scylla

Dążymy do samozagłady – wywiad z gitarzystą zespołu Scylla, Pawłem Halcem

Metalowa formacja Scylla po świetnie przyjętym debiucie Pestilence, War, Famine And Death powróciła z nowym, jeszcze lepszym krążkiem, The Year of The Void. Z tej okazji porozmawiałem z gitarzystą zespołu Pawłem Halcem. Zapraszamy do lektury.

Jakub Pożarowszczyk: Opowiedzcie proszę o dotychczasowej historii Scylli. Jak doszło do powstania zespołu? Jaką drogę przebyliście od pierwszej próby, do drugiego już krążka w Waszej karierze?

Paweł Halec: Historia jest banalna i nie ma w niej nic magicznego. Dwóch kolesi z różnych kapel pogadało przy piwie, no i mamy początek. Skład właściwie od pierwszej próby jest niezmienny, tylko na stanowisku garowego przez pierwsze miesiące grał ktoś inny. Nagraliśmy demo, teledysk, następnie pierwszą płytę. Pograliśmy trochę koncertów, żeby się rozruszać, drugi teledysk, trzeci, typowa droga debiutującego zespołu. Znamy się wszyscy kupę lat, więc się do tej pory trzymamy razem i dalej to ciągniemy.

Dlaczego Scylla, a nie Charybda? Skąd pomysł na nazwę zespołu? Kto z Was jest zafascynowany mitologią grecką?

Bo nazwa jest krótka, łatwo ją zapamiętać i zapisać, no i jest potwór, a w metalu muszą być  potwory. Mitologią raczej nikt się nie interesuje, ale do morza mamy niedaleko, więc Scylla jest w sam raz.

Drugą płytę, podobnie jak debiut, wydajecie sami. Szukaliście jakiegoś kontraktu płytowego, czy od razu uznaliście, że najlepiej robić to samemu, bez narzuconego często zdania z góry?

Nie szukaliśmy, nie prosiliśmy, jak jakaś wytwórnia będzie zainteresowana, to się odezwie. Scena w Polsce nie jest znowu aż taka duża, żeby ci, co mieli nas usłyszeć albo zobaczyć, nie mogli tego zrobić. Nie zależy nam, żeby za wszelką cenę leżeć na półce w markecie, ponieważ ludzie, którym się Scylla podoba, raczej tam nie będą szukali płyty. Media społecznościowe, dystrybucja cyfrowa i sprzedaż fizyczna na koncertach na razie muszą wystarczyć.

Jak opiszecie Wasz rozwój od momentu nagrania Pestilence, War, Famine And Death? Jak dotychczasowe doświadczenia wpłynęły na pracę nad The Year Of The Void?

Przede wszystkim ciągłe weryfikowanie materiału podczas koncertów, wyciąganie wniosków i dopracowywanie przyszłych kompozycji głównie pod tym względem, pamiętając jednocześnie, żeby materiał miał również ręce i nogi poza scenariuszem koncertowym i był również interesujący podczas odsłuchu płyty.

Debiut został przyjęty bardzo dobrze, dużo ciepłych słów pojawiło się o Was w prasie. Jak wiadomo, często dla zespół nagranie drugiej płyty jest zadaniem niezwykle trudnym. Czuliście presję podczas tworzenia The Year Of The Void?

Ja nie czułem w ogóle presji. Po tylu latach grania w różnych kapelach wszystko robi się dla przyjemności. Będąc niszowym zespołem grającym niepopularną odmianę metalu, nie trzeba sprostać wymaganiom krytyków albo milionów fanów, więc presji nie ma. Bardziej chodzi o to, żeby zamknąć pewien rozdział i iść dalej, tworzyć coś nowego.

Na The Year Of The Void stosujecie mniej elektroniki, jak na Pestilence… Skąd ta zmiana? Chcieliście mieć uproszczone brzmienie, bliższe czystemu metalowi, czy jednak użycie gęstej elektroniki nie pasowało do konceptu?

Ilość elementów elektronicznych nie była podyktowana jakimiś odgórnymi założeniami, raczej kwestią tego, co akurat pasuje do danego utworu.

Mocna, agresywna muzyka idealnie pasuje do Waszych tekstów, które są, delikatnie mówiąc, niezbyt wesołe, co akcentujecie w Rebirth. W tym kawałku stawiacie ostrą diagnozę ludzkości. Jest aż tak źle?

Tak naprawdę to chyba nigdy nie było dobrze. Również tekst w The Graveyard opowiada o tym, jak od wieków wykorzystujemy naszą planetę do własnych potrzeb, nierzadko wpływając negatywnie na jej stan. Ta nieprzemyślana eksploatacja sprawia, że dążymy do samozagłady i prędzej czy później odczujemy to na własnej skórze.

Ogólnie w tekstach stawiacie na emocje, wyrażając je w sposób prosty i dosadny. Co jest inspiracją do Waszych tekstów?

Życie! Wszyscy wiemy, jakie jest – najpierw trochę cię pogłaszcze, żeby za chwilę dać kopniaka w dupę. Łatwo nie jest. Chyba każdy znalazł się kiedyś w sytuacji, w której czuł złość, nienawiść, bezsilność, niezrozumienie, osamotnienie czy inne negatywne emocje. I choć tematy przewodnie utworów są dość zróżnicowane, to faktycznie opisywane są głównie poprzez emocje. Dzięki temu powinny być dość zrozumiałe i poniekąd bliskie większości odbiorców. Poziom słownictwa również nie jest zbyt skomplikowany, co powinno sprawić, że teksty będą bardziej przystępne dla słuchacza.

A jakie są Wasze inspiracje muzyczne? Echa jakich artystów można spotkać w Waszej twórczości?

O, człowieku, to pytanie rzeka. Ja słucham dobrej muzyki od Pink Floyd po Meshuggah, od Iron Maiden i Slayer po Parkway Drive, oprócz tego lubię oldschoolowy Dance. Inspiracje są wypadkową tego wszystkiego.

Materiał z The Year Of The Void zapewnie musi niszczyć na żywo. Gdzie można w najbliższej okazji Was usłyszeć?

4 grudnia gramy w Słupsku w Motor Rock Pub na Na Metalowych Mikołajkach, na które serdecznie zapraszamy, będzie mega party. Natomiast 5 grudnia gramy w Gdańsku w klubie B90 z okazji Knock Out Tour 2015 z Decapitated, Frontside i Totem, także skład jest bardzo gruby.

Istniejecie od 2012 roku. Przez ten czas doczekaliście się dwóch LP. To co? Początek roku 2017 i kolejna płyta? Majaczy gdzieś tam taka myśl w głowie, jak tworzenie nowej muzyki?

My tworzymy cały czas, mamy już ze 3 nowe kawałki, ale wymagają dopieszczenia; myślę, że 2017 rok jest realną datą, tylko może niekoniecznie początek roku.

Próbowaliście „sprzedać” Waszą muzykę na Zachodzie? A jeśli tak, to jakie były reakcje?

Zdecydowanie wolimy skupić swoje siły na rodzimym rynku.

Dziękuję za rozmowę!

Fot.: Fantom Media/Scylla

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *