Muzyka,Wywiady

Wewnętrzny wkurw ciągle w nas siedzi – wywiad z wokalistą formacji Venflon, Maciejem Ornochem

Venflon
Venflon

Venflon na albumie Sztuka upadku potwierdza, że znajduje się w ścisłej czołówce krajowego ciężkiego grania. Płyta zewsząd zbiera niezłe opinie, a zespół niestrudzenie gra kolejne koncerty, zaliczając festiwale takie jak Woodstock i Ursynalia. Nowy krążek posłużył mi za idelaną okazję do rozmowy z Maciejem Ornochem, wokalistą i tekściarzem Venflon. Zapraszam do lektury.

Sztuka upadku to już trzeci album w Waszej karierze. Przeczytałem Waszą wypowiedź, że chcecie z płyty na płyty grać coraz ciężej. W porównaniu z Anomią na Sztuce upadku udało się wykonać to założenie?

Maciej Ornoch: Póki co z płyty na płytę gramy coraz ciężej, ale nie jest to kwestią jakiegoś planu czy założenia. Po prostu tak wychodzi. Nie znaczy to też, że kolejna płyta będzie jeszcze cięższa. Być może kolejne wydawnictwo ukaże się w konwencji unplugged. Nigdy nic nie wiadomo :).

Opowiedzcie o pracy nad Sztuką upadku. Były jakieś momenty krytyczne podczas tworzenia muzyki na album? Czy od początku mieliście jasną, wyklarowaną wizję całego albumu?

Tworzenie materiału na Sztukę upadku przebiegało raczej spokojnie i systematycznie, bez nagłych zwrotów akcji czy też krytycznych momentów. Mieliśmy sporo czasu, żeby dopieścić kompozycje, nagrać demo i doszlifować na 200% technikę tak, żeby w studio każdy nagrał swoje ścieżki z marszu. Myślę, że to dopracowanie jest doskonale słyszalne na płycie.

Na Sztuce Upadku zwracają uwagę teksty, jak chociażby otwierający Obcy, a także Zero. Utwory te są o wyobcowaniu jednostki w społeczeństwie. Skąd pomysł na taką tematykę tych utworów?

To jest tematyką, która pojawiała się już wcześniej w moich tekstach. Myślę, że w dzisiejszych czasach bardzo łatwo o wyobcowanie. Z jednej strony jest zawrotne tempo życia i szum informacyjny, które powodują, że łatwo się pogubić, stracić z oczu to, co naprawdę istotne, a z drugiej strony mamy współczesną technologię, Internet, tablety, smartfony, portale społecznościowe. To wszystko potrafi stworzyć bardzo piękną iluzję przynależności do jakiejś grupy czy nawet namiastkę życia towarzyskiego. Jednak bez bezpośredniej relacji face to face, nie możemy mówić ani o jednym, ani o drugim. Żyjemy w trudnych, bezwzględnych czasach. Jeżeli jesteś zbyt wrażliwy i nie nadążasz, to możesz bardzo łatwo wypaść poza nawias.

Wszystko co masz, Miłość, Pełen Nienawiści przedstawiają nam za to mroczną stronę miłości. To jakby druga nić tekstów zawartych na Sztuce Upadku. Skąd tyle cierpkich słów, gdy opowiadacie o miłości w swoich kompozycjach?

Nie pierwszy raz spotykamy się z opinią, że zrobiliśmy płytę o miłości :). Oczywiście jest to opinia uzasadniona, bo tej miłości w tekstach jest sporo. Jednak w moim odczuciu (a jakby nie patrzeć, jestem autorem wszystkich tekstów na płycie) w dużej mierze chodzi bardziej o tendencje do samodestrukcji, o walkę z własnymi demonami, o tym, że ciemna strona człowieka potrafi bardzo skutecznie zatruć jasną. Żeby uciszyć demony musisz jednocześnie zabić część siebie. Wprawdzie tę gorszą, ale jednak część siebie. Podobnie jest w miłości. Często jedna osoba jest tłamszona przez drugą, jednak nie potrafi się przeciwstawić, bo jest od tej drugiej osoby w pewnym sensie uzależniona. Motyw toksycznej miłości posłużył mi jako nośnik do przemycenia dużo mroczniejszych treści :). Poza tym, jak powszechnie wiadomo, miłość i śmierć to dwa najwdzięczniejsze i najbardziej lotne tematy piosenek rockowych. O śmierci był pierwszy album i duża część drugiego, teraz wypadało napisać coś o miłości :).

Venflon- Miłość (Official video)

Tu i teraz ma chyba najbardziej optymistyczny wydźwięk. Po okresie zagubienia i cierpienia jest czas na odrodzenie się, rozpoczęcie nowego życia. Opowiedzcie o tym utworze. Moje interpretacyjne tropy są dobre?

Nawet bardzo dobre :). Ten numer napisałem pod wpływem impulsu, jakim było zetknięcie się z naszą fanką, która cierpi na nieuleczalną i bardzo szybko postępującą chorobę, a jednak nie poddaje się, stara się cieszyć każdą chwilą. Życie jest zbyt krótkie i zbyt piękne żeby siedzieć w mroku. Póki jest jeszcze czas trzeba pozbierać wszystko do kupy i narodzić się na nowo. Przeżyć dany nam czas z podniesioną głową.

Wydaje się, że trochę złagodziliście swój przekaz, bo już utworów, jak Kurwa w Waszej twórczości się nie uświadczy, czy macie w zanadrzu parę ciosów między oczy tego typu?

Tak się akurat złożyło, że na sztuce nie znalazł się żaden tekst w stylu Kurwy czy Trzy na setkę, ale spokojnie – na pewno jeszcze niejeden tego rodzaju cios się pojawi. Wewnętrzny wkurw ciągle w nas siedzi, a sytuacja w kraju i na świecie bardzo sprzyja temu, żeby znowu się uaktywnił ;).

Jak z perspektywy czasu oceniacie debiut Venflon i drugi LP – Anomia?

Oczywiście jest tak, że z biegiem lat dostrzegasz na swoich wcześniejszych płytach coraz więcej mankamentów, rzeczy, które teraz zrobiłbyś inaczej albo nie zrobił w ogóle. Jest to naturalne, bo jako muzycy cały czas się rozwijany, zdobywamy nowe doświadczenia. Mimo to uważam, że zarówno Venflon jak i Anomia to ważne płyty, które w swoim czasie zrobiły odpowiednią robotę. Na każdej z nich znajdują się kawałki ważne, które do dzisiaj gramy na koncertach jak NiktZanim spłonę z debiutu czy OdnowaTrzy na setkęAnomii. To są numery, które ludzie na koncertach śpiewają od dechy do dechy bez najmniejszej pomyłki.

Macie za sobą występ w Must Be The Music. Jakie są Wasze doświadczenia z tamtego okresu? Nie żałujecie decyzji o zgłoszeniu się do programu?

Zdecydowanie nie żałujemy udziału w MBTM. Wręcz przeciwnie – cały czas polecamy udział w tym programie każdemu wykonawcy, który czuje się na siłach i jest na tyle pewny siebie i swojego warsztatu, że wie, że nie da plamy. Udział jest o tyle ryzykowny, że nie ma tu miejsca na najmniejsze potknięcie. Musisz być perfekcyjnie przygotowany, ale samo doświadczenie udziału w takim programie i nauka, którą z niego wynosisz, są nieocenione i bezcenne. Oczywiście sama możliwość zaprezentowania się przed milionową widownią w najlepszym czasie antenowym jest bezcenna.

Kończycie trasę promującą Sztukę Upadku. Jak fani zareagowali na nową muzykę na koncertach?

Sztuka upadku przyjęła się rewelacyjnie. Numery są energetyczne i bujające, więc na koncertach sprawdzają się znakomicie. Spora część publiczności już zna teksty do nowych kawałków i śpiewa je na koncertach razem ze mną i Tolkiem.

11 grudnia zagracie w Gdańsku koncert sygnowany nazwą Tribute to System of a Down? Czego fani mogą się spodziewać na tym gigu?

To już drugi nasz koncert pod szyldem Tribute to System of a Down. Poprzedni, także w Gdańsku, wypadł bardzo dobrze, więc razem z Marcinem Jareckim z klubu Wydział Remontowy postanowiliśmy powtórzyć to wydarzenie. Zagramy dwa około godzinne sety. Pierwszy składał się będzie z coverów SOAD, które swojego czasu zrobiły na nas największe wrażenie (czyli głównie z dwóch pierwszych albumów SOAD). Drugi set to standardowy zestaw z serii Sztuka upadku tour 2015 czyli numery z nowej płyty oraz kilka niezniszczalnych hiciorów, które gramy zawsze i wszędzie :).

Macie już sprecyzowane plany na 2016 rok?

Dalszą promocję Sztuki upadku. Wczesną wiosną kilka koncertów klubowych – na pewno Warszawa, Rzeszów, Lublin i Kraków. Zapewne jeszcze dwa, trzy miasta. Potem plenery, festiwale. Jeżeli chodzi o jesień, to za wcześnie żeby o tym mówić. Na pewno weźmiemy się też za pisanie materiału na kolejne wydawnictwo.

Dziękuję za wywiad!

Fot.: materiały prasowe/Venflon.

Na Głosie Kultury odpowiedzialny za pisanie o muzyce. Gustuje w każdym gatunku oprócz rapu, jednak im większy gitarowy hałas, tym lepiej.