Książki,Wielogłos

Wielogłosem o…: “Interstellar i nauka”

Interstellar i nauka
Interstellar i nauka

Wybitny amerykański astrofizyk Kip Thorne był jednym z pomysłodawców filmu Interstellar. Od pierwszych szkiców do finalnego efektu minęło jednak kilka lat. W tak zwanym międzyczasie tytuł miewał swoje problemy – od problemów ze scenarzystą, przez obawy o nieumiejętne przekazanie na ekranie wizji pomysłodawców, po zmiany na stanowisku reżysera. Wszystko jednak udało się znakomicie, czego efekty możemy dziś obserwować, jeśli tylko posiadamy własną kopię tej niezwykłej produkcji. Mimo faktu, iż film Christophera Nolana jest produkcją nastawioną na odbiór masowy, komercyjny, wiele osób miało trudności ze zrozumieniem wszystkich naukowych zagadnień ukazanych podczas ponad dwugodzinnego seansu. Między innymi dlatego Kip Thorne postanowił napisać książkę, w której krok po kroku objaśniłby wszystkie sprawy naukowe związane z Interstellar. W naszej redakcji fanów brytyjskiego reżysera nie brakuje, dlatego też bez wahania Mateusz oraz Patryk zaopatrzyli się w egzemplarze Interstellar i nauka. Czy dzięki książce Thorne’a udało im się lepiej zrozumieć naukowe aspekty produkcji science-fiction? O tym porozmawiali w niniejszym Wielogłosie.

WRAŻENIA OGÓLNE

Mateusz Cyra: Po obejrzeniu filmu Interstellar Christophera Nolana zbierałem szczękę z podłogi miesiącami. To naprawdę świetna produkcja, łącząca elementy typowe dla blockbusterów z rzetelnym podejściem do nauki. Przynajmniej tak film promowano w mediach. Niestety, sam nie byłem w stanie tego w żaden sposób zmierzyć, gdyż z fizyką ostatni raz styczność miałem w liceum, a i wtedy nie należałem do fanów tej dziedziny nauki. Nigdy też nie byłem dobry z fizyki i bynajmniej nie jest to efektem nieudolności nauczycieli. Wracając do filmu – pewne kwestie nieustannie mnie nurtowały. Niestety, brak wiedzy powodował, że nie umiałem stwierdzić, czy coś jest błędem logicznym, uproszczeniem fabularnym, czy też właśnie zobrazowaniem teorii fizyki. Z tego powodu nie byłem w stanie wystawić żadnej oceny filmowi Nolana. Z pomocą przyszło jednak wydawnictwo Prószyński i S-ka i wydana przez nich książka amerykańskiego astrofizyka Kipa Thorne’a Interstellar i nauka. Po skończeniu lektury rozjaśniło mi się wiele kwestii, które w filmie niekoniecznie od razu wyłapałem, dzięki czemu mogłem spokojnie ocenić sam film, a i przekonałem się o wartości, jaką zawiera jak dotąd najnowsze dzieło Nolana. Choćby to stawia Interstellar o klasę wyżej niż wiele produkcji sci-fi. Jednak nie o filmie, a o książce przyszło nam dziś porozmawiać. Jak Ci się podobało w ogólnym rozrachunku, Patryku?

Patryk Wolski: Po lekturze czuję się, jakby ktoś mnie władował na wymarzoną kolejkę górską tuż po tym, gdy obżarłem się słodyczami i wątróbką. Interstellar również wywołał na mnie wielkie wrażenie i gdy pojawiła się okazja, aby móc lepiej zrozumieć jego fundamenty, długo się nie wahałem. Jednak dawka specjalistycznej wiedzy z dziedziny, z której byłem i już na zawsze będę totalną łamagą, ostatecznie sprawiła, że odłożyłem książkę z poczuciem ulgi. Jasne, książka wyjaśnia wachlarz aspektów, które były niedopowiedziane bądź niejasne w filmie; przy okazji jednak zalewa czytelnika tyloma teoriami, potwierdzonymi czy też nie, że albo się to po prostu przetrawi, albo nie. Jeśli więc chcecie po tę książkę sięgnąć tylko i wyłącznie dla zaspokojenia głodu wiedzy na temat samego filmu, nie kręcą Was jednak rozważania na temat fizyki kwantowej oraz fascynacji grawitacją – możecie się lekko rozczarować.

Mateusz: Dla mnie z kolei ogólne wrażenia po lekturze są w większości pozytywne. Otrzymałem solidną porcję nauki i mimo iż rzeczywiście nie zrozumiałem przynajmniej ⅓ ze wszystkich teorii, jakie przedstawił Kip Thorne, to jednak znacznie poszerzyłem swoją wiedzę, a fakt posiadania na półce książki Interstellar i nauka sprawia, że będę mógł do niej sukcesywnie wracać, by ewentualnie spróbować jednak zrozumieć to, czego nie potrafię pojąć dziś, lub przypomnieć sobie inne teorie, ściśle związane z fabułą filmu.

NAJSILNIEJSZY PUNKT

Mateusz: Interstellar i nauka pozwala przede wszystkim poznać wszystkie podstawy naukowe, które zostały wykorzystane przy produkcji filmu Interstellar. A jest tego – okazuje się – dosłownie ogrom. Dla wielu osób prawdopodobnie było jasne, że Kip Thorne uczestniczył przy powstaniu dzieła Christophera Nolana, jednak dopiero niniejsza książka uzmysławia, jak wielki wpływ miał na jego powstanie. Ba! Z lektury dowiadujemy się, że to właśnie Thorne był jednym z pomysłodawców całego konceptu, na bazie którego powstała reszta, którą możemy podziwiać na ekranach naszych ekranów. Za najsilniejszy punkt książki uznaję wyraźny podział, który objaśnia czytelnikowi, co jest teorią, co domysłem, a co hipotezą oraz czym się te kwestie od siebie różnią. Pozytywny aspekt książki to też fakt, że Thorne w większości rozdziałów trzyma się tematu i faktycznie objaśnia wiele rzeczy, odnosząc je do zdarzeń z filmu. Wiem, że Patryk będzie narzekać, iż nie jest tak, jak mówię, ale tak naprawdę o tyle, o ile może nie każde drobne bądź szczegółowe pojęcie jest bezpośrednio powiązane z filmem, to te małe pojedyncze teorie składają się na te większe, które stanowią naukową bazę do fikcyjnych zdarzeń z Interstellar. Zaletą książki jest również piękne wydanie, ale o tym wspomnę później.

Patryk: Książka Kipa Thorne’a rozświetliła mi nieco mrok, który spowijał dotychczas tę strefę mojego umysłu, która odpowiadała za nauki ścisłe. Tak, zgadza się – coś tam jednak z tej książki wyniosłem, więc to nie jest tak, że będę tylko narzekał. Dzięki Interstellar i nauka mogłem lepiej zrozumieć (a właściwie zapoznać się), czym właściwie są czarne dziury, w jaki sposób działają i czego możemy się po nich spodziewać. Dowiedziałem się również, ile jeszcze niewiadomych skrywa przed nami Wszechświat (którego ogromną skalę i bezmiar autor podkreśla w niesamowity sposób). Godne uwagi są podpowiedzi, o których wspomniał Mateusz: co jest potwierdzoną tezą, co hipotezą, a co jedynie domysłem. Pozwala to mniej więcej zrozumieć, na jakim etapie rozwoju nauki i technologii jesteśmy i porównać to ze światem przedstawionym przez Christophera Nolana.

NAJSŁABSZY PUNKT

Mateusz: Z pewnością największą bolączką Interstellar i nauka jest fakt, że jest skierowana do naprawdę wąskiego kręgu odbiorców. Wyszczególniłbym dwie grupy, które mogą chcieć się z najnowszą książką Kipa Thorne’a zapoznać: Przede wszystkim będą to fani Nolana i/albo filmu Interstellar. Dla nich książka ta będzie nie lada gratką, tym bardziej, że autor przemyca w niej sporo ciekawostek z planu oraz samego procesu powstawania filmu. Przedstawicielami drugiej grupy będą osoby zainteresowane fizyką kwantową oraz teoriami naukowymi związanymi z przestrzenią kosmiczną oraz wszelkimi hipotezami na temat podróży człowieka w odległe rejony wszechświata. Niestety nie wydaje mi się, żeby ktokolwiek poza tymi wyodrębnionymi grupami był zainteresowany omawianą tu książką. Do słabszych elementów zaliczyć również muszę fakt, że Kip Thorne w pewnym momencie zaczyna szarżować swoją wiedzą, jakby zapomniał, że odbiorcami jego dzieła mogą być najzwyklejsi naukowi laicy, którzy nie nadążą za natłokiem teorii, hipotez, rozważań, równań, wykresów, diagramów itp., itd. To niestety od połowy książki zaczyna być kłopotliwe w odbiorze, bo nie mając predyspozycji umysłu ścisłego, w pewnym momencie zamiast próbować cokolwiek zrozumieć, po prostu czytamy szereg następujących po sobie zdań, z których niestety rozumiemy tyle, co nic. I nie pomoże wracanie do wcześniejszych rozdziałów, gdyż wachlarz zależności w pewnym momencie robi się tak szeroki, że nie sposób go pojąć. A szkoda, bo Kip Thorne na początku bardzo dbał o to, by czytelnik rozumiał.

Patryk: Święta racja! W pewnym momencie autor tak “popłynął z tematem”, jakby zapomniał, że nie pisze kolejnej pracy naukowej, lecz książkę o filmie. Okej, rozumiem – produkcja Nolana jest bardzo solidnie dopracowana pod względem zgodności z nauką, ale jednak nadal jest to kultura popularna i co z tego, że najwyższych lotów. A wśród fanów reżysera świetnych Batmanów i genialnej Incepcji nie muszą być li tylko fanatycy astrofizyki! O ile Kip Thorne na początku trzyma w ryzach swe naukowe ciągoty i przemawia do czytelnika w sposób prosty i zrozumiały, o tyle później staje się naukowcem, który chce podzielić się całą swoją wiedzą na tematy wszelakie, nawet jeśli nie dotyczą one filmu, a są tylko jego interpretacją.

Ale i tak najbardziej autor zalazł mi za skórę swym dydaktycznym podejściem, które w moim odczuciu miało efekt odwrotny od zamierzonego. Wraz z tym, gdy Kip Thorne się rozkręcił i najwyraźniej uznał, że po kilkudziesięciu stronach książki stałem się bardziej świadomym bytem, zaczął prowadzić ze mną szkolną grę rodem z podręczników, kiedy to na koniec każdej lekcji pojawiało się kilka pytań, na które należało odpowiedzieć. Przeklętą frazą w Interstellar i nauka stało się dla mnie Czy potraficie wyjaśnić, dlaczego?. No dobrze, niech mnie odpytuje. Ale niech da mi też szansę, abym sprawdził, czy rozumuję poprawnie! Jak czytelnik, który prawdopodobnie o tych fizycznych aspektach czyta po raz pierwszy, ma dowieść, że dobrze zinterpretował wywody naukowe autora? Nie ma tu banku odpowiedzi, nawet słowa wyjaśnienia. Naprawdę nie rozumiem, jak można w ten sposób traktować czytelników, którzy przecież sięgną po tę książkę głównie za sprawą filmu! Doprowadzało mnie to do białej gorączki i nie mogę tego wybaczyć autorowi, po prostu nie mogę.

STYL, JĘZYK

Mateusz: Kip Thorne, jak na naukowca, pisze całkiem zgrabnie. Oczywiście nie jest to styl, którym można się rozsmakowywać, jednak któż chciałby w ogóle szukać barwnego języka w książce stricte naukowej? Autor rzetelnie wykonał swoją pracę, sprawiając, że wiele kwestii można zrozumieć, jeśli tylko wytężymy umysł i na czas lektury odsuniemy na bok wszelkie bodźce zewnętrzne, które mogłyby nas rozproszyć. Nie jest jednak idealnie, gdyż tak jak wspominałem wcześniej – im większe natężenie hipotez, tym większe skomplikowanie i w tych fragmentach przydałoby się jednak, gdyby Thorne zachował się jak porządny nauczyciel i zszedł w opisach i objaśnieniach do poziomu tych, którzy jego dzieło czytają. Niestety, jak czynił to na początku, tak w najtrudniejszych fragmentach tego nie zrobił, przez co można odnieść wrażenie, jakoby pod koniec swojej książki wymagał od czytelników wiedzy na porównywalnym do naukowców poziomie.

Patryk: Dokładnie. Gdy Kip Thorne uruchomił w sobie tryb profesora, jest bezlitosny dla czytelnika. Albo jesteś zafascynowany fizyką i zrozumiesz, o czym autor pisze, albo nawet po pięciokrotnym przeczytaniu tego samego akapitu, wciąż będziesz zielony. Ja się bardzo szybko poddawałem i gdy zorientowałem się, że powtarzanie tej samej linijki tekstu nic mi nie pomaga, odpuszczałem sobie i przechodziłem dalej. Na początku sam Thorne radził, aby pomijać co trudniejsze fragmenty – sam we wstępie przeprosił, jeśli momentami był niezrozumiały dla czytelnika.

WYDANIE

Mateusz: Interstellar i nauka to książka, która może się pochwalić naprawdę dopracowanym i pięknym wydaniem. Błyszczący, odpowiednio gruby, wysokiej jakości biały papier to chyba najistotniejsza kwestia, którą warto omówić, wspominając o wydaniu właśnie. Dzięki takiemu papierowi wszystkie wykresy, rysunki, diagramy czy też kadry z filmu są czytelne, przejrzyste i  zaprezentowane w wysokiej jakości. Co ciekawe, nie wyłapałem ani jednej literówki, co często zdarza się w tytułach beletrystycznych wielu wydawnictw. Książka jest ciężka w dłoniach, a na początku wydaje się, że będzie w niej bardzo dużo treści, na szczęście czcionka ma odpowiednią wielkość, a liczne zdjęcia pozwalają na chwilę wytchnienia dla umysłu zarzuconego naukowymi teoriami.  

Patryk: Interstellar i nauka wygląda i pachnie jak szkolny podręcznik. Ten papier, zapach, struktura… Od razu przypominają się czasy, gdy siedziało się w ławce i z utęsknieniem wpatrywało w zegarek. Natomiast liczne zdjęcia, rysunki i diagramy często były pomocne przy próbie zrozumienia tekstu i chwała autorowi, że ich nie poskąpił. Chociaż nie ukrywam, że podobnie jak słowa Kipa Thorne’a, co bardziej skomplikowane diagramy przyprawiały mnie o ból głowy i je również musiałem opuszczać z poczuciem zrezygnowania i zniechęcenia.

SŁOWEM PODSUMOWANIA

Mateusz: Dzieło Kipa Thorne’a oceniam – mimo wszystko – pozytywnie. Astrofizyk zaspokoił moją ciekawość, nauczył mnie kilku istotnych kwestii i chyba jest pierwszym człowiekiem, który w naprawdę zrozumiały sposób przybliżył mi absolutne podstawy fizyki. Co prawda w bardziej zaawansowanych fragmentach zarzucił mnie różnego rodzaju teoriami i hipotezami, z których już w tym momencie nie wiem nic, ale nie umiem do końca stwierdzić, na ile jest to wina moich braków oraz tego, że nigdy nie byłem i nie będę umysłem ścisłym, a na ile jest to wina nieudolności w wyjaśnieniu przez amerykańskiego naukowca. Interstellar i nauka to pozycja trudna, piekielnie wymagająca i nakierowana na bardzo wąskie grono odbiorców, bo tak naprawdę jest to uzupełnienie filmu. Nie poleciłbym jej lektury nikomu, kto nie widział filmu Interstellar, a ma w planach kiedykolwiek go obejrzeć, gdyż książka w wielu fragmentach zdradza istotne fragmenty fabuły. Jednak zupełnie szczerze polecam ksiązkę Kipa Thorne’a wszystkim tym, którzy widzieli film i uznają go za przesadzony, przekombinowany, niespójny z nauką i niewiarygodny. Okazuje się bowiem, że jest to jeden z niewielu filmów ostatnich lat, który nastawiony jest bardziej na science niż fiction.

Patryk: Mimo wszystko uważam, że to nie była książka dla mnie. Pomimo poszerzenia mojej wiedzy o realizacji filmu Interstellar, zbyt dużo było tu dla mnie kwestii, których nie jestem w stanie pojąć. Uważam, że po tę książkę powinni sięgnąć wyłącznie ludzie, którzy nie tylko są zafascynowani filmem, ale również fizyką. Wiem, że niektórym może przeszkadzać moje nagminne narzekanie na tę książkę, bo na przykład mają lepszą tolerancję dla nauk ścisłych – ja jednak wciąż wypowiadam się jako totalny laik, który zainteresował się książką przede wszystkim dzięki filmowi. I pomimo paru wskazówek co do działania Wszechświata i jego ogromu, ta pozycja udowodniła mi, że nie ma sensu, abym próbował mierzyć się z innymi książkami wyjaśniającymi astrofizyczne fenomeny. To nie dla mnie – jeśli więc po lekturze moich słów myślicie sobie: “do stu zasmarkanych chusteczek, chyba mam podobnie!”, to radzę poważnie przemyśleć sobie, czy gra jest warta świeczki. To hardkorowa podróż po świecie, w którym nie każdy czuje się swobodnie.

Fot.: Prószyński i S-ka

Podobne wpisy:

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone gwiazdką *