak nie samymi zlepkami człowiek żyje. Szymek uwielbia też komiksy takie jak Asterix, czy Lucky Luke, uwielbia Laboratorium Dextera i Diabelski Młyn z Królikiem Buggsem. Nie lubi za to tych krótkich chwil, kiedy mama na kilka minut znika w łazience z papierosem w dłoni, mówiąc, że to czas tylko dla niej. Właśnie wtedy, na te kilkaset sekund, czas jakby staje w miejscu, a on nie potrafi się skupić na komiksach ani bajkach. Teraz jednak brakuje mu nawet tych ciągnących się w nieskończoność minut, brakuje mu mamy. Tak ją, jak i tatę, zabrała Bozia. Szymek boi się Bozi.

Tosia nie zna Lucky Luke’a, Asterixa ani nawet Królika Buggsa; zna za to huk spadających bomb, zna smród spalonego ludzkiego ciała; zna smak wojny. Nie przerabia metalowych przedmiotów na zlepki, wie jednak, jak zająć się królikami i przepiórkami; praca na gospodarstwie nie jest jej obca. Zaradna, mądra i całkiem niebrzydka z niej dziewczyna, choć za kilka lat wszyscy wokół będą jej wróżyć staropanieństwo. Ona sama od pierwszego wejrzenia zakochana w Niewidzialnym Człowieku, co go wypatrzyła na tej potańcówce przez młodego pana Nagórnego zorganizowanej. Całe Chojny się wtedy zebrały, a pod topolą trzyosobowa orkiestra grała. Żaden grać nie potrafił, ale zapału mieli tyle, jakby ich dziesięciu było. Kiedy leżący w izbie ojciec po raz ostatni zamknął oczy, nie miała do nikogo żalu, nie miała czasu się bać, ważniejsze sprawy były na głowie.

Tośka i Szymek, babcia i wnuk. Dzięki być może niezbyt wyszukanemu, acz skutecznemu zabiegowi prowadzenia akcji naprzemiennie w dwóch liniach czasowych historię tej dwójki oraz całej rodziny Stawnych, ich najbliższych przyjaciół i sąsiadów kreśli nam na kartach Rdzy Małecki. Historię, zdawać by się mogło, zwykłą, jakich wiele, historię, która mogłaby przydarzyć się każdemu. Historię zwykłą, choć nie zwyczajną. To właśnie skupienie się na codziennych czynnościach i rytuałach stanowi o sile powieści. Prostota życia, w którym cierpienie przeplata się z nielicznymi chwilami szczęścia, w którym cieszyć należy się małymi sukcesami, ponieważ te wielkie marzenia nie zawsze się spełniają.

Do zalet książki z pewnością zaliczyć można kreacje poszczególnych bohaterów oraz nadspodziewanie dojrzały (zwłaszcza zważywszy na wiek) styl autora. Jeśli mowa o przewijających się przez karty Rdzy postaciach, trudno wymienić choćby jedną niewyróżniającą się. Obok – rzecz jasna – Tosi oraz Szymka praktycznie każdy tu jest wyrazisty, każdy odgrywa istotną rolę, każdy stanowi swego rodzaju fragment układanki, tworząc finalnie niezwykle spójny obraz całości. Z biegiem lektury historie poszczególnych bohaterów zazębiają się, wpływając na losy pozostałych. Tutaj znaczenie ma najmniejszy detal, nawet historia pani stojącej za ladą lokalnego sklepiku czy pijaczka pod tym sklepem leżącego.

Największe brawa należą się jednak mimo wszystko za sam styl, jakim posługuje się Małecki. Styl, od którego nie sposób się oderwać. Tym, co jako pierwsze rzuca się w oczy, jest minimalizm. Autor Dygotu niezwykle sprawnie opisuje oraz puentuje kolejne sytuacje, posiada rzadko spotykaną umiejętność skondensowania emocji w jednym, dwóch zdaniach, kiedy innym pisarzom często zajmuje to kilka stron (nawet napisanie tego zdania zajmuje więcej niż istotna dla fabuły Rdzy scena, będąc zarazem tysiąckroć bardziej trafną). Zauważalne jest to zwłaszcza w momentach, kiedy na chwilę odłożymy lekturę na bok, i nagle dociera do nas, że przeczytaliśmy – przykładowo – zaledwie trzydzieści stron, a samo tempo nazwalibyśmy „niespiesznym”, mimo to ogromem emocji, jakich doświadczyliśmy wspólnie z bohaterami, można by obdarować kilka innych książek!

Nie da się także nie docenić niemal namacalnej realności opisywanych zdarzeń. Język lektury, choć prosty, jest zarazem niezwykle plastyczny i sugestywny. Czytając o drgającej na regale zastawie, niemal słyszymy brzdęk talerzy, opis szumu wiatru sprawia, że czujemy go na karku, a kiedy jeden z pobocznych bohaterów krzyczy: Wypierdalać!”, mamy ochotę przytaknąć i zrobić jak kazał.

Według większości opinii Rdza to opowieść o przyjaźni i choć poniekąd częściowo tak jest, skupić należy się jednak na innym aspekcie. Na odpowiedzi na pytanie: Czym jest rdza sama w sobie? Według definicji, jest to proces niszczenia powierzchni metali. Idąc dalej, regułka głosi: Przy wystarczającej ilości czasu (…), każda masa żelaza ostatecznie przekształca się w całości w rdzę i rozpada się. I tak właśnie należy chyba odczytywać najnowszą powieść kolanina. Życie większości bohaterów książki, tak jak i życie zwykłego, przeciętnego człowieka, porównać można do wymienionego w definicji żelaza, które wraz z upływem czasu zżerane jest przez nieuchronny proces rdzewienia. Pochłania on po kolei wszystko – pragnienia, marzenia, nadzieje. Rdza to zdecydowanie godna polecenia opowieść o przemijaniu oraz – jak w przypadku chociażby Śladów – o pojedynczym człowieku i o tym, co po sobie zostawił.

Z tymi co tam spali to może jest tak samo jak z tą broną co po niej została rdza. Może oni też trochę tu zostali i trochę jeszcze gdzieś tu są?


Fot.: Wydawnictwo SQN

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *