Grono odbiorców muzyki ambitniejszej powiększa się i będzie się powiększać – wywiad z Wojtkiem Fedkowiczem

Wojtek Fedkowicz to absolwent Akademii Muzycznej w Krakowie w klasie perkusji, laureat Bielskiej Zadymki Jazzowej, zdobywca Grand Prix na festiwalu Jazz Juniors oraz nagrody ZAIKSu w konkursie Jazz Nad Odrą, a także lider zespołu Noise Trio. Grupa wykonuje autorskie kompozycje będące połączeniem modern jazzu, swobodnej improwizacji z wpływami drum’n’bass oraz pokrewnymi gatunkami muzyki elektronicznej. W wywiadzie dla Głosu Kultury artysta opowiada o swoich projektach muzycznych, jazzie w Polsce, a także odkrywa tajniki pracy muzyków w programach telewizyjnych oraz ujawnia plany dotyczące twórczości.

Małgorzata Kilijanek: Jak najtrafniej określić można gatunek muzyki, jaki prezentujecie z Noise Trio, czyli Jackiem Fedkowiczem i Dominikiem Wanią? Czy eksperymentalny jazz połączony z alternatywną elektroniką mógłby pasować?

Wojtek Fedkowicz: Można tak powiedzieć, jednak dla mnie jest to po prostu jazz. Określenie zależy od tego, kto ma jaką definicję jazzu. Jeżeli zapytamy o to kogoś, kto interesuje się akustyczną muzyką jazzową, dla niego Noise Trio w ogóle nie będzie jazzem. Jeśli ktoś obserwuje scenę norweską, to stwierdzi, że jesteśmy zwykłym jazzowym zespołem. Wydaje mi się, iż zależy to od publiczności, a dostrzegam, że publiczność w naszym kraju się rozwija.

Czy nie łatwiej jest się nie szufladkować i nie określać, a zostawić pole do interpretacji odbiorcom? W końcu muzyka eksperymentalna, jaką prezentujecie, nie powiela typowych schematów. To raczej konsekwentne rytmiczne struktury łączone z improwizacją.

Z jednej strony tak, a z drugiej słuchacze tego potrzebują. Wydaje mi się, że część świadomej publiczności szybko się powiększa, ale jest też duża ilość osób, które potrzebują drogowskazów, szufladek. Myślę, że szufladkowanie to nic złego. Trafiam na wywiady, w których pada pytanie: co gracie? Pojawia się odpowiedź: nie da się nas zaszufladkować, prezentujemy konglomerat różnych gatunków. Ale kto teraz gra czysty jazz, czy czystego rock’n’rolla? Obecnie rozmowa o „czystości gatunków” staje się bezpodstawna. W hip-hopie mamy muzykę klasyczną, filmową. W jazzie za to rocka i muzykę alternatywną, elektroniczną. Gatunki przenikają się, dlatego warto dawać drogowskazy. Co do Noise Trio, po debiucie zauważyłem, iż według części jazzmanów nie jest to zespół jazzowy, a dla fanów elektroniki okazuje się jazzowy, nie elektroniczny. Znajdują się też osoby, które określają to mianem mieszanki jazzu i elektroniki, jak sama stwierdziłaś.

Zdzisław Beksiński nie podpisywał większości swoich dzieł, twierdząc, że nie chce narzucać interpretacji odbiorcom. Brak sugestii ze strony twórcy, jak chociażby niedookreślenie gatunkowe wydaje się być analogiczne. Poruszając jednak temat tytułów – na płycie Post-Digital Dreamers pojawiają się nazwy angielskie i jedna polska (Polskie Drogi). Utwory są instrumentalne, skąd ten polski akcent?

Prawda jest taka, że ten utwór powstał wcześniej od pozostałych. Mam spory problem z tytułami, przywiązuję do nich dużą wagę, nie chcę zostawiać utworów bez nazw. Sam, jeśli widzę jakąś płytę, zerkam na tytuł, zwykle z czymś go kojarzę. Mam już tak, że dane słowa czy dźwięki przekładam na kolory. Polskie Drogi powstały wcześniej i gdy powstawały, tytuł już był. Wracaliśmy z Noise Trio z jakiegoś koncertu, droga nie była najlepsza. Stąd nazwa i pomysł. Pozostałe utwory najpierw powstały, a później zostały nazwane. Na końcu natomiast pojawił sam tytuł płyty. Nazywanie utworów i albumu okazało się czasochłonnym zajęciem.

Album Post-Digital Dreamers z 2013 roku jest różnorodny, ale nie ma w nim chaosu, wszystko do siebie pasuje, a jazz jest łącznikiem różnogatunkowych wariacji. Na płycie Wojtka Mazolewskiego Chaos pełen idei jazz również ulegał modyfikacjom, stanowiąc bazę każdego utworu. Pomyślałem, że warto stworzyć takie szalone połączenia, żeby pokazać, jak nieograniczony i otwarty jest świat muzyki – komentował album Mazolewski. Jaki był Wasz zamysł płyty?

Tak naprawdę motywem przewodnim były inspiracje muzyką drum’n’bass i ukazanie tych inspiracji w kontekście muzyki jazzowej oraz próba uchwycenia własnej definicji tego gatunku. Nigdy nie byłem perkusistą stricte jazzowym. Wyrosłem na różnych gatunkach, natomiast jazz pojawił się dosyć późno.

Co było impulsem do rozpoczęcia przygody z jazzem?

Jazz pojawiał się stopniowo. Przede wszystkim impulsem była szkoła muzyczna, gdzie pojawił się jazz elektryczny, czyli Chick Corea, Hearbie Hancock, nie od razu Miles Davis. Akustyczne brzmienia pojawiły się dopiero pod koniec liceum, na studiach, gdzie z kolei zajmowałem się muzyką klasyczną i współczesną. Jazz nie znajdował się w centrum. Krążyłem wokół niego. Tą płytą postanowiłem podjąć próbę ukazania jego własnej definicji. To wizja muzyki jazzowej Wojtka Fedkowicza w roku 2013.

Analogue DefinitionsEpisode 16 dopełniają kompozycję, stanowiąc klamrę i przypominają budową utwory ambientowe i post-rockowe. Czy w procesie twórczym posługiwaliście się jakimś kluczem dotyczącym łączenia gatunków, czy kierowaliście się raczej intuicją?

Wszystko zostało dokładnie zaplanowane. Tworzenie samych kompozycji to proces bardzo żmudny i czasochłonny. Jednak wiedziałem, czego chcę i jak ma to wyglądać, przed przystąpieniem do pierwszych prób. Zarys kompozycji, czyli moment, w którym mogłem puścić demo kolegom z zespołu, dał im możliwość wniesienia czegoś od siebie, dodania własnych pomysłów i swojego koloru.

Czyli wizja całości była dokładnie przez ciebie zaplanowana?

Tak. Trzeba również podkreślić, że skład zespołu nie jest przypadkowy. Spodziewałem się, co koledzy mogą wnieść do tego projektu, czym wzbogacą te dźwięki. W Noise Trio nie ma demokracji, ale Jacek i Dominik to akceptują. Jest to jasna sytuacja określona na początku współpracy. Nie wiem, czy jest to dobre, ale taka koncepcja towarzyszyła mi od początku. Chciałem stworzyć projekt, za który będę w pełni odpowiedzialny.

Pierwszy koncert z Noise Trio zagraliście w 2011 roku, ale początkowo ta formacja miała posłużyć realizacji materiału do twojego doktoratu (Drum’n’bass. Wpływ gatunku na styl gry na zestawie perkusyjnym). Jak doszło do tego, że pierwotny plan przekształcił się w stworzenie regularnego zespołu?

Szczerze mówiąc, od początku miałem ogromną nadzieję, iż ten projekt nie zakończy się wraz z zakończeniem doktoratu. Prawda jest taka, że bez pisania pracy doktorskiej, Noise Trio by nie powstało.

Czyli była to dość dobra motywacja.

Była to ogromna motywacja i bezpośredni impuls. Jak już podjęło się poważną decyzję i poczyniło pierwsze kroki, to nie dało się wycofać. Nie było odwrotu.

Jesteś doktorem sztuk muzycznych, plan co do doktoratu się powiódł. Ukończyłeś krakowską Akademię Muzyczną w klasie perkusji prof. Jana Pilcha. Jak zaczęła się twoja przygoda z tym instrumentem?

Odkąd pamiętam, chciałem grać na fortepianie i instrumentach klawiszowych, ale kiedy w wieku jedenastu lat poszedłem na egzamin do szkoły muzycznej, okazało się, że na fortepian jestem za „stary”. Do wyboru została mi wiolonczela, perkusja albo fagot. Co może wybrać jedenastolatek? (śmiech) Stąd perkusja. W szkole muzycznej miałem do czynienia z instrumentami melodycznymi, wibrafonem, marimbą i dlatego wybrałem studiowanie kierunków związanych z muzyką klasyczną, co poszerzyło moje horyzonty, szczególnie w kwestii podejścia do brzmienia. Instrumentów klawiszowych nie odpuściłem i choć nie mam w tym kierunku wykształcenia, zawsze na nich grywałem. Wydaje mi się, że istotnym elementem w muzycznej edukacji jest nieograniczanie się do jednego instrumentu.

Zostałeś wymieniony w rankingu 101 najważniejszych polskich perkusistów wszech czasów „Magazynu Perkusisty”. To chyba spore wyróżnienie.

Jest to olbrzymie wyróżnienie i może zabrzmi to trywialnie, ale było to dla mnie ogromne zaskoczenie. Z listą 101 najważniejszych perkusistów niektóre osoby z branży mają problem. Sam zdziwiłem się, że nie znalazły się na niej nazwiska muzyków, których osobiście cenię, a pojawiłem się ja. Wydaje mi się, że liczyła się obecna aktywność muzyczna, a ja przez ostatnie dwa, trzy lata byłem bardzo aktywny i może to zaważyło na wyborze. Stanowi to również motywację do dalszej pracy, bo znalezienie się w gronie osób, które podziwiam i na których się wzoruję, zobowiązuje.

Miałeś okazję współpracować m.in. z Grzegorzem Turnauem, Michałem Urbaniakiem, Haliną Mlynkovą, Kubą Badachem, Leszkiem Możdżerem, Krzysztofem Kiliańskim, Piotrem Rubikiem czy Katie Meluą. Jakie były to dla Ciebie doświadczenia? Czy któraś współpraca szczególnie zapadła Ci w pamięć?

Każda współpraca jest inna i bardzo cenię sobie to, że miałem możliwość kooperacji z tyloma artystami. Każdy z nich oczekuje i wymaga od perkusisty czegoś innego. Dzięki temu zasób zebranych doświadczeń jest o wiele większy niż taki, który nabyć można, grając z jednym artystą. Nie ukrywam też, że było to jednym z moich założeń co do pomysłu na siebie. Nie widzę się w roli perkusisty jednego zespołu.

Praca z różnymi zespołami musi dawać duże możliwości rozwoju.

Z pewnością. Ważny jest także element adrenaliny i umiejętność dopasowania się do różnych osób, z którymi przychodzi współpracować. Oprócz samej gry przebywamy z tymi ludźmi, czy to na backstage’u, w garderobie. Rozmawiamy. Wydaje mi się, że ważnym jest żeby nie udawać kogoś, kim się nie jest.

Taki rodzaj współpracy może obfitować w inspirujące doświadczenia.

Oczywiście, szczególnie kiedy mamy możliwość rozmowy, na przykład z Grzegorzem Turnauem, z Leszkiem Możdżerem czy Michałem Urbaniakiem. Można by wymieniać i wymieniać. Przebywanie z takimi osobowościami to ogromna dawka inspiracji. Współpraca z każdym artystą miała odmienny charakter. Z Grzegorzem Turnauem grałem kilka koncertów, więc możliwość rozmów istniała. Z Katie Meluą nie zamieniłem słowa. Był to finał X-Factora, w którym zresztą zwyciężył Dawid Podsiadło. Samo zobaczenie tego, jak i na jakim poziomie tacy artyści pracują, robi wrażenie. Wtedy można sobie uświadomić, że taka osoba nie znalazła się w danym miejscu przez przypadek. Takie postacie są wybitne w tym, co robią, czynią to z pasją i roztaczają wokół siebie niesamowitą atmosferę.

Bardzo wielu młodym artystom niekoniecznie łatwo jest się przebić w przemyśle muzycznym.

Rynek jest bardzo nasycony. Wydaje mi się, iż ten element pozamuzyczny jest dość istotny. Jak i szczęście. Uważam, że sam miałem dużo szczęścia, mogąc współpracować z tak wieloma artystami.

Można także stwierdzić, iż przesłuchiwanie płyt w całości jest obecnie niepopularne i ludzie częściej słuchają jedynie wybranych utworów. Zapoznanie z całym materiałem danych płyt jest zwykle trudne przez otaczający nas nadmiar muzyki. Co o tym sądzisz?

Wydaje mi się, iż najczęściej nie przesłuchuje się całych płyt. Sam słuchając muzyki w procesie poszukiwań. zaczynam od Spotify czy YouTube. Jeżeli coś mnie zainteresuje, słucham całej płyty. Wiem, że nie jest to powszechne i stąd też tendencja do wydawania EP-ek czy singli, a nie całych albumów.

Nawiązując do tematu albumów, jesteś w stanie wyróżnić jakieś płyty wydane w roku 2016?

Na pewno David Bowie i Blackstar. To numer jeden bez dwóch zdań. Na uwagę zasługują też single Massive Attack.

A coś z rodzimego rynku?

O.S.T.R. i Życie po śmierci oraz jazzowe płyty. Bardzo fajną płytę wydał Mateusz Gawęda, Overnight Tales. Przesłuchuję ją nałogowo w samochodzie. To debiut formacji młodych muzyków, na perkusji gra mój student z Krakowa, Grzegorz Pałka.

Wspomniałeś o X-Factorze. Wziąłeś także udział w nagraniu kilkunastu płyt, muzyki do seriali oraz programów telewizyjnych m.in.: Kochaj i tańcz, Czas honoru, The Voice of Poland, Taniec z Gwiazdami. Jakie różnice towarzyszą takim przedsięwzięciom w porównaniu z tworzeniem utworów na własną płytę?

W tym przypadku pojawia się więcej różnic niż podobieństw. Tworzenie własnej muzyki, a uczestniczenie w takich produkcjach można potraktować jako dwa różne zawody. Przy produkcjach dostajemy materiał od kierownika muzycznego, a każdy z kierowników ma troszeczkę inne oczekiwania wobec perkusisty. Przede wszystkim należy zrealizować to co mamy w nutach, dodając od siebie jakiś pierwiastek. I nie chodzi o gęste przejścia, popisy, tylko to coś. Nie wiem, jak to określić. Przyznam, że fascynuję się bardziej perkusistami, którzy akompaniują wokalistom i bardzo dobrze się w tej dziedzinie czuję. Noise Trio było dla mnie wyzwaniem, gdyż granie z wokalistami to dla mnie strefa komfortu. Jeśli chodzi o system pracy przy produkcjach telewizyjnych, wymagane są czysto muzyczne, techniczne elementy, czyli dobre czytanie nut, które w tym środowisku to oczywista sprawa oraz osłuchanie się z utworami, które się gra. Wydaje mi się, że jednym z ważniejszych elementów jest też kwestia psychiki, bo jednak gdy pojawia się świadomość, że The Voice of Poland będzie oglądać cztery miliony osób albo gdy zaczynamy grać jingle w Tańcu z Gwiazdami i ogląda to na żywo około milion osób, może to paraliżować. Ważne jest, żeby wieczorem podczas programu zagrać tak dobrze jak rano na próbach.

Znowu pojawia się adrenalina.

Adrenalina, ale i utrzymanie wysokiej średniej. W takich programach pożądane są bardzo konkretne cechy. Tam nie chodzi o to, żeby być wirtuozem i grać nie wiadomo jak skomplikowane rzeczy, ale za to odnaleźć się w różnych stylistykach. W The Voice of Poland w przeciągu jednego programu do zagrania jest sporo różnorodnych kompozycji. Należy wpasować się w klimat, być swego rodzaju muzycznym kameleonem.

Wspieracie też na koncertach łódzkiego rapera O.S.T.R., zagraliście z nim m.in. trasę Męskiego Grania 2012. Jak doszło do Waszej współpracy?

Poznaliśmy się z Ostrym przez DJ HAEMA, czyli Piotrka Jończyka, z którym znamy się jeszcze z czasów licealnych z rodzinnej Częstochowy. Współtworzyliśmy Lari Fari, projekt, który zakończył się jedną płytą. Po latach Piotrek trafił na nagranie Noise Trio na YouTube, a Ostry akurat był na etapie poszukiwań zespołu. Tak się złożyło, że rozpoczęliśmy wtedy współpracę i trwa ona do dziś.

O.S.T.R. pojawił się w Twoim drugim, rodzinnym projekcie – Groove Brothers, który tworzysz z bratem Jackiem. Formacja czerpie muzyczne inspiracje z brzmień dub, elektroniki oraz folku, a jej charakterystycznymi cechami są przetwarzanie elektronicznych brzmień perkusyjnych, zaskakujące sample oraz wszechobecny, mocny groove. To taka mała odskocznia od Noise Trio?

Tak. Zdecydowanie jest to odskocznia, a powody, dla których powstało Groove Brothers, są liczne. Niektóre z nich brzmią bardzo prozaiczne, jak chociażby fakt, że zawsze chcieliśmy z Jackiem zagrać w duecie, ale dojście do momentu, w którym byliśmy na to gotowi, sporo nam zajęło. Dzięki Groove Brothers mamy możliwość poruszania się w różnych stylistykach. Na kolejnej płycie Noise Trio chcemy wprowadzić więcej brzmień akustycznych, czyli prawdziwy fortepian, kontrabas, inne brzmienie bębnów. Groove Brothers będzie alter ego mocnej elektroniki, inspiracji rockiem, folkiem.

Ostatnio do współpracy z Groove Brothers zostali zaproszeni: basista Piotr Żaczek, Twoja żona, harfistka Agnieszka Grela-Fedkowicz, oraz gitarzysta Jacek Królik. Niecodziennie można usłyszeć połączenie elektroniki, perkusji i harfy. Skąd pomysł na taką innowację?

W muzycznym aspekcie jest to jakaś innowacja, jednak szczerze mówiąc na harfę wpadam codziennie w domu, więc ten pomysł dla mnie nowością nie był. Na płycie Noise Trio także jest jeden utwór, w którym Agnieszka zagrała na harfie. Oboje kochamy ten instrument, więc jego wykorzystanie w naszym projekcie przyszło bardzo naturalnie. Nie przyświecała temu idea muzycznej rewolucji, a raczej ukazanie genialnych walorów brzmieniowych tego instrumentu.

Singiel Groove Brothers Break Up zostanie wydany na początku marca na winylu i stanowić będzie edycję limitowaną. Płytę Post-Digital Dreamers można również nabyć w wersji winylowej. Odsłuch na gramofonie jest bardzo ceniony przez koneserów dobrych brzmień. Czy sam preferujesz wsłuchiwanie się w dźwięki winyli?

Odsłuch winyli to dla mnie najdoskonalsza forma słuchania muzyki. Zwykle przesłuchuję coś na YouTube, Spotify, jeżeli coś mi się spodoba, to odsłuchuję całą płytę na danym serwisie. Jeśli muzyka danego artysty nadal mi się podoba, kupuję winyl i wtedy jest to prawdziwe słuchanie. Nie ma też co ukrywać, że nasza muzyka jest niszowa, więc mamy w zamyśle trafienie do świadomego słuchacza, który poszukuje. Raczej nie grozi nam promocja rangi muzyki popowej. Z tego powodu singiel Groove Brothers zostanie wydany w formie winylu, nie płyty CD. Mogę także zdradzić, że będzie to czerwony winyl. Co do przyszłych projektów wizja wydawania jest taka sama.

Płyty i możliwości odsłuchu online można zaliczyć do jednej kategorii, koncertowanie do drugiej. Czy Twoim zdaniem więcej osób zachęcić można do słuchania muzyki danego zespołu poprzez koncerty, czy portale streamingowe?

Jak najbardziej poprzez koncerty. Tutaj pojawia się temat drażliwy, czyli mała ilość koncertów Noise Trio. Jednak zmieni się to, jesteśmy na bardzo dobrej drodze. Poznaliśmy bardzo wartościowego człowieka, który nam pomaga, Pawła Zakrzewskiego. Śmiało można go nazwać naszym menedżerem, a przy tym przyjacielem. Musimy być bardzo cierpliwi, bo większe trasy koncertowe nie pojawią się z dnia na dzień, czego jesteśmy świadomi. Paweł musi ciężko pracować, żeby zorganizować koncerty, a my musimy ciężko pracować, przygotowując na nie dobry materiał.

Co uważasz za najważniejsze w muzyce i jej tworzeniu? Czy są jakieś wytyczne, którymi kierujesz się zarówno w ocenie pracy innych twórców, jak i własnego komponowania?

Może zabrzmi to dość górnolotnie, ale jest to prawda. Oprócz surowych dźwięków, dobrego masteringu musi być w muzyce autentyczność. Publiczności oszukać się nie da. Zespoły i artystów, których cenię najbardziej, odbieram jako prawdziwych w tym, co robią. Kolejny ważny element, może nieco archaiczny, ale dla mnie bardzo istotny, to melodia. Wydaje mi się, że niełatwo o wyjątkową melodię przy natłoku możliwości produkcyjno-edycyjnych, łatwej dostępności do urządzeń elektronicznych równoznacznej z tym, że płytę nagrać może każdy. Staram się tego szukać w muzyce i oddawać w swoich kompozycjach.

Co stanowi dla Ciebie źródło inspiracji?

Inspiracje są bardzo różne. Czasami jest to rozmowa, innym razem codzienna sytuacja, emocje – zarówno pozytywne, jak i negatywne. Jakiś utwór, koncert…

Czyli w większości życiowe doświadczenia.

Jak najbardziej. Utwór Point to point na płycie Noise Trio poza elementem inspiracji muzyką drum’n’bass, powstawał po tym, jak byłem na koncercie Steve’a Reicha. To był bezpośredni bodziec. Koncert zrobił na mnie takie wrażenie, że przez tydzień nie mogłem dojść do siebie.

Steve Reich prezentuje grę minimalistyczną. A jakich twórców jazzowych cenisz najbardziej?

Z polskich muzyków Tomasza Stańkę, Michała Urbaniaka, z którym miałem przyjemność i zaszczyt współpracować. Na pewno Leszka Możdżera. Za jednego z najwybitniejszych pianistów jazzowych uważam Dominika Wanię, naszego kolegę z zespołu. Nadzieję pokładam także w młodym pokoleniu jazzowych muzyków z Krakowa. Nie chcę wymieniać nazwisk, bo być może kogoś pominę, ale muszę przyznać, że krakowska młoda scena jazzowa działa prężnie. Jeżeli chodzi o zagranicznych artystów to Lars Danielsson, perkusista Magnus Öström i Mark Guiliana, który imponuje mi jako band leader i potrafi odnaleźć się w różnych gatunkach, zawsze wplatając w nie coś od siebie. Nie da się go nie rozpoznać.

Jeżeli chodzi o gatunek, jakim jest jazz, to jako specjalista w tej dziedzinie mógłbyś podzielić się spostrzeżeniami dotyczącymi jego odbioru? Czy według Ciebie trudo dziś trafić na fanów tego gatunku, czy zainteresowanie nim ma tendencję wzrostową?

Tendencja wzrostowa jest bardzo widoczna. Powstają liczne kluby jazzowe. Genialny klub, w którym miałem przyjemność zagrać, to mieszczący się w Warszawie 12on14 Jazz Club. W Krakowie można wymienić Harris Piano Jazz Bar czy U Muniaka. Zainteresowanie muzyką jazzową rośnie i wydaje mi się, że mimo ogromu komercyjnej papki, jest miejsce dla dobrej, ambitnej muzyki i robi sięjej coraz więcej. Myślę, że ludzie są zmęczeni tym, co mainstreamowe media im wciskają. Coraz więcej ludzi poszukuje, rośnie również zainteresowanie muzyką współczesną. Grono odbiorców muzyki ambitniejszej powiększa się i będzie się powiększać. W tej kwestii jestem optymistą.

Kreowanie własnego, oryginalnego i rozpoznawalnego stylu zdaje się nie należeć do najłatwiejszych. Jakie plany dalszego rozwoju mają Noise Trio i Groove Brothers?

Jeżeli chodzi o brzmienie Noise Trio, druga płyta będzie bardziej akustyczna, cokolwiek miałoby to oznaczać, bo jeszcze nie weszliśmy do studia. Koncepcja jest taka, by rozwinąć temat obecnej elektroniki z Post-Digital Dreamers, z dodaniem wspomnianych elementów akustycznych. Co do Groove Brothers, poszukujemy tam troszkę innego brzmienia, bardziej chropowatego, mocniejszego. Nie będzie tam jazzu, ale sporo elektroniki i akcentów rockowych. Pojawią się także goście.

Poza wymienionymi szykuje się jeszcze jakiś trzeci projekt, prawda?

Trzeci projekt jest bardzo świeży i stanowi duet z moją żoną, Agnieszką. Perkusja, elektronika i harfa. Piszemy do niego utwory, materiał powoli powstaje. Na pewno będzie to muzyka, która może zaliczać się do twórczości eksperymentalnej. Jesteśmy w trakcie prób, ale chcemy też dać sobie czas na przemyślenie i dopracowanie pewnych rzeczy. Z jednej strony chciałbym, żeby proces twórczy przebiegał szybciej, a z drugiej, patrząc na płytę Noise Trio, dostrzegam, że poświęcenie dużej ilości czasu daje odpowiednie efekty.

Jakie osiągnięcie muzyczne byłoby dla ciebie spełnieniem wszelkich marzeń?

To bardzo proste i wiąże się ze wszystkimi projektami, o których rozmawialiśmy, czyli Noise Trio, Groove Brothers oraz duet z Agnieszką. Spełnieniem marzeń byłoby ich przetrwanie i możliwość grania z tymi zespołami koncertów, a także występy na festiwalach. Jest to marzenie, ale także cel, który realizujemy.

Fot.: Groove Brothers

Write a Review

Opublikowane przez

Małgorzata Kilijanek

Pasjonatka sztuki szeroko pojętej. Z wystawy chętnie pobiegnie do kina, zahaczy o targi książki, a w drodze powrotnej przeczyta w biegu fragment „Przekroju” czy „Magazynu Pismo”. Wielbicielka festiwali muzycznych oraz audycji radiowych (Radio Nowy Świat i Radio 357), a także zagadnień naukowych, psychologii społecznej i czarnej kawy. Swoimi recenzjami, relacjami oraz poleceniami dzieli się z czytelniczkami i czytelnikami Głosu Kultury.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.