Książki,Recenzje

Czy boisz się latać? – pod red. Stephena Kinga i Beva Vincenta – “17 podniebnych koszmarów” [recenzja]

17 podniebnych koszmarów
17 podniebnych koszmarów

Polecam zapięcie pasów i przygotowanie się na mocne turbulencje, ponieważ sam mistrz grozy Stephen King oraz jego przyjaciel, pisarz Bev Vincent, zaserwują Wam lot pełen niespodzianek w antologii wybranych przez nich opowiadań 17 podniebnych koszmarów. Zbiór ten powinien stanowić nieodłączny element Waszych bagaży podręcznych, ale powiedzmy sobie szczerze – to wyczyn tylko dla odważnych. Ci z nas, którzy przebierają nogami ze stresu tuż przed lotem i niecierpliwie odliczają chwile do lądowania, powinni zostawić sobie lekturę tych opowieści na inną okazję. Sam Stephen King jest tutaj przypadkiem dość wyjątkowym, wydaje mi się, że swoje lęki lubi konfrontować z rzeczywistością. W przedmowie do antologii możemy przekonać się, co takiego stało się w przeszłości, że King oswoił swój strach, oraz co skłoniło go do zebrania tylu wspaniałych autorów oraz tylu niesamowitych opowieści z lataniem w tle.

Nie obawiajcie się, jeśli potwory i maszkary, które najczęściej serwuje nam mistrz, przejadły Wam się lub po prostu ich nie znosicie. W antologii tej znajdują się perełki science fiction, grozy bez potworów, ale dla koneserów znajdzie się jedno czy dwa monstra. Nie brak tu też historii boleśnie realnych, które mogłyby wydarzyć się naprawdę. Mamy trochę kryminału, wizję postapokaliptyczną czy otwierająca antologię historię opartą na faktach – mowa o Ładunku E. Michaela Lewisa. Jest to historia masakry w Jonestown, grupowego samobójstwa 900 osób, a bohaterowie opowiadania mierzyli się z potwornymi skutkami tej tragedii.

17 podniebnych koszmarów zbiera dzieła znanych nam już autorów, takich jak Dan Simmons (Hyperion, Terror), Joe Hill (NOS4A2, Rogi) czy Stephen King, którego myślę, że nie trzeba przedstawiać. Ale nie zabrakło również takich opowiadań, jak choćby te, które stworzył Arthur Conan Doyle czy fantastyczny Ray Bradbury. Doborowe towarzystwo, jakie zebrał King, to niewątpliwy atut 17 podniebnych koszmarów. Życiorysy twórców są różne na tyle, na ile tylko mogą być – z przyczyn różnic lat, w jakich żyli i tworzyli. Są to opowiadania o grozie z początków pierwszych samolotów silnikowych i grozie nam współczesnej, czyli gdybania o tym, co rzeczywiście mogłoby nam się wydarzyć na tych jedenastu kilometrach wysokości, kiedy pędzimy zamknięci w metalowej skrzyni z prędkością ponad ośmiuset kilometrów na godzinę. Są też historie mniej prawdopodobne, rodem z powieści science fiction, ale wcale nie jest powiedziane, że są mniej intrygujące czy ciekawe. Muszę zdradzić, że właśnie te opowiadania z nutą fikcji podziałały na mnie najsilniej. W trakcie lektury możemy mierzyć się z silnym strachem, a tematyka poszczególnych opowiadań dotyka takich naszych lęków, jak klaustrofobia (lęk przed ciasnymi pomieszczeniami), bezsilność, utrata kontroli nad sytuacją, zwątpienie i uczucie odrealnienia. Mogłoby się wręcz wydawać, że 17 podniebnych koszmarów żywi się naszym lękiem i strachem związanym z podróżowaniem samolotem.

Antologia, jak przystało na zbiór różnych opowieści wielu autorów, składa się z opowiadań świetnych, dobrych i zapadających w pamięć, jak i tych lekkich i szybko czytanych, a może i nawet szybko zapominanych. Są to dobre momenty, aby złapać oddech przed kolejną burzą, którą serwują nam poszczególni autorzy. Stephen King niewątpliwie dokonał świetnej selekcji i czuć, że jest wielkim entuzjastą literatury, bowiem koncept, który sobie założył, realizuje od początku do końca bezbłędnie. Groza, ekstremalne doznania, absurdalne i potworne wydarzenia i górujący nad tym wszystkim strach przed byciem wysoko ponad ziemią, czynią 17 podniebnych koszmarów lekturą wyjątkową. Tak, jak pisałam wcześniej, dobór opowiadań jest różnorodny gatunkowo, ale też przez wybór dzieł z różnych okresów literackich tworzy mieszankę wybuchową, w której wielbiciele różnych form i gatunków znajdą coś dla siebie.

W swoim opowiadaniu Specjalista od turbulencji King jakoś nie olśniewa. Wydawać by się mogło, że pozostawia to swoim literackim kolegom. Nawet opowiadanie jego syna, Joego Hilla, jest świeższe i bardziej na czasie, a przy tym znakomicie sprawdza się w swojej roli – po prostu przeraża. Niech to jednak nie odwiedzie od lektury opowiadania mistrza, bowiem King już nie raz udowodnił swój kunszt, a nawet dorzucił swoje trzy grosze do tematyki koszmaru w przestworzach, tworząc niesamowite opowiadanie Langoliery (ze zbioru 4 po północy), które zapada w pamięć na długo i przypomina się podczas czytania 17 podniebnych koszmarów. Największe jednak wrażenie zrobiło na mnie opowiadanie E. C. Tubba o tytule Lucyferze! Stephen King w krótkiej notce, poprzedzającej opowiadanie, wyjaśnia motyw, który spaja opowieść. Wspomniałam wcześniej o lęku przed utratą kontroli i bezsilnością – i poniekąd ta opowieść o tym mówi, ale jest również niesamowitą, wyjątkowo oryginalną historią, traktującą o podróżach w czasie. Jej autor napisał w swoim życiu sporo opowiadań science fiction, a ta konkretnie uhonorowana została nagrodą specjalną za najlepsze opowiadanie na konwencie Eurocon w roku 1972.

Oczekiwałam po lekturze 17 podniebnych koszmarów typowych horrorów, raczej przeciętności, a dostałam 17 różnych historii z pogranicza wielu gatunków literackich – jest kryminał, przypowieść filozoficzna, wiersz, ale przede wszystkim kilka świetnych opowiadań grozy i science fiction. Jest tu też wiele klasyki – tekst pisany w roku 1899 czy 1913, który spisał twórca bodaj najpopularniejszego detektywa świata – Sherlocka Holmesa, Arthur Conan Doyle. Sam Ray Bradbury mierzy się z historią rozgrywającą się w starożytnych Chinach. Z opowieści science fiction niewątpliwie genialną jest Nalot Johna Varleya. Wszystkie te opowiadania, oprócz Kingowskiego Specjalisty od turbulencji oraz Jesteście wolni Joego Hilla, były już wcześniej publikowane, niektóre nagradzane, a jeszcze inne ekranizowane. Do wielu autorów można wrócić, innych poznać i może nawet pokochać pozostałe ich dzieła. To, co ja na pewno zrobię po lekturze, to częściej sięgnę po krótką formę, bo już zapomniałam, jaką frajdę sprawia lektura takich opowieści. Dobrze, że King znowu mi o tym przypomniał.

Za egzemplarz do recenzji dziękujemy wydawnictwu Prószyński i S-ka


Przeczytaj także:

Wielogłos o powieści Dana Simmonsa Terror

Wielogłos o powieści Raya Bradbury’ego 451° Fahrenheita

Recenzja zbioru opowiadań Joego Hilla Dziwna pogoda