buzz rodeo

Na stację 41 poproszę – Buzz Rodeo – „Sports” [recenzja]

Jeszcze nie widziałem tak wydanej płyty. Pozornie zwykły digipack, ale odlewany relief na przedniej stronie okładki to rzecz kompletnie niespotykana. Niezwykła okładka musi zwiastować niebanalną muzykę. I faktycznie. Niemcy z Buzz Rodeo, na debiutanckim krążku Sports generują hałas wysokiej jakości.

Na Sports najbardziej ujęło mnie brzmienie. Proste, oszczędne, surowe, rodem z lat dziewięćdziesiątych, co od razu może nasuwać skojarzenia z Drive Like Jehu czy słynnym Shellac, a może nawet Fugazi. Tak, Niemcy nie próbują być w awangardzie, zaskakiwać nas rozwiązaniami, dzięki którymi z miejsca wyprzedzą konkurencję. Można się temu dziwić, można ponarzekać, że nie próbują nawet być o krok przed wszystkimi, nie ścigając się tym samym z niewidzialnym przeciwnikiem. Po prostu grają to, co najlepiej potrafią, i wkładają w to hektolitry potu. Doskonale odnaleźliby się na scenie dwadzieścia lat temu. Trudno o lepszą rekomendację.

Zawsze uważałem, że trio w postaci gitary, basu i perkusji jest najlepszym sposobem na wygenerowanie odpowiedniego hałasu. Buzz Rodeo na debiucie proponują blisko trzydzieści minut muzyki krążącej wokół szufladek post punk, noise, rock. Utwory kipią od energii, gitarowych dźwięków, kanonad perkusji i basowego rzężenia momentami łapiącego za przegub. Na szczęście w tym wszystkim odnajdujemy dobre, mocne kompozycje, proste, lecz zdecydowanie nie prostackie.

Co najważniejsze, w tych kawałkach nierzadko można spotkać dobrą melodię, pewien pierwiastek może nie tyle co przebojowości, co zwykłej chwytliwości, nieuchronnie powodujący, że niektóre kawałki, potrafią zagościć na dłużej w świadomości słuchacza, jak Home czy Sound of Universe z charakterystycznym gitarowym tematem, regularnie powtarzanym przez całą kompozycję. Momentami Buzz Rodeo potrafią wręcz potraktować słuchacza brudnym rock ‘n’ rollem (Crossbones Bodies), aby z czasem zaskoczyć hipnotyzującym klimatem, rytmiką rodem z lat osiemdziesiątych, nie zapominając o gitarach à la Killing Joke (Station 41).

https://youtu.be/77dcbD1Fr_4

Muzycy Buzz Rodeo lubią również pokombinować, zabawiając się metrum, tematami, melodiami, wydobywając masę niepokojących dźwięków ze swoich instrumentów, jak to się dzieje już w otwierającym Arkansas, który, szczerze mówiąc, zdradzał fakt, że Buzz Rodeo będą lubili kąpać słuchacza w dźwiękowym chaosie, uporządkowanym jedynie w sposób ramowy. Jest pewna struktura, ale dźwięki, riffy mogą się zmienić w każdej chwili. Świadczy to moim zdaniem o tym, że panowie z Buzz Rodeo nie do końca wiedzą, jak się ustawić na samym początku swojej kariery – czy iść na całość tak, jak we wspomnianym Arkansas, i ładując nam ciosy jak w Elephant czy kończącym, pełnym przeszywających dźwięków Pretty Louse Bastard, czy próbując jednak serwować nam zwodnicze, melodyjne granie jak w Station 41.

Po wielu przesłuchaniach Sports niełatwo mi o jednoznaczną opinię, bo dźwięki zaproponowane przez Buzz Rodeo są ciężkie do sklasyfikowania, prostego zaszufladkowania, szczególnie, że mam nieodparte wrażenie, że zespół jest w trakcie poszukiwania własnej tożsamości. A może już ją odnalazł, jedynie momentami puszcza nam oko, zwodząc nas na manowce? Być może. Na pewno Buzz Sports zaproponowali intrygujący, oryginalny – pomimo lekkiego retro posmaku – i frapujący debiut. Dla fanów wszelakiego hałasu powinna to być jedna z tegorocznych lektur obowiązkowych.

Fot.: Antena Krzyku

buzz rodeo

Write a Review

Opublikowane przez

Jakub Pożarowszczyk

Czasami wyjdę z ciemności. Na Głosie Kultury piszę o muzyce.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *