16. Festiwal AfryKamera [zapowiedź] 

Twórcy najważniejszego w tej części Europy przeglądu nowych filmów pochodzących z kontynentu afrykańskiego (ze swojej strony mogę tylko wspomnieć, że zawsze liczę na dzieła twórców z Egiptu, a w tym roku okazja ku temu jest szczególna, gdyż filmem otwarcia będzie właśnie obraz pochodzący z tego kraju) wciąż muszą zmagać się z nieustępującą pandemią koronawirusa Sars Cov 2, z podziwu godną determinacją dążąc do tego, aby pokazać filmy w miejscu, które jest do tego przeznaczone, a zatem w audytorium kinowym. Co prawda sytuacja wygląda nieco lepiej, jeśli chodzi o dostępność tego medium dla widzów, albowiem inaczej niż w 2020 r. kina są w dalszym ciągu czynne o tej porze roku, to jednak ich działalność poddawana jest reglamentacji.  Piszę o tym z bólem serca, bo też jestem wyjątkowo staromodnym kinomanem, który tego typu treści czerpie jednak przede wszystkim, stykając się z żywą (na tyle, na ile kino jako forma sztuki w ogóle pozwala) materią audiowizualną, jakkolwiek dziwnie to zabrzmi. Organizatorzy, tak w wersji stacjonarnej, jak i wirtualnej, zadbali jednak o intensywny i obfity program, moment zaś, w którym odbywa się festiwal, a zatem czas świątecznej laby, sprzyja takim seansom. Festiwal wciąż posługuje się nieco nawet ironicznym hasłem Black Films Matter i choć nie jest to już na szczęście rok ulicznych rewolt, to jednak powidoki ubiegłorocznych wydarzeń związanych ze śmiercią George’a Floyda są wciąż widoczne w życiu społeczno-politycznym, nawet jeśli przyjąć, że nie dotyczy to bezpośrednio Afrykamery i klucza geograficznego, który legł u podstaw agendy imprezy. Redakcja Głosu Kultury objęła, tradycyjnie już zresztą, patronatem medialnym tę wyjątkową imprezę. 

Na otwarcie organizatorzy, co już sami zresztą zasygnalizowali, przygotowali film w reżyserii egipskiego twórcy Mohameda Diaba, odpowiedzialnego wcześniej za sukces znakomitego Zderzenia, który to obraz w czasie rzeczywistym, przy zachowaniu zasady jedności miejsca i czasu, pokazywał przebieg arabskiej wiosny na placu Tahrir. W tym roku filmowiec nie porzuca problematyki politycznej, ale analizuje nie tak odległy topograficznie konflikt izraelsko-palestyński.

Intrygująco zapowiada się produkcja z Republiki Południowej Afryki pod tytułem Toorbos, tj. ekranizacja prozy Dalene Matthee, gdzie enigmatyczny tytuł odnosi się do społeczności tzw. leśnych ludzi, czyli białych, którzy jeszcze przed wybuchem drugiej wojny światowej zamieszkiwali lasy wokół Knysny w RPA. Całość przyobleczona została w formułę klasycznego melodramatu, niemniej jednak nasączonego niebanalną treścią historyczną odnoszącą się do kompletnie nieznanego w Europie epizodu z historii tego kraju.

Szczególnej uwadze widzów polecam ze swojej strony znakomity dokument pod tytułem Ostatnie schronienie prezentowany już wcześniej w ramach Millenium Docs Against Gravity. Transowa senna atmosfera zdradza nietuzinkową treść obejmującą perspektywę subsaharyjskich migrantów, którzy utknęli w ośrodku w Mauretanii, a dzielą się z nami często stereotypowymi wyobrażeniami o Europie. Oczywiście nie omieszkam obejrzeć nowego dzieła jednego z moich ulubionych reżyserów w ogóle, tzn. czadyjskiego twórcy Mahamata Saleha Harouna, który tym razem, wracając na afrykańskie podwórko po przygodzie z kinematografią francuską w filmie startującym w konkursie głównym tegorocznego festiwalu w Cannes, kręci feministyczne kino o kobietach, które w trudnych okolicznościach walczą o swoją godność.

Fot.: Afrykamera

Write a Review

Opublikowane przez

Michał Mielnik

Radca prawny i politolog, hobbystycznie kinofil - miłośnik stołecznych kin studyjnych, w których ma swoje ulubione miejsca. Admirator festiwali filmowych, ze szczególnym uwzględnieniem Millenium Docs Against Gravity, 5 Smaków, Afrykamery, Ukrainy. Festiwalu Filmowego.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.