Aktualnie na słuchawkach,Muzyka

Aktualnie na słuchawkach #14: Inhaler, Bleachers, Dusted, Dennis Lloyd

inhaler
inhaler

Witamy w kolejnej odsłonie cyklu Aktualnie na słuchawkach, w którym będziemy dzielić się przemyśleniami na temat czterech płyt, wystawimy im oceny, wskażemy naszym zdaniem najmocniejsze oraz najsłabsze utwory i podzielimy się z Wami teledyskiem (jeśli będzie dostępny). Słuchanie kolejnych płyt na potrzeby tego cyklu to dla nas poszerzenie horyzontów, wyjście ze strefy komfortu, eksploracja nieznanych muzycznie terytoriów i przede wszystkim dobra zabawa. W nowej odsłonie Aktualnie na słuchawkach omawiamy wyłącznie nowości muzyczne z poprzedniego miesiąca. Dlatego też dziś przeczytacie (i, miejmy nadzieję, posłuchacie) o nowościach lipca, za miesiąc o nowościach sierpnia, później września itd. Nasze teksty będą się ukazywać za każdym razem w ostatnim tygodniu miesiąca (niestety dzisiejsza odsłona zaliczyła niekontrolowane opóźnienie i ukazuje się o tydzień później). Da nam to łącznie 48 recenzji płyt rocznie. W każdym miesiącu postaramy się umieścić w zestawieniu przynajmniej jedną płytę mainstreamową oraz wyłuskać takie albumy, po które naszym zdaniem warto sięgnąć, mimo niskiej lub nawet znikomej rozpoznawalności muzyków, którzy je stworzyli. Dodatkowo postaramy się napisać, z jakim artystą bądź albumem kojarzy nam się omawiany wykonawca lub jego płyta. W tym miesiącu przedstawimy Wam między innymi zespól Inhaler.

Nasz zespół redakcyjny odpowiedzialny za Aktualnie na słuchawkach to Patryk Wolski i Mateusz Cyra. Patryk jest miłośnikiem rocka, głównie pociągają go odłamy hard i stoner. Mateusz z kolei to niepoprawny Stan Eminema, miłośnik lirycznego rapu oraz amator jazzu i  muzyki filmowej. Naszym wspólnym mianownikiem jest naprawdę szeroko pojęty indie rock oraz muzyka folk. Możecie spodziewać się zatem sporej różnorodności muzycznej.  

Pamiętajcie też, że na samym dole przypinamy playlistę Aktualnie na słuchawkach 06/21 dostępną na Spotify, na której umieściliśmy naszym zdaniem najfajniejsze piosenki z lipca 2021 roku. 


Patryk Wolski:

Wykonawca: Dusted

Tytuł: III

Data premiery: 23 lipca 2021

Najsilniejszy punkt: They Don’t Know You, Bide My Time, Wash My Hands Away, Erik

Najsłabszy punkt: Cedar Tree, Palmer

Gatunek: indie rock

Ocena: 7/10

Od czasu do czasu proponuję Wam albumy, które według mojej opinii dobrze spisują się jako płyty do poduszki, i tak będzie również w tym przypadku. Trzeci album kanadyjskiej grupy Dusted, zatytułowany po prostu III (chociaż ich poprzednie płyty były bardziej oryginalne, jeśli chodzi o nazwy), to senna podróż po zamkniętych w małej przestrzeni dźwiękach. Wokal Briana Borcherdta snuje się gdzieś niczym duch przy akompaniamencie oszczędnie grającej gitary i tworzy to klimat czasami niepokojący, a czasami kojący nerwy. Ich najnowszy album przesłuchałem już co najmniej kilkukrotnie i wciąż stwierdzam, że twórczości Dusted dobrze słucha się do snu, ale podejrzewam, że równie dobrze album III sprawdzałby się jako tło do ponurych opowieści czy też mrocznych sesji RPG lub planszówek. Niekiedy bowiem mamy do czynienia z piosenkami o mrocznym zabarwieniu – jak chociażby They Don’t Know You czy Bide My Time. Po czym nagle zespół zaskakuje uroczym kawałkiem Erik, który z każdym odsłuchanym razem umacnia się na pozycji mojego faworyta. Dusted nie wychylają się na niniejszym albumie poza główną estetykę i utrzymują równy poziom. Dla jednych może to być zaleta, ale dla zwolenników różnorodności – może okazać się nudno. III to płyta zdecydowanie dla fanów melancholii i smutku w tej dziedzinie sztuki; dla fanów muzyki, która pomimo minorowych tonów łagodzi nerwy. 

Dusted - They don't know you (official video)


Wykonawca: Dennis Lloyd

Tytuł: Some Days

Data premiery: 2 lipca 2021

Najsilniejszy punkt: Alien, HODL On, Bottom Line

Najsłabszy punkt: Dogs, Meditation

Gatunek: pop, indie

Ocena: 7/10

Tym wyborem zaskoczyłem sam siebie. Pop nieczęsto gości na moich słuchawkach, a już zwłaszcza nie ten nowoczesny, wypchany po brzegi elektroniką. Okazuje się jednak, że Dennis Lloyd jest na tyle zdolnym artystą, że nawet  ja się przekonałem, że da się zrobić intrygującą muzykę – jak to czasami kąśliwie nazywam – radiową. Chociażby taki utwór jak Alien – teoretycznie totalnie nie w moim guście, można powiedzieć, że jest to zwykłe popowe granie. Ale zarówno w nim, jak i w innych utworach na albumie Some Days, znajduję muzyczne smaczki, które sprawiają mi frajdę. Oczywiście największą radość mam, gdy do głosu dochodzi może i banalna, ale w punkt pasująca elektryczna gitara zawodząca bluesowym graniem. Dennis Lloyd przy tym swobodnie porusza się po muzycznych stylach, niekiedy ocierając się nawet o rap, pokazując swoją niepokorną duszę. Aczkolwiek słuchając jego najnowszej płyty, odniosłem wrażenie, że więcej w nim wrażliwej osobowości. Może właśnie dlatego ostatecznie płyta Some Days przypadła mi do gustu, bo właśnie większość jego utworów ociera się o ponure dźwięki i bardziej pasuje do samotnego słuchania na słuchawkach, niż skakania na imprezie. I to pomimo wielu popowych zabiegów, takich jak nieszczęsny autotune czy marnej jakości romansowanie z rapowaniem. Dennis Lloyd pomimo krótkiej aktywności na scenie muzycznej, sprawnie wybija się poprzez występy np. w programie Jimmy Kimmel Live! czy też na słynnych festiwalach muzycznych (Coachella, Governor’s Ball, Montreux Jazz Festival. Warto go mieć na oku, nawet jeśli tego rodzaju muzyki nie słucha się na co dzień.

Dennis Lloyd - Alien (Live at Mitzpe Ramon)


Mateusz Cyra:

Wykonawca: Bleachers

Tytuł: Take The Sadness Out of Saturday Night

Data premiery: 30 lipca 2021

Najsilniejszy punkt: How Dare You Want More, Chinatown, Stop Making This Hurt

Najsłabszy punkt: Big Life

Gatunek: pop rock, indie pop, indie rock

Kojarzy mi się z: może trochę z The Killers 

Ocena: 9/10

Tradycyjnie już pora na wyznanie: moja żona uświadomiła mi, że ja tak naprawdę znam ten zespół, ale pod zupełnie inną nazwą i z zupełnie innego medium. Mianowicie zespół ten w cieplutkim i niedocenianym filmie Cześć, na imię mam Doris występuje pod fikcyjną nazwą Baby Goya i wykonują niezwykle wpadającą w ucho piosenkę Dance, Rascal Dance. Gdy jednak zapoznawałem się z tym krążkiem Bleachersów (czyli tak naprawdę z twórczością Jacka Antonoffa, ponieważ to ten utalentowany muzyk kryje się pod nazwą Bleachers), coś, gdzieś mi brzęczało znajomego w uszach, ale za cholerę nie potrafiłem wskazać – co i skąd. Dlatego zacząłem przeszukiwać ich dyskografię, ale nie trafiłem na nic znanego, toteż uznałem, że pewnie mi się tylko wydawało. W zasadzie po tym, jak spodobało mi się muzyczno-filmowe alter ego Bleachersów, nie powinienem być zdziwiony, że ta płyta tak smacznie wpada mi w ucho, ale jednak wciąż nie mogę wyjść z podziwu. To tak cudownie udana i świetnie zagrana mieszanka popu i rocka, że ten album w ostatnich tygodniach nie schodzi mi ze słuchawek. Gdyby nie jedna wpadka z fatalną piosenką Big life, to byłoby to album niemalże idealny, ale nie można mieć wszystkiego. Imponują jednak nazwiska zaproszonych na płytę gości – Bruce Spreengsten oraz Lana Del Ray zaznaczają głośno i wyraźnie swoją obecność na tej płycie, ale nie przyćmiewają swojego gospodarza. Wiem, że pisałem to już o kilku albumach w tym roku, ale Take The Sadness Out of Saturday Night ma spore szanse znaleźć się na mojej ścisłej czołówce albumów 2021. Powoli zaczyna robić się tam ciasno, ale do końca roku zostało już coraz mniej miesięcy ;).

Bleachers - Chinatown (Official Video) ft. Bruce Springsteen


Wykonawca: Inhaler 

Tytuł: It Won’t Always Be Like This

Data premiery: 9 lipca 2021

Najsilniejszy punkt: My Honest Face, Cheer Up Baby, In My Sleep

Najsłabszy punkt: chyba When It Breaks

Gatunek: indie rock, pop rock

Kojarzy mi się z: The Strokes, U2

Ocena: 9/10

Lecimy z kolejnym wyznaniem: słuchając tego albumu, nie potrafiłem wyzbyć się wrażenia, że mam do czynienia z jakąś wariacją na temat U2. Coś w ogólnym brzmieniu muzycznym pasowało mi do twórczości legendarnego irlandzkiego zespołu. Dodatkowo coś zarówno w barwie głosu, jak i charakterystycznym śpiewie Elijaha Hewsona sprawiało, że ciągle w myślach pojawiało mi się skojarzenie z U2. Dwie minuty szperania w Internecie i wszystko stało się jasne. Frontman Inhalera ma U2 we krwi, że się tak wyrażę. Wszak jest on synem Bono, czyli Paula Davida Hewsona. To wyjaśnia, skąd tak silne skojarzenia…

Ta płyta zaskoczyła w zasadzie od razu. Przesłuchałem trzy piosenki i wiedziałem, że to będzie TEN album w tym miesiącu. Nie będę się musiał przekonywać, robić powtórek, szukać innych zespołów lub solowych artystów, bo to właśnie o debiucie irlandzkiego zespołu będę chciał pisać. Historia grupy sięga 2012 roku, bo to wtedy oficjalnie muzycy, w tamtym momencie jeszcze jako chłopaki, w St Andrew’s College postanowili założyć zespół, ale nazwa Inhaler powstała dopiero w 2015, a pierwsze znaczące single pojawiły się dopiero w 2018 roku. Wydaje mi się jednak, że dobrze się stało, że od formalnego do faktycznego debiutu płytowego upłynęło tyle wody, ponieważ grupa zdążyła się odpowiednio zgrać, nabrać jakiejś muzycznej i scenicznej ogłady, czego efektem jest naprawdę imponujący debiut. Zakładam, że duże znaczenie odegrał w tym wszystkim sam Bono, ale nie widzę w tym niczego zdrożnego. Nie jest to pierwszy raz w historii muzyki rozrywkowej, gdy rodzic wspiera karierę dziecka. W tym przypadku mamy do czynienia z sytuacją, gdy młode pokolenie dziedziczy muzyczny dar jakby naturalnie i odbiorca nie ma poczucia, że jest to wykalkulowany i ewidentny skok na kasę. Oczywiście znajdą się złośliwcy, którzy będą wytykać grupie „syndrom znanego tatusia” i największym wyzwaniem dla Inhalera będzie po prostu zaprezentowanie swojego talentu, ale w połączeniu z już teraz widocznie inteligentnym, instynktownym pisaniem piosenek jest to dla mnie grupa, która ma przed sobą świetlaną przyszłość. 

Inhaler - Cheer Up Baby (Official Video)


Playlista Aktualnie na słuchawkach 07/21

Podobne wpisy:

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone gwiazdką *