Futbol i cała reszta

Kierunek odwrotny – Przemysław Rudzki – „Futbol i cała reszta” [recenzja]

Może się wydawać, że dziewczyna tego nie zrozumie. Tych godzin spędzonych na brudnym boisku, tych marzeń, by za pierwsze pieniądze od zagranicznego klubu kupić rodzicom dom, tych bójek i podszytej pożądaniem nienawiści do kobiet, tego strachu przed odrzuceniem i mimo wszystko decyzji, że piłka jest ważniejsza. Może się wydawać, że nie zrozumie tego kobieta. Tych wygłupów i szeregu pał w dzienniku, tej chłopięcej, a później męskiej przyjaźni, która rodziła się w bólach i ciągłych testach na to, czy wytrwa. I znowu – tych godzin spędzonych na boisku – w podstawówce, podczas wakacji, w liceum i później. Najpierw z nadzieją, że może to być sposobem na życie, później ze świadomością, że jest to sposób, aby to życie jakoś znieść. Może się wydawać, że kobieta tego nie zrozumie. I chyba faktycznie nigdy nie pojmie tego w pełni. Ale nie znaczy to, że nie będzie w stanie tego pokochać. A świat przedstawiony w powieści Futbol i cała reszta Przemysława Rudzkiego można pokochać niemal od pierwszej strony.

Poznajemy ich kiedy mają po pięć lat. Są mali – ich fizyczność nikogo nie przestraszy, a wiedza o świecie ich samych nie uchroni jeszcze przed jego okrucieństwem. Już teraz zmagają się z jego pierwszymi oznakami – nie wiedzą może, że rodzice borykają się z problemami finansowymi, ale wiedzą, że nie dostaną wymarzonej piłki; nie zdają sobie sprawy z tego, że rodzice się nie dogadują, ale widzą, że rodzice innych chłopaków wyglądają razem jakoś inaczej. Postrzegają świat na ten wyjątkowy sposób charakterystyczny i zarezerwowany wyłącznie dla pięciolatka, który lada dzień odkryje, że kopanie piłki jest wszystkim – najlepszym sportem na świecie, najmocniejszym punktem przyjaźni, nigdy nie zawodzącą odskocznią od syfu, którym z czasem zacznie być dla nich codzienność; jedyną słuszną rzeczą puszczaną w telewizji poza filmami porno, które z czasem również będą dla nich atrakcją, choć chwilowo, bo taka chwila po prostu jest już wpisana w dorastanie. Futbol ich zbliży i scali – ten podwórkowy i ten skrojony na większą, światową skalę, którego cząstką nigdy nie będą w stopniu, o jakim marzyli kiedyś.

Oto Tytus, Karpiu, Kuna, Mały, Żaba, Truskawa i Wąski. Będziemy im towarzyszyć przez wiele lat i tak jak rodzice są świadkami pierwszego słowa, pierwszego kroku, samodzielnie zrobionej kupy do nocnika, pierwszego dnia w szkole, tak my będziemy świadkami ich pierwszego papierosa, pierwszej wypitej do dna flaszki, pierwszego kaca, pierwszego załamania nerwowego, pierwszego seksu, pierwszej bójki, pierwszego przekleństwa. Przemysław Rudzki czyni swoich czytelników rodzicami tej brudnej, mroczniejszej i trudniejszej strony dorastania, o której wszyscy wiedzą, ale często udają, że jej nie ma, że odbywa się w jakichś innych światach, w innej galaktyce, z której człowiek wraca bogatszy w doświadczenia, ale w świadomości rodziców jakby wciąż nieskażony. Czytelnik dorasta z tymi chłopakami i towarzyszy im podczas różnie rozumianych wzlotów i upadków. Kibicuje im, tak jak oni kibicują piłkarzom. Brudna i nieprzyjazna Czeladź jest ich szatnią, z której dopiero później wychodzić będą na boisko większego kawałka świata; będą grzać ławkę rezerwowych, rozgrzewać się na granicy miast i zagrzewać do walki z niesprawiedliwościami świata, z własnymi lękami. W swoim niewielkim, ale ścisłym gronie każdy po kolei będzie odgrywał rolę skrzydłowego, obrońcy, napastnika, stopera, bramkarza; będą podawać sobie dobre rady, dryblować docinkami, wyłapywać błędy i niczym trener szukać najlepszego ustawienia, które zagwarantuje im jeśli nie dozgonną przyjaźń, to przynajmniej poczucie, że zrobili dla niej wszystko, co było możliwe.

Powieść Przemysława Rudzkiego rozpoczyna się na początku lat 80. i czuć to z każdą przewracaną stroną książki, każdym jej zdaniem, każdym zakamarkiem. Oddać ten czas – te lata Polski, tę specyficzną aurę niewielkich osiedli i radości ze świątecznej czekolady czy mandarynek, tych śląskich górników i jeszcze nieistniejącej sławy komputerów i Internetu, tych brudnych trzepaków i wydeptanych przez niestrudzonych chłopaków, samoistnie tworzonych boisk, tych okrzyków matki wychylającej się z okna lub balkonu, że pora na kolację, że ileż można ganiać za piłką – to włożyć w tę powieść serce bijące jedynym właściwym rytmem, to tchnąć w nią życie i sprawić, że czytelnik nieodwracalnie w nią wsiąknie i zrozumie nawet, jeśli urodził się kilka lat później. A jeśli dopiero się rodzi, gdzieś w jakimś nieokreślonym miejscu Polski – Polski zupełnie innej, choć wciąż pod wieloma względami smutnie takiej samej, z pozoru tylko bogatszej i bardziej kolorowej – i kiedyś sięgnie po powieść Futbol i cała reszta, to chyba tylko opowieść ojca bądź dziadka bardziej zadziała mu na wyobraźnię i uświadomi, jak mogło wyglądać wtedy życie chłopaka, paczki kumpli.

Wyjątkowe w tej powieści jest to, że autor jawnie utożsamia się z Kuną, Tytusem i resztą, ale nie czyni siebie jednym z nich. Jego narracja jest przeplatana – raz trzecioosobowa, kiedy opowiada o swoich bohaterach, kiedy ich rozdziela i nadaje każdemu charakter i odrębną historię, a raz pierwszoosobowa, użyta w liczbie mnogiej, kiedy skupia się na ogólnym charakterze tamtych czasów, tamtych nieszczęść i radości. Niekiedy więc czytamy, że Tego dna świat Krzysia Wolskiego się zmienia, a niekiedy, że: Nasze futbolowe batalie są nie mniej zacięte od tych we Włoszech. Rudzki nie utożsamia się więc z żadnym z bohaterów, ale z ich pokoleniem, z ich marzeniami i tęsknotami, z ich problemami w szkole i niepowtarzalnym uczuciem wolności na boisku. I tak jak Franklin Foer futbolem wyjaśniał świat i różne aspekty globalizacji, jego powiązanie z religią, polityką, gangami, tożsamością kulturową, tak polski pisarz robi coś podobnego, tylko na mniejszą skalę, sprowadzając świat do kilku bijących w różnym tempie serc, do kilku chłopaków, którzy są przedstawicielami swojego pokolenia.

Futbol i cała reszta to dziejąca się na przestrzeni dwudziestu lat opowieść zarówno wzruszająca, jak i zabawna. O chłopakach, a potem mężczyznach zakochanych nieprzytomnie w piłce, o ich przygodach i przeżyciach, o walce toczonej codziennie z coraz to potężniejszymi wrogami – kolegami, rodzicami, nauczycielami, dziewczynami, pracodawcami, podejrzanymi typkami, kobietami. To podróż od Śląska czau PRL-u do Londynu XXI wieku. Podróż od brzdąca, który kiedyś zobaczył jak na dole jego rówieśnicy kopią piłkę, do przyjaźni, która tyle się ukruszyła, że ostatecznie stała się dzięki temu silniejsza niż wcześniej. Przeplatana osobistymi tragediami i porażkami Polaków na boisku, tkana z codziennych radości chłopaków z Czeladzi i futbolowych sukcesów wszelakich. I trzeba przyznać autorowi, że w sposób niezwykle wymowny i fantastycznie realistyczny opowiada o tym wszystkim, nie trzeba nawet zamykać oczu, aby wyobrazić sobie osiedle, boisko, Czeladź; szkołę, szpital, dyskotekę; wycieczkę szkolną, obóz piłkarski, domówkę. Wszystko jest tu żywe, drgające, tętniące i pulsujące. Ale największym sukcesem Przemysława Rudzkiego jest to, że czytelnik ma ochotę wejść, wtargnąć do czasów i sytuacji przez niego opisywanych, tworzy sentyment, który nie opuści nas jeszcze długo po skończonej lekturze. I robi to z premedytacją, wiedząc,  że w naturze każdych czasów, każdego okresu leży tyle radości, co smutków. A że Rudzki tych negatywów nie ukrywa, że stawia je na równi z pozytywami – to te ostatnie robią na nas największe wrażenie. Zresztą, nawet niedostatki tamtych lat wydają nam się po lekturze Futbolu i całej reszty jakieś wzruszające i sentymentalne.

Autor świetnie spisał się również na polu stylistycznym i językowym. Powieść czyta się szybko i płynnie, potrafi zarówno wciągnąć, jak i wprowadzić nas w nostalgiczny nastrój. Można się przy niej szczerze uśmiać, ale i równie szczerze wzruszyć. A będąc dziewczyną czy kobietą, która na przykład nie lubi i nie rozumie futbolu (podobno jeszcze nie wymarły takie okazy), można sięgnąć po tę książkę, żeby zrozumieć, że płeć piękna nigdy nie będzie dla mężczyzn ważniejsza od piłki, tak jak piłka nigdy nie będzie ważniejsza od płci przeciwnej. To po prostu dwa różne światy, a wszystkie problemy i konflikty na tym polu wynikają wyłącznie z tego, że chłopcy i mężczyźni do wieków próbują te dwa światy jakoś pogodzić, zrównać i nadać im jeden status, usadowić na jednym szczeblu hierarchii. A one często się tam po prostu nie mieszczą, bo szczebel nierzadko jest zbyt wąski. A przez najciaśniejszy mur nawet zdobywca Złotej Piłki się nie przeciśnie.

Futbol i cała reszta to piękna opowieść o przyjaźni, miłości, dorastaniu i piłce. To na omawianym polu powieść niemal idealna, wyważona i zawierająca w sobie wszystko, co powinna. Przemysław Rudzki jest autorem inteligentnym, błyskotliwym, zabawnym i sentymentalnym, przeklnie, gdy trzeba (a co jakiś czas trzeba) i zapłacze, kiedy musi (a czasem musi). Ta mieszanka czyni jego powieść historią skończoną, przemyślaną i genialnie zbalansowaną – posiadanie piłki rozkłada się w niej pół na pół, pięćdziesiąt procent dla refleksji i tyle samo dla świetnej zabawy. Ostateczny wynik wygląda zresztą podobnie, a remis, jakim kończy się to spotkanie humoru ze wzruszeniem, daje zwycięstwo autorowi. Na brawa zasługuje także jego celność w opisywaniu pewnych zdarzeń i zjawisk, które choć oczywiste, w jego zdaniach jawią nam się jako życiowe mądrości, które warto zapisać, o których warto pamiętać, bo zostały świetnie sformułowane, którymi pisarz trafił w samo sedno. I niech zakończeniem będzie jeden z cytatów z początku powieści, który jednak stanowi jej motto i naznaczył tę historię na cały jej przebieg, bo przecież, jak dobrze zdaje sobie sprawę Truskawa, czasem małe rzeczy naznaczają nas na całe życie:

Tęsknimy za lepszym życiem, choć nie wiemy, że najlepsze właśnie się dzieje, tu i teraz, a kiedyś, w odległej przyszłości, tęsknota będzie mieć kierunek odwrotny.

Fot.: Wydawnictwo SQN

 

Futbol i cała reszta

Write a Review

Opublikowane przez

Sylwia Sekret

Redaktorka naczelna i współzałożycielka Głosu Kultury. Absolwentka dyskursu publicznego na Uniwersytecie Śląskim (co brzmi równie bezużytecznie, jak okazało się, że jest w rzeczywistości). Uwielbia pisać i chyba właśnie to w życiu wychodzi jej najlepiej. Kocha komiksy, choć miłość ta przyszła z czasem. Zimą ogląda skoki narciarskie, a latem do czytania musi mieć świeży słonecznik.

Tagi
Śledź nas
Patronat

1 Komentarz

  • Właśnie jestem po lekturze tej pozycji i oceniam ją bardzo pozytywnie. Wiele zabawnych sytuacji przypomniało mi moje dzieciństwo i panujące w nim realia… piękna sprawa taki powrót do przeszłości. Całe dzieciństwo związane z futbolem i podobny sposób myślenia, a także zachowania autorów w doskonały sposób pozwolił mi się z nimi utożsamiać i raz jeszcze przeżyć moje, jak i ich beztroskie, ale i bardzo kolorowe dzieciństwo…

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.