Książki,Recenzje

Krótka opowieść o długim życiu – Marie-Hélène Lafon – “Joseph” [recenzja]

Joseph
Joseph

Zwykłe opowieści o zwykłych ludziach nie zawsze się udają. W XXI wieku, kiedy wydaje nam się, że wszystko już znamy, wszystko już czytaliśmy i nic nas nie zaskoczy, oczekujemy fajerwerków i czegoś, na co nasz umysł nie był przygotowany. Wiele wymagamy i jesteśmy wybredni. Powieści, w których narracja jest raczej gawędziarska, a jej celem jest streszczenie życia, które tak naprawdę mogłoby być życiem każdego z nas, nieczęsto przypadają nam do gustu. Zdajemy sobie sprawę z ich wartości, ale i tak sięgamy po wartką akcję i tajemniczą fabułę. A jak jest z powieścią Joseph autorstwa Marie-Hélène Lafon, która na stu dwudziestu stronach opowiada zwykłą historię zwykłego, liczącego sobie pięćdziesiąt osiem lat mężczyzny?

Choć poznajemy Josepha, kiedy dobiega sześćdziesiątki, w tej króciutkiej opowieści śledzić będziemy różne etapy jego życia – łącznie z jego troskami, miłościami, problemami i drobnymi radościami. A te nie są typowe dla człowieka współczesnego, człowieka naszych czasów. Bo Joseph to zdecydowanie człowiek starej daty i choć brzmi to może negatywnie, bo kojarzy się z człowiekiem ograniczonym przez własne uprzedzenia, który nie idzie z duchem czasu, utrudniając życie sobie i innym – u Josepha sprowadza się to do przede wszystkich do tych łagodnych pozytywów, niuansów, za które cenimy ludzi, których rytm dnia przebiega niemal zgodnie z wędrówką słońca po niebie. Joseph to bowiem człowiek, który praktycznie całe swoje życie spędził, pracując na gospodarstwie, pracując w dodatku dla kogoś, w zamian otrzymując dach nad głową i wyżywienie, jakiś drobny zarobek. A jednak, wbrew temu, czego można się spodziewać, mężczyzna nie narzeka i nie skarży się na swój los. Co ważne jednak – brak skarg z jego strony nie wynika z tego, że mężczyzna po prostu nie chce się użalać, a z faktu, że Josephowi taki stan zwyczajnie wystarcza. Codzienne doglądanie zwierząt, drobne naprawy, doglądanie gospodarstwa – to wszystko daje mu może nie radość, może nie uczucie spełnienia, ale na pewno stan ducha wystarczający do tego, aby wieczorem w spokoju, bez targanej niepokojami duszy, zasiąść na kanapie przed telewizorem, oglądając jakiś teleturniej i snując przypuszczenia i wspomnienia, do których dostęp uzyskuje również czytelnik.

Z licznych dygresji tkanych z narracji trzecioosobowej, ale będących strumieniem myśli Josepha, poznajemy życie mężczyzny i wydarzenia, które sprowadziły go do miejsca, w którym jest teraz. Dowiadujemy się sporo o jego niełatwym życiu, choć też autorka nie dzieli się z nami wszystkimi szczegółami z istnienia swojego bohatera. Joseph zaczyna nam się jednak jawić jako osoba, która nigdy nie miała zbyt wiele do powiedzenia w kontekście decydowania o własnym losie, momentami bezwolnie poddawał się temu, co przynosiło życie i decyzje innych ludzi. Ci zresztą nigdy nie byli dla naszego bohatera specjalnie mili czy życzliwi. Nawet jego własny brat, któremu wiodło się lepiej niż Josephowi, wolał odciąć się od niego i zrezygnował z wszelkich kontaktów. Pechowo wiodło się Josephowi również na polu miłosnym. Sylvie, jedyna kobieta, o której wspomina mężczyzna, którą kochał i z którą pragnął być szczęśliwy, niczym wampir wysysała z niego energię, związek z nią był dla niego toksyczny, a rozstanie spowodowało, że popadł  alkoholizm, z którym walka była dla niego długa i żmudna. Jednak akurat nałogowi nie poddał się bohater bezwolnie – stanął z nim w szranki i wygrał tę nierówną walkę, aby móc wieść spokojny, wiejski żywot. Aby cieszyć się każdym wschodem słońca, każdym oddechem, każdym wykonanym dobrze obowiązkiem.

Marie-Hélène Lafon stworzyła tę minipowieść skrupulatnie i widać, że doskonale wiedziała, co robi, że każde słowo jest tu potrzebne i przez nią zaplanowane. Joseph to poukładane i uporządkowane myśli bohatera, ale uporządkowane na jego własny sposób, w którym czytelnik może czuć się momentami zagubiony. Joseph krąży bowiem wokół swojego życia, niczym ptak obserwując je z góry, podlatując nagle do odległych od teraźniejszości momentów i tylko on sam wie, jak ważne były dla niego pewne wydarzenia, jak mocno zapadły mu w pamięć i dlaczego. Niektóre z nich zrozumiemy również my, ale nie wszystkie. Joseph pomimo tego, że zbliża się do sześćdziesiątki, wydaje się mieć doskonałą pamięć i przechowuje w niej nawet całe rozmowy, szczegóły pewnych wydarzeń. Są one na swój sposób wciągające i wzruszające, a sama postać Josepha budzi w nas niełatwe do określenia uczucia i szybko może dojść do sytuacji, że to czytelnik zaczyna się troszczyć o niego bardziej niż on sam. Ten mężczyzna, ten człowiek starej daty, który woli przebywać z milczącymi zwierzętami niż z ludźmi nie wzbudza w nas jednak politowania, a raczej wewnętrzne ciepło, które typowe jest dla ludzi szczerych, serdecznych, ale i prostych – oczywiście w najlepszym tego słowa znaczeniu.

To krótkie dzieło (chciałoby się powiedzieć “dziełko) na pewno nie trafi we wszystkie gusta. Specyficzna narracja, skoki czasowe, w których niełatwo się połapać, a więc intuicyjna chronologia wydarzeń w życiu Josepha mogą niejednego czytelnika przyprawić o ból głowy. Do tego dochodzą przecież długie zdania, niekiedy na niemal całą stronę, jakby autorka wyjątkowo upodobała sobie przecinki i średniki, zastępując nimi wszystkie możliwe kropki. A jednak wielu Joseph może oczarować swoją prostotą, swoim podejściem do życia, swoją naturalnością, skromnością i tym, jak stroni od ludzi. Joseph to najprościej mówiąc krótka opowieść o długim życiu, w którym mnóstwo było cierpienia, samotności, tęsknot i ciężkiej pracy, teraz natomiast nadchodzi czas na odpoczynek i wytchnienie. I choć może nam nie pasować, że człowiek, którego polubiliśmy, zadowala się drobiazgami, że cieszą go i satysfakcjonują rzeczy, koło których my przeszlibyśmy pewnie obojętnie – to nas cieszy z kolei, że rozstajemy się z nim spokojni o jego dalsze losy, wiedząc, że będzie szczęśliwy na swój własny, przyziemny i skromny sposób.

Fot.: Wydawnictwo Literackie

Podobne wpisy:

Redaktor naczelna i korektorka; absolwentka dyskursu publicznego na Uniwersytecie Śląskim. Czyta prawie wszystko i recenzuje nie mniej, powtarzając sobie w duchu za Josifem Brodskim: "Znając nasze dość niskogatunkowe czasy, przybijam dumny stempel: 'towar drugiej klasy' na swe najlepsze myśli i niech jutro młode przyjmie te doświadczenia z walk o każdy oddech".

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone gwiazdką *