Kosogłos

Walcząc o siebie – Francis Lawrence – „Igrzyska śmierci: Kosogłos. Część 2” [recenzja]

Każda historia ma (a przynajmniej powinna mieć) swój koniec, ma go więc – za sprawą królującej obecnie na kinowych salach ekranizacji drugiej części Kosogłosa – i ta, znana powszechnie jako trylogia, Igrzyska śmierci. Pomysł, który narodził się w głowie Suzanne Collins, autorki betsellerowych książek, stał się z miejsca ogólnoświatowym przebojem na rynku wydawniczym, nic więc dziwnego, że przeniesienie przygód Katniss Everdeen na duży ekran również okazało się strzałem w dziesiątkę, przyciągając do kin tłumy fanów, a co za tym idzie, przynosząc twórcom spore zyski. Jako że powieści pani Collins wpisują się w gatunek literatury młodzieżowej, nie można od ich ekranizacji oczekiwać, że będą to filmowe arcydzieła zapisujące się wielkimi zgłoskami w historii kinematografii. Na szczęście nie jest też jednak tak, że mamy tu do czynienia z durną opowiastką dla – nie ujmując nikomu – małolatów, czego najlepszym dowodem jest zamykający serię Kosogłos, najbardziej dojrzała część trylogii.

Nie ma chyba większego sensu opisywanie wszystkiego, co wydarzyło się do tej pory w Igrzyskach, gdyż chyba nikt przy zdrowych zmysłach (lub nie będący masochistą, lubującym się w spoilerach) nie czytałby opinii na temat trzeciej części danego dzieła, nie zaznajamiając się z dwiema poprzednimi. Jednak, by formalności stało się zadość, w telegraficznym skrócie – akcja trylogii osadzona jest w Panem, państwie przyszłości, wzorowanym na Stanach Zjednoczonych. Kraj podzielony jest na dwanaście (trzynaście) Dystryktów, zarządzanych przez Kapitol (będący zarazem stolicą Panem), a w głównej mierze przez prezydenta Snowa (w tej roli Donald Sutherland). Każdego roku Kapitol organizuje Głodowe Igrzyska, w których 24 reprezentantów dwunastu Dystryktów walczy na śmierć i życie. Do 74 Igrzysk wylosowana zostaje między innymi Primrose Everdeen, młodsza siostra głównej bohaterki. Katniss (Jennifer Lawrence), dobrowolnie zastępuje siostrę i – co chyba oczywiste – wygrywa także same „zawody”, stając się przy okazji symbolem rebelii, która zbliża się wielkimi krokami.

595221_1.1

Druga część Kosogłosa rozpoczyna się w momencie, kiedy plan zaatakowania oraz obalenia rządów prezydenta Snowa wchodzi już w życie, a sama Katniss zbiera siły po niespodziewanym ataku, jakiego przez pranie mózgu urządzone przez Kapitol, dopuścił się na niej Peeta (Josh Hutcherson) – walczący wcześniej o jej względy chłopak. Oszołomiona panna Everdeen ma więc teraz kolejny problem na głowie, poza presją jaka spoczywa na niej jako Kosogłosie – symbolu walki o równość i wolność dla całego Panem; dodatkowo stara się pomóc Peecie w odzyskaniu wspomnień i powrocie do zdrowia. Nie będę rzecz jasna opisywał jak zakończy się rebelia oraz co stanie się z Katniss i Peetą, potwierdzę tylko, że napis na promującym film plakacie – NIE SPODZIEWASZ SIĘ TAKIEGO ZAKOŃCZENIA – jest dość trafny, gdyż sama historia, wbrew gatunkowi, nie jest przesłodzona. I tu dochodzimy do chyba najistotniejszej rzeczy – ekranizacja trylogii bardzo wiernie oddaje literacki pierwowzór, a co za tym idzie, jej ostatnia część jest najbardziej dojrzała i potrafi zmusić do przemyśleń. Tak, również w Kosogłosie, będziemy mieli do czynienia ze sporą dawką efektów specjalnych, spektakularnych wybuchów i pełnych napięcia scen pościgu; jednak nie one są tu najważniejsze. Ostatnia część przygód Katniss jest najmniej efekciarska, a jej głównym wątkiem nie jest wcale pokazywanie walki o odzyskanie wolności, jest nim sam człowiek – to, jak jest manipulowany przez media i rząd i to, jaką wagę mają podejmowane decyzje.

602843_1.1

Katniss z ostatniej odsłony Igrzysk nie jest już tą samą dziewczyną, którą poznaliśmy kilka lat temu, teraz… w zasadzie jej nie ma, nie ma jej ducha, stała się jedynie przedmiotem w rękach walczących o władzę, marionetką, wykorzystywaną na potrzeby innych. To, co widzimy na ekranie podczas seansu filmu Igrzyska Śmierci: Kosogłos. Część 2, tylko z pozoru wygląda jak kolejny taki sam film dla mas, jest to jednak, tak naprawdę, wewnętrzna walka bohaterki o samą siebie, o własne „ja”. To właśnie Kosogłos, skierowany – co by nie mówić – do młodszej widowni, wyróżnia zarówno filmową trylogię, jak i pierwowzór autorstwa pani Collins spośród kolejnych podobnych do siebie obrazów dla młodzieży, stawiając całość półkę wyżej. Najbardziej gorzka i cyniczna część Igrzysk stanowi świetną lekcję dla młodych ludzi, pokazując, jak łatwo można dać się zmanipulować tym, którym z łatwością przychodzi wygłaszanie górnolotnych haseł i składanie obietnic bez pokrycia. Nie jest to być może coś, czego kino do tej pory nie widziało, nie jest to nic wielce odkrywczego, trzeba jednak przyznać, że pod tym całym z pozoru efektownym widowiskiem, kryje się wcale niegłupi przekaz.

Jakby nie patrzeć, Kosogłos nadal jest blockbusterem, który przyciągnie do kin multum widzów, jednak obraz sam w sobie naprawdę się broni. Aktorsko wypada bardzo dobrze, ponieważ na medal spisali się Sutherland, wcielający się w postać Gale’a Hawthorne’a Liam Hemsworth, a także – co chyba oczywiste – Jennifer Lawrence. Nie jest to co prawda film roku (bo i nikt tego od niego nie oczekiwał), nie zbawi on świata, warto jednak wybrać się do kina na zamykającą serię drugą część Kosogłosa, bo z całą pewnością nie będą to zmarnowane dwie godziny.

598845.1

Fot.: Forum Film Poland 

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.