Śmiech diabła

Czas obłędu – Agnieszka Miela – „Śmiech diabła” [recenzja]

Agnieszka Miela to polska autorka, która ma na koncie książkę z gatunku fantastyki i science fiction oraz współautorstwo w horrorze. Jest na początku drogi, ale dużo dalej niż każdy zapalony pisarz chowający swoje wielkie dzieła do szuflady. Do przeczytania jej książki Śmiech diabła (rozpoczynającej cykl Dzieci starych bogów) zachęciła mnie fascynacja autorki przesądami i magią, które praktykowane są na polskich wsiach. Od dłuższego już czasu chciałam podjąć się takiej właśnie literatury, co ma związek z powracającą do powieści tematyką dawnych wierzeń.

Nasza przygoda z pozycją Śmiech diabła rozpoczyna się od przedstawienia dwójki głównych bohaterów. Zarówno Bertram Armin o błękitnych oczach, jak i Aine z Domu Wartów, pochodzą ze starych dumnych rodów. Każde z tych (jeszcze) dzieci, nosi swoje własne brzemię: chłopiec dąży do podjęcia się zabicia wroga swojego ojca (misja z góry skazana na niepowodzenie), a Wilga (inaczej Aine) walczy o akceptację ojca, który nie toleruje, że urodziła się dziewczynką. Przyprawia ją to o ogromny kompleks, z którym wraz z nią mierzymy się do ostatnich stron.

Książka jest niezłym kawałkiem fantastyki, w który bardzo zgrabnie wplecione są przeróżne wierzenia. Niestety moja wiedza nie pozwala mi stwierdzić, w jakim stopniu są to faktycznie pradawne zwyczaje i postaci, a w jakim kreacja świata przedstawionego. Duży plus za ujęcie kultury (np. Święta Czterech Dziewic i jego przebiegu). Jako czytelnicy mamy także styczność z mnóstwem bóstw czy demonów i odwoływania się do nich oraz wyraźne ujęcie kwestii przeznaczenia. W tym wszystkim nierzadko doświadczamy bardzo brutalnych ujęć (przykładowe pływające oczy to norma) i szczegółowych opisów świata przedstawionego. Pozycja ukazuje nam od samego początku wiele tajemnic, które chcę się poznać, potrafi również nieźle zaskoczyć.

Sam pomysł jest bardzo ciekawy, jednak doznałam zawodu, co do sposobu jego realizacji. Bardzo przeszkadzały mi wątki poboczne rozwijane i wplatane kosztem głównych, co przeszkodziło mi w poznaniu wykreowanego świata. Zawiodła mnie również kwestia utrzymywania napięcia. Książka zaczyna się bardzo brutalnie i mrocznie, niestety później traci swój początkowy rezon i czytelnik otrzymuje coś na kształt bajki, która z kolei przekształca się w… po prostu zlepek fabularny.

Za ogromny minus uznaję kreację głównych bohaterów. Mam wrażenie, że nie mają oni jasno określonych celów. Nie dość, że sami nie wiedzą, czego chcą, to nawet czytelnik nie jest w stanie tego wywnioskować po lekturze. Widać to wyraźnie po często nielogicznym zachowaniu lub najzwyczajniej podyktowanym przez kogoś innego. Bardzo trudno jest utożsamić się z bohaterami, których działań po prostu nie rozumiemy. Nie podoba mi się również, że chwilami główne postaci były traktowane bardzo oszczędnie – nagle skądś miały towarzysza albo znikąd o czymś sobie wspominają – jako czytelnik czułam się strasznie wykluczona.

Natomiast najbardziej irytujące były błędy logiczne, czego idealnym przykładem jest relacja Bertrama z jego rzekomą ukochaną. Od początku widzimy, że miał do niej raczej specyficzny jak na związek stosunek – absolutnie nie przystaję na fakt, że była dla niego ważną osobą. Dalej, trudno uwierzyć w jego dążenia do zemsty, bo  przez jedno cudze zdanie zmienia swoje myślenie jak rękawiczki. Kolejna kwestia – bohater przez ponad pół książki wspomina, że tylko jego ukochana używała jego przezwiska, choć dobrze wiemy, że to kompletnie nieprawda.

Kolejne niemniej istotne wady to:

  •  brak prologu – jako czytelnik miałam spore trudności z pełnym zrozumieniem świata przedstawionego, choć z czasem zaczynał się on nieco rozjaśniać;
  •  niekonsekwencja treści rozdziałów – często zaczynały się one leniwie, nie dawały przesłanek do wiedzy odnośnie do stanu bohaterów, co i gdzie robią. Często czułam oderwanie od kontekstu przez zbędne komplikacje lub skróty myślowe;
  •  zawiłość wątku miłosnego – o ile naprawdę o niego chodziło – za Boga nie rozumiem dążeń postaci;
  •  porównywanie sytuacji Aine i Bertrama jako dzieci – ich problemy były skrajnie różne;
  •  irytujące rozstrzygnięcie misji małego Bertrama – stanowił wręcz moment przełomowy dla zepsucia klimatu książki;
  •  Wilga – postać jest ogólnie przerysowana, ale moment, w którym miałaby nie widzieć złego stanu przyjaciela „bo jej nie powie”, choć kuleje na jej oczach, jest dla mnie po prostu błędem w toku myślenia;
  •  fakt wypierania przez bohaterów istnienia magii. To trochę tak, jakby pisać o czarodziejach, którzy mimo różdżek i magicznego odzienia uznają je za kije i podomkę.

Co do samej okładki nie mam zastrzeżeń. Uważam, że jest bardzo klimatyczna i w pełni oddaje aurę starodawnych wierzeń. Doceniam wizerunek węża w centrum (przeczytacie, to się dowiecie) oraz zrównoważoną kolorystykę. Ciernie i kolce mogą nawiązywać do nietkniętej przez ludzką rękę natury, niebezpieczeństwa, jak i trudności, z którymi mierzą się bohaterowie. Okładka jest przyjemna dla oka i już z daleka zachęca.

Podsumowując, książka jest przedstawicielem gatunku fantastyki. Mimo że osobiście nie polubiłam się z pozycją autorki, muszę oddać jej cześć za ujęcia kulturalno-religijne oraz przyjemną stylistykę. Myślę, że książka jest ciekawa, choć pełna sprzeczności, które dla mnie osobiście są nie do przejścia. Nie wykluczam jednak, że może znaleźć swoje grono odbiorców, zresztą – już je znalazła.

Fot.: Wydawnictwo Zysk i S-ka

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.