koniec świata

Aktualnie na słuchawkach #19: Koniec Świata, Jagoda Kret, The Kings of Frog Island, The Lottery Winners

Witamy w kolejnej odsłonie cyklu Aktualnie na słuchawkach, w którym będziemy dzielić się przemyśleniami na temat czterech płyt, wystawimy im oceny, wskażemy naszym zdaniem najmocniejsze oraz najsłabsze utwory i podzielimy się z Wami teledyskiem (jeśli będzie dostępny). Słuchanie kolejnych płyt na potrzeby tego cyklu to dla nas poszerzenie horyzontów, wyjście ze strefy komfortu, eksploracja nieznanych muzycznie terytoriów i przede wszystkim dobra zabawa. W nowej odsłonie Aktualnie na słuchawkach omawiamy wyłącznie nowości muzyczne z poprzedniego miesiąca.

Dlatego też dziś przeczytacie (i, miejmy nadzieję, posłuchacie) o nowościach grudnia, za miesiąc o nowościach stycznia, później lutego itd. Nasze teksty będą się ukazywać raz w miesiącu, zwykle w pierwszym tygodniu nowego miesiąca. Da nam to łącznie 48 recenzji płyt rocznie. W każdym miesiącu postaramy się umieścić w zestawieniu przynajmniej jedną płytę mainstreamową oraz wyłuskać takie albumy, po które naszym zdaniem warto sięgnąć, mimo niskiej lub nawet znikomej rozpoznawalności muzyków, którzy je stworzyli. Dodatkowo postaramy się napisać, z jakim artystą bądź albumem kojarzy nam się omawiany wykonawca lub jego płyta. W tym miesiącu przedstawimy Wam między innymi The War on Drugs.

Nasz zespół redakcyjny odpowiedzialny za Aktualnie na słuchawkach to Patryk Wolski i Mateusz Cyra. Patryk jest miłośnikiem rocka, głównie pociągają go odłamy hard i stoner. Mateusz z kolei to niepoprawny Stan Eminema, miłośnik lirycznego rapu oraz amator jazzu i muzyki filmowej. Naszym wspólnym mianownikiem jest naprawdę szeroko pojęty indie rock oraz muzyka folk. Możecie spodziewać się zatem sporej różnorodności muzycznej.

Pamiętajcie też, że na samym dole przypinamy playlistę Aktualnie na słuchawkach 12/21 dostępną na Spotify, na której umieściliśmy naszym zdaniem najfajniejsze piosenki z grudnia 2021 roku.

The Lottery Winners
Something To Leave the House For

Data premiery: 13 grudnia 2021
Najsilniejszy punkt: Favourite Flavour, Start Again, Hotel Deville, Dance With The Devil
Najsłabszy punkt: Sunshine
Gatunek: indie pop, indie rock
Kojarzy mi się z: Sea Girls
Ocena 7/10

Patryk Wolski

Patryk Wolski

Najpierw muszę powiedzieć, że Mateusz to menda, bo znalazł płytę, która w tym miesiącu niezaprzeczalnie podbiła moje serce, a moje wybory wydają się nieistotne. O samym braku stabilności Jagody Kret to jedna z lepszych rzeczy, jakie usłyszałem pod koniec 2021 roku – jeśli nie jedna z lepszych rzeczy ogólnie w poprzednim roku.

Jak już wylałem z siebie tę gorycz, to mogę mówić o płytach, które zwróciły moją uwagę w grudniu. Pierwsze skojarzenie z albumem Something To Leave The House For od The Lottery Winners? Słońce. Dużo słońca, delikatny wiatr chłodzący skórę, leniwe popołudnie bez żadnych trosk i obowiązków. To płyta bardzo ciepła, bijąca pozytywną energią, chociaż niekiedy przesłodzona, głównie za sprawą cukierkowego wokalu basistki Katie Lloyd, którą wraz z Thomem Rylancem możemy usłyszeć na tej płycie. I to może być element dla niektórych irytujący, sam oceniam piosenki w jej wykonaniu gorzej właśnie za względu na zbyt infantylny głos. Niemniej jednak kompozycji The Lottery Winners przyjemnie się słucha, zwłaszcza że kojące dźwięki idą w parze z podnoszącymi na duchu słowami – weźmy chociaż pod uwagę takie utwory jak Favourite Flavour, Love Yourself czy Much Better. Lekkie, popowe brzmienie szybko wpada w ucho, chociaż zespół chętnie skręca w stronę rockowych brzmień, jak chociażby w Dance With The Devil czy Start Again. Nie wiesz, co puścić na imprezie? The Lottery Winners się polecają. Nie wiesz, co sobie puścić na poprawę humoru? The Lottery Winners się polecają. Masz już dosyć zimy i tęsknisz za słońcem? The Lottery Winners się polecają.

Jagoda Kret
O samym braku stabilności

Data premiery: 2 grudnia 2021
Najsilniejszy punkt: Ciarki na barki, To nasze miejsce, Jak to jest
Najsłabszy punkt: Chyba nie potrafię wskazać
Gatunek: blues, rock
Kojarzy mi się z: Lily Hates Roses, stylówka Męskiego Grania
Ocena 8/10

Mateusz Cyra

Mateusz Cyra

Czas na wyznanie: Jagodę Kret podpowiedział mi algorytm na Spotify. Nie wiem, jak to jest z tymi algorytmami, ale często potrafią nie dość, że trafić w punkt, jeśli chodzi o mój gust, to jeszcze są w stanie idealnie wkomponować się w czas, w którym ewidentnie potrzebuję muzycznego wsparcia, a ja sam nie do końca wiem, na co mam ochotę w tej materii. Zwykle wtedy poddaje się temu, czym też tym razem może zaskoczyć mnie Spotify… I tym sposobem mamy pierwszy raz w historii naszego cyklu, gdy ja — człowiek, który niespecjalnie lubi się z polską muzyką — spośród wszystkich przesłuchanych nowości grudnia wybrał właśnie dwa krążki prosto z Polski, w naszym rodzimym języku. Sam jestem w szoku. Ale prawda jest taka, że Jagoda ma głos jak petarda. Przecież to, jak ona zaczyna piosenkę To nasze miejsce, dosłownie wyrywa z butów. Nie potrafię pisać o muzyce w sposób fachowy, ale serducho mi podpowiada, że ten studyjny debiut jest czymś, o czym warto głośno mówić i pisać. Muzyka Jagody Kret to żywa, barwna i emanująca piekielnie dobrą energią spuścizna po dokonaniach Ryśka Riedla i szczerze mówiąc, mam nadzieję, że właśnie w takiej stylistyce pozostanie jej dorobek artystyczny. Dziewczyna potrafi nakłonić do tupania nogą odzianych w skóry motocyklistów (Jak to jest) oraz ukoić dusze niepoprawnych romantyków (Tu nie musisz nic) czy osoby cierpiące na złamane serce. To po prostu piękna płyta i absolutna czołówka niemainstreamowych polskich wykonawców w 2021 roku.

The Kings of Frog Island
VII

Data premiery: 1 grudnia 2021
Najsilniejszy punkt: Dopamine, Rain, Superego, The Silver Arrow, Five Hours
Najsłabszy punkt: brak
Gatunek: stoner rock
Kojarzy mi się z: All Them Witches, Colour Haze
Ocena 8/10

Patryk Wolski

Patryk Wolski

Na gwiazdkę prosiłem świętego Mikołaja o jakiegoś fajnego stoner rocka i, o dziwo, udało się dostać to, co chciałem. Siódma już płyta od The Kings of Frog Island spełniła moje oczekiwania, a trzeba Wam wiedzieć, że w tym roku byłem dość wybredny, jeśli chodzi o stoner rocka. Nic na dłuższą chwilę nie przykuło mojej uwagi, ale ten zespół jednak przetrwał. Na płycie VII usłyszymy bowiem nie tylko ciężkie, tłuste riffy (Beyond the Void, Rain), ale również melancholijne kompozycje, za które fani gatunku pokochali takie grupy jak All Them Witches (którzy swoją drogą nadchodzą z kolejnym albumem!) czy Colour Haze – na najnowszej płycie The Kings of Frog Island godne wyróżnienia są zwłaszcza Dopamine czy zamykający album Superego. VII to płyta świetnie sklejająca psychodelicznego rocka z wibrującymi stonerowymi gitarami i, szczerze mówiąc, nieco odrodziła moje nadwątlone już chęci, aby w tym, bądź co bądź niszowym, gatunku dalej szukać czegoś nowego.  

Koniec Świata
Durny

Data premiery: 3 grudnia 2021
Najsilniejszy punkt: Durny, Autobus, Divadlo, Nie Pamiętaj Mnie
Najsłabszy punkt: Miasto Neonowych Bomb
Gatunek: rock, ska
Kojarzy mi się z: Akurat, Leniwiec, Jacek Stęszewski Solo
Ocena 8/10

Mateusz Cyra

Mateusz Cyra

I tym razem nie odejdę od tradycji i standardowo rozpocznę wyznaniem: przez pierwszy tydzień słuchania piosenki Durny w samochodzie raz za razem wzruszałem się do łez. Ponownie sprawdza się maksyma, że siła tkwi w prostocie. Pomówmy jednak o całej płycie, bo po to się tu spotkaliśmy. Jacek Stęszewski i jego zespół bardzo długo testowali cierpliwość fanów i kazali czekać na swój kolejny studyjny album. Przecież God Shave The Queen premierę miało w 2016 roku! No ale dobra, nie narzekajmy — Durny wreszcie ujrzał światło dzienne i — co tu dużo mówić — warto było czekać. Dla mnie to album niemal tak dobry, jak mój ukochany Hotel Polonia i z pewnością lepszy niż poprzednie wydawnictwo Końca Świata. Ubolewam jednak okrutnie nad faktem, że niemal wszyscy artyści dziś wpisali się w ten paskudny trend skracania długości albumów. No nie wierzę, że panowie po pięciu latach przerwy nie mieli do powiedzenia choćby dwóch kawałków więcej! Brzmienie płyty Durny jest cudownie kojące i panowie odpowiednio wyważyli swój materiał. Mamy tu miejsce na spokojniejsze, bardziej egzystencjalne piosenki (Herbata z Kokainą), ale nie brakuje tu także muzycznego zacięcia, tak charakterystycznego dla Końca Świata. Może nie znajdziemy na tej płycie utworów takich jak Ljubliu czy Porąbana noc, ale ich brak wcale nie jest odczuwalny. Niezależnie od tempa — każda piosenka to małe dzieło sztuki, a pióro Stęszewskiego jest niezmiennie fenomenalne. Uwielbiam słuchać jego zbitek słownych i często jego teksty wprawiają mnie w stan zadumy, nostalgii i mieszanki czegoś pozytywnego z melancholią

koniec świata

Write a Review

Opublikowane przez

Mateusz Cyra

Redaktor naczelny oraz współzałożyciel portalu Głos Kultury. Twórca artykułów nazywanych "Wielogłos". Prowadzący cykl "Aktualnie na słuchawkach". Wielbiciel kina, który od widowiskowych efektów specjalnych woli spektakularne aktorstwo, a w sztuce filmowej szuka przede wszystkim emocji. Koneser audiobooków. Stan Eminema. Kingowiec. Fan FC Barcelony.  

Patryk Wolski

Miłuję szeroko rozumianą literaturę i starego, dobrego rocka. A poza tym lubię marudzić.

Tagi
Śledź nas
Patronat

Skomentuj

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *